Życie jak księżyc: raz w pełni, raz na ubyciu Wydawało mi się, że nasze małżeństwo jest niezniszcz…

Życie jak księżyc: raz w pełni, raz w nowiu

Wydawało mi się, że nasze małżeństwo jest trwałe i wieczne jak wszechświat. Niestety

Z Jackiem poznaliśmy się na Akademii Medycznej, gdy byliśmy studentami. Na piątym roku wzięliśmy ślub. Teściowa, jako prezent ślubny, podarowała nam wycieczkę do Jugosławii (dzisiejsza Słowenia) i klucze do mieszkania. I to był dopiero początek.

Gdy tylko zostaliśmy małżeństwem, wprowadziliśmy się do trzypokojowego mieszkania. Teść i teściowa bardzo nas wspierali. Każdego roku, dzięki ich pomocy, podróżowaliśmy po Europie. Byliśmy z Jackiem młodzi, szczęśliwi, całe życie było przed nami. Jacek był wirusologiem, ja lekarzem rodzinnym. Praca, leczenie, miłość. Urodzili się nasi synowie: Błażej i Władysław.

Patrząc z perspektywy wielu lat, wiem, że wtedy moje życie było jak szeroka, wezbrana rzeka. Przez dziesięć lat wspólnego życia pławiłam się w luksusie. Do czasu, aż wszystko runęło w jednej chwili.

Dzwonek do drzwi. Otwieram. Na progu stoi drobna, ładna, ale jakaś zmartwiona dziewczyna.

Kogo pani szuka? pytam spokojnie.

Czy pani Justyna? Jeśli tak, to do pani przyszłam. Czy mogę wejść? zawahała się nieznajoma.

Proszę bardzo już jestem zaciekawiona.

Patrzę na nią bliżej jest wyraźnie w ciąży.

Justyno, jestem Bożena. Wstyd się przyznać ale kocham pani męża. Jacek też mnie kocha. Spodziewamy się dziecka wystrzeliła jak z procy.

No proszę zaskoczyła mnie pani. To wszystko? zaczęłam się gotować.

Nie wyciągnęła z kieszeni płaszcza eleganckie pudełeczko. Przyjmie pani, Justyno? To dla pani.

Otworzyłam. W środku złoty pierścionek.

Po co to? Chce pani kupić mojego męża? Jacek nie jest na sprzedaż! Zabierać to! zatrzasnęłam pudełko i już byłam wściekła.

Justyno, nie chcę pani urazić! Wiem, jaka jestem winna! Sama nie wiem, co robić Wiem, pani i dzieci będą cierpieć. Mama zawsze mi powtarzała: Córuś, wdać się w romans z żonatym to katastrofa… Ale nie umiem żyć bez Jacka! Proszę, przyjmie pani ten pierścionek… Może mi ulży Bożena wybuchła łzami.

Przez moment zrobiło mi się jej żal. Ale kto mnie pożałuje? Ta flirciara ukradła mi szczęście, a ja jej współczuję Ocknęłam się, wepchnęłam jej wykupne z powrotem i wygoniłam za drzwi. To właśnie wtedy życie zaczęło się sypać…

Teściowa zadzwoniła, informując, że Jacek odchodzi. Pani Wiesława przyszła spakować rzeczy syna, nawet przyniosła własną walizkę.

Justynko, mimo wszystko zostaniemy rodziną. A Jacek z Bożenką, jak cielaki gdzie się zejdą, tam się liżą! pocieszyła mnie teściowa ironicznie.

Po pół roku Jacek i Bożena mieli córkę. Wkrótce dotarły do mnie plotki, że Jacek zaadoptował jej córkę z pierwszego małżeństwa. Ani razu nie odwiedził swoich synów. Dawał przez teściową grosze uznawane za alimenty. To były lata dziewięćdziesiąte.

Wylądowałam w szpitalu z nerwicą. Błażej i Władysław znaleźli schronienie u teściowej. Pani Wiesława ich kochała i rozpieszczała. Wyszłam z oddziału i pobiegłam po dzieci, jednak synowie nie chcieli wracać do domu.

Babcia daje pyszne jedzenie, nie krzyczy i pozwala na słodycze argumentowali. Nie miałam jak się przebić.

Pani Wiesława, przytulając wnuków, prosi:

Justynko, niech chłopcy zostaną u nas z dziadkiem. Przecież rozmieniasz teraz mieszkanie, dzieci potrzebują opieki. My z Jackiem uznaliśmy, że nie udźwigniesz sama kosztów. Kawalerka ci wystarczy?

Tak więc, z pustymi rękami, wróciłam do swojej samotności. Zabrali mi męża, a teraz przyszła kolej na dzieci.

Mieszkanie trzeba było podzielić. Znalazłam się w malutkiej kawalerce, w której od lat nie robiłam remontu. Odrapane tapety, stara armatura, drewniana podłoga.

