Mamo, czemu zawsze tak?! głos Bogni drżał na krawędzi wybuchu. Za każdym razem to samo!
Boguniu, ja tylko chcę pomóc! w słuchawce rozpaczała Halina. Piotr to dobry człowiek, po co go zadręczasz?
Nie zadręczam! Prosiłam tylko, żeby nie zostawiał brudnych skarpet na podłodze! To przecież podstawowa rzecz!
Ach, dziewczynko, za bardzo się spinasz! Mężczyźni tacy są, przyzwyczajesz się! Mój ojciec też…
Mamo, nie wciągaj dziadka! Nie chcę słuchać, że kobieta ma wszystko wytrzymać! Ma wytrzymać, ma wytrzymać! A co ma mężczyzna?!
Bogna przycisnęła telefon do ucha, krążyła po mieszkaniu jak w klatce. Piotr odjechał rano w delegację i ona liczyła na spokojny dzień, lecz mama, jak zwykle, znalazła pretekst, by zadzwonić i pouczyć.
Mężczyzna ma zarabiać, a kobieta dbać o dom pouczała matka. Całe życie sprzątałam po twoim ojcu i nic, w zdrowiu i szczęściu.
Mamo, ja też pracuję! Cały etat! I zarabiam nie mniej niż Piotr! Dlaczego mam go jeszcze traktować jak dziecko i wszystko sprzątać?!
Bo jesteś żoną. Taka nasza rola. Boguniu, nie gniewaj się na staruszkę. Ja chcę ci tylko dobrze.
Bogna westchnęła, ściskała nos palcami.
Wiem, mamo. Po prostu jestem zmęczona. Bardzo zmęczona.
Odpocznij więc. Odłóż sprzątanie, położyć się.
Nie mogę. Jest taki bałagan, że oczy bolą.
Po krótkim pożegnaniu Bogna rzuciła telefon na kanapę, rozejrzała się. Mieszkanie naprawdę wymagało porządkowania. Piotr przed wyjazdem zostawił prawdziwy chaos rzeczy porozrzucane wszędzie, w kuchni góra brudnych naczyń, w łazience jego przybory do golenia rozrzucone po umywalce.
Bogna zaciągnęła rękawy, chwyciła szmatę. Zaczęła od kuchni, systematycznie myjąc talerze, kubki, patelnie. Potem przetarła stoły, odkurzyła dywan. Wieczorem dotarła do sypialni.
Łóżko było nieścielone, pościel zmarszczona, poduszki leżały na podłodze. Bogna zaczęła zdejować prześcieradła, by wrzucić je do prania. Piotr zawsze spał niespokojnie, przewracał się, zrzucał kołdrę. To już stało się jej rutyną.
Gdy szarpała prześcieradło, nagle się zaczepiło. Uklękła, zajrzała pod łóżko. Tam, w zakurzonym rogu, stała kartonowa pudło, kiedyś po butach, przyklejone taśmą.
Wyciągnęła je, otrzepała kurz. Było ciężkie, w środku coś szeleszczało. Na wieczku nie było żadnych napisów.
Co to może być? zamruczała pod nosem.
Nie pamiętała takiego pudła. Piotr nigdy nie wspominał, że coś przechowuje pod łóżkiem. Ciekawość wzięła górę.
Zrywała taśmę, otworzyła wieko. W środku leżały rzeczy damskie. Bluzka blade różowe, z koronkowym kołnierzykiem. Szalik jedwabny, niebieski, z delikatnym wzorem. Skórzane rękawiczki, ciemnobrązowe. Notatnik w skórzanej oprawie. Flakon perfum, stary, z wyblakłą etykietą.
Bogna wyjęła bluzkę, rozwinęła ją. Rozmiar nie był jej. Ona nosiła 44, a to było wyraźnie 46 lub 48. Styl zupełnie nie do niej z falbankami i kokardkami, zupełnie nie w jej surowej, biznesowej garderobie.
Otworzyła perfumy, zapach uderzył w nos ciężki, słodki, orientalny. To nie był jej ulubiony lekki, kwiatowy aromat.
Serce przyspieszyło. Czyjeś rzeczy. Kobiece. Pod łóżkiem jej męża.
Na pierwszej stronie notatnika, kobiecym, wyraźnym pismem, widniało: Dziennik Marzeny.
Marzena? Bogna przewracała kartki. Zapisy były krótkie, fragmentaryczne, datowane. Najnowszy z piętnastego marca. Spojrzała na kalendarz. Minęło osiem miesięcy.
