Maksym skrywał w sercu żal, że zbyt pochopnie się rozwiódł. Mądrzy mężczyźni traktują kochanki jak święto, a on zamienił je w żonę Dobry humor Maksymiliana Pietrzaka zniknął, gdy tylko zaparkował samochód i wszedł do klatki schodowej. W domu czekała na niego codzienność: kapcie – założył je przy wejściu, apetyczny zapach kolacji, porządek, kwiaty w wazonie. Nie wzruszyło go to: żona w domu, co ma robić całymi dniami starsza kobieta? Piec ciasta i dziergać skarpetki. Z tymi skarpetkami może przesadził, ale sens pozostaje ważny. Marzena jak zwykle wyszła mu naprzeciw z uśmiechem: – Zmęczony? Upiekłam twoje ulubione – z kapustą, z jabłkami… I zamilkła pod ciężkim spojrzeniem Maksymiliana. Stała w domowym dresie, włosy pod chustą – zawsze tak chodziła do kuchni. Zawodowy nawyk wiązania włosów: całe życie była kucharką. Oczy lekko podkreślone, usta z połyskiem. Też nawyk, który teraz wydawał się Maksowi wulgarny. Co to za sposób na podkreślanie swojej starości! Może nie powinien być tak opryskliwy, ale wybuchnął: – Krem i makijaż w twoim wieku to nonsens! Nie pasuje ci to. Usta Marzeny drgnęły, przemilczała, ale i nie ruszyła nakryć do stołu. W sumie dobrze. Ciasto pod ręcznikiem, herbata zaparzona – poradzi sobie sam. Po kąpieli i kolacji powoli wracała do niego życzliwość – jak i wspomnienia o dniu. Maksymilian, w ulubionym szlafroku, rozsiadł się w fotelu, jakby czytając gazetę. Co powiedziała ta nowa koleżanka? – Jest pan atrakcyjnym mężczyzną, i do tego ciekawym. Maksymilian miał 56 lat i kierował działem prawnym dużej firmy. Podlegał mu świeżo upieczony absolwent oraz trzy kobiety po czterdziestce. Jeszcze jedna była na urlopie macierzyńskim, na jej miejsce właśnie przyszła Asia. Podczas rekrutacji był w delegacji, więc kobietę zobaczył po raz pierwszy dziś. Zaprosił do gabinetu – na przedstawienie się. Wraz z nią przyszł zapach subtelnych perfum i wrażenie młodości. Delikatna twarz, jasne loki, pewne, błękitne oczy. Soczyste usta, pieprzyk na policzku. Miała 30 lat? Maksymilian dałby jej co najwyżej 25. Rozwiedziona, mama ośmioletniego syna. Sam nie wiedział czemu, ale pomyślał: „Dobrze!” W rozmowie z nową pracownicą trochę żartował, mówiąc, że ma już starego szefa. Asia zatrzepotała rzęsami i zaprzeczyła słowami, które go poruszyły i które teraz wspominał. Żona, już przeproszona po urazie, pojawiła się przy fotelu z wieczorną rumiankową herbatą. Skrzywił się: „Zawsze nie w porę.” Wypił jednak z przyjemnością. Przyszło mu do głowy, co teraz może robić młoda, śliczna Asia? Serce zakłuło go dawno zapomnianą zazdrością. **** Asia po pracy wstąpiła do Biedronki. Ser, bagietka, dla siebie kefir na kolację. Do domu wróciła bez uśmiechu. Automatycznie, bez czułości, objęła syna Bartka, który wybiegł na powitanie. Ojciec majsterkował na balkonie, matka szykowała kolację. Po rozpakowaniu zakupów ogłosiła, że boli ją głowa i żeby dać jej spokój. Prawdę mówiąc, czuła się przygnębiona. Od czasu rozwodu z ojcem Bartka ciągle próbowała stać się dla kogoś najważniejszą kobietą w życiu, ale wszyscy porządni mężczyźni byli już żonaci i chcieli tylko przygody. Ostatni, z pracy, wydawał się zakochany po uszy. Dwa gorące lata. Nawet wynajął jej mieszkanie (raczej dla własnej wygody), ale gdy przyszło co do czego, zażądał, żeby się rozstali, a ona koniecznie ma się zwolnić. Nawet znalazł jej nową posadę. Teraz Asia znów mieszkała z rodzicami i synem. Matka współczuła jej jako kobiecie, ojciec uważał, że dziecko powinno wychowywać się z matką, a nie tylko z dziadkami. Marzena, żona Maksymiliana, od dawna widziała, że mąż przechodzi kryzys wieku. Niby wszystko mają, a najważniejszego brak. Bała się myśleć, czym jest to najważniejsze dla męża. Starała się łagodzić sytuację. Gotowała ulubione potrawy, zawsze była zadbana, nie narzucała się z rozmowami, choć bardzo tego brakowało. Starała się oddać wnukowi, działce. Ale Maksymilian się nudził, mroził. Chyba właśnie dlatego oboje pragnęli zmian w swoim życiu – więc romans Maksymiliana i Asi wybuchł natychmiast. Już dwa tygodnie po jej zatrudnieniu, zaprosił ją na wspólny lunch i podwiózł do domu. Dotknął jej ręki, obróciła się do niego rumiana. – Nie chcę się rozstawać. Pojedziemy do mnie na działkę? – szepnął chrapliwie Maksymilian. Asia kiwnęła głową i ruszyli samochodem. W piątki kończył pracę wcześniej, ale dopiero o dziewiątej żona otrzymała