Moi synowie zostali z babcią. Pozwolono mi ich odwiedzać jedynie w święta.

Justynko, proszę, nie zaburzaj obecnością spokoju naszych chłopców wypowiadała z westchnieniem pani Wiesława. Zacznij żyć na nowo.

Z czasem synowie oddalili się ode mnie. Nasza więź została utracona na długie lata. Pragnęłam zaszyć się w kącie swojego zimnego mieszkania i oddać zapomnieniu. Straciłam smak życia.

Babcia często powtarzała: Życie jak księżyc raz pełne, raz naderwane. Wiedziałam, że tak być nie może wiecznie, bo zwariuję. Chciałam zrobić coś głupiego, nierozsądnego. Miałam dość bycia przykładną dziewczyną, którą wszyscy pomiatają. A przecież ukończyłam studia z wyróżnieniem!

Wyjechałam służbowo na konferencję do Francji. Tam poznałam Staszka, młodego lekarza z Serbii. Do dziś nie wiem, jak nam się udawało porozumieć, bo słowa były zbędne. Pojawiła się niesamowita miłość.

Ale konferencja trwała tylko dziesięć dni. Musiałam wracać do kraju. Nie chciałam! Dzięki tej przygodzie znowu poczułam, że żyję. Nabierałam kolorów. Później były drobne znajomości i rozstania. Nic poważnego. Po prostu na chwilę.

Kiedyś teściowa zauważyła:

Justynko, jak ty wypiękniałaś! Prawdziwa kobieta-wiosna!

A jednak dalej byłam sama. Najlepsza przyjaciółka, wyjeżdżając na stałe do Grecji, zaprosiła mnie w gości. Ola była stanu wolnego i bez dzieci.

Wychodzę za Greka, Justynko. Mam już dość naszych pijaków. Chcę trochę pożyć jak normalna kobieta Ola uroniła łzę.

Czego płaczesz? Przecież zaczynasz nowe życie! Po czterdziestce wszystko się zaczyna! nie rozumiałam tych łez.

Posłuchaj, Justyno! Mój Aleks nic nie wie. Chcę cię z nim poznać. Może uda ci się go pocieszyć. Weź go sobie! Oddaję w dobre ręce! Ola rozłożyła ramiona.

No to jak kawaler na podwórku, to obręcze na stół Wzięłam pod swoje skrzydła porzuconego mężczyznę.

Tak Aleks został moim prawnym mężem. Miał tylko jedną wadę, ale ta skaza przekreślała wszystkie zalety. Jak mówią: piękny sobolek, ale wygnieciony. Aleks pił na umór. Ale miłość jest ślepa nawet diabeł może się spodobać. Nie wyobrażałam sobie życia bez tego alkoholika! I się zaczęło

Terapeuci, ośrodki leczenia uzależnień, moje łzy wszystko na nic. Ciągle byłam przy nim. Aleks oznajmiał:

Justynko, to ty chcesz, żebym był abstynentem, a ja nie chcę.

Nie przyszło mi do głowy, żeby się rozstać! Uważałam, że z kimś, nawet byle jakim, ale jest lepiej niż sama. Samotność paliła jak piołun. Z jakiegoś powodu postanowiłam walczyć o swojego faceta, tak jak Bożena zabrała mi męża. Ta walka trwała siedem lat

Aleks się zatrzymał. Znalazł pracę jako kierowca w prosektorium. To, co tam codziennie widuje, mocno na nim odbija piętno. Ale ja jestem szczęśliwa. Może to brzmi niemądrze, ale wreszcie mam trzeźwego męża! Wraca z pracy cichy i zamyślony. Najważniejsze nie pije!

Ola, gdy wpada czasem z Grecji, nie może uwierzyć:

Aleks nie pije? To niemożliwe!

A ja śmieję się:

Nie podlega zwrotom ani wymianie!

Moje dzieci wyrosły. Mają dziś po trzydzieści parę lat. Kawalerowie. Po przejściach z dorosłymi nie chcą się żenić, choć próby były. Myślę, że z wnukami nie będzie łatwo.

A co z byłym mężem? Bożena, druga żona Jacka, zupełnie się stoczyła, jej córka samotnie wychowuje dziecko. Jacek po raz trzeci się ożenił z pielęgniarką z przychodni. Ale przed tym wydarzeniem ostrożnie spytał synów:

Może wasza mama chciałaby zacząć wszystko od nowa?

Odpowiedziałam tak, że nie było tematu: Tylko jak świnia zacznie nosić perły! Czyli nigdy!

Rate article
Fajna Tajna
Życie jak księżyc: raz w pełni, raz na ubyciu Wydawało mi się, że nasze małżeństwo jest niezniszcz…