Nieźle, tatusiu, ktoś cię tu wita. I po co ci był ten sanatorium, skoro w domu masz pełen „all inclusive”? Kiedy Darek wręczył Ewie klucze do swojego mieszkania, ona wiedziała: bastion zdobyty. Żaden DiCaprio tak nie czekał na Oscara, jak ona na swojego Darka – i to z własnym gniazdkiem. Zniechęcona trzydziestopięcioletnia kobieta coraz częściej rzucała współczujące spojrzenia na bezdomne koty i wystawy „Wszystko dla rękodzieła”. A tu on – samotny, młodość oddał karierze, zdrowej diecie, siłowni i innym bzdurom w stylu poszukiwań siebie w tym świecie, i do tego bez dzieci. Ewa marzyła o takim prezencie już od dwudziestki, i chyba gdzieś na górze w końcu uświadomili sobie, że ona nie żartuje. – Mam ostatni w tym roku wyjazd służbowy i cały jestem Twój – powiedział Darek, wręczając upragnione klucze. – Tylko nie przestrasz się mojej jaskini. Przychodzę tam praktycznie tylko po to, żeby się wyspać – powiedział, po czym poleciał do innej strefy czasowej na cały weekend. Ewa spakowała szczoteczkę do zębów, krem i ruszyła zobaczyć tę jaskinię. Problemy zaczęły się już przy drzwiach. Darek ostrzegał, że zamek czasem zacina, ale nie sądziła, że aż tak. Próbowała wejść do mieszkania przez czterdzieści minut: pchała, ciągnęła, delikatnie przekręcała klucz, ale drzwi nie chciały otworzyć się przed nową lokatorką. Ewa postanowiła działać psychologicznie, jak kiedyś uczyli jej koledzy z podstawówki za blokiem. Na hałas zareagowały drzwi sąsiednie. – Czemu się pani dobija do czyjegoś mieszkania? – zapytał zaniepokojony kobiecy głos. – Nie dobija się, mam klucze – odburknęła zirytowana Ewa, ocierając pot z czoła. – A pani kto właściwie jest? Bo nie widziałam pani wcześniej – wtrącała się dalej sąsiadka. – Dziewczyna Darka! – odpowiedziała wyzywająco Ewa, odwracając się i zakładając ręce na biodrach, widząc jedynie szczelinę przez którą prowadziła się rozmowa. – Pani? Serio? – Tak, jakieś problemy? – Nie, żadnych. Po prostu on nigdy nikogo tu nie sprowadzał (tu Ewa pokochała Darka jeszcze bardziej), a teraz nagle taka… – Jaka taka? – nie zrozumiała Ewa. – Wie pani, to nie moja sprawa. Przepraszam – zamknęła drzwi sąsiadka. Rozumiejąc, że albo ona, albo drzwi, Ewa wcisnęła klucz z taką siłą, że prawie przekręciła futrynę. Wreszcie weszła. Cały świat Darka stanął przed Ewą, a jej duszę ogarnął chłód. Oczywiście samotnemu mężczyźnie przysługuje ascetyzm, ale to była prawdziwa cela. – Biedaku, twoje serce dawno już nie wie, czym jest domowe ciepło – wymknęło się Ewie, gdy ogarniała skromne mieszkanie, gdzie od teraz miała często bywać. Ale cieszyła się: sąsiadka mówiła prawdę – kobieca ręka nigdy nie dotknęła tych ścian. Jest pierwsza. Nie mogąc się powstrzymać, wybiegła po zasłonkę i dywanik do łazienki, a przy okazji rękawice kuchenne i ręczniki. Na zakupach poniosło ją… Do dywanika i zasłonki dołączyły odświeżacze, mydło ręcznie robione, wygodne pojemniki na kosmetyki. „Dodanie takich drobiazgów w cudzym mieszkaniu to nie jest bezczelność” – uspokajała się, doczepiając do pierwszego wózka drugi. Zamek więcej jej nie stawiał oporu – wręcz przeciwnie, całkiem przestał działać, jak bramkarz hokejowy bez maski. Po nocy z kuchennymi nożami wyrwała stary zamek, a rano poleciała po nowy. Noże też wymieniła, a przy okazji sztućce, obrus, deski do krojenia i podkładki pod gorące. Potem do firan już był tylko krok. W niedzielę po południu Darek dzwonił, że musi zostać w delegacji kilka dni dłużej. – Będę tylko się cieszył, jeśli dodasz trochę domowego ciepła i przytulności – śmiał się przez telefon, gdy Ewa wyznała, że wprowadziła pewne zmiany. Przytulność wnosiła już dosłownie ciężarówkami, według technicznego planu i dokumentacji. Lata samotności kumulowały się i teraz, gdy mogła, nie umiała przestać. Po powrocie Darka w starej kawalerce został tylko pająk przy wentylacji. Ewa chciała go pogonić, ale widząc