sms: „Porozmawiamy jutro.” Maksymilian nie wiedział, jak trafnie oddał treść przyszłej, zbędnej rozmowy. Marzena rozumiała, że po 32 latach małżeństwa nie da się już płonąć namiętnością. Ale mąż był tak bliski, że strata go była jak strata kawałka siebie. Choć mruczy, narzeka, czasem wygłupia się po męsku, ale pozostaje w swoim fotelu, kolacjuje, oddycha obok. Marzena nie mogła znaleźć słów, by powstrzymać zrujnowanie swojego życia. Nie spała do rana. Z rozpaczy wyjęła album ślubny – młodzi, szczęśliwi, wszystko przed nimi. Jakaż była piękna! Wielu marzyło by ją mieć za żonę. Mąż powinien to pamiętać. Miała nadzieję, że gdy wróci, zobaczy ślady ich szczęścia i zrozumie, że nie wszystko należy wyrzucić. Wrócił dopiero w niedzielę, i wtedy zrozumiała: to koniec. Przed nią stał inny Maksymilian. Wydawało się, że adrenalina wypełniła go całego. Zniknęło zakłopotanie, wstyd. Na różnicę z żoną, która bała się zmian, on ich pragnął i był gotowy. Nawet wszystko przemyślał. Mówił takim tonem, że nie sposób było się sprzeciwić. Od tej chwili Marzena może uważać się za wolną. O rozwód wystąpi jutro. Sam. Syn z rodziną powinien się wyprowadzić do Marzeny. Wszystko zgodnie z prawem. Dwupokojowe mieszkanie, w którym mieszkała rodzina syna, należało do Maksymiliana – odziedziczone. Rodzinne roszady. Przeprowadzka do trzypokojowego u matki nie pogorszy warunków młodej rodziny, a żona będzie kogo doglądać. Samochód – jego. Co do działki – zostawia sobie prawo odpoczynku tam. Marzena wiedziała, że wygląda żałośnie i nieatrakcyjnie, ale nie zdołała powstrzymać łez. Prosiła, by przestał, by pomyślał o przeszłości, o zdrowiu, przynajmniej własnym… To go tylko rozwścieczyło. Podszedł blisko i szepnął, jakby krzycząc: – Nie wciągaj mnie w swoją starość! …Głupio byłoby twierdzić, że Asia pokochała Maksymiliana i dlatego zaraz w pierwszą noc na działce zgodziła się na ślub. Status żony był dla niej atrakcyjny, a jeszcze bardziej satysfakcjonowała ją odpowiedź kochankowi, który wcześniej ją odrzucił. Miała dość życia w mieszkaniu, gdzie rządził ojciec z surowymi poglądami. Pragnęła stabilności. Maksymilian mógł jej to dać. Nie najgorszy wybór – przyznawała. Mimo szóstej dekady nie wyglądał na dziadka. Zadbany, młody duchem, dyrektor działu. Inteligentny i miły. W łóżku raczej zachwycał niż był egoistą. Fajnie, że nie będzie wynajmowanego mieszkania, biedy czy kradzieży. Same plusy? Miała wątpliwości co do wieku. Po roku zaczęło rosnąć rozczarowanie. Asia czuła się nadal dziewczyną, pragnęła od życia wrażeń. Regularnych, nie raz do roku i nie tylko poważnych. Ciągnęły ją koncerty, aquapark, lubiła plażę w odważnym stroju, spotkania z koleżankami. Łatwo łączyła to z domem, rodziną. Syn, teraz już z nią, nie przeszkadzał aktywnemu życiu. A Maksymilian wyraźnie opadał siłami. Doświadczony prawnik, sprawny w pracy, w domu był, delikatnie mówiąc, zmęczony. Pragnął spokoju, poszanowania zwyczajów. Goście, teatr czy plaża – zgoda, ale z umiarem. Nie protestował przeciwko seksowi, ale potem od razu szedł spać, nawet przed dziesiątą. Do tego trzeba było uważać na jego słaby żołądek, nietolerujący smażonego, kiełbasy czy gotowych dań. Była żona rozpuściła go smakami. Czasem tęsknił za jej parowymi potrawami. Asia gotowała pod syna, nie rozumiała, czemu od schabowych boli go brzuch. Nie znała listy jego leków, uważała, że dorosły facet sam powinien kupić i pamiętać, co i kiedy brać. Tak się stało, że duża część jej życia toczyła się bez niego. Brała syna jako swoją „ekipę”, wychodziła z koleżankami. Co dziwne, wiek męża jakby ją mobilizował do pośpiechu w życiu. Już nie pracowali razem – dyrekcja uznała to za nieetyczne, Asia przeszła do kancelarii notarialnej i odetchnęła z ulgą, że nie musi być cały dzień pod kontrolą męża, który coraz bardziej przypominał jej ojca. Szacunek – to Asia czuła do Maksymiliana. Czy to wystarczy do szczęścia w parze? Kto wie. Zbliżały się 60. urodziny Maksymiliana. Asia chciała wielkiej imprezy, ale mąż zarezerwował stolik w małym restauracyjce, którą dobrze znał. Chyba się nudził, ale to naturalne w jego wieku. Asia nie przejęła się tym. Jubilata uczcili koledzy z pracy. Dla dawnych znajomych z Marzeną zaproszenie byłoby niezręczne. Rodzina daleko, żyjąc z młodszą żoną nie znalazł zrozumienia. Syn – niemal przestał istnieć w jego życiu. Wykluczył go. Ale czy ojciec nie