Oluśka, córeczko, proszę cię mama przyklękła obok Oli musimy tu trochę pomieszkać, to nie będzie długo, wszystko się niedługo skończy i wrócimy znowu do miasta.
Ola patrzyła na mamę w milczeniu.
Ola, słyszysz mnie? Rozumiesz? mama lekko potrząsnęła Olę.
Słyszę, mamo…
To czemu nic nie mówisz? Mama była wyraźnie podenerwowana, Ola to widziała.
Ale ja się nie obraziłam, mamo, po prostu myślałam.
Myślała, hę? Popatrz tylko, ile tu książek, Olu… Ach, jak ja jako dziecko uwielbiałam je czytać…
Mamusiu… A długo będzie trzeba tu mieszkać?
Nie wiem, skarbie. Na razie tak musi być.
Ola wszystko rozumiała, wiedziała, co stało się z nimi i ich rodziną. Mama tylko myślała, że Ola jest za mała, żeby to pojąć.
Olu, ciocia Kasia będzie do ciebie przychodzić, ja będę szykować ci jedzenie na cały dzień, rano wyjeżdżać do pracy, a wieczorem wracać. W weekendy będziemy razem chodzić nad jezioro…
Mama zakryła twarz dłońmi.
Przepraszam, córeczko, naprawdę cię przepraszam…
Mamo, nie płacz, nie trzeba. Ja wiem, że tata nas zostawił, wiem, że musimy sobie jakoś radzić i dlatego uważasz, że najlepiej będzie zamieszkać w domku po babci, a mieszkanie wynająć obcym.
Ja wszystko wiem, mamo Będę grzeczna, obiecuję. Poczekam na ciebie i będę czytała książki, ciocia Kasia też na mnie popatrzy.
Damy radę, mamo… A na jesień pójdę do szkoły. Mamo, a tu jest jakaś szkoła?
Nie, kochanie, kiedyś była, ale teraz nie ma. Obiecuję ci, że na jesień wrócimy do naszego mieszkania, to tylko na chwilę, dopóki nie znajdę porządnej pracy.
Mieszkanie wynajęłam na czas do sierpnia, później zdążymy tam zrobić też mały remont i będzie dobrze, zobaczysz, córeczko…
Wiem, mamo…
Tego wieczora mama z Olą długo siedziały na tarasie ich małego domku. Mama opowiadała o swoim dzieciństwie, o cudownej babci.
Mamo, a ty miałaś… mamę?
Miałam westchnęła mama i do tej pory mam. Tylko… ona mnie nie potrzebuje.
Jak to? Jak można nie potrzebować własnej córki?
No widzisz, miałam ją bardzo wcześnie, z ojcem jej nie wyszło, wyjechał do innego miasta, tam sobie założył nową rodzinę. Mama mnie trochę podrzucała, aż w końcu zostawiła mnie u babci Soni, a sama pojechała szukać szczęścia do miasta…
I… udało jej się, znalazła szczęście?
Szczęście znalazła, córeczko, ale o mnie całkiem zapomniała… Wyszła za mąż, ma dwójkę dzieci, a o mnie… tylko na urodziny jakaś kartka, czasem telefon.
Właśnie sobie przypomniałam, że przyjeżdżała, bo któreś z jej dzieci chorowało i przywoziła się tu, bo czyste powietrze. Nawet im o mnie nie mówiła, nie wiedzieli, że mają przyrodnią siostrę.
Babcia mówiła jej, że mam niedługo studniówkę, niech mi kupi sukienkę… A ona, ona zaczęła na babcię krzyczeć, że nie ma serca, bo przecież jej dziecko chore, a babcia o jakiejś sukience.
Zosiu babcia się wtedy zdenerwowała Sonia to też twoje dziecko, jak możesz tak mówić.
Zdrowy koń, burknęła, niech sobie sama zarobi na kieckę.
Babcia wtedy się wkurzyła i wyrzuciła ją…
Mamo, ty nigdy nie powiedziałaś nawet MAMO o niej, tylko Zosia…
Wiem, wybacz, córeczko… Nie potrafię. Mamą dla mnie była babcia Sonia.
To po niej cię nazwali, mamo?
Chyba tak… Na cześć babci Soni…
Ty ją kochałaś, mamo?
