A od was żadnego pożytku! przerwała Antonina, patrząc na syna. Weronika już czeka dziecko? zapytała z niedowierzaniem, odkładając na bok niedokończoną książkę.
Maksym powoli skinął głową, nie podnosząc oczu. Nerwowo drapał krawędź koszulki stara przyzwyczajka, którą nosił od dzieciństwa, wychodzącą na jaw w momentach niepokoju.
Ale mieliście w planie najpierw wziąć mieszkanie na kredyt, a dopiero potem myśleć o dzieciach Antonina przyglądała się wyrazowi twarzy syna, starając się odczytać jego nastrój. Sam mówiłeś, że trzeba najpierw stanąć na nogi.
Maksym wzruszył ramionami, rozkładając ręce w geście przeprosin za nieprzewidziane okoliczności. Zmęczonym głosem odpowiedział:
No tak się stało. Naprawdę nie spodziewaliśmy się tego.
Antonina wzięła głęboki oddech. Wieść nie cieszyła jej serca. Młode małżeństwo ledwo wiązało koniec z końcem. Wynajmowali kawalerkę, bardziej przypominającą jednopokojowy pokój. Weronika pracowała dorywczo, a syn dopiero co zaczął zarabiać. Dzieci?
Mamo przytulił się bliżej Maksym, głos jego stłumił się. Przecież wynajmujesz tę jedynkę, co dostałaś od babci. Może chwilowo zamieszkamy u Weroniki?
Mówił szybko, jakby bał się, że matka przerwie go.
Wiem, że sam odmówiłeś tam wprowadzić się! odparła Antonina, lecz wszystko się zmieniło. Musielibyśmy odłożyć pieniądze, a nie wydawać je na wynajem. Wtedy choćby była jakaś poduszka bezpieczeństwa, kiedy przyjdzie dziecko.
W piersi Antoniny coś się ściśnięło. To mieszkanie było jedynym dodatkowym dochodem po przejściu na emeryturę. Remont w własnym lokum, leki, wizyta u siostry wszystko to było możliwe jedynie dzięki czynszowi z dziedziczonej kawalerki.
Maksym zauważył zaniepokojenie matki i dodał pośpiesznie:
Rozumiem, że to poważna decyzja, mamo. Twoje życie się zmieni. Ale jesteśmy w kryzysie. Weronika wkrótce nie będzie mogła pracować.
Dobrze w końcu rzekła, walcząc z wewnętrznymi sprzecznościami. Ale od razu zaznaczam: nie przepisuję mieszkania. To moja własność.
Maksym podskoczył, uniósł ręce w gestach obronnych.
Nie, mamo! Nie rościmy sobie prawa. Dziękujemy Ci z całego serca!
Uściskał matkę i pospieszył do wyjścia, obawiając się, że może się jeszcze namyśli. Antonina została w fotelu, musząc przemyśleć, jak to wszystko zorganizować, by nikogo nie zranić.
Po tygodniu porozmawiała z najemcami. Nie byli zachwyceni, ale nie mieli dokąd pójść umowa się skończyła. Miesiąc później wyprowadzili się, zostawiając nieprzyjemny zapach i poobijane tapety przy drzwiach.
Weronika i Maksym wprowadzili się cicho, bez zbędnych hałasów. Antonina pomagała przy przeprowadzce, przynosząc domowe przetwory, nowe zasłony, by młodej parze było przytulniej. Synowa nawet nie podziękowała zamruczała coś niejasnego i poszła do łazienki.
Mieszkania stały w sąsiednich kamienicach; z okna kuchni Antonina widziała okna sąsiadów. Syn czasem wpadł po sól albo po pogawędkę. Weronika przez siedem miesięcy nie weszła w odwiedziny ani na herbatę, ani po prostu pogadać, jakby unikała teściowej.
W końcu nadeszła radosna nowina urodził się wnuk! Chłopczyk, silny, ważył prawie cztery kilogramy. Antonina, nie kryjąc radości, odwiedziła młodą rodzinę, niosąc pieluchy, śpioszki, maleńkie skarpetki własnoręcznie dziergane.
Spojrzała na zmęczoną Weronikę. Pod oczami dziewczyny zaszły cienie, ręce lekko drżały od niedosypu.
Potrzebujesz pomocy? Mogę się zająć maluszkiem, żebyś mogła odpocząć.
Weronika mocno przytuliła dziecko i zatrąbiła:
Nie. Damy radę.
Antonina nie nalegała pomocy nie da się wymusić.
Po dwa miesiące zauważyła w oknach obcych ludzi starszą parę. Spojrzała dokładniej i zobaczyła rodziców synowej.
Pewnie przyjechali z wizytą, wszystko w porządku pomyślała, odchodząc od okna.
Trzy dni później przyszedł syn. Wyglądał na wyczerpanego, cienie pod oczami, bladą twarz.
Antonina nalała mu herbaty, położyła talerz z słodkościami.
Jak mały? Już się uśmiecha?
Rośnie uśmiechnął się wymuszonym tonem Maksym. Tak szybko się zmienia, wyobrażasz? Już zaczyna gaworzyć.
Widzę, że przyjechali rodzice Weroniki? dodała, jakby to była drobna uwaga.
Syn niechętnie skinął:
Tak, przyjechali na nocleg, pomagają z maluchem.
A wy macie jedynkę! zdziwiła się Antonina. Gdzie się wszyscy zmieścili?
Maksym odwrócił wzrok, westchnął:
Tolerujemy chwilowe niedogodności. Naprawdę pomagają z Michałem, Weronice jest łatwiej.
Antonina nie była zachwycona, ale nie naciskała. Dorosły syn sam rozwiąże sprawy.
W wizytach u wnuka rodzice synowej spoglądali na nią z góry, jakby coś im w niej nie odpowiadało. Antonina bawiła się z małym Michałem, nie zwracając uwagi na spojrzenia pełne niechęci.
Pewnego razu zauważyła w przedpokoju rozłożoną składankę. Zagłębiając się w jedyną pokój, znalazła walizki i kartony rodziców Weroniki ich rzeczy. Zrozumiała, że rodzice zajęli pokój, a młodzi mieszkają w kuchni!
Kolejne dwa tygodnie rodzice nie wychodzili, co zaczęło drażnić Antoninę. Syn bledł coraz bardziej, ciągle trącąc szyję i plecy. W piątek wpadł do niej i opadł na kanapę. To była ostatnia kropla.
Antonina ruszyła zdecydowanie do mieszkania synowej. Drzwi otworzyła matka Weroniki, marszcząc usta przy widoku nieproszonej gości.
Do kiedy to będzie trwało? Ile jeszcze będziecie tu mieszkać? Dlaczego mój syn ma cierpieć? spytała od progu.
Matka Weroniki podniosła brew:
A cóż wam to? To dom naszej córki! Co wam w duszy gra?
Z kuchni wyłoniła się ospała Weronika, trzymając w ramionach dziecko.
Co się stało? zapytała matka, a Weronika zabrała wnuka i zaczęła go wymuszonym ruchem kołysać.
Nie przyjechaliśmy po to, by się czepiać! Pomagamy z dzieckiem, a od was nic nie zyskamy!
Antonina nie poddała się.
To moje mieszkanie! Nie pozwolę wam tu mieszkać! Nie pozwolę synowi spać na rozkładanym łóżku! Wynieście się!
Jak śmiesz! wściekł się ojciec Weroniki, wchodząc w progu. To wszystko przez ciebie! Mogłeś oddać im dwupokojowe mieszkanie, a sam przyjechać tutaj. Miejsce by się starczyło!
Antonina ledwo powstrzymała gniew:
A wy milczycie! Będziecie walczyć o prawa gdzie indziej! Czy już wszystko zapomnieliście? Przypominam! Ślub zapłaciłam, mieszkanie dałam. Czego jeszcze ode mnie chcecie?
W tym momencie powrócił Maksym, zatrzymany w drzwiach, nie rozumiejąc zamieszania.
Twoja matka obraża moich rodziców! wykrzyknęła Weronika. Wypędza ich na ulicę!
Albo wyprowadzają się jej rodzice, albo wy! wrzasnęła Antonina. To moje mieszkanie! Nie będę tolerować takiej bezczelności!
W pokoju zapadła ciężka cisza. Wszyscy patrzyli na siebie. Maluszek jęczał, wyczuwając napięcie.
Wkrótce rozległy się krzyki i płacz. Weronika rozpłakała się, a matka starała się ją uspokajać, rzucając gniewne spojrzenia w Antoninę. Ojciec Weroniki wykrzykiwał coś pod adresem Maksima, machając rękami. Antonina obróciła się i wyszła, głośno zamykając drzwi.
Dwa dni Antonina nie mogła znaleźć spokoju. Nie dzwoniła, nie wchodziła, choć serce waliło od niepokoju o syna i wnuka. Co jeśli naprawdę wyjadą? Gdzie będą mieszkać? Lecz nie mogła poddać się litości.
Trzeciego dnia zauważyła ruch w oknach mieszkania. Zbliżyła się rodzice synowej już nie zostali. Młodzi przenieśli swoje rzeczy z powrotem do pokoju. Rozkładane łóżko stanęło na małym balkonie.
Wieczorem wrócił Maksym, wyglądając o wiele lepiej. Oczy nie były już opuchnięte, a wyraz twarzy bardziej spokojny.
Usiadł obok matki i westchnął z ulgą.
Oni wyjechali. Weronika wciąż jest wściekła, nie rozmawia ze mną.
Antonina ostrożnie zapytała:
A ty? Nie jesteś na mnie zły?
Wreszcie wyspałem się uśmiechnął się szczerze. Rozkładane łóżko w kuchni to nie jest wygodne, zwłaszcza gdy w pokoju chrapią dwa głosy.
Antonina objęła syna. Może w czyichś oczach nie postąpiła idealnie, ale ochroniła własne dziecko. A choć synowa będzie gniewać się jeszcze latami, wnuk będzie dorastał w normalnych warunkach.