ma prawa do własnego życia?! Ożenił się, myśląc, że to „nowe życie” będzie wyglądać inaczej. Pierwszy rok z Asią był jak miesiąc miodowy. Lubili pokazywać się razem, chwalił jej wydatki (nie szastała pieniędzmi), koleżanki, fitness. Dawał sobie radę z głośnymi koncertami i szalonymi filmami. Pod tym wpływem oddał Asi i jej synowi prawa do mieszkania. Z czasem przekazał jej połowę działki. Asia, za plecami Maksymiliana, poprosiła Marzenę o odstąpienie jej własnej części. Groziła, że sprzeda swoją część obcym. Odkupując, oczywiście za pieniądze Maksymiliana, Asia przepisała całą działkę na siebie. Argumentowała: rzeka, las, dobre warunki dla dziecka. Teraz rodzice Asi z wnukiem spędzali całe lato na działce. I było to na rękę: Maksymilian nie przepadał za ruchliwym synem młodszej żony. Poślubił ją dla siebie, nie dla wychowywania cudzych dzieci, zwłaszcza głośnych. Dawna rodzina obraziła się. Sprzedali trzypokojowe mieszkanie i się rozeszli. Syn z żoną znalazł dwupokojowe, Marzena zamieszkała w kawalerce. Maksymilian nie interesował się, jak żyją. Rodzinne rozgrywki. I nadszedł dzień sześćdziesiątych urodzin. Tyle osób życzyło mu zdrowia, szczęścia i miłości. A on dawno nie czuł radości. Z każdym rokiem narastało znajome niezadowolenie. Młodą żonę kochał, bez wątpliwości. Nie nadążał za nią – o to chodziło. Poskromić jej nie mógł. Uśmiechała się i żyła swoim rytmem. Niczego sobie nie pozwalała – on to czuł, ale go to drażniło. Ach, gdyby móc wcielić w nią duszę byłej żony! By przynosiła rumianek, przykrywała kocem, gdy przysnął. Maksymilian chętnie spacerowałby z nią po parku. I szeptał godzinami w kuchni, ale Asia nie wytrzymywała długich rozmów, a w łóżku zaczęła się nudzić. To go denerwowało, pogarszało sytuację. Maksymilian skrywał żal, że pospieszył się z rozwodem. Mądrzy Polacy potrafią zamienić kochankę w święto, a on – w małżonkę! Asia, z jej temperamentem, co najmniej 10 lat pokica jako zabawna klaczka. Ale i po czterdziestce będzie znacznie młodsza. To przepaść, która się pogłębi. Może zakończy życie nagle – szczęśliwie. A jeśli nie? Te „nieurodzinowe” myśli przyprawiały go o ból głowy i przyspieszały serce. Ujrzał Asię wśród tańczących, piękną, rozświetloną. Szczęście, budzić się z nią obok. Kosze z prezentami. Wykorzystując moment, wyszedł z restauracji. Chciał pooddychać, przewietrzyć smutek. Ale podeszli goście. Nie wiedząc, co zrobić z narastającym napięciem, rzucił się do czekającej na postoju taksówki. Poprosił, by jak najszybciej ruszyć. Trasę ustali później. Chciał do miejsca, gdzie liczy się tylko on. Wejść i już czeka na niego dom, doceniają każdą chwilę i mogą się zrelaksować, nie obawiając się, że ktoś zobaczy słabość czy, nie daj Boże, starość. Zadzwonił do syna i niemal błagalnie poprosił o nowy adres dawnej żony. Usłyszał zasłużone wyrzuty. Naciskał, powtarzając, że to kwestia życia i śmie…ci. Wspomniał, że dzisiaj ma przecież jubileusz. Syn zmiękł i powiedział, że mama może nie być sama. Żaden facet. Po prostu przyjaciel. – Mama mówiła, że razem studiowali. Śmieszne nazwisko… Bulkowicz, zdaje się. – Bulkiewicz, – poprawił Maksymilian, czując zazdrość. Był w niej zakochany. Podobała się wielu. Piękna, zadziorna. Miała wyjść za Bulkiewicza, ale on, Maks, ją odbił. Dawno to było, a jednak tak „na wczoraj”, że wydawało się bardziej realne niż obecne życie z Asią. Syn zapytał: – Po co ci to, tato? Maksymilian zadrżał od dawno niesłyszanego „tato” i zrozumiał, jak bardzo za nimi wszystkimi tęsknił. Odpowiedział szczerze: – Nie wiem, synku. Syn podyktował adres. Kierowca zatrzymał się. Maksymilian wysiadł, nie chciał mówić z Marzeną przy świadkach. Spojrzał na zegarek – prawie dziewiąta, ale ona zawsze była sową i dla niego, skowronkiem. Wybrał domofon. Ale odpowiedział nie dawny żona, a tępy, męski głos. Powiedział, że Marzena jest zajęta. – Co z nią?! Zdrowa? – zaniepokoił się Maksymilian. Głos zażądał nazwiska. – Przepraszam, jestem jej mężem! A pan pewnie Bulkiewicz – wykrzyknął Maksymilian. „Pan” poprawił go z przekąsem, że przecież jest byłym mężem, więc nie ma prawa niepokoić Marzeny. Nie uznał za konieczne wyjaśniać, że przyjaciółka bierze kąpiel. – Co, stara miłość nie rdzewieje? – z sarkazmem spytał Maksymilian, nastawiając się na kłótnię z Bulkiewiczem. Ale tamten krótko odpowiedział: – Nie, ona staje się srebrna. Drzwi już nie otworzył…