zdziwione osiem oczek, zostawiła go na pamiątkę, jako symbol nienaruszalności cudzego dobra. Mieszkanie Darka wyglądało teraz tak, jakby osiem lat był szczęśliwy w związku, potem się rozczarował, a potem znów był szczęśliwy – na przekór. Ewa nie tylko zadbała o mieszkanie, ale także zrobiła wszystko, by cały blok wiedział – jest nową gospodynią i wszystkie sprawy można kierować do niej. Obrączki na palcu jeszcze nie miała, ale to szczegół techniczny. Sąsiedzi początkowo patrzyli podejrzliwie, a potem tylko rozkładali ręce: „Jak pani chce, nas to nie dotyczy”. *** W dniu powrotu Darka Ewa przygotowała prawdziwą domową kolację, opakowała swoje wdzięki w elegancką i lekko wyzywającą kreację, ustawiła w kątach zapachy i przygaszając nowe światło, zaczęła czekać. Darek się spóźniał. Gdy poczuła, że kreacja zaczyna wrzynać się w ten punkt, nad którym pół roku ćwiczyła na siłowni, usłyszała w zamku klucz. – Zamek nowy, po prostu popchnij! Nie zamknięte! – zawołała lekko speszona, ale zmysłowym tonem. Nie bała się oceny. Pracowała za dobrze z mieszkaniem. Wszystko jej wybaczą. Właśnie wtedy dostała nagle SMS od Darka: „Gdzie jesteś? Jestem w domu. Kwatera bez zmian. Znajomi mnie straszyli, że obłożysz wszystko kosmetykami”. Oczywiście przeczytała to później. Najpierw do mieszkania weszli zupełnie obcy ludzie, sztuk pięć: dwaj młodzi mężczyźni, dwie szkolne dzieciaki i staruszek, który na widok Ewy natychmiast się wyprostował i wygładził resztki siwych włosów. – No proszę, tatusiu, przyjęcie na miarę! I po co ci był ten sanatorium, skoro tu masz „all inclusive”? – zagadał młody facet i od razu dostał za to reprymendę od żony. Ewa stała w progu z dwoma kieliszkami, nie mogąc się ruszyć. Miała ochotę krzyknąć, ale była w szoku. W kącie zachichotał radośnie pająk. – Przepraszam, kim pani jest? – pisnęła Ewa. – Właściciel lokalnego domostwa. A pani chyba z przychodni, przyszła na zmianę opatrunku? Mówiłem, że poradzę sobie sam – odpowiedział dziadek, patrząc na strój pielęgniarki. – Och… Adam Mateuszewicz, tu się zrobiło domowo i przyjemnie – zaglądała przez ramię żona syna. – Zaraz lepiej, bo było tu jak w grobie. A jak pani na imię? Nie za stary dla pani nasz Adam Mateuszewicz? Chociaż jest kawaler, mieszkanie swoje… – E-e-wa… – No proszę! Trafił pan, Adamie Mateuszewicz, idealnie! Dziadek, sądząc po błysku w oku, też był zadowolony z tego zbiegu okoliczności. – A Darek gdzie? – przeszepnęła Ewa. Zdenerwowana, opróżniła oba kieliszki jednym haustem. Więcej szczegółów – Ja jestem Darek! – radośnie podniósł rękę chłopiec, może ośmiolatek. – Poczekaj, nie jesteś jeszcze Darkiem – mama odsunęła go i wysłała dzieci z mężem do samochodu. – Przepraszam, chyba pomyliłam mieszkania – zaczęła dochodzić do siebie Ewa, przypominając sobie walkę z zamkiem. – To Bzowa 18, mieszkanie 26? – Nie, to Bukowińska 18 – dziadek już zabierał się do rozpakowywania tej niespodzianki. – Tak, pomyłka… Proszę, rozgośćcie się, a ja muszę na chwilę wyjść, zadzwonić. Chwyciła telefon i uciekła do łazienki, barykadując drzwi ręcznikiem. Dopiero tam przeczytała SMS od Darka. „Darku, zaraz będę, tylko utknęłam w sklepie” – wysłała szybko wiadomość. „Dobrze, czekam. Jak możesz, przynieś czerwone wino” – nagrał głosówkę Darek. Czerwone planowała przynieść, ale już w sobie. Zwinęła dywanik pod pachę, zdjęła zasłonkę i czekając aż obcy przeniosą się do kuchni, wymknęła się z łazienki. Pakując szybko rzeczy do reklamówki, opuściła mieszkanie. *** – Opowiem, ale później – powiedziała Ewa, gdy Darek otworzył drzwi. Działając jak we mgle, minęła go bez słowa. Od razu poszła do łazienki, zawiesiła zasłonkę, rozłożyła dywanik, a potem padła na kanapę i spała do rana, aż stres i czerwone wyparowały. Ocknąwszy się zobaczyła przed sobą nieznajomego mężczyznę, czekającego na wyjaśnienia. – Przepraszam, jaki tu adres?.. – Butowa, osiemnaście.

