Przeszłam na emeryturę i czuję się nieodwracalnie samotna. Dopiero na starość uświadamiam sobie, że źle przeżyłam swoje życie.
Wiele kobiet uważa, że samotność to coś bardzo złego. Szczęście to mieć dużą rodzinę, mnóstwo spraw na głowie i codziennych trosk. Ja kiedyś kompletnie się z tym nie zgadzałam. Całe życie żyłam dla siebie. Nikt nigdy niczego ode mnie nie oczekiwał. Nie miałam żadnych zobowiązań, żadnych rodzinnych gierek.
Po studiach zaczęłam pracować dla dużego biura podróży, które organizowało wycieczki po całym świecie. Pracowałam też jako modelka dla znanej firmy odzieżowej. Zarabiałam sporo pieniędzy. Miałam wokół siebie przyjaciółki, które również odnosiły sukcesy i były zamożne.
Czułam się kobietą spełnioną materialnie, objechałam prawie całą Europę i zwiedziłam kawałek świata. W moim życiu pojawiali się mężczyźni, z którymi było mi dobrze, ale gdy traciłam nimi zainteresowanie, kończyłam znajomość. Nigdy nie myślałam o dzieciach. Miałabym poświęcać im swój wolny czas? Stać się jedną z tych matek, które zamartwiają się o każdy drobiazg dotyczący dziecka? Bałam się odpowiedzialności.
Lata minęły niepostrzeżenie szybko. Jestem teraz emerytką. Czuję się całkiem samotna. Nie wyszłam za mąż, nie mam dzieci. Teraz, kiedy jestem starsza, żałuję, że nie zdecydowałam się choć na jedno dziecko. Na początku nie chciałam, potem nie miałam czasu, a potem było już za późno. Nigdy nie wierzyłam, że macierzyństwo może uszczęśliwiać kobietę.
Patrzę na moją siostrę Zofię, która ma dwoje dzieci i troje wnucząt. Kiedyś byłam dumna i nie słuchałam nikogo. Teraz bardzo chciałabym to zmienić pogodzić się z rodziną, spędzać czas z moimi siostrzeńcami i bratankami. Chciałabym spotkać mężczyznę, który też jest samotny, i stworzyć z nim rodzinę. Może jeszcze mi się uda?