Michał skrywał w sobie żal, że tak pochopnie zdecydował się na rozwód. Mądrzy mężczyźni zamieniają kochanki w święto, a on w żonę.

Jego dobry nastrój prysł, gdy tylko zaparkował auto przed blokiem i wszedł na klatkę schodową. W domu powitała go przewidywalność: kapcie zaraz założył, apetyczny zapach kolacji, czystość, kwiaty w wazonie.

Nic go to nie wzruszyło: żona przecież siedzi w domu, a co robić przez całe dnie starszej kobiecie? Upiec pierogi, zrobić naleśniki, może jeszcze skarpetki na drutach Przesadził ze skarpetkami, ale sens był jasny.

Maria jak zwykle wyszła mu naprzeciw ze spokojnym uśmiechem:

Zmęczony? Upiekłam pierogi z kapustą i jabłkami, tak jak lubisz

Zamilkła pod ciężkim spojrzeniem Michała. Stała w spodniach, domowym, wygodnym komplecie, z włosami schowanymi pod chustką zawsze tak ubierała się do gotowania.

To już zawodowy nawyk: całe życie przepracowała jako kucharka. Oczy delikatnie podkreślone kredką, na ustach błyszczyk. Dla Michała teraz wydało się to ordynarne. Po co tak upiększać swoją starość!

Może nie powinien być taki ostry, ale powiedział:

W twoim wieku to chyba przesada z tym makijażem. Nie pasuje ci już.

Maria zadrżała wargami, ale nie odezwała się. Ani nie ruszyła nakrywać do stołu. W sumie lepiej. Pierogi pod ścierką, herbata zaparzona sam sobie poradzi.

Po prysznicu i kolacji zaczął wracać do dobrego humoru, razem ze wspomnieniami minionego dnia. Michał, w swoim ulubionym szlafroku, rozsiadł się wygodnie w fotelu przeznaczonym wyłącznie dla niego i udawał, że czyta. Przypomniała mu się rozmowa z nową pracownicą:

Jest pan całkiem atrakcyjnym mężczyzną, do tego bardzo interesującym.

Miał 56 lat i kierował działem prawnym dużej spółki. W zespole pracował świeżo upieczony magister oraz trzy panie po czterdziestce. Jeszcze jedna objęła stanowisko na zastępstwo za kobietę, która poszła na urlop macierzyński. I właśnie na jej miejsce przyszła Asia.

Gdy ją zatrudniano, Michała nie było w biurze. Dopiero dziś zobaczył ją po raz pierwszy.

Zaprosił ją do gabinetu, żeby się poznać. Razem z nią pojawił się świeży aromat perfum i młodości. Owal jasnej twarzy otoczony jasnymi lokami, niebieskie oczy patrzyły pewnie. Soczyste usta, pieprzyk na policzku. Czy ona naprawdę ma 30 lat? Dałby jej najwyżej 25.

Rozwiedziona, mama ośmioletniego syna. Michał nie wiedział sam czemu, ale pomyślał: I dobrze!

Rozmawiając z Asią, trochę ją podrywał, wspomniał, że ma teraz starego przełożonego. Asia zatrzepotała rzęsami i zaprotestowała tak, że do dziś jego serce się poruszało na wspomnienie.

Żona, która już wybaczyła mu niemiłe słowo, pojawiła się przy fotelu z wieczorną herbatą z rumianku. Skrzywił się: Jak zwykle nie w porę.

Wypił jednak, nawet z przyjemnością. Nagle przemknęło mu przez głowę: co teraz robi młoda, ładna kobieta Asia? W sercu poczuł żądło dawno zapomnianej zazdrości.

****

Asia po pracy weszła do supermarketu. Ser, świeży chleb, dla siebie kefir na wieczór. Do domu wróciła zmęczona, bez uśmiechu. Syna, Stasia, uściskała raczej machinalnie niż czule on wybiegł jej naprzeciw.

Ojciec majsterkował na balkonie, gdzie urządził sobie warsztat, mama krzątała się przy kolacji. Zakupy odłożyła na blat, oznajmiła, że boli ją głowa i nie chce, by jej przeszkadzano. W rzeczywistości było jej po prostu smutno.

