I co osiągnęłaś swoim marudzeniem? zapytał mąż. Ale to, co usłyszał dalej, zaskoczyło go do głębi.
Kiedyś człowiek budzi się w środku nocy tak jak dzisiaj, o piątej rano, gdy duszno i ciężko na sercu. Jolanta siedziała na kraju łóżka i wpatrywała się niewidzącym wzrokiem w okno.
Serce trzepotało się niespokojnie dwa uderzenia, cisza, trzy uderzenia, przerwa. Wczoraj lekarz powiedział ataki paniki. Dał skierowanie na kolejne badania.
Przez osiemnaście lat Jolanta przestała być ambitną absolwentką ekonomii stała się… Czym? Dodatkiem do biznesu męża? Samozwańczą księgową, co wypełnia za niego dokumenty i podpisuje papiery? Albo zwyczajną sprzątaczką, która codziennie wieczorem szoruje podłogę mopem, bo Sebastian nie widzi brudu?
Już wstałaś? Sebastian wszedł do kuchni. Zaspany, rozdrażniony, z miną wiecznie niezadowolonego. Znowu nie spałaś tej nocy?
Jolanta skinęła głową. Wlała mu kawę do kubka, podała jogurt naturalny od pięciu lat codziennie zjada na śniadanie ten sam.
A tak w ogóle, powiedział między łykami, dziś jadę do Gdańska. Na trzy dni. Spotkanie z kontrahentem. Ważna sprawa.
Sebastian…
Wiedziała, że nie powinna zaczynać. Wiedziała, jak na nią spojrzy jakby znowu wymuszała współczucie, którego nie ma. Ale mimo to odezwała się cicho:
Nie jedź teraz Naprawdę źle się czuję. Lekarz nalega na badania.
Zastygł w miejscu. Odstawił kubek, parsknął przez nos tak robią ludzie zmęczeni tym samym tematem.
I co ci to daje, to twoje jęczenie? Ton miał spokojny, nieco znużony, bardziej obojętny niż zły. Ja muszę pracować, Jolanta. Pracować, a nie słuchać codziennie o twoich napadach, o tym jak ci ciężko. Każdemu jest ciężko!
Pakował już walizkę machinalnie, w milczeniu, przyzwyczajony do jej milczenia. Tak przecież bywało zawsze: ona przełykała ból, winę brała na siebie znowu powiedziała coś nie tak, wybrała zły moment
Ale Jolanta postąpiła inaczej.
Sebastian wstała powoli, głos jej był spokojny. Powiedz, pamiętasz na kogo jest kredyt hipoteczny?
Obrócił się z ironicznym uśmiechem.
Co za różnica? Na nas obojga przecież.
Nie. Na mnie. Wyłącznie na mnie.
W tej sekundzie coś pękło w powietrzu. Zobaczyła to w jego oczach.
O czym ty mówisz?
O tym, że wtedy, osiem lat temu, miałeś długi. Niemałe. Bank nigdy by ci nie przyznał kredytu. Nie pamiętasz?
Zamilkł.
Hipoteka jest na moje nazwisko. Mieszkanie też. Dodatkowo jestem współkredytobiorcą wszystkich twoich linii kredytowych dla firmy. Poręczycielem. Bez mojego podpisu nie przedłużysz ani jednego kredytu.
Sebastian opadł z powrotem na krzesło, ledwie trafił w siedzisko.
Po co mi to wszystko przypominasz?
Ot, tak. A jeszcze jedno Jolanta spokojnie otworzyła szufladę, położyła na stole teczkę. Wiem o Magdzie.
Sebastian zamarł. Siedział nieruchomo, spojrzenie miał mętne jakby dostał cios w głowę i świat stał się nagle odległy, nierzeczywisty.
Magda powtórzyła Jolanta, głosem do bólu spokojnym. Księgowa twojego przyjaciela, Michała. Ładna dziewczyna. Dwanaście lat młodsza.
Otworzyła teczkę. Wyjęła kartki, rozłożyła je starannie jak krupier karty na stole.
Wyciągi z twoich rachunków. Widzisz te przelewy? Dwadzieścia tysięcy, trzydzieści pięć, nawet pięćdziesiąt miesięcznie.
Wciąż milczał.
Tu masz korespondencję. Jolanta położyła nowe wydruki. Naprawdę sądziłeś, że nie znam hasła do twojego służbowego laptopa? To ja ustawiałam ci nowe hasło trzy lata temu, jak poprzednie zapomniałeś.
