Wybór „A to się okazuje, że Felek głęboko żonaty…” – westchnęła Świetka, siedząc na ławce w parku i…

Wybór

A tu się okazuje, że Tomek jest głęboko żonaty… westchnęła Ula, siedząc na ławce w parku i ściskając w kieszeni skierowanie na zabieg.

Współlokatorki z akademika zazdrościły jej, gdy widziały ją u boku przystojnego, gładko ogolonego bruneta o niebieskich oczach, uznając, że trafił jej się wyjątkowy dżentelmen. A tymczasem nie było czego zazdrościć.

Uli przeszedł dreszcz po plecach, gdy przypomniała sobie pierwsze i ostatnie spotkanie z żoną Tomka, która zaczaiła się na nią przy portierni fabryki, żeby wyjaśnić jej, co i jak.

No, witaj! Ula, prawda? zaczęła kobieta.

Kim pani jest? Ula aż się wzdrygnęła, poczuła napięcie, patrząc na wysoką, szczupłą kobietę o włosach rozjaśnionych do popielatego blondu.

Jestem Anna, żona Tomasza Zirytowskiego.

Co?

Słyszałaś dobrze.

Kolejna naiwna, powiedziała spokojnie kobieta i ile takich jak ty na świecie… zawsze się znajdą łowczynie cudzych szczęść.

Co pani sobie wyobraża?!

To raczej ja powinnam zapytać, co ty sobie wyobrażasz? blondynka chwyciła Ule subtelnie za łokieć. Jestem żoną, widziałam cię z moim mężem, a ty jeszcze tu rozrabiasz, zamiast przeprosić i zniknąć, choć… przyzwoici tak by zrobili, ale chyba to nie o tobie.

Takich jak ty miał już tyle, że palców by nie starczyło, żeby zliczyć.

Związałaś się z żonatym, bez wstydu!

On jest facetem, łowcą. Wiesz?

Dla niego jesteś tylko przelotnym romansem. Pobawi się i zapomni. Trzymaj się z daleka.

Poza tym mamy dwie córki mogę ci pokazać zdjęcie. Anna wyciągnęła rodzinne zdjęcie i podała osłupiałej Uli. Proszę! Dowód naszego szczęścia. Byliśmy nad Bałtykiem dwa miesiące temu…

Czemu milczysz?

Czego pani ode mnie chce? Proszę się ze swoim mężem dogadywać.

Spokojnie, dogadam się! On dopiero od niedawna tu pracuje, pensja jest w porządku, a tu akurat ty na naszą głowę…

Zostaw go, po prostu zostaw. Nie wierz w jego bajki, Tomek nie zamierza się rozwodzić. Nie trać czasu. Ile masz lat? Trzydzieści?

Dwadzieścia pięć! odpowiedziała z wyrzutem Ula.

Tym bardziej. Jeszcze zdążysz kogoś spotkać, założyć rodzinę. Tomka zostaw w spokoju.

Ula już nie słuchała Anny. Na miękkich nogach powoli oddalała się od żony ukochanego, która nagle zburzyła jej szczęśliwy świat, przekreślając nadzieje i marzenia.

Zdrajca… mamrotała pod nosem, ledwo powstrzymując łzy ściskające gardło. Nie mogła jednak pozwolić sobie na okazywanie słabości publicznie, nie chciała plotek w pracy.

Wieczorem Tomek jakby nigdy nic przyszedł do Uli z kwiatami. Wyprosiła go, mimo zapewnień o miłości i obietnic rozstania z żoną, bo przecież dawno są sobie obcy.

Dwa tygodnie Ula dochodziła do siebie. Tomek więcej się nie pojawił ani nie próbował się z nią skontaktować, odwracał wzrok, udawał, że jej nie zna.

Jak to mówią nieszczęścia chodzą parami… Uporczywe poranne mdłości i zawroty głowy Ula początkowo zrzucała na stres, lecz po pewnym czasie zrozumiała, że jej młodzieńcza, naiwna miłość do Tomka dała owoce.

Sześć tygodni, brzmiało w głowie jak wyrok.

Ula panicznie bała się zostać samotną matką. Wydawało jej się, że wszyscy już wiedzą i oceniali ją za plecami, bo zaufała człowiekowi, którego w ogóle nie znała.

Tomek zataił przed nią fakt, że był żonaty. Co miała zrobić? Poprosić o dowód przy poznaniu? Na palcu nie miał obrączki, chociaż nie każdy nosi.

Dlaczego nie zaniepokoiło jej to, że prosił, by zachować ich związek w tajemnicy przed kolegami z zakładu?

Oszukał ją, lecz świadomość niewinności nie niwelowała wstydu i bólu. Na domiar złego po firmie rozlały się plotki o wizycie Anny.

Jestem w ciąży. Ula odważyła się oznajmić to Tomkowi podczas przerwy obiadowej.

Dam ci kasę, tylko to załatw… burknął.

Następnego dnia Tomek się zwolnił i zniknął z jej życia.

Ula wiedziała, że nie może dłużej zwlekać. Mimo ostrzeżeń lekarki, odebrała skierowanie na zabieg.

I tak siedziała na ławce, ściskając kartkę, jakby bała się, że ją zgubi.

Pani się gdzieś spieszy? zapytał nagle chłopak w garniturze, z olbrzymim bukietem bordowych chryzantem, siadając obok Uli.

Słucham? spojrzała na niego pustym wzrokiem.