Asia od rozstania z ojcem Stasia wciąż szukała sposobu, by stać się dla kogoś najważniejszą kobietą w życiu.

Wszyscy wartościowi panowie byli żonaci i pragnęli tylko niezobowiązujących romansów.

Ostatni, z którym pracowała, wydawał się zapatrzony po uszy. Dwa gorące lata. Nawet wynajął jej mieszkanie bardziej dla wygody swojej niż jej. Gdy sprawy się skomplikowały, postanowił, że powinni się rozstać i koniecznie zmienić pracę.

Nawet sam znalazł jej nową posadę. I tak Asia wróciła na łono rodziny. Matka współczuła jej po kobiecemu, ojciec twierdził, że dziecko musi wychowywać się chociaż z matką, a nie tylko z dziadkami.

Maria, żona Michała, od dawna zauważała kryzys wieku jej męża. Niby wszystko mają, a czegoś najważniejszego brakuje. Bała się pomyśleć, czym to najważniejsze może być. Starała się łagodzić sytuację gotowała, co lubił, zawsze zadbana, nie narzucała się z rozmowami, choć bardzo jej ich brakowało.

Próbowała zainteresować go wnukiem, działką. Ale Michał się nudził, marszczył brwi.

Chyba z powodu tej chęci zmian u obojga, jego romans z Asią zaczął się błyskawicznie. Już po dwóch tygodniach od jej zatrudnienia zaprosił ją na obiad i odwiózł do domu.

Dotknął jej ręki, ona odwróciła się do niego rumiana.

Nie chcę się żegnać. Pojedźmy do mnie na działkę? powiedział Michał drżącym głosem. Asia skinęła głową i samochód ruszył z piskiem.

W piątki wychodził z pracy godzinę wcześniej, ale żona otrzymała SMS dopiero około dziewiątej: Porozmawiamy jutro.

Michał nie przypuszczał nawet, jak trafnie podsumował sens rozmowy, która za chwilę miała się odbyć, choć już nie była potrzebna. Maria rozumiała, że po 32 latach małżeństwa nie da się palić się uczuciem.

Ale mąż był jej tak bliski, że strata go to jakby utrata fragmentu własnego życia. No niechby się dąsał, marudził, nawet głupiał czasem, ale niechby siedział w swym ulubionym fotelu, jadł kolację, oddychał obok niej.

Maria szukała słów, które mogłyby zatrzymać krach jej świata, choćby tylko własnego. Nie spała całą noc.

Z rozpaczy wyjąła album ślubny byli tam młodzi i pełni planów. Jaka ona była piękna!

Wielu jej zazdrościło i chciało mieć za żonę. Mąż powinien to pamiętać. Wydało się jej, że jeśli zobaczy nawet z zastrzeżeniami fragmenty ich szczęścia, zrozumie, że nie wszystko można tak po prostu wyrzucić.

Ale wrócił dopiero w niedzielę, a ona zrozumiała: to koniec. Przed nią stanął inny Michał, pełen adrenaliny, bez cienia skrupułów.

W przeciwieństwie do żony, która bała się zmian, Michał ich pragnął i przyjął z gotowością. Wszystko już miał przemyślane. Mówił tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Od dziś Maria jest wolna. O rozwód wystąpi jutro, sam. Syn z rodziną ma się przeprowadzić do Marii. Wszystko zgodnie z przepisami. Zresztą dwupokojowe mieszkanie, w którym mieszkali, formalnie należało do Michała odziedziczył je.

Przeprowadzka do mamy, do trzy pokojowego, młodej rodzinie nie zaszkodzi, a jej będzie miał kto towarzyszyć. Auto, jasne, zostaje przy nim. Co do działki zachowuje prawo do wypoczynku tam.

Maria czuła, że jest żałosna i nieatrakcyjna, lecz nie umiała powstrzymać łez. Przeszkadzały jej mówić, głos miała nieskładny. Prosiła tylko, żeby się zatrzymał, wspomniał przeszłość, pomyślał o zdrowiu chociaż swoim Ostatnie wywołało u niego złość. Zbliżył się, szepnął, niemal krzycząc:

Nie ciągnij mnie w swoją starość!

Byłoby nierozsądne twierdzić, że Asia pokochała Michała i dlatego zgodziła się na oświadczyny już pierwszej nocy, na działce.

Status zamężnej kobiety kusił ją, a jeszcze bardziej satysfakcjonowała ją zemsta na kochanku, który ją odrzucił.

Miała już dość mieszkania rządzonego przez surowego ojca. Chciała stabilności. Michał mógł jej to dać. Nie najgorsza opcja przyznawała.

Choć przekroczył pięćdziesiątkę, nie wyglądał jeszcze na dziadka. Całkiem sprawny, młodzieńczy. Szef działu. Inteligentny, sympatyczny. W łóżku wykazywał entuzjazm, nie egoizm. Było miło, że nie będzie wynajmowanego mieszkania, braku pieniędzy, kradzieży. Same plusy. Czasem jednak martwiła się jego wiekiem.