Sebastian ze strachem chwycił wydruki, przebiegł oczami po linijkach i pobladł.
Skąd to wzięłaś?
Jaka to różnica? Nalała sobie wody, ręka ledwie drżała. Liczy się co innego. Przez nią wyprowadzałeś firmowe pieniądze. Przelewałeś na jej konto. Jak myślisz, czy urząd skarbowy się zainteresuje?
Sebastian wstał gwałtownie. Głos mu się załamał w krzyk.
Co ty sobie wyobrażasz?! Kim ty jesteś?! Całe życie wisiałaś mi na karku! Z domu nie wychodziłaś! Nic nie zarabiałaś!
Darmozjadka? Uśmiechnęła się gorzko, ze smutkiem. Tak? Ta darmozjadka podpisywała twoje umowy z bankami. Ta darmozjadka prowadziła księgowość, kiedy ty na spotkaniach znikałeś tygodniami. Na mnie jest mieszkanie i wszystkie poręczenia.
Straszyć mnie chcesz?
Nie. Odwróciła się do okna. Uświadamiam ci tylko fakty. Chyba zapomniałeś o podstawowych sprawach.
Obróciła się powoli.
Przez pół roku odnowiłam dyplom, zrobiłam kursy wieczorowe między atakami i bezsennymi nocami. Dostałam propozycję pracy. Skromnie, ale da się wynająć mieszkanie i utrzymać siebie oraz Zosię.
Zosię?! wybuchnął. Chcesz zabrać córkę?!
Kiedy ostatnio się z nią rozmawiałeś? spytała cicho, bliska płaczu, ale głos miała twardy. Pamiętasz w ogóle?
Nie miał siły odpowiedzieć.
Jolanta podniosła kolejny dokument.
Opinia neurologa. Przewlekłe wyczerpanie nerwowe. Ataki paniki. Zalecane: zmiana środowiska, psychoterapia, eliminacja źródeł stresu. Widzisz ten fragment? “Długotrwały stres”. Wiesz czym to grozi?
Jolanta
Jeśli złożę pozew o rozwód, sąd stanie po mojej stronie.
Położyła jeszcze jedną kartę na stole.
Najważniejsze, Sebastian bez mojego podpisu za tydzień firma nie przedłuży kredytu. Michał dzwonił wczoraj bank chce dokumenty z moim podpisem.
Sebastian opadł na krzesło. Na twarzy miał cień klęski.
Czego chcesz? wycharczał. Pieniędzy?
Zaśmiała się krótko, prawie bezgłośnie.
Pieniędzy? Chcę od ciebie zwykłego szacunku. Żebyś choć raz przyznał, że beze mnie nie miałbyś niczego. Ani firmy, ani mieszkania, ani tych wszystkich podróży służbowych.
Spojrzała na niego z góry.
Masz czas do wieczora. Jadę z Zosią do Agaty. Pomyśl. Jak będziesz gotów rozmawiać zadzwoń. Nie czekaj jednak, że wróci stara Jolanta, która wszystko znosiła w milczeniu.
Zadzwonił po sześciu godzinach.
Jolanta siedziała z Agatą w kuchni, piła miętową herbatę. Czuła się, jakby wynurzyła się z bagna pierwszy raz od lat oddychała spokojnie.
Słucham odebrała. Głos miała równy, spokojny.
Chcę z tobą porozmawiać.
Słucham.
Nie przez telefon. Wahanie. Przyjedź do domu.
Uśmiechnęła się.
Nie, Sebastian. Jeśli chcesz rozmawiać przyjedź tutaj. Pamiętasz adres Agaty?
Przyjechał godzinę później. Zły, spięty, oczy zmęczone człowieka, któremu właśnie świat wymyka się z rąk.
Agata, widząc atmosferę, zabrała Zosię do pokoju. Jolanta została w kuchni.
Co ty wyczyniasz?! Walnął pięścią w stół. Szantażujesz mnie?!
Nie. Przedstawiam tylko fakty.
Jakie fakty?! Dostałaś się do moich dokumentów! Grzebałaś przy moim laptopie!
Sebastian, czy ty naprawdę sądzisz, że najlepiej jest dziś mnie atakować? Naprawdę? Po tym wszystkim, co ci właśnie pokazałam?
Zamilkł. Wiedział, że ma rację.
Posłuchaj mnie dobrze. Pochyliła się w jego stronę. Nie zamierzam cię zniszczyć. Nie oddam sprawy do urzędu. Chcę tylko, żebyś zrozumiał beze mnie nie będzie ci niczego.
