Dzień dobry, jestem kochanką pani męża.
Odłożyłam na bok makietę magazynu, którą właśnie przeglądałam, i spojrzałam na zjawiskową blondynkę, która właśnie stanęła w drzwiach mojego gabinetu. Posłała mi lekki uśmieszek i dorzuciła:
Mam dla pani niemiłą wiadomość jestem w ciąży. Oczywiście z pani mężem.
Z czysto zawodowym spokojem zapytałam:
Ma pani zaświadczenie? Mechanicznie sięgnęłam po okulary. Ona za to z triumfalnym uśmiechem wyciągnęła z drogiej skórzanej torebki biały świstek z niebieską pieczątką. Widać było, że przyszła przygotowana jak do matury.
Uważnie przyjrzałam się dokumentowi. Oryginał żadne ksero czy żart. W sumie mnie to nie zdziwiło. Gdy przychodzisz z taką nowiną do żony kochanka, byle drukarka nie wystarczy.
No dobrze przyznałam wygląda na to, że naprawdę jest pani w ciąży. Teraz trzeba jeszcze zrobić test na ojcostwo, potwierdzić, że to rzeczywiście mój mąż i wszystko będzie elegancko.
Blondynka zaczęła troszkę tracić grunt pod nogami. Niepewnie zapytała:
Elegancko czyli jak?
Chętnie wyjaśniłam:
Mój mąż zapłaci pani alimenty, ja znajdę pani świetnego lekarza, załatwię porządną prywatną klinikę może pani spokojnie rodzić, nie martwiąc się o siebie i dziecko.
Blondynka się spięła:
Naprawdę tego pani nie rozumie? Będę miała dziecko! On musi być z nim ojcem!
Westchnęłam pobłażliwie:
Nasza trójka dzieci też potrzebuje ojca i, chwała Bogu, go ma. Poza tym niech się pani nie martwi mój mąż na pewno będzie widywał się z pani dzieckiem, a jak pójdzie do szkoły, zawiezie pierwszego dnia i zrobi zdjęcia na Facebooka. Może pani nawet czasem podrzucać malucha do nas na weekendy mamy świetne nianie, dzieciaki uwielbiają nowych kolegów. Ja zresztą też uwielbiam dzieci! Będzie miała pani trochę wolnego i może ułoży sobie życie z kimś mniej zajętym. Z dzieckiem to nie taka prosta sprawa.
Blondynka zerwała się z fotela, ściskając nerwowo drogą torebkę, aż prawie zmieniła kolor. Jej perfekcyjny makijaż jakby popękał:
Naprawdę nic pani nie rozumie?! Sypiam z pani mężem. Czekam z nim dziecka. On mnie kocha, pani już nie!
Nieco się zamyśliłam. Było mi jej nawet szkoda taka młoda, a już tak święcie wierzy w bajki. Życie jednak szybko weryfikuje romantyczne złudzenia, nawet u tych, których natchnienie ciągnie do cudzych portfeli.
Kochana, jest pani czwarta z takim tekstem. Pierwsza nawet nie miała świstka, dwie następne podróbki, a jedna naprawdę była w ciąży, tylko test wykazał, że dziecko było od Sławka z księgowości. Nikt nikogo u nas nigdy nie zostawił na lodzie, ale jawnych wałków nawet mój bardzo dobroduszny mąż nie toleruje.
Blondynka wyglądała jakby właśnie wygrała bilet do Radomia tylko w jedną stronę, ale ja ciągnęłam dalej:
A co do tego, że mój mąż z panią sypia ze mną też. I jeszcze z kilkoma innymi, choć nie mam już czasu prowadzić pełnej statystyki. Przecież nie będę zabraniała mojemu mężowi odrobiny rozrywki, o ile ma to dobry wpływ na naszą opiekę nad trójką dzieciaków. Tak więc, proszę zostawić numer jutro dam znać, gdzie i kiedy można zrobić test na ojcostwo.
Nie wytrzymała. Wybiegła z gabinetu szybciej niż urzędnik ZUS-u na emeryturę. Zapaliłam papierosa jak zawsze w takich sytuacjach.
Czekałam na ten wizyt wiedziałam o nowym hobby męża. Przerabiałam to już nie raz i nauczyłam się opanowania, choć czasem miałam ochotę rzucić wszystkim, spakować walizkę i pozwolić mężowi na nowe otwarcia.
Kiedyś tak właśnie zrobiła poprzednia żona mojego męża kiedy pojawiłam się u niej z podobną wiadomością. Zrobiła burzę, a Adam nie znosił ani łez, ani awantur. Ożenił się ze mną, a ja naprawdę nosiłam już jego dziecko pod sercem. Swoją pozycję umocniłam, rodząc jeszcze dwójkę.
W głębi duszy wiedziałam, że facet, który wcześniej zostawił żonę dla kochanki, nie zostanie ze mną na zawsze. Może nadejdą kolejne kochanki od sensacji. Ale wiem, gdzie nie popełnić błędu na pewno nie dam im tej satysfakcji.
Dam radę.
Poradzę sobie.



