Niespodziewana odpowiedź Kasia nigdy nie mogła znieść Staszka. Przez całe siedem lat małżeństwa z j…

Nieoczekiwana odpowiedź

Karolina nie mogła znieść Stanisława. Przez wszystkie siedem lat, odkąd była żoną jego najlepszego przyjaciela, Mateusza.

Drażnił ją jego głośny śmiech, ta śmieszna, znoszona, skórzana kurtka, a już najbardziej jego zwyczaj poklepywania Mateusza po plecach i wykrzykiwania: Stary, daj spokój, żona znowu wkurzona! co doprowadzało Karolinę do szału.

Mateusz tylko się uśmiechał: Eh, Stanek to oryginał, ale serce ma złote. Wtedy Karolina złościła się jeszcze bardziej, uważając, że cudze złote serce nie jest powodem, by psuć jej wieczór.

Gdy Mateusz zginął poślizgnął się, upadł Stanisław w swojej idiotycznej skórzanej kurtce stał podczas pogrzebu gdzieś z boku, cichutko, wydawał się nieswojo. Patrzył gdzieś ponad głowami ludzi, jakby widział coś, czego inni nie dostrzegali.

Karolina wtedy pomyślała: To już koniec. Nareszcie da nam spokój.

Ale się myliła. Przyszedł tydzień później. Zapukał do drzwi jej wyciszonego, wdowiego mieszkania.

Karolina zaproponował nieco nieśmiało a może bym ci chociaż ziemniaki obrał, czy coś tam…?

Nie trzeba odpowiedziała, ledwo uchylając drzwi, beznamiętnym, pustym głosem.

Trzeba mruknął stanowczo i wszedł do przedpokoju, jakby był powiewem zimnego wiatru.

Tak się zaczęło.

Stanisław naprawiał wszystko, co się zepsuło. Karolinie czasem wydawało się, że rzeczy specjalnie się psują, żeby dać mu powód do przyjścia.

Przywoził zakupy w ciężkich siatach, jakby szykował zapasy na oblężenie.

Zabierał jej syna, Tymka, do parku, a on wracał potem rozgadany, rumiany i to bolało Karolinę najbardziej: z Mateuszem Tymek zawsze był poważny i cichy.

Ból zamieszkał w niej na stałe. Przeszywający kiedy znajdowała skarpetki Mateusza. Tępy, przewlekły gdy wieczorem zaparzała herbatę dla dwóch osób. I dziwny, ściskający kiedy widziała, jak ten nieznośny Staszek, próbując nakryć do stołu, stawia talerze w złych miejscach.

Był żywym wspomnieniem po Mateuszu, jego krzywym odbiciem. Karolina cierpiała przez jego obecność, ale z czasem uświadomiła sobie, że jeszcze bardziej boi się jego odejścia. Bo wtedy pozostanie tylko pustka…

Przyjaciółki szeptały: Karola, Staszek od lat jest w tobie zakochany! Chwytaj okazję! Mama powtarzała: Dobry chłop, tylko go nie przegap. A Karolina tylko złościła się bardziej, mając wrażenie, że Staszek odbiera jej żałobę, zastępując ją swoją nachalną troską.

Któregoś dnia, kiedy przyniósł kolejny worek ziemniaków (były w promocji w Biedronce!), nie wytrzymała:

Staszek, przestań! Dajemy sobie radę. Wiem, co robisz… że się mną opiekujesz…

Ale ja nie jestem gotowa. I nie będę. Jesteś przyjacielem Mateusza. Niech tak zostanie.

Oczekiwała urazy czy tłumaczeń. Ale Staszek tylko spuścił wzrok, jak skruszony chłopiec:

Rozumiem. Przepraszam.

I odszedł. Jego nieobecność dźwięczała głośniej niż jego obecność.

Tymek pytał: A gdzie jest wujek Staszek? Czemu nie przyjeżdża? A Karolina, obejmując syna, myślała tylko: Bo jestem głupia. Odprawiłam jedynego człowieka, który nie przychodził po to, żeby coś wziąć, tylko żeby coś dać.

Staszek wrócił po dwóch tygodniach. Zadzwonił późnym wieczorem. Czuć było od niego jesienny deszcz i gorzałę. Oczy miał zamglone, ale zawzięte.

Mogę na chwilę? Powiem tylko coś i pójdę.

Wpuściła go.

Stanął w przedpokoju, nawet nie ściągnął mokrej kurtki.

Nie powinienem zaczął chrapliwym od wzruszenia głosem ale nie mogę już tego dusić w sobie. Masz rację, zachowywałem się jak ostatni głupiec. Ale ja… złożyłem mu obietnicę.

Karolina zesztywniała, opierając się o ścianę.

Jaką obietnicę? szepnęła.

Staszek spojrzał na nią z takim bólem w oczach, że fizycznie ją zabolało.

On wiedział, Karola. Nie na sto procent, ale domyślał się. Miał w głowie tykającą bombę tętniaka. Lekarze dawali mu rok, dwa najwyżej. Nie powiedział ci, bo nie chciał straszyć. Ale mnie… mnie powiedział. Na miesiąc przed wypadkiem.

Świat Karoliny, już przekrzywiony, runął. Powoli osunęła się na podłogę w korytarzu. Serce waliło jej w skroniach.

Co… co ci powiedział? wyszeptała.

Powiedział: Staszek, ty jesteś jedynym, komu ufam bezgranicznie. Jeśli coś się stanie… pilnuj mojej rodziny. Tymek jest mały, Karolina z zewnątrz twarda, ale w środku… może się złamać. Nie pozwól jej się złamać, Staszek! A ja mu na to: Daj spokój, Mateusz, będziesz żył sto lat! A on… głos się Staszkowi załamał spojrzał na mnie tak spokojnie i mówi: Postaraj się, żeby Karolina cię pokochała. Nie powinna być sama. Zawsze ją szanowałeś. To… będzie dobrze

Staszek umilkł.

To wszystko? zapytała Karolina z ledwie słyszalnym oddechem.

Powiedział jeszcze mówił dalej, ocierając twarz dłonią że na początku mnie znienawidzisz. Bo będę ci go przypominał. Ale żebym wytrzymał. Żebym dał ci czas… Przyzwyczaisz się. A potem… jak Bóg da.

Podniósł się ciężko.

To wszystko. Próbowałem, jak umiałem. Miałem nadzieję… Ale po tym, jak na mnie spojrzałaś, zrozumiałem. Nic z tego nie będzie. Zawsze będę tylko Staszek, przyjaciel twojego męża. Nie dotrzymałem słowa danego Mateuszowi. Wybacz.

Chwycił za klamkę.

W tej chwili, Karolina pierwszy raz dopuściła do siebie tę trudną, bolesną prawdę. Zrozumiała wielką miłość Mateusza, który nawet stojąc w obliczu śmierci, myślał o nich. Przyjęła to proste, głupio upierdliwe, ale najczystsze rycerstwo Staszka, który przez dwa lata niósł ten ciężar bez nadziei na wdzięczność.

Staszek odezwała się cicho.

Odwrócił się. W oczach miał tylko zmęczenie, żadnej nadziei.

Naprawiłeś kran, z którym Mateusz przez dwa lata nie mógł się uporać.

No.

Załatwiłeś wyjazd z Tymkiem na działkę, kiedy ja ryczałam w łazience z bezsilności.

Tak…

Pamiętałeś o urodzinach mojej mamy, gdy sama o nich zapomniałam.

Kiwał głową, milcząc.

I to wszystko tylko dlatego, że on cię o to poprosił?

Staszek westchnął:

Na początku tak było. Potem… potem już nie potrafiłem inaczej.

Karolina podniosła się z podłogi. Podeszła do niego. Spojrzała na znajomą kurtkę, zmęczoną, dojrzałą twarz. I pierwszy raz od dwóch lat nie widziała w nim cienia Mateusza. Widziała Stanisława. Człowieka, który był przyjacielem jej męża, a teraz wziął na siebie ciężar troski o jego rodzinę.

Zostań powiedziała z pewnością napij się herbaty. Cały przemokłeś…

Patrzył na nią, jakby nie dowierzał własnym uszom.

Jako przyjaciel dodała Karolina, a w jej głosie pojawiło się ciepło, którego nie było tam od dawna. Jako najlepszy przyjaciel Mateusza. Dopóki ci się nie znudzi.

Staszek się uśmiechnął. Tym dawnym uśmiechem, który kiedyś tak ją drażnił.

Herbaty? powtórzył. A piwka to się czasem nie znajdzie?

Karolina zaśmiała się pierwszy raz od wieków. I zrozumiała, czy raczej poczuła: już nigdy nie odtrąci tej ręki, która, choć drżąca ze zmęczenia, wyciąga się do niej z pomocą. Nawet jeśli ta ręka schowana jest w najśmieszniejszej skórzanej rękawicy.

Rate article
Fajna Tajna
Niespodziewana odpowiedź Kasia nigdy nie mogła znieść Staszka. Przez całe siedem lat małżeństwa z j…