Chcesz rozwodu? wyszeptał.
A ty?
Sebastian odwrócił wzrok, długo milczał. W końcu powiedział:
Z Magdą to nic nie znaczyło.
Nie przerywaj. Jolanta powstrzymała go gestem. O Magdzie wiem od pół roku. Wiem, jak przez nią wyprowadzałeś środki z firmy; widziałam, jak się z nią spotykałeś podczas delegacji, które w połowie były fikcją. Wiedziałam wszystko i milczałam. Bo sądziłam, że może samo minie. Może się opamiętasz.
Zaśmiała się krótko.
A może po prostu bałam się przyznać, że nasze małżeństwo umarło pięć lat temu. Udawaliśmy tylko, że jest dobrze.
Jolanta
Mam już dość życia z człowiekiem, który widzi we mnie tylko tło do swojej historii. Który lekceważy każdy mój gest, każdą prośbę, każdą łzę. Nawet nie zauważył, że konałam obok niego z powodu własnych nerwów i bezsenności!
Sebastian siedział blady, zaciśnięte pięści oparte na stole.
Masz wybór kontynuowała spokojnie. Albo spróbujemy zacząć jeszcze raz, bez kłamstw, bez zdrad…
Albo odejdziesz i zabierzesz wszystko.
Nie. Pokręciła głową. Odejdę i zabiorę tylko to, co należy do mnie. Mieszkanie. Swoją część firmy. Kredyty, które są na mnie, spłacisz już sam. Ja sobie poradzę.
Wstała, zamykając tym samym rozmowę.
Masz trzy dni. Pomyśl. Jak będziesz gotów naprawdę rozmawiać zadzwoń. Tamta Jolanta, która milczała i znosiła, odeszła o piątej rano.
Tydzień później Sebastian przyjechał ponownie.
Tym razem bez maski niepokonanego. Po prostu usiadł przy kuchennym stole Agaty i długo milczał.
Michał powiedział, że bez twojego podpisu bank nie przedłuży kredytu wydusił w końcu. Firma padnie.
Jolanta skinęła głową.
Wiem.
Czego chcesz?
Spojrzała mu prosto w oczy.
Chcę rozwodu.
Sebastian zbladł.
Jesteś tego pewna?
Jak nigdy dotąd. Wlała sobie herbatę. Ręka nie drżała. Podpiszę w banku pod jednym warunkiem: rozwodzimy się w zgodzie, bez awantur. Ty przejmujesz całą firmę i wykupujesz moją część. Mieszkanie zostaje mi. Zosia zostaje ze mną.
Jolanta…
Postanowiłam, Sebastian. Uśmiechnęła się lekko. Wiesz, co najdziwniejszego odkryłam? Że pierwszy raz od lat spałam bez tabletek. Spałam normalnie. Bez ataków.
Zamilkł.
I wiele mi się rozjaśniło. Nie jestem chora. Nie muszę się leczyć. Muszę tylko odejść od tej rodziny, w której nic nie znaczyłam.
Wstała.
Masz wybór. Albo zgadzasz się na moje warunki i rozchodzimy się pokojowo. Albo spotkamy się w sądzie. Wtedy stracisz nie tylko firmę. Wybieraj.
Sebastian spuścił głowę. Wiedział, że przegrał. Kobieta, którą uważał za słabą, okazała się silniejsza od niego samego.
Dobrze, westchnął. Zgadzam się.
Po trzech miesiącach byli już po rozwodzie.
Jolanta dostała mieszkanie oraz sporą sumę za swoją część firmy. Podjęła nową pracę.
Sebastian został sam z firmą, mieszkaniem i dziwną pustką, która nie dawała mu spokoju nawet wieczorami. Nikt nie czekał już w domu, nie słuchał o tym, jak minął dzień. Nikogo nie obchodziły jego zmartwienia.
Magda, swoją drogą, zniknęła miesiąc po rozwodzie. Okazało się, że szukała nie miłości, a wygodnego życia. Kiedy Sebastian musiał sam spłacać kredyty i nie mógł zapewnić jej luksusu straciła zainteresowanie.
Jolanta dowiedziała się o tym od Michała. Tylko się uśmiechnęła. Nie czuła nic ani satysfakcji, ani żalu.
Po prostu nic.
Czasem uczestniczyć w biznesie męża nie jest takie złe. Jak sądzicie?