No pewnie, bardzo! Kiedy umarła, to jakby zgasło mi światło… Zosię no, matkę też kochałam, czekałam, aż przyjedzie. Co urodziny, każde święta, czekałam.
Kiedy chorowałam, na pierwszego września, kiedy babci zabrakło… też czekałam.
Nie przyjechała, bo była jakaś rocznica u teściowej… Przyjechała potem, popłakała… Kazała mi się pakować, byłam jeszcze niepełnoletnia.
Myślałam, że zabierze mnie do siebie a ona nie, tylko zapisała do szkoły i wsadziła do bursy.
Pierwszy nowy rok spędziłam nie z babcią naiwna byłam, miałam nadzieję, że mnie weźmie, ale ona: “Wiesz, przepraszam, mam cały dom gości, rodzina będzie, nie ma gdzie cię wsadzić”.
To ja wtedy postanowiłam wracać do domu, przecież miałam dom.
Daj mi klucze do babcinego domu poprosiłam.
Po co? zapytała niepewnie.
To jest mój dom. Jeśli liczyłaś, że będziesz nim rozporządzać, to się mylisz.
To i mój dom też burknęła myśmy planowali tam jechać na sylwestra, odpocząć na wsi.
Daj mi klucze, mówię. Jak się tam pojawicie, zrobię wam taki sylwester, że zapamiętacie! Klucze!
Nie dała mi, ale co z tego. Pojechałam, przeskoczyłam przez płot, w mieście kupiłam dwa nowe zamki. Poprosiłam sąsiada, pana Frania, żeby zdjął stare zamki i założył nowe.
Co do tego, że Zosia ma jakieś prawa do domu cała wieś mówiła, że mnie obronią, że żadna krzywda mi się nie stanie, na pamiątkę po babci.
Tę noc sylwestrową miałam spędzić sama, ale przyszły do mnie koleżanki, było fajnie…
Potem skończyłam osiemnaście lat.
Widzisz się z nią?
Nie… po co? Nie mamy o czym gadać.
Mamo… a ty…
Co? Pytasz, czy kiedyś postąpię z tobą tak samo? Nigdy w życiu, Olu, słyszysz? Nigdy!
Ola szybko dorosła i właściwie wcale się nie bała. Mama wyjeżdżała do pracy, dwa razy dziennie wpadała ciocia Kasia.
Zjadła, posprzątała po sobie, umyła talerz, nakarmiła lalkę Halinkę, usiadła z książką.
Ola niedawno nauczyła się czytać i bardzo to polubiła, zwłaszcza czytanie dla lalki Halinki i misia Maćka.
Dni mijały Ola zawsze podobnie. Najpierw płakała. No, może nie do końca płakała łzy same leciały, Ola odganiała je, ale uparcie kapały… To nie jej wina, tylko te łzy takie nieposłuszne.
Ale jak tylko mama wracała, wszystko wracało do normy.
Aż pewnego dnia mama nie przyszła. Mijały godziny i nic Było już ciemno, Ola zapaliła lampkę i zasłoniła zasłony.
Nie bójcie się, Halinka, Maciek, Marysia, Nina i klaun Andrzejek, nie bójcie się szeptała Ola swoim zabawkom.
Może powinnam pójść na przystanek i poczekać na mamę myślała. Ale słabo pamiętała drogę i bała się, że się miną.
Odgoniła od siebie złe myśli. Nie, jej mama na pewno jej nie zostawi. Nie, nie, nie… Przecież Ola nie ma już babci Soni, z kim by została?
Widziała obrazek, jak mama znów wychodzi za mąż, ma drugie dzieci, a ona zostaje całkiem sama w domku…
Z żalu do siebie łzy same popłynęły. Ola zaczęła szlochać, łzy spływały strumieniami, oczy bolały, gardło piekło, Ola zanosiła się płaczem na krześle przy oknie, aż w końcu usnęła.
Przebudził ją jakiś hałas w sieni może to… szczury? Albo… babcia Zosia, której Ola nigdy nie widziała, może przyjechała zabrać dom? Wyrzuci ją na dwór… Ola poskrobała się cichutko.
Nagle drzwi się otworzyły, rozbłysło światło.