Dziś nie zadzwonił. Obiecał, a nie zadzwonił. Czekam, a on milczy. Boli.
Odwróciła stronę.
Spotkaliśmy się w kawiarni. Mówił o przyszłości, że wszystko się zmieni. Wierzę mu. Chcę wierzyć.
Jeszcze jedna notatka, tydzień wcześniej:
Dał mi ten szalik. Powiedział, że niebieski mi pasuje. Jestem szczęśliwa.
Bogna zasłoniła notatnik, wrzuciła go z powrotem do pudła. Dłonie drżały. Myślę o Piotrze. Jego inna kobieta. Marzena.
Złapała telefon, wykręciła numer męża. Długie sygnały. Piotr nie odbierał. Dzwoniła dalej, i dalej, i jeszcze raz. Piąte połączenie w końcu rozbrzmiało.
Halo? Bog, co się stało? głos był senny, rozzłoszczony.
Kto to jest Marzena?! wykrzyknęła Bogna.
Cisza. Długa, rozciągnięta.
Co? dopytał Piotr.
Marzena! Kto to? Znalazłam pudło pod łóżkiem! Z jej rzeczami! Z dziennikiem!
Kolejna przerwa, potem ciężki westchnienie.
Bogno, nie mogę teraz rozmawiać powiedział cicho. Wrócę jutro, omówimy.
Nie! Teraz! Wyjaśnij teraz!
Nie przez telefon. Jutro odłożył słuchawkę.
Bogna patrzyła na ekran, nie wierząc. On po prostu rozłączył się. Dzwoniła ponownie numer niedostępny. Piotr wyłączył telefon.
Rozpadła się na łóżko, zakryła twarz dłońmi. Łzy spłynęły po policzkach, gorące, palące. Piotr zdradzał. Cały czas, kiedy żyli razem, spotykał się z Marzeną, dawając jej prezenty, odwiedzając kawiarnie, obiecując przyszłość.
Płakała, aż łzy się skończyły. Wstała, umyła twarz zimną wodą, spojrzała w lustro. Blada twarz, przekrwione oczy, rozczochrane włosy żałosny widok.
Wróciła do sypialni, wzięła ponownie pudło. Przeglądała rzeczy. Bluzka, szalik, rękawiczki, perfumy, dziennik. Wszystko stare, noszone. Bluzka lekko wyblakła na ramionach, rękawiczki otarcia na palcach.
Otworzyła dziennik ponownie, przeczytała zapisy od początku. Pierwszy wpis sprzed trzech lat:
Spotkałam go w parku. Rozmawialiśmy o książkach. Jest inteligentny, oczytany. Podoba mi się.
Trzy lata temu. Bogna i Piotr byli już po pięciu latach małżeństwa, więc zdrada trwała niemal całe ich wspólne życie.
Czytała dalej. Zapisy były naiwne, pełne nadziei. Marzena wyraźnie była zakochana w Piotrze po uszy, pisała o każdym spotkaniu, o każdym słowie, o marzeniach. On obiecywał, namawiało, ale nigdy nie wspominał o rozwodzie. Wkrótce, później, gdy będzie czas.
Ostatnie wpisy były smutne.
On coraz rzadziej dzwoni. Mówi, że jest zajęty, zmęczony, ma problemy w pracy. Rozumiem, ale boli. Chcę być blisko, ale nie wpuszcza mnie do swojego życia.
Dziś nie przyszedł na spotkanie. Czekałam dwie godziny. Napisał, że zapomniał, bo ma pilne sprawy. Zapomniał o mnie.
Jestem zmęczona czekaniem. Zmęczona wiarą. Chyba czas odpuścić. Ale jak?
Potem wpisy urwały. Ostatni o nieodebranym telefonie.
Bogna zamknęła dziennik, położyła go z powrotem. Usiadła na podłodze, oparła krzyżak o łóżko. Co teraz? Rozwód? Kłótnia? Wybaczyć?
Nie wiedziała. Po prostu siedziała w pustym mieszkaniu, przytulając kolana, patrząc w jedną pustą ścianę.
Noc minęła bez snu. Bogna przewracała się, wstawała, krążyła po mieszkaniu, znowu kładła się. Rankiem głowa pulsowała od bólu, oczy przylepiały się.
Piotr wrócił na obiad. Otworzył drzwi, wszedł, zrzucił torbę w przedpokój. Bogna stała w kuchni, piła kawę. Pudło leżało na stole.
Cześć mruknął Piotr cicho.
Bogna nie odpowiedziała, tylko patrzyła na niego.
Podszedł, usiadł naprzeciw, spojrzał na pudło.
Przeczytałaś? skinął w stronę dziennika.
Przeczytałam.
Wszystko?
Wszystko.
Piotr przełożył rękę po twarzy, westchnął.
Bogno, to nie to, co myślisz.
A co myślę? zmarszczyła brwi. Że zdradzałaś mnie trzy lata? Spotykałaś się z jakąś Marzeną, obiecywałaś jej przyszłość, a sama mieszkałaś ze mną?
Nie odrzekł głową. To nie była zdrada.
To co wtedy?! podniosła głos. Przyjaźń? Przypadkowe spotkanie?!
Marzena moja pierwsza żona wymamlił Piotr.
Bogna zamarła. Filiżanka wypadła z dłoni, rozlała kawę.
Co? wyszeptała.
Moja pierwsza żona. Wzięliśmy ślub, kiedy miałem dwadzieścia jeden. Była dziewiętnaście. Przez rok żyliśmy razem, potem rozwiedliśmy się.
Nigdy nie mówiłaś, że była zamężna! wstała Bogna. Nigdy! Zapytałam, a ty powiedziałeś, że nie!
Bo to bolało. Bardzo bolało opuścił głowę. Marzena zachorowała. Nowotwór. Rozwiedliśmy się, bo nie chciała, żebym poświęcał jej życie. Powiedziała, że znajdzie kogoś młodszego, będzie szczęśliwa, a ona sama będzie leczyć się samotnie.
Bogna stała, nie mogąc wymówić słowa. Piotr kontynuował:
Nie chciałem rozwodu. Przysięgałem, że zostanę przy niej, że przetrwamy to razem. Ona jednak wystąpiła sama, nie zdążyłem nic zrobić. Rozstaliśmy się, a ja odjechałem. Potem spotkałem ciebie. Zakochałem się. Wziąłem ślub. Myślałem, że zapomnę.
Ale nie zapomniałeś dokończyła Bogna.
Nie zapomniałem przyznał. Marzena odezwała się trzy lata temu. Napisała, że chce się spotkać. Pojechałem. Była inna. Choroba odszła, leczenie wyszło dobrze, prognozy dobre. Ale starzała się, wyglądała na zmęczoną…
Piotr zamilkł, przełknął.
Zaczęliśmy się spotykać. Po prostu rozmawialiśmy, piliśmy kawę, spacerowaliśmy. Opowiadała o leczeniu, o tym, jak było strasznie i samotnie. A ja milczałem o tobie. Bałem się jej zranić.
Dlatego pisała w dzienniku, że czeka od ciebie przyszłości dryfowała Bogna, z goryczą. Myślała, że znów będziecie razem.
Tak skinął. Nie mówiłem jej prawdy. Po prostu wspierałem. Dawałem prezenty, starałem się być blisko. Ale nic więcej. Przysięgam, Bogno, nie zdradziłem cię w sensie fizycznym. Nie było nic… cielesnego.
Emocjonalnie jednak byłeś z nią poczuła, jak łzy znów napływają. Kochałeś ją.
Kochałem. Wciąż kocham. Ona jest częścią mojego życia, mojej historii. Ale kocham i ciebie. Po prostu inaczej, ale kocham wyciągnął rękę w jej stronę, lecz Bogna odciągnęła ją.
Co się z nią stało? Dlaczego zapisała, że nie ma dalszych wpisów? zapytała.
Piotr milczał, po chwili szepnął:
Zmarła. Ósmu miesięcy temu. Choroba wróciła. Lekarze nic nie mogli zrobić. Wszystko stało się bardzo szybko.
Bogna zasłoniła twarz dłońmi. Nie mogła uwierzyć. Piotr spotykał się z byłą żoną, która umierała. Dawał jej wsparcie, a sam żył z nią, Bogną, w jednym łóżku, mówiąc kocham.
Dlaczego nie powiedziałeś? drwiła przez łzy.Bogna w końcu odłożyła pudełko na szafę, spojrzała w oczy Piotra i, z ciężarem nowo odkrytej prawdy, powiedziała: Zacznijmy od nowa, ale tym razem bez cieni z przeszłości.