Ale niespodzianka, tato, widzę, że tak cię tutaj witają! Po co ci był ten sanatorium, skoro w domu masz prawdziwy all inclusive?

Kiedy Michał wręczył jej klucze do swojego mieszkania w Warszawie, Zuzanna poczuła się jak zdobywczyni. Żaden Leonardo DiCaprio nie czekał tak na Oscara, jak Zuzanna na swojego Michała tym bardziej, że z własnym kątem.

Znużona, mająca 35 lat, coraz częściej rzucała współczujące spojrzenia w stronę bezdomnych kotów na osiedlu i na witryny Wszystko do rękodzieła.

A tu on samotny, poświęcający młodość karierze, zdrowej diecie, siłowni i innym bzdurnym podążaniom za samorozwojem, do tego bez dzieci.

Zuzanna marzyła o takim prezencie od dwudziestki, i chyba tam, w niebiosach, wreszcie przyjęto jej zamówienie za poważne.

Mam ostatnią delegację w tym roku i od poniedziałku jestem cały twój powiedział Michał, wręczając jej upragnione klucze. Tylko nie przestrasz się mojej nory. Wpadam tu tylko na sen mrugnął i poleciał do innej strefy czasowej na weekend.

Zuzanna wzięła szczoteczkę do zębów, krem i ruszyła sprawdzić, co kryje się w tej legowisku. Kłopoty pojawiły się już przy drzwiach. Michał ostrzegał, że zamek się zacina, ale nie sądziła, że aż tak.

Przez czterdzieści minut szturmowała drzwi pchała, ciągnęła, wsadzała klucz do końca, kombinowała na pół ząbka lecz drzwi jakby nie chciały wpuścić nowej mieszkanki.