Mamo! Ola zeskoczyła z krzesła, krzesło się przewróciło mamusiu, mamusiu!
Córeczko moja, Oluńko, kochanie… przepraszam… bardzo przepraszam… Spóźniłam się na ostatni pociąg, dojechałam tylko do sąsiedniej stacji, dalej szłam piechotą.
Mamo, bałaś się?
Bardzo, Olu, bardzo się za tobą bałam! Płakałam całą drogę, prosiłam cię w myślach, żebyś się nie bała… Nawet wilki przegoniłam swoim płaczem uśmiechnęła się przez łzy.
Bałam się, że pomyślisz, że cię zostawiłam.
I wtedy… wtedy Ola po raz pierwszy w życiu skłamała mamie.
Mamo, nie pomyślałam tak o tobie, wiem, że mnie nigdy nie zostawisz.
Tak, Ola skłamała, bo trochę tak właśnie myślała, ale nie chciała, żeby mamie było jeszcze smutniej.
Mama z Olą zostały w domku do końca sierpnia, a potem Ola poszła do szkoły, mama znalazła dobrą pracę.
Tata postanowił podać mamę do sądu, żeby Ola przychodziła do niego na weekendy. Mama tylko się śmiała, że nigdy nawet nie chciał dziecka zobaczyć.
Ja ci nie broniłam mówiła sam nigdy nie chciałeś.
Teraz Ola widuje się z tatą w weekendy. Na początku biegała do niego z radością, ale potem…
Mamo, wydaje mi się, że mój tata jest jak twoja Zosia, w ogóle mnie nie potrzebuje, tylko z jakiegoś powodu chce się ze mną spotykać. Odprowadza mnie do sali zabaw w galerii handlowej, sam siedzi z telefonem i tylko się denerwuje.
A ja siedzę na ławce i patrzę na maluchy, mamo… nie chcę tam już chodzić. Powiedzmy mu to.
Tata zrobił awanturę i oskarżył mamę, że ją nastawia.
Jestem ojcem! krzyczał nie zabraniasz mi?!
Tato… ja już nie jestem mała. Po co mnie tam prowadzisz? I tych chipsów nie lubię… wyrosłam już.
Kiedy odszedłeś od nas, a mama musiała pracować całe dnie… byłam sama w domu. Tato, pamiętasz jak mama spóźniła się na pociąg i musiała iść przez las… wilki za nią biegły, a ja czekałam sama…
Drugi raz Ola skłamała, teraz tacie. O tych wilkach. Tato wysłuchał do końca, po czym wyszedł.
Wrócił za miesiąc… Przeprosił, powiedział, że wszystko zrozumiał i zabrał Olę do kina… z Olą.
Teraz Ola lubiła chodzić na spotkania z tatą.
Soniu… naprawdę wtedy uciekałaś przed wilkami? zapytał tata mamę.
Tak odpowiedziała bez wahania mama.
Potem rodzice długo rozmawiali W końcu tata “nie zdążył na pociąg”. Mama to tak ujęła: twój pociąg już pojechał.
Mamo zapytała Ola, a jak tata przegapił pociąg, to jak dostanie się do domu? Może niech u nas zostanie?
Tata spojrzał na mamę, ale mama była nieugięta.
Dojdzie na piechotę… tu nie ma wilków rzuciła i zamknęła za nim drzwi.
Mamo Chciał wrócić, prawda? spytała Ola w nocy, leżąc z mamą w jednym łóżku.
Tak
Nie wybaczysz mu?
Mama milczała.
Mamo, to twoja sprawa Ale wiesz, ja was oboje kocham
Wiem, Olu, córcio moja.
Ale ciebie bardziej Bo jesteś najdzielniejszą mamą na świecie, biegłaś do mnie nocą przez las, nie bałaś się nawet wilków.
Minęły lata. Ola wychodzi za mąż.
Mamusiu… muszę ci się do czegoś przyznać.
Mów, córeczko.
Wtedy, tamtej nocy myślałam, że mnie zostawisz. Jak tamta Zosia
Moja dziewczynko Ja bym cię nigdy nie zostawiła
Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, mamo… przepraszam cię.
To ja przepraszam, że musiałaś tyle przejść
Stały przytulone, mama i córka zawsze razem. Mama zawsze była blisko.



