JEDNOŻONIEC
W dniu pogrzebu żony, Feliks nie uronił ani jednej łzy. Popatrz tylko, a nie mówiłam, że nie kochał on tej Zdzichy? szepnęła do ucha swojej sąsiadce Tosia. Cicho bądź. Co to teraz zmieni. Dzieci zostały sierotami z takim ojcem. Zobaczysz, jeszcze się ożeni z Kajką zapewniała Lelka Tosię. A czemu niby z Kajką? Co mu ona? Przecież jego miłość to była Glafira. Zapomniałaś już, jak po stodole razem biegali? Kajka nie będzie się z nim wiązać. Ma rodzinę, a i jego już pewnie zapomniała. Tak ci się tylko wydaje! odparła Lelka. Kajka ma porządnego męża, prymusa, po co jej Feliks z tym swoim stadkiem. Ona baba praktyczna. A Głaszka męczy się z Mietkiem Oho! Jeszcze im się ta ich miłość odnowi orzekła z przekonaniem Lelka.
Zdzisława została pochowana. Dzieci mocno trzymały się za ręce. Misiek i Pola właśnie skończyli po osiem lat. Zdzisława za mąż za Feliksa wyszła z wielkiej miłości, chociaż czy Feliks ją kochał, sama nigdy nie wiedziała i tak samo cała wieś nie wiedziała.
Mówili, że zaszła w ciążę i z tego powodu Feliks musiał się z nią ożenić. Klara faktycznie urodziła się siódmego miesiąca, długo nie pożyła, a potem długo nie mogli mieć więcej dzieci. Feliks zawsze chodził ponury i małomówny. Ludzie po cichu nazywali go Wilkiem. I taka mu została ksywka. Skąpy był na słowa, a już na czułości tym bardziej aż Zdzisława sama wiedziała najlepiej.
Ale w końcu Bóg się nad nimi zmiłował. Tylko On wie, ile ta biedna kobieta się napłakała i namodliła. I tak niebo dało Zdzisławie od razu dwoje bliźniaków.
Misiek charakter miał po matce serdeczny, wrażliwy, a Pola jak wykapany ojciec. Słowa z niej nie wyciągniesz. Zamykała się jak w sejfie na sto spustów i milczała. Nikt nie wiedział, co jej w głowie siedzi. I do ojca miała zawsze bliżej, bo i temperament podobny.
Bywało, że Feliks coś tam w szopie piłował czy strugał, a Pola kręciła się wokół niego. On jej coś tam tłumaczył, życiowych rad udzielał. A Misiek zawsze przy matce tu podłogę pozamiata, tu wodę przyniesie małym wiaderkiem. Trochę pomógł, choć jeszcze dzieciak. Zdzisława kochała oboje, ale Polki nie rozumiała, a do Miśka całym sercem się przywiązała.
Gdy umierała, powiedziała Miśkowi: Synek, niedługo mnie już nie będzie. Zostaniesz tu najważniejszy. Swojej siostry nie bij, tylko jej broń. Jesteś chłop, twoim obowiązkiem ją chronić. Ona jest dziewczynką, słabsza, potrzebuje twojej pomocy.
A tata? spytał Miśka.
Co? nie zrozumiała Zdzisława.
Tata będzie nas chronił?
Nie wiem, synku. Życie pokaże.
To nie umieraj! Co my zrobimy bez ciebie? płakał Misiek.
Ech, synek, gdyby to ode mnie zależało westchnęła Zdzisława. I tak powiedziała, a o świcie już jej nie było.
Feliks siedział przy żonie, trzymał ją za rękę. Ani słowa, ani łzy, tylko nagle jakby się zapadł w sobie, przyczernił, sponiewierał. I tyle.
Życie powoli wracało do normy. Pola przejęła na siebie rolę gospodyni domowej próbowała coś ugotować, posprzątać w chacie, choć była jeszcze mała. Pomagała jej siostra Feliksa, Natalia przychodziła, wszystkiego Poli uczyła.
Ciociu Natalio spytała Pola pewnego dnia tata sobie nową żonę weźmie?
Nie wiem, dziewczyno, co mu w głowie siedzi. Przecież mi się nie zwierzy.
Natalia miała swoją rodzinę: męża Wacława i dzieci, żyli zgodnie i szczęśliwie.
A jakby co, to zabierzesz nas do siebie? ciągnęła Pola.
Przestań już wymyślać. Ojciec was kocha, nikomu krzywdy nie da zrobić zapewniła Natalia.
A po wsi huczały plotki na całego, że Feliks i Glafira znowu coś kombinują.
Głaszka na stare lata zgłupiała, znowu Feliksa uwodzi, a swoją rodzinę rzuciła plotkowała Tośka.
Oj, nie ma rozumu ta Głaszka! komentowały baby spod GS-u.
Koniec już tych spotkań, do roboty marsz rozgonił je sołtys, pan Maksymilian Leoniuk.
Gadacie, obmawiacie ludzi, a sami o sąsiadach tyle wiecie co z koziej trąby! dodał poważnie w obronie Feliksa.
Glafira z Feliksem faktycznie kiedyś romans przeżywali taka miłość, że aż o niej powieść można pisać. Ale wtedy Feliks wyjechał pomagać w innym pegeerze, na cały miesiąc w odległe strony. Gdy wrócił, dowiedział się, że Głaszka kręciła z Mietkiem Czereśniakiem.
Feliks wrócił, to mu Mietka obił, jak się należy. A z Glafirą przestał się odzywać. Potem Głaszka wyszła za Mietka. Chłop nieudany za babami biegał, wódę chlipał, a Glafira później łkała, że nie zdołała przy sobie utrzymać porządnego chłopa. Bo Feliks pracowity, niepijący tylko milczek.
Wieś już wcześniej zauważyła, że do Zdzisławy go ciągnie. A Zdzisława rozkwitła jak chaber w polu ludzie nie mogli się napatrzeć.
O, jak ta miłość potrafi ludzi odmienić kiwali głowami.
Zdzisława od lat w Feliksie się kochała, tylko cicho była jak się mierzyć z Glafirą. A tu proszę, los zrobił swoje. Spotykali się, na spacery chodzili, a potem jak coś, zaraz ślub w urzędzie.
Wesele było skromne Feliks miał tylko siostrę, a Zdzisława starą matkę. Matka Zdzisławę urodziła późno, ludzie się domyślali od kogo, ale milczeli. W wiosce sołtysem był Wacław Prochowski, to z nim jej matka miała romans. Ola piękna kobieta, ale nigdy za mąż nie wyszła, bo we wsi nie lubili takich pań. Zdzisława na charakter po matce nie poszła.
Współczuli Zdzisławie, jak za Feliksa wyszła. Co to będzie wzdychała sąsiadka Janina on jej przecież nie kocha, całe życie będzie się z nim męczyć.
Ale co dziwne, Feliks był żonie wierny. Cała wieś była pewna. Bo co tu ukryć na wsi? Przeżyli piętnaście lat nigdy się nie kłócili, aż ludziom było spokojniej. Ale potem Zdzisława zachorowała zimą na chorobę, z której się nie wychodzi. I tyle.
Pewnego dnia Feliks wracał z pracy.
Felku, może zajrzę do ciebie na chwilę, pogadamy, dzieciom drożdżówek napiekłam zagadała go Glafira, machając miską z ciastem.
Dziękuję, Głaszka, Natka już nam wczoraj napiekła.
Ale ja z serca, Felku
No i siostra też z serca.
Feliks, może spotkamy się dziś wieczorem przy młynie, pamiętasz, jak drzewiej bywało?
Ale po co niby?
No jak to, nie pamiętasz, co między nami było? zdziwiła się Głaszka.
Co było, minęło, przerośnięte perzem. Dzieci kocham, Zdzisławę kochałem.
Ale jej już nie ma zasępiła się Glafira.
Miłość nie umiera odpowiedział Feliks.
Przecież jej nie kochałeś, tylko mi na złość się z nią ożeniłeś.
Idź do domu, Głaszka powiedział cicho Feliks.
Przyspieszył kroku, nawet się nie oglądał. W domu czekały na niego dzieci.
A Głaszka została sama, stojąc pośrodku polskiej wiejskiej drogi.
Minęło kilka lat. Dzieci podrosły. Ciocia Natalia wpadała do nich, ale wiedziała już na pewno, że jej brat jest jednożoniec.
Polka, słyszałam, że się spotykasz z Grześkiem Wroną zagadnęła ciocia wchodząc do kuchni.
No. I co z tego? odpowiedziała dorosła już Pola. Śliczna dziewczyna, pomyślała Natalia.
Nic, tylko pytam. Patrz tylko, bądź rozważna.
Czemu niby?
Wiesz, sama jesteś już duża rzekła groźnie ciotka.
Ciociu Natalio, ja go kocham, na całe życie!
Na całe życie, powiadasz? Tak ci się wydaje.
Nie wydaje. Jestem pewna!
Ty może i tak, a Grzesiek?
Jeśli mnie zdradzi, już nigdy nikogo nie pokocham.
A w to to już uwierzę powiedziała Natalia.
Wieczorem Misiek z Polą czekali na ojca.
Długo go nie ma zauważył Misiek.
Przecież dziś piątek.
I co?
W środy, piątki i niedziele chodzi na cmentarz do mamusi.
Skąd wiesz? zdziwił się Misiek, aż brwi mu podjechały wysoko.
Głuptasie, nie czujesz swojego taty? Nie rozumiesz go wcale.
Cichutko przeszli boczną ścieżką przez ogródki na cmentarz. Polka dobrze znała tę drogę.
Popatrz, tam wskazała na skuloną postać ojca.
Misiek nadstawił uszu. Usłyszał, jak ojciec z kimś rozmawia.
No, Zdzisia, takie mamy wieści. Polka niedługo wyjdzie za mąż. A ja jej wyprawkę zebrałem, Natalia pomogła. Dobrze nam. Nie gniewaj się, że za życia mało ci mówiłem ładnych słów, ale serce moje ci wszystkie szeptało. Ja nie potrafię słowami, sercem mówię zachrypiał Feliks i powoli ruszył w stronę bramy na cmentarzu.
Polka spojrzała na Miśka. Brat miał oczy zaszklone łzami.