Ma pani zegarek do przodu, uśmiechnął się, wskazując na jej pozłacany zegarek.

U mnie zawsze dziesięć minut wcześniej chodzi… Ciągle go poprawiam i znowu to samo, odparła obojętnie, odwracając głowę.

Piękna pogoda dziś, prawda? Prawdziwa złota polska jesień. Moja mama bardzo lubi tę porę roku. Zawsze powtarza, że w taki ciepły jesienny dzień podjęła ważną decyzję i nigdy nie żałowała.

A wie pani, rozgadał się nieznajomy, który zjawiskowo bardzo rozbroił Ulę moja mama jest wspaniała! pokazał kciuka. Jestem jej bardzo wdzięczny.

A tata? padło mimowolnie z ust Uli.

Mama nigdy nie mówi o tacie, ja też nie pytam, bo widzę, że to ją boli…

A ja wracam właśnie z rozmowy kwalifikacyjnej. Proszę sobie wyobrazić, wybrali mnie spośród dziesięciu kandydatów na stanowisko w świetnej firmie. Ciągle nie mogę uwierzyć…

To mama dała mi wiarę w siebie…

A już wiem, na co pójdzie moja pierwsza pensja kupię jej wyjazd nad morze. Nigdy tam nie była.

A pani była nad morzem?

Nie, odpowiedziała Ula, z ciekawością patrząc na chłopaka. Jej wzrok zawisł na bordowym krawacie.

Chłopak aż promieniał radością.

To prezent od mamy, pogładził krawat. Chyba już zanudzam panią moim gadaniem, ale musiałem z kimś podzielić się radością, wyglądała pani tak smutno…

Pomyślałem, że akurat pani trzeba rozmowy. Przeszkodziłem?

Ula pokręciła głową, bo dziwna życzliwość, z jaką ją zagadał, rozeszła mrok gromadzący się w jej myślach. Jego miłość do mamy budziła szacunek.

Jak bezgraniczna miłość! pomyślała z uznaniem, obserwując chłopaka. Jaką szczęściarą jest jego mama Gdybym i ja miała takiego syna…

Muszę już lecieć. Mama na mnie czeka i się niepokoi… A pani proszę się nie śpieszyć!

Co?

To do pani zegarka, uśmiechnął się szeroko.

A… odwzajemniła uśmiech.

Po chwili zniknął, a Ula wyjęła skierowanie z kieszeni i podarła na drobne kawałki.

Jeszcze długo siedziała nieruchomo, chłonąc złotą jesień. Na sercu zrobiło się cieplej po rozmowie z nieznajomym, który stał się jej dziwnie bliski.

Nie była sama. Tamta kobieta sama wychowała cudownego syna. Szkoda tylko, że Ula nie spytała nawet o imię, ale to już nieistotne…

Decyzja zapadła.

***
Dwadzieścia trzy lata później…

Mamo, spóźnię się! Stanął przy lustrze Staszek, a mama wiązała mu nowy bordowy krawat, kupiony specjalnie na rozmowę w sprawie pracy.

Może odpuść…

To dla pewności. Zobaczysz, wszystko się uda. Przyjmą cię dodała, poprawiając krawat i z dumą patrząc na syna.

Trochę się boję… co jeśli…

To twoje miejsce. Nie denerwuj się, odpowiadaj pewnie i pamiętaj o uśmiechu. Jesteś nie do odparcia.

Dobrze, mamo Staszek pocałował ją w policzek i wybiegł.

Ula patrzyła przez okno, jak najważniejsza osoba w jej życiu żwawo rusza w stronę przystanku.

Nagle ogarnął ją dreszcz…

Gdzieś już to widziała…

Chłopak z parku, ponad dwadzieścia lat temu

Staszek w garniturze teraz idealnie go przypominał…

Na tyle lat zapomniała o tamtym zdarzeniu. Dopiero teraz to wspomnienie wróciło.

Jak to możliwe?

Może wtedy sama los pozwolił jej zobaczyć, przed kim naprawdę chciała się uchronić i dokonać właściwego wyboru?

I czemu nie zapytała wtedy o jego imię, nie spytała, jak się nazywała jego mama?

Chociaż to już nie ma znaczenia.

Wszystko ułożyło się cudownie…

Po południu Staszek wrócił do domu z wielkim bukietem bordowych chryzantem, pasującym do krawata, oznajmił Uli, że przyjęto go do pracy.

Obiecał jeszcze, że pojadą nad morze przecież mama nigdy tam nie była.

Nadeszły czasy, kiedy to on będzie się troszczył o ukochaną mamę. Dla niej góry przeniesie, rzeki zawróci. Takiego syna ma Ula.

Choć życie nie rozpieszczało ich przez te lata, nie raz tuliła jego pachnącą czuprynę i wszystko stawało się łatwiejsze.

Ze wszystkim dali radę, wytrzymali i nie stracili ducha.

Ula nigdy nie żałowała, że została matką. To była jej właściwa decyzja.

I tak właśnie powinno być.

W życiu czasem przychodzi chwila, gdy odwagą okazuje się nie pójść za pierwszym impulsem, ale podążyć własną drogą i uwierzyć, że mimo burz słońce znowu wyjdzie zza chmur.

Rate article
Fajna Tajna
Wybór „A to się okazuje, że Felek głęboko żonaty…” – westchnęła Świetka, siedząc na ławce w parku i…