Babcia ma wnuczkę
Jest mama i jest dziewczynka. Dziewczynką okazała się córka mojej przyjaciółki Zofii.
Wakacje w Kołobrzegu zakończyły się ciążą, a później porodem. Na świat przyszła Zuzia mała, lekko opalona, z czarnymi oczkami dziewczynka.
Zofia pracowała, a Zuzia siedziała z maluchem, ale wieczorami Zofia uciekała od codzienności, by się trochę rozluźnić.
Czasem przyprowadzała kogoś. Mama o tym wiedziała, ale nie wtrącała się w sprawy córki.
Kiedy Zuzi było pięć lat, Zofia oznajmiła, że wyprowadza się do faceta. On jeszcze nie wie o dziecku. Zofia poprosiła mnie, żebym Zuzię przygarnęła.
Musiałam odejść od pracy i przejść na skromną emeryturę. Zofia od czasu do czasu dorzucała trochę grosza na moje konto.
Zuzia bardzo tęskniła za mamą. Z żalem wpatrywała się w okno i łapała każdy szmer w klatce schodowej.
Zofia pojawiała się coraz rzadziej, przelewała pieniądze na kartę.
Pewnego dnia postanowiła odwiedzić córkę. Kupiła prezenty, słodycze i zjawiła się pod wieczorem, kiedy Zuzia po kąpieli już siedziała w piżamie i oglądała ulubiony program Dobranoc, maluszki.
Gdy usłyszała głos matki, skoczyła z kanapy, rzuciła się na Zofię i mocno objęła ją ramionami:
Mamusiu, kochana! Tak za Tobą tęskniłam! Kocham Cię!
Zuzio, mamo boli, odpuść ręce. Ja też Cię kocham.
Dziewczynka trzymała się tak mocno, że Zofia ledwo odciągnęła małe rączki. W końcu Zuzia objęła mamę za nogi:
Nie odejdziesz? Nie zostawisz mnie już? Teraz jesteśmy razem, na zawsze?
Jeszcze trochę poczekaj, Zuzia, zaraz przyjedzie mama i Cię zabierze. A ja muszę już iść. odparła Zofia.
W tym samym czasie siedziałam w kuchni, a łzy leciały jak grad. Przyjaciółka szukała w apteczce walidolu.
Zofia pożegnała się, zatrzasnęła drzwi. Zuzia siedziała na podłodze, ręce na kolanach, nie płacząc, tylko wpatrzona w jedną pustą przestrzeń.
Mamo mnie nie kocha, zostawiła mnie. Nie mam taty. Wszyscy go mają, a ja nie.
Kochanie, ja jestem tu. powiedziałam, podnosząc Zuzię z podłogi.
Zuzia przytuliła babcię, położyła głowę na jej ramieniu.
Babciu, opowiesz mi bajkę o kogucie i lisiczce?
Oczywiście, już się rozłożę i zaczniemy.
Machnęłam przyjaciółce ręką, że idę, a ona odpowiedziała spojrzeniem pełnym życzliwości.
Niech Bóg da Babci zdrowie, by mogła wyhodować dziecko. Może Zofia jeszcze się odwróci. W życiu zdarzają się różne rzeczy.
Miałam kiedyś doświadczenie z lat PRL, kiedy kobieta zeszła się z mężczyzną i nie powiedziała mu o dziecku. Rok później wszystko wyszło na jaw, gdy potrzebowała pomocy lekarskiej.
Mężczyzna, dowiedziawszy się, jak potraktowała swoje dziecko, odrzucił ją, mówiąc, że taka matka nie jest potrzebna jego przyszłym dzieciom.
Trzeba wierzyć w lepsze jutro.