Zaczęła stosować presję psychiczną, jak to kiedyś radzili koledzy za blokiem. Na hałas otworzyły się sąsiednie drzwi.

Przepraszam, ale czemu pani próbuje się włamać do cudzego mieszkania? zaniepokojony kobiecy głos wybił ją z rytmu.

Nie włamuję się, mam klucze! odpaliła zdenerwowana Zuzanna, ocierając pot z czoła.

Ale kim pani właściwie jest? Nigdy tu pani nie widziałam dopytywała sąsiadka, węsząc podstęp.

Jestem jego dziewczyną! odparła Zuzanna, opierając ręce na biodrach, ale zobaczyła tylko szparę w drzwiach, przez którą prowadzono negocjacje.

Panienka? szczerze się zdziwiła.

Tak. Jakieś problemy?

Nie, skądże. Tylko on nigdy tu nikogo nie sprowadzał (w tym momencie Zuzanna pokochała Michała jeszcze bardziej), a tu nagle taka…

Jaka taka? nie zrozumiała Zuzanna.

Wie pani, to nie moje sprawy. Przepraszam ucięła rozmowę sąsiadka, zamykając drzwi.

Zuzanna wiedziała, że musi wygrać z zamkiem za wszelką cenę. Wcisnęła klucz i z całym pragnieniem wejścia przekręciła go tak, że niemal przekręciła całą futrynę. Drzwi ustąpiły.

Wnętrze Michała objawiło się jej w pełni, a dusza Zuzanny pokryła się lodem. Samotnemu mężczyźnie przysługuje pewna surowość, ale to była wręcz cela minimalizm i ewidentny brak kobiecej ręki.

Biedaku, twoje serce już dawno zapomniało, a może nigdy nie wiedziało, co to domowe ciepło wyszeptała Zuzanna, rozglądając się po ascetycznych wnętrzach, w których miała teraz gościć.

Była jednak zadowolona. Sąsiadka nie kłamała kobieta tu nie postawiła nigdy stopy, nawet na kuchni, nawet przy oknie. Zuzanna była pierwsza.

Nie mogąc wytrzymać, założyła buty i pobiegła do najbliższego sklepu po ładną zasłonkę, dywanik do łazienki, rękawice kuchenne i komplet ręczników.

Oczywiście, w sklepie dopadło ją szaleństwo… Oprócz dywanika i zasłonki do koszyka wrzuciła odświeżacze powietrza, mydło ręcznie robione, a nawet pojemniki na kosmetyki.

Dodanie takich drobiazgów do cudzego mieszkania to nie żadna bezczelność, uspokajała samą siebie, dokładając kolejny wózek z zakupami.

Zamek już nie stawiał oporu. Właściwie przestał w ogóle działać, zupełnie jakby bramkarz zapomniał kasku na mecz.

Rozumiejąc ogrom swej interwencji, Zuzanna jeszcze do północy, dzierżąc noże kuchenne, próbowała wymienić zamek, a z rana popędziła po nowy. Noże, wiadomo, też trzeba było zmienić. Przy okazji widelce, łyżki, obrus, deski do krojenia, podkładki pod gorące… A jak już, to i zasłonki do kuchni.

W niedzielę zadzwonił Michał, że musi zostać w delegacji jeszcze kilka dni.

Będę ci tylko wdzięczny, jeśli wniesiesz do mojego mieszkania trochę ciepła zaśmiał się w słuchawkę, gdy Zuzanna wyznała, że nieco zmieniła wystrój.

Właściwie, cały domowy klimat wwoziła już ciężarówkami. Układała wszystko według planu i instrukcji, które latami gromadziły się w jej samotnym sercu. Teraz, gdy zyskała swobodę, nie umiała się już zatrzymać.

Po powrocie Michała ze starego mieszkania została tylko pajęczyna przy wentylacji. Zuzanna chciała przegonić pająka, ale widząc jego przerażone oczka, postanowiła zostawić go jako talizman nietykalności cudzej własności.

Mieszkanie Michała wyglądało teraz, jakby od ośmiu lat żył szczęśliwie w małżeństwie, potem się rozczarował, a potem był szczęśliwy na przekór losowi.

Zuzanna nie tylko przejęła kontrolę nad mieszkaniem, ale zadbała, żeby cały blok wiedział, że jest nową panią domu wszelkie sprawy można załatwiać już z nią. Obrączka jeszcze nie zdobiła jej palca, ale to czysto formalna kwestia.

Sąsiedzi początkowo patrzyli z podejrzliwością, ale potem wzruszali ramionami. Jak pani mówi, nam wszystko jedno pani sprawa.

***

W dzień powrotu Michała Zuzanna przygotowała domową kolację, przepięknie się wystroiła w trochę zbyt odważną sukienkę, rozstawiła kadzidełka, przyciemniła światła i czekała.

Michał się spóźniał. Gdy Zuzanna zaczęła odczuwać, że dekolt niemiłosiernie wpija jej się w świeżo wypracowane pośladki, w zamku nagle usłyszała klucz.

Zamek nowy, tylko pchnij, nie zatrzaśnięte! odpowiedziała z lekkim zażenowaniem, ale równie uwodzicielsko. Nie bała się oceny. Tak się napracowała nad wystrojem, że wybaczą jej wszystko.

W tym momencie otrzymała SMS od Michała: Gdzie jesteś? Jestem już w domu. Widzę, że mieszkanie w ogóle się nie zmieniło. Przyjaciele mnie straszyli, że obstawisz wszystko kosmetykami.

Tylko że Zuzanna tę wiadomość zobaczyła znacznie później. W tym czasie do mieszkania weszło pięć zupełnie obcych osób: dwóch młodych chłopców, dwie dziewczynki w szkolnym wieku i bardzo stary pan, który, zauważając Zuzannę, natychmiast się wyprostował i wygładził siwe włosy.

No proszę, tato, tak cię tu witają! Po co ci ten sanatorium, skoro w domu masz taki all inclusive? rzucił rozbawiony młody mężczyzna i błyskawicznie dostał z łokcia od żony za zbyt śmiałe spojrzenia.

Zuzanna stanęła w progu, trzymając dwa pełne kieliszki wina, skamieniała z zaskoczenia. Miała ochotę krzyczeć, ale nie była w stanie się poruszyć.

W kącie zachichotał, jakby ze szczęścia, pająk.

Przepraszam, kim pani jest? pisnęła Zuzanna.

Właściciel tego gniazdka. A pani, domyślam się, z przychodni, przyszła zrobić opatrunek? Bo mówiłem przecież, że sam sobie poradzę odpowiedział starzec, wskazując na strój pielęgniarki, w który była ubrana Zuzanna.

Eee, tak… Panie Adamie, u pana naprawdę wygodnie i przytulnie żona młodego mężczyzny zajrzała przez ramię Zuzanny. Zupełnie inaczej, a przedtem jak w grobowcu. A pani, jak się nazywa? Nasz Adam nie za stary dla pani? Choć, trzeba przyznać, mieszkanie własne, to się liczy…

Zu-zanna…

No proszę! Panie Adamie, co za wybór!

Starzec, sądząc po błysku w oku, wydawał się równie zachwycony.

A Michał… gdzie jest? wyszeptała Zuzanna, jednym ruchem wypijając oba kieliszki.

Ja jestem Michał! wykrzyknął radośnie ośmioletni chłopiec.

Spokojnie, na Michała jeszcze za wcześnie mama odsunęła jego rękę i wyszła z dziećmi oraz mężem na klatkę.

Prze-przepraszam, chyba pomyliłam mieszkanie zaczęła odzyskiwać przytomność Zuzanna, wspominając walkę z zamkiem. To jest Słowiańska 18, mieszkanie 26?

Nie, to jest Słoneczna 18 odparł staruszek, gotów już rozpakowywać niespodziewany podarek losu.

No trudno westchnęła tragicznie Zuzanna pomyliłam. Proszę rozgościć się, a ja zaraz wrócę, muszę zadzwonić.

Złapała telefon i uciekła do łazienki, gdzie, barykadując drzwi, otuliła się ręcznikiem. Dopiero tam przeczytała wiadomość od Michała.

Michał, zaraz będę, tylko dłużej się zeszło w sklepie, odpisała Zuzanna.

Dobrze, czekam. Przy okazji zabierz czerwone wino nagrał głosówkę Michał.

Czerwone Zuzanna miała stąd wynieść, ale już nie w butelce, lecz w sobie. Wzięła pod pachę dywanik i zdjęła zasłonkę. Gdy obcy przechodzili do kuchni, wymknęła się z łazienki.

Zbierała rzeczy na chybcika do torby i wypadła z mieszkania.

***

Opowiem, ale później rzuciła Zuzanna, kiedy młody mężczyzna otworzył jej drzwi.

Szła jak we mgle, nie patrząc mu nawet w oczy. Najpierw pognała do łazienki, gdzie szybko wymieniła zasłonkę i rozwinęła dywanik, potem padła na kanapę, gdzie zasnęła aż do świtu, kiedy cały stres i wszystkie resztki czerwonego opuściły jej organizm.

Kiedy się obudziła, zobaczyła przed sobą nieznanego młodego mężczyznę, wyraźnie czekającego na wyjaśnienia.

Przepraszam, jaki to adres?

Butowa, osiemnaście…

Rate article
Fajna Tajna
Nieźle, tatusiu, ktoś cię tu wita. I po co ci był ten sanatorium, skoro w domu masz pełen „all inclusive”? Kiedy Darek wręczył Ewie klucze do swojego mieszkania, ona wiedziała: bastion zdobyty. Żaden DiCaprio tak nie czekał na Oscara, jak ona na swojego Darka – i to z własnym gniazdkiem. Zniechęcona trzydziestopięcioletnia kobieta coraz częściej rzucała współczujące spojrzenia na bezdomne koty i wystawy „Wszystko dla rękodzieła”. A tu on – samotny, młodość oddał karierze, zdrowej diecie, siłowni i innym bzdurom w stylu poszukiwań siebie w tym świecie, i do tego bez dzieci. Ewa marzyła o takim prezencie już od dwudziestki, i chyba gdzieś na górze w końcu uświadomili sobie, że ona nie żartuje. – Mam ostatni w tym roku wyjazd służbowy i cały jestem Twój – powiedział Darek, wręczając upragnione klucze. – Tylko nie przestrasz się mojej jaskini. Przychodzę tam praktycznie tylko po to, żeby się wyspać – powiedział, po czym poleciał do innej strefy czasowej na cały weekend. Ewa spakowała szczoteczkę do zębów, krem i ruszyła zobaczyć tę jaskinię. Problemy zaczęły się już przy drzwiach. Darek ostrzegał, że zamek czasem zacina, ale nie sądziła, że aż tak. Próbowała wejść do mieszkania przez czterdzieści minut: pchała, ciągnęła, delikatnie przekręcała klucz, ale drzwi nie chciały otworzyć się przed nową lokatorką. Ewa postanowiła działać psychologicznie, jak kiedyś uczyli jej koledzy z podstawówki za blokiem. Na hałas zareagowały drzwi sąsiednie. – Czemu się pani dobija do czyjegoś mieszkania? – zapytał zaniepokojony kobiecy głos. – Nie dobija się, mam klucze – odburknęła zirytowana Ewa, ocierając pot z czoła. – A pani kto właściwie jest? Bo nie widziałam pani wcześniej – wtrącała się dalej sąsiadka. – Dziewczyna Darka! – odpowiedziała wyzywająco Ewa, odwracając się i zakładając ręce na biodrach, widząc jedynie szczelinę przez którą prowadziła się rozmowa. – Pani? Serio? – Tak, jakieś problemy? – Nie, żadnych. Po prostu on nigdy nikogo tu nie sprowadzał (tu Ewa pokochała Darka jeszcze bardziej), a teraz nagle taka… – Jaka taka? – nie zrozumiała Ewa. – Wie pani, to nie moja sprawa. Przepraszam – zamknęła drzwi sąsiadka. Rozumiejąc, że albo ona, albo drzwi, Ewa wcisnęła klucz z taką siłą, że prawie przekręciła futrynę. Wreszcie weszła. Cały świat Darka stanął przed Ewą, a jej duszę ogarnął chłód. Oczywiście samotnemu mężczyźnie przysługuje ascetyzm, ale to była prawdziwa cela. – Biedaku, twoje serce dawno już nie wie, czym jest domowe ciepło – wymknęło się Ewie, gdy ogarniała skromne mieszkanie, gdzie od teraz miała często bywać. Ale cieszyła się: sąsiadka mówiła prawdę – kobieca ręka nigdy nie dotknęła tych ścian. Jest pierwsza. Nie mogąc się powstrzymać, wybiegła po zasłonkę i dywanik do łazienki, a przy okazji rękawice kuchenne i ręczniki. Na zakupach poniosło ją… Do dywanika i zasłonki dołączyły odświeżacze, mydło ręcznie robione, wygodne pojemniki na kosmetyki. „Dodanie takich drobiazgów w cudzym mieszkaniu to nie jest bezczelność” – uspokajała się, doczepiając do pierwszego wózka drugi. Zamek więcej jej nie stawiał oporu – wręcz przeciwnie, całkiem przestał działać, jak bramkarz hokejowy bez maski. Po nocy z kuchennymi nożami wyrwała stary zamek, a rano poleciała po nowy. Noże też wymieniła, a przy okazji sztućce, obrus, deski do krojenia i podkładki pod gorące. Potem do firan już był tylko krok. W niedzielę po południu Darek dzwonił, że musi zostać w delegacji kilka dni dłużej. – Będę tylko się cieszył, jeśli dodasz trochę domowego ciepła i przytulności – śmiał się przez telefon, gdy Ewa wyznała, że wprowadziła pewne zmiany. Przytulność wnosiła już dosłownie ciężarówkami, według technicznego planu i dokumentacji. Lata samotności kumulowały się i teraz, gdy mogła, nie umiała przestać. Po powrocie Darka w starej kawalerce został tylko pająk przy wentylacji. Ewa chciała go pogonić, ale widząc zdziwione osiem oczek, zostawiła go na pamiątkę, jako symbol nienaruszalności cudzego dobra. Mieszkanie Darka wyglądało teraz tak, jakby osiem lat był szczęśliwy w związku, potem się rozczarował, a potem znów był szczęśliwy – na przekór. Ewa nie tylko zadbała o mieszkanie, ale także zrobiła wszystko, by cały blok wiedział – jest nową gospodynią i wszystkie sprawy można kierować do niej. Obrączki na palcu jeszcze nie miała, ale to szczegół techniczny. Sąsiedzi początkowo patrzyli podejrzliwie, a potem tylko rozkładali ręce: „Jak pani chce, nas to nie dotyczy”. *** W dniu powrotu Darka Ewa przygotowała prawdziwą domową kolację, opakowała swoje wdzięki w elegancką i lekko wyzywającą kreację, ustawiła w kątach zapachy i przygaszając nowe światło, zaczęła czekać. Darek się spóźniał. Gdy poczuła, że kreacja zaczyna wrzynać się w ten punkt, nad którym pół roku ćwiczyła na siłowni, usłyszała w zamku klucz. – Zamek nowy, po prostu popchnij! Nie zamknięte! – zawołała lekko speszona, ale zmysłowym tonem. Nie bała się oceny. Pracowała za dobrze z mieszkaniem. Wszystko jej wybaczą. Właśnie wtedy dostała nagle SMS od Darka: „Gdzie jesteś? Jestem w domu. Kwatera bez zmian. Znajomi mnie straszyli, że obłożysz wszystko kosmetykami”. Oczywiście przeczytała to później. Najpierw do mieszkania weszli zupełnie obcy ludzie, sztuk pięć: dwaj młodzi mężczyźni, dwie szkolne dzieciaki i staruszek, który na widok Ewy natychmiast się wyprostował i wygładził resztki siwych włosów. – No proszę, tatusiu, przyjęcie na miarę! I po co ci był ten sanatorium, skoro tu masz „all inclusive”? – zagadał młody facet i od razu dostał za to reprymendę od żony. Ewa stała w progu z dwoma kieliszkami, nie mogąc się ruszyć. Miała ochotę krzyknąć, ale była w szoku. W kącie zachichotał radośnie pająk. – Przepraszam, kim pani jest? – pisnęła Ewa. – Właściciel lokalnego domostwa. A pani chyba z przychodni, przyszła na zmianę opatrunku? Mówiłem, że poradzę sobie sam – odpowiedział dziadek, patrząc na strój pielęgniarki. – Och… Adam Mateuszewicz, tu się zrobiło domowo i przyjemnie – zaglądała przez ramię żona syna. – Zaraz lepiej, bo było tu jak w grobie. A jak pani na imię? Nie za stary dla pani nasz Adam Mateuszewicz? Chociaż jest kawaler, mieszkanie swoje… – E-e-wa… – No proszę! Trafił pan, Adamie Mateuszewicz, idealnie! Dziadek, sądząc po błysku w oku, też był zadowolony z tego zbiegu okoliczności. – A Darek gdzie? – przeszepnęła Ewa. Zdenerwowana, opróżniła oba kieliszki jednym haustem. Więcej szczegółów – Ja jestem Darek! – radośnie podniósł rękę chłopiec, może ośmiolatek. – Poczekaj, nie jesteś jeszcze Darkiem – mama odsunęła go i wysłała dzieci z mężem do samochodu. – Przepraszam, chyba pomyliłam mieszkania – zaczęła dochodzić do siebie Ewa, przypominając sobie walkę z zamkiem. – To Bzowa 18, mieszkanie 26? – Nie, to Bukowińska 18 – dziadek już zabierał się do rozpakowywania tej niespodzianki. – Tak, pomyłka… Proszę, rozgośćcie się, a ja muszę na chwilę wyjść, zadzwonić. Chwyciła telefon i uciekła do łazienki, barykadując drzwi ręcznikiem. Dopiero tam przeczytała SMS od Darka. „Darku, zaraz będę, tylko utknęłam w sklepie” – wysłała szybko wiadomość. „Dobrze, czekam. Jak możesz, przynieś czerwone wino” – nagrał głosówkę Darek. Czerwone planowała przynieść, ale już w sobie. Zwinęła dywanik pod pachę, zdjęła zasłonkę i czekając aż obcy przeniosą się do kuchni, wymknęła się z łazienki. Pakując szybko rzeczy do reklamówki, opuściła mieszkanie. *** – Opowiem, ale później – powiedziała Ewa, gdy Darek otworzył drzwi. Działając jak we mgle, minęła go bez słowa. Od razu poszła do łazienki, zawiesiła zasłonkę, rozłożyła dywanik, a potem padła na kanapę i spała do rana, aż stres i czerwone wyparowały. Ocknąwszy się zobaczyła przed sobą nieznajomego mężczyznę, czekającego na wyjaśnienia. – Przepraszam, jaki tu adres?.. – Butowa, osiemnaście.