Po roku rozczarowanie Asi zaczęło narastać. Czuła się jeszcze dziewczyną, pragnęła przygód. Regularnych, nie tylko raz w roku i nie w poważnym stylu. Kochała koncerty, marzyła o aquaparku, lubiła opalać się w odważnym stroju, spotykać się z koleżankami.

Dzięki młodości oraz temperamentowi, łączyła to wszystko z domem i rodziną. Nawet syn nie przeszkadzał jej w aktywnym życiu.

A Michał ewidentnie się starzał. W pracy sprawny, bystry, rozwiązywał mnóstwo spraw w domu stawał się zmęczonym panem, pragnącym ciszy i spokoju. Goście, teatr, wyjścia nad jezioro akceptował, ale z umiarem.

Nie protestował przeciw intymności, ale zaraz potem szedł spać, choćby o dziewiątej.

Do tego jego wrażliwy żołądek nie znosił smażonego, kiełbasy, gotowych półproduktów. Była żona go rozpieściła, widać.

Czasem Michał tęsknił za jej gotowanymi potrawami. Asia gotowała pod syna, nie rozumiejąc, jakim cudem po kotletach wieprzowych boli kogoś żołądek.

Nie pamiętała listy obowiązkowych tabletek: uznawała, że dorosły mężczyzna sam kupi i zapamięta, kiedy i co zażyć. I tak się złożyło, że część jej życia zaczęła przebiegać bez niego.

Zabierała syna w podróże, planowała atrakcje, łączyła siły z koleżankami. Dziwne wiek Michała jakby ją motywował do życia.

Już nie pracowali razem dyrekcja uznała to za nieetyczne i Asia przeniosła się do kancelarii notarialnej. Nawet odetchnęła z ulgą, nie będąc cały dzień pod okiem mężczyzny przypominającego jej ojca.

Szacunek to uczucie, które Asia żywiła do Michała. Czy to wystarczy, by być szczęśliwym razem?

Zbliżały się sześćdziesiąte urodziny Michała, Asia marzyła o wielkim święcie. A on zarezerwował stolik w kameralnej, znanej sobie restauracji, do której od lat chodził. Chyba się nudził, ale to naturalne w jego wieku. Asia się tym nie przejmowała.

Składali mu życzenia koledzy z pracy. Dawnych znajomych, z którymi kiedyś spotykali się z Marią, nie wypadało już zapraszać. Rodzina daleko, nie znalazł zrozumienia, żeniąc się z młodą.

Syn przestał się do niego odzywać. Ale czy ojciec nie ma prawa układać sobie własnego życia? Zaraz po ślubie myślał, że układanie będzie wyglądało inaczej.

Pierwszy rok z Asią był jak miesiąc miodowy. Lubił pokazywać się z nią publicznie, pozwalał na jej wydatki (raczej skromne), na spotkania z koleżankami, pasję fitnessu.

Mógł wytrzymać głośne koncerty i zwariowane filmy. Pod tą falą zrobił Asię i jej syna współwłaścicielami swojego mieszkania. Potem podarował jej swój udział w działce, którą wcześniej dzielił z Marią.

Asia za jego plecami poprosiła Marię, by odstąpiła swoją część. Straszyła, że sprzeda ją jakimś naciągaczom.

Odkupiła, oczywiście za pieniądze Michała, i przepisali działkę na Asię. Tłumaczyła, że nad rzeką, las, idealne miejsce dla dziecka. Całe lato na działce spędzali rodzice Asi ze Stasiem. Zresztą Michał niespecjalnie lubił żywego syna młodej żony. Ożenił się z miłości, a nie dla wychowywania cudzych dzieci.

Dawna rodzina się obraziła. Po otrzymaniu pieniędzy sprzedali swoje trzypokojowe mieszkanie, by zamieszkać osobno. Syn z żoną znalazł mniejsze, a Maria, była żona, przeniosła się do garsoniery. Jak żyją, Michała nie interesowało.

I oto dzień sześćdziesięciu lat. Tyle życzeń, zdrowia, szczęścia, miłości a on nie czuje już radości. Od dawna. Z roku na rok coraz mocniej dominowało rozczarowanie.

Młodą żonę na pewno kochał. Ale nie nadążał za nią. A podporządkować nigdy nie potrafił. Uśmiechała się, żyła po swojemu. Była rozsądna, nie pozwalała sobie na głupoty wyczuwał to, a jednak go denerwowało.

Ech, gdyby dać jej duszę byłej żony! Żeby przychodziła do fotela z herbatą z rumianku, przykrywała kocem, gdy przysnął. Chętnie chodziłby z nią powoli po parku. Wieczorami rozmawiałby w kuchni, ale Asia nie wytrzymywała jego długich rozmów. I chyba zaczęła nudzić się w łóżku. To go stresowało.

Michał skrywał żal, że za szybko podjął decyzję o rozwodzie. Mądrzy mężczyźni mają z kochanek święto, a on żonę!

Asia, z tym temperamentem, jeszcze z 10 lat będzie skakać jak źrebak. Ale po czterdziestce wciąż będzie dużo młodsza od niego. Ta przepaść tylko się pogłębi. Jeśli będzie miał szczęście, życie skończy się w jednej chwili. A jeśli nie?

