Dlaczego los wybrał dla niej tak trudną drogę? Z każdym rokiem dojrzewania, Lubie coraz bardziej n…

Za co jej taki los przypadł

Z każdym rokiem, stając się coraz starsza, Kinga rozumiała, że nie chce żyć jak jej matka, Grażyna. Grażyna, choć jeszcze nie taka stara, wyglądała na wiele lat więcej niż miała, a to wszystko przez wiecznie pijanego męża, Zbigniewa.

Kinga miała siedemnaście lat. Po maturze nie zdecydowała się nigdzie iść, bała się zostawić matkę samą. Dawno by już uciekła z tego domu, ale szkoda jej było matki, bo ojciec w złości potrafił zrobić wszystko. Gdyby uciekła, kto by matce do siniaków lód przykładał, podawał szklankę herbaty?

Dziś ojciec znowu wrócił do domu zalany w trupa, osunął się na kuchennym krześle. Grażyna bez słowa postawiła mu talerz z zupą, ale ledwo to zobaczył, talerz wyleciał mu z rąk i roztrzaskał się o podłogę, o mało jej nie trafił.

Ileż można jeść tę twoją zupę! wybełkotał, wlepiając w nią przekrwione oczy.

Kinga rzuciła się pomagać matce zebrać skorupy z podłogi, a ojciec ledwo wstał, po drodze jeszcze kopnął Grażynę kolanem. Do córki zawołał:

Jutro rano idziemy na ryby! Przywieziemy trochę dla tej swojej kury, niech gotuje rosół!

Kinga liczyła, że ojciec zapomni o swoim pomyśle, ale już nad ranem obudził ją szturchaniem.

Wstawaj, przegapimy branie! O świcie ryby najlepiej biorą!

Kinga szybko się ogarnęła, ale w progu pojawiła się Grażyna z wiadrem mleka, świeżo udojonym od krowy.

Ty chyba nie patrzyłeś na niebo, zaraz będzie burza! Gdzie na rzekę w taką pogodę?! zapytała.

Postawiła wiadro na płytkach i zastawiła drogę Kindze.

Nie puszczę ci jej, utopisz dziecko!

Ale Zbigniew brutalnie odsunął żonę, ta upadła, przewracając po drodze wiadro z mlekiem, a on, uśmiechając się pod nosem, niemal siłą wywlókł Kindę z domu. Kiedy pakowali się do łódki, nad domem wisiała już ciemna chmura, a wiatr zaczął gwałtownie wiać. Kinga była przerażona, ale ojciec nie zamierzał się wycofać wiosłował na środek rzeki, bliżej drugiego brzegu, gdzie ponoć głębiej i ryby lepiej łapią.

Drugi brzeg już był na wyciągnięcie ręki, nagle pogoda się załamała, lunął deszcz na całego. Ze strachu Kinga kurczowo trzymała się burty.

Hahaha! Mój stary zawsze mówił, że w taką pogodę ryby lecą do wędki! darł się ojciec, łowiąc na swoim miejscu.

Wstał w łódce z wędką w dłoni, ale gwałtowny podmuch przewrócił go, wpadł do wody. Kinga widziała tylko, jak fale zalewają ojca, jak macha rękami bezradnie. Chciała podać mu wiosło sama wpadła do wody, łódka się przewróciła, a ją coś uderzyło mocno w głowę.

Gdy Kinga znów otworzyła oczy, leżała na łóżku w małej wilgotnej izbie. Do środka wszedł brodaty facet. Oddychała z trudem, nie miała sił się ruszyć.

O, w końcu się obudziłaś rzucił brodaty i zaczął rozpalać piec, ale Kinga znów zapadła w sen. Przyśniła jej się młoda kobieta, jej mama.

Następnym razem, gdy się obudziła, znowu był przy niej brodaty. Posadził ją i poił czymś gorzkim z łyżki. Zorientowała się to ziołowy napar.

Pij, odzyskasz siły, potem coś zjesz rzucił.

Upłynął czas nie wiadomo ile aż Kinga poczuła się lepiej. Ostrożnie wstała, nogi się trzęsły, podeszła do okna: późna jesień. Miała na sobie wielką piżamę, podeszła do lustra włosy zebrane w warkocz, nieźle już potargany. Drewniany dom, zresztą nawet ładnie pachnie chlebem, poczuła lekki głód, poszła do drugiego pokoju.

O, panienka do stołu! Siadaj, łap chleb! brodaty mieszał coś w garze, w domu pachniało obiadem.

Kinga z zawstydzonym uśmiechem siada do stołu, brodaty stawia przed nią miskę zupy, sam ładuje sobie i zaczyna jeść.

Jak się tu znalazłam?

Najpierw jedz, potem pytaj…

Bała się mu narzekać, grzecznie dojadła do końca.

Nic nie pamiętasz? spytał.

Nie pokręciła głową.

I to jest wdzięczność! Człowiek się stara, dba o ciebie, a ty nie pamiętasz… Może ci się coś porobiło w głowie. Topiłaś się w rzece, wyciągnąłem cię.

Nic nie kojarzyła. Nie wiedziała nawet, co odpowiedzieć.

A przynajmniej imię pamiętasz? znów pokręciła głową.

No to jasne… Ale jesteś moją żoną, Kingo. Kinga jesteś!

Nie wierzę, krzyknęła przerażona.

Oj, uwierzysz! brodaty uśmiechnął się krzywo. Chodź do pokoju, muszę ci wszystko przypomnieć! złapał ją za rękę. Wykaraskałaś się ledwo, ze dwa miesiące tu leżałaś bez życia.

Zaciągnął ją do pokoju, próbowała się wyrwać, ale dostała w twarz i została rzucona na łóżko.

Niewdzięcznico, uratowałem ci skórę, a ty będziesz fikać? Zaraz pamięć ci wróci

Kinga poczuła ból i poniżenie, już nie miała sił się bronić, łzy płynęły po policzkach. Na zewnątrz słychać było piłę łańcuchową. Trochę później, korzystając z okazji, chwyciła z wieszaka wielką kurtkę, okutała się nią, przemykała za plecami brodatego i uciekła w stronę lasu, tam była rzeka. Zobaczyła łódkę z silnikiem, lecz usłyszała za sobą chrzęst gałęzi brodaty dopadł ją i powalił na ziemię.

Podnosząc ją za kołnierz kurtki, warknął:

Co, obraziłaś się? Dobra, przesadziłem, tylko się zestresowałem, że pamięci nie masz. Chciałaś mi zwiać? Nie ma tak łatwo. Napalę ci w saunie, ogrzejesz się. Wiesz w ogóle jak mam na imię? Seweryn jestem, Seweryn.

Kinga potulnie ruszyła z nim do domu, faktycznie niczego nie pamiętała. Pogodziła się z losem, przestała próbować ucieczek, wykończona chorobą, nie miała siły do walki. Ale postanowiła czekać na swoją chwilę.

Boże, za co ja dostałam taki los? myślała po nocach.

Seweryn obarczył ją obowiązkami: czystość w domu, pranie, świeże jedzenie na stole, a do tego sprzątanie w szopie dla krów. Najgorsze były wieczory, kiedy z obleśnym uśmiechem pchał ją do łóżka. Kiedy się opierała, bił ją, więc zrozumiała, że lepiej nie stawiać oporu.

Czas płynął. Seweryn czasem wyjeżdżał na ryby, polowania albo do miasta na targ z mięsem i rybami. Kiedy go nie było, Kinga choć trochę odetchnęła telewizora tu nie było, więc czytała stare książki z półki, z których dawno już wywiało kurz czasu. Kiedy wracał, znowu robiło się groźnie.

Pewnego dnia, pod pretekstem zbierania chrustu, Kinga zeszła nad rzekę i zobaczyła, że łódka Seweryna stoi na łańcuchu z zamkiem. Wiedziała, gdzie w domu wisi klucz. Kiedyś po obiedzie Seweryn przysnął, Kinga złapała klucz, cicho się ubrała, wybiegła z domu. Majstrowała przy zamku, wsiadła w końcu do łódki i odepchnęła się od brzegu, gdy w jej kierunku świsnęła kula. Obejrzała się Seweryn stał z dubeltówką, a ona wiedziała, że jest dobrym strzelcem.

Wiosłuj z powrotem! Następny strzał będzie celny wrzasnął, strzelił jeszcze raz, więc Kinga zawróciła.

Wyciągnął ją z łódki, walnął pięścią i zostawił leżącą. Ocknęła się z powrotem w domu.

Jak nie rozumiesz po dobroci, to zamknę cię na łańcuch w oborze mruknął i wyszedł.

Minął tydzień. Kinga uznała, że w takim życiu oszaleje. Odzyskała trochę sił, aż nagle poczuła mdłości i pobiegła na podwórze. Seweryn patrzył na nią podejrzliwie.

Co, nie jesteś przypadkiem w ciąży?

Wkrótce wszystko było jasne spodziewała się dziecka. Seweryn zaczął ją lepiej traktować, zwolnił z ciężkiej pracy, nie bił, już tylko podnosił rękę w ramach groźby. Raz pojechał na targ do miasta, zawsze przepływał motorówką na drugi brzeg, tam łapał autobus, tak samo wracał.

Kinga wyszła się przejść nad rzekę, zimno było, połowa listopada, zaraz miała zacząć się zima. Nagle usłyszała hałas motorówki. Do brzegu podpłynął nie Seweryn, ale jakiś mężczyzna z wędką. Wysiadł i zdębiał na jej widok.

Kinga?! Ty tu!? wykrzyknął zaskoczony.

Myli pan mnie z kimś, mam na imię Kinga.

Przestań! Znam cię od dziecka, sam cię na rękach nosiłem! Twoja matka, Grażyna, pochowała Zbigniewa, a potem ciebie wszyscy uznali za martwą. Przecież cała wioska płakała! nie dawał się zbyć. Jestem twój sąsiad, Wujek Wojtek. Nie pamiętasz? Jak się tu znalazłaś?

Mieszkam tu z mężem bąknęła zdezorientowana Kinga.

Myślałem, że tu nikt nie mieszka. Kinga chwyciła go nagle za rękę.

Wujku Wojtku, pomóż mi się wydostać na drugi brzeg! Ja ci wszystko opowiem, bo boję się Seweryn mnie zamorduje.

Szybko do łódki! Kiedy wysiadali na drugim brzegu, usłyszeli za sobą strzały i ukryli się za pagórkiem.

Gdy dotarli do domu Wojtka, Kinga zobaczyła kobietę, którą kiedyś widziała w snach.

Dobry wieczór powiedziała nieśmiało.

Córeczko! rzuciła się do niej Grażyna. Wojtek, skąd ją wytrzasnąłeś?!

Matka oszalała ze szczęścia. Wojtek wyjaśnił, gdzie znalazł Kingę, ale ona opowiadała, że nic nie pamięta. Jednak nagle zaczęły wracać wspomnienia: twarz mamy, ojca, coraz wyraźniejsze obrazy. Nawet moment, kiedy ojciec wypadł z łódki. Opowiedziała jak to Seweryn ją uratował, ale potem wszystko co najgorsze.

Mamo, jeśli on mnie znajdzie, zabije i mnie, i ciebie To nie człowiek, tylko zwierz…

Już i sąsiadka, Pani Halinka, wbiegła żona Wojtka. Słuchały obie i przytuliły do serca.

Grażynko, musisz zabrać ją stąd, natychmiast. Jedźcie do mojej siostry na wieś, mieszka sama, tam się ukryjecie. A potem się zobaczy. Zbierajcie się, Wojtek was zawiezie.

Wsiadły z mamą do starego malucha, oglądając się jeszcze na dawny dom. Seweryn oczywiście nie odpuścił, odnalazł dom Kingi, ale zastał tylko zamknięte drzwi.

Kogo pan szuka? zapytała Halina z podwórka.

Znajomą. Nie wie pani, gdzie się podziała?

Nie mam pojęcia odcięła się, wiedząc, że nie uwierzy, i patrzyła, jak odchodzi wkurzony.

Wkrótce Wojtek pomógł Grażynie sprzedać dawny dom, przywiózł pieniądze złotówki, a jakże! i pomógł kupić dla nich małą chatynkę na wsi. Przyjeżdżał z żoną, pomogli wyczyścić, wybielić sufity, odmalować ściany, a i meble posklejać jak należało.

Kinga już wszystko pamiętała, powoli zapominała traumę z Sewerynem. Przypominał się tylko małym synkiem, Nikodemkiem, ale pokochała go nad życie, a babcia również. Z czasem uśmiech powrócił do jej twarzy. Przed nią było szczęście z Grzegorzem, sąsiadem z naprzeciwka, który już planował, jak się oświadczy Kingusi.

Rate article
Fajna Tajna
Dlaczego los wybrał dla niej tak trudną drogę? Z każdym rokiem dojrzewania, Lubie coraz bardziej n…