Te nieurodzinowe myśli uderzyły go tępym bólem w skroniach, rozkołatały serce. Spojrzał na Asię ta tańczyła z uśmiechem, z błyszczącymi oczami. Szczęście, oczywiście, budzić się obok niej każdego ranka.

Wykorzystując zamieszanie, wyszedł z restauracji. Chciał odetchnąć, przewietrzyć smutek. Podążyli za nim goście-z pracy. Nie wiedząc, co zrobić z narastającą w nim udręką, rzucił się do taksówki stojącej nieopodal. Poprosił, by ruszyć szybko. Później poda adres.

Chciał być tam, gdzie jest ważny tylko on. Gdzie ktoś czeka na niego z utęsknieniem. Gdzie czas z nim oznacza wartość, gdzie można być sobą bez obawy bycia słabym czy starym.

Zadzwonił do syna, niemal błagalnie prosząc o nowy adres byłej żony. Usłyszał, co się należało, obrażone, ale nie ustąpił, powtarzał dramatycznie, że to sprawa życia i śmierci.

Wspomniał, że to przecież dziś jego jubileusz. Syn nieco złagodniał, stwierdził, że mama może nie być sama. Żadnego partnera tylko przyjaciel.

Mama mówiła, że razem studiowali. Nazwisko śmieszne Chyba Bułkiewicz.

Bułkiewicz poprawił Michał, czując ukłucie zazdrości. Oczywiście był w Marii zakochany. Podobała się niejednemu. Piękna, z pazurem.

Była gotowa wyjść za Bułkiewicza, ale on ją odbił. Dawno to było, ale tak wczoraj, że wydaje się większą rzeczywistością niż jego nowe życie z Asią.

Syn zapytał:

Po co ci to, tato?

Michał aż się wzdrygnął od tego zapomnianego tato, zrozumiał, jak bardzo tęsknił. Odpowiedział szczerze:

Nie wiem, synu.

Syn podyktował adres. Kierowca stanął na prośbę. Michał wysiadł, nie chciał rozmawiać z Marią w obecności taksówkarza. Sprawdził czas prawie dziewiąta. Ale ona przecież zawsze była sową, choć dla niego łączyła ją z skowronkiem.

Wybrał numer domofonu.

Odezwał się nie Maria, a obcy, przytłumiony głos. Mężczyzna. Powiedział, że Maria jest zajęta.

Co z nią?! Zdrowa? zdenerwował się Michał. Głos kazał się przedstawić.

Ja jestem jej mężem, a ty pewno pan Bułkiewicz? krzyknął Michał.

Mężczyzna poprawił go, że już były mąż, więc nie ma prawa niepokoić Marii. Nie uznał za stosowne wyjaśniać, że przyjaciółka bierze kąpiel.

Stara miłość nie rdzewieje? zapytał Michał z ironiczną złością, gotów na słowne przepychanki. Ale Bułkiewicz odpowiedział krótko:

Nie, ona staje się srebrna.

Drzwi się nie otworzyłyMichał milczał, czując, jak srebro tamuje mu w gardle oddech. Usiadł na ławce przed blokiem, z twarzą ukrytą w dłoniach. Przypominał sobie te dni, kiedy miłość była złota, niespożyta, pełna zapachu domowego chleba i uważnego spojrzenia. Ile to lat odkładał uczucia na później, sądząc, że zostaną na wieczność i że zawsze będzie mógł po nie sięgnąć. Tymczasem wszystko zmieniło odcień, pogłębiło się w cichym połysku, nie do dotknięcia.

Nikt już nie sprawdzał godzin jego powrotu, nie czekał z parującą herbatą, nie odpowiadał uśmiechem na nieskładne zdania. Srebro Marii nie było już dla niego dostępne. Asia, w swojej światłej, młodej energii, kochała życie, nie jego cień. On zaś tkwił w połowie drogi, pomiędzy błyskiem a ciszą.

Nie odezwał się więcej do domofonu. Powoli wracał przez pusty skwer, zbierając chłód nocy w kołnierz. Zaczął rozumieć, że to właśnie srebro boli najbardziej: nie rdzewieje, ale lśni w miejscach, gdzie kiedyś płonęło stare złoto.

Wciąż miał przed sobą drogę, bo życie nie kończy się przy żadnym jubileuszu. Może kiedyś pogodzi się z własną rolą nie bohatera historii, lecz człowieka, który pozwolił, by szczęście odlało się w innym metalu. I może nauczy się szanować oba blasku: ten, który płonie, i ten, który trwa.

A dziś Michał wrócił do siebie, do mieszkania pełnego echa: muzyki, śmiechu, rozczarowań i marzeń. Położył się w swoim fotelu, przykrył kocem. Przez okno wybijało srebrne światło księżyca ciche, łaskawe, wytrwałe. I w jego połysku, choć przez moment, poczuł się mniej samotny.

Rate article
Fajna Tajna
Maksym skrywał w sercu żal, że zbyt pochopnie się rozwiódł. Mądrzy mężczyźni traktują kochanki jak święto, a on zamienił je w żonę Dobry humor Maksymiliana Pietrzaka zniknął, gdy tylko zaparkował samochód i wszedł do klatki schodowej. W domu czekała na niego codzienność: kapcie – założył je przy wejściu, apetyczny zapach kolacji, porządek, kwiaty w wazonie. Nie wzruszyło go to: żona w domu, co ma robić całymi dniami starsza kobieta? Piec ciasta i dziergać skarpetki. Z tymi skarpetkami może przesadził, ale sens pozostaje ważny. Marzena jak zwykle wyszła mu naprzeciw z uśmiechem: – Zmęczony? Upiekłam twoje ulubione – z kapustą, z jabłkami… I zamilkła pod ciężkim spojrzeniem Maksymiliana. Stała w domowym dresie, włosy pod chustą – zawsze tak chodziła do kuchni. Zawodowy nawyk wiązania włosów: całe życie była kucharką. Oczy lekko podkreślone, usta z połyskiem. Też nawyk, który teraz wydawał się Maksowi wulgarny. Co to za sposób na podkreślanie swojej starości! Może nie powinien być tak opryskliwy, ale wybuchnął: – Krem i makijaż w twoim wieku to nonsens! Nie pasuje ci to. Usta Marzeny drgnęły, przemilczała, ale i nie ruszyła nakryć do stołu. W sumie dobrze. Ciasto pod ręcznikiem, herbata zaparzona – poradzi sobie sam. Po kąpieli i kolacji powoli wracała do niego życzliwość – jak i wspomnienia o dniu. Maksymilian, w ulubionym szlafroku, rozsiadł się w fotelu, jakby czytając gazetę. Co powiedziała ta nowa koleżanka? – Jest pan atrakcyjnym mężczyzną, i do tego ciekawym. Maksymilian miał 56 lat i kierował działem prawnym dużej firmy. Podlegał mu świeżo upieczony absolwent oraz trzy kobiety po czterdziestce. Jeszcze jedna była na urlopie macierzyńskim, na jej miejsce właśnie przyszła Asia. Podczas rekrutacji był w delegacji, więc kobietę zobaczył po raz pierwszy dziś. Zaprosił do gabinetu – na przedstawienie się. Wraz z nią przyszł zapach subtelnych perfum i wrażenie młodości. Delikatna twarz, jasne loki, pewne, błękitne oczy. Soczyste usta, pieprzyk na policzku. Miała 30 lat? Maksymilian dałby jej co najwyżej 25. Rozwiedziona, mama ośmioletniego syna. Sam nie wiedział czemu, ale pomyślał: „Dobrze!” W rozmowie z nową pracownicą trochę żartował, mówiąc, że ma już starego szefa. Asia zatrzepotała rzęsami i zaprzeczyła słowami, które go poruszyły i które teraz wspominał. Żona, już przeproszona po urazie, pojawiła się przy fotelu z wieczorną rumiankową herbatą. Skrzywił się: „Zawsze nie w porę.” Wypił jednak z przyjemnością. Przyszło mu do głowy, co teraz może robić młoda, śliczna Asia? Serce zakłuło go dawno zapomnianą zazdrością. **** Asia po pracy wstąpiła do Biedronki. Ser, bagietka, dla siebie kefir na kolację. Do domu wróciła bez uśmiechu. Automatycznie, bez czułości, objęła syna Bartka, który wybiegł na powitanie. Ojciec majsterkował na balkonie, matka szykowała kolację. Po rozpakowaniu zakupów ogłosiła, że boli ją głowa i żeby dać jej spokój. Prawdę mówiąc, czuła się przygnębiona. Od czasu rozwodu z ojcem Bartka ciągle próbowała stać się dla kogoś najważniejszą kobietą w życiu, ale wszyscy porządni mężczyźni byli już żonaci i chcieli tylko przygody. Ostatni, z pracy, wydawał się zakochany po uszy. Dwa gorące lata. Nawet wynajął jej mieszkanie (raczej dla własnej wygody), ale gdy przyszło co do czego, zażądał, żeby się rozstali, a ona koniecznie ma się zwolnić. Nawet znalazł jej nową posadę. Teraz Asia znów mieszkała z rodzicami i synem. Matka współczuła jej jako kobiecie, ojciec uważał, że dziecko powinno wychowywać się z matką, a nie tylko z dziadkami. Marzena, żona Maksymiliana, od dawna widziała, że mąż przechodzi kryzys wieku. Niby wszystko mają, a najważniejszego brak. Bała się myśleć, czym jest to najważniejsze dla męża. Starała się łagodzić sytuację. Gotowała ulubione potrawy, zawsze była zadbana, nie narzucała się z rozmowami, choć bardzo tego brakowało. Starała się oddać wnukowi, działce. Ale Maksymilian się nudził, mroził. Chyba właśnie dlatego oboje pragnęli zmian w swoim życiu – więc romans Maksymiliana i Asi wybuchł natychmiast. Już dwa tygodnie po jej zatrudnieniu, zaprosił ją na wspólny lunch i podwiózł do domu. Dotknął jej ręki, obróciła się do niego rumiana. – Nie chcę się rozstawać. Pojedziemy do mnie na działkę? – szepnął chrapliwie Maksymilian. Asia kiwnęła głową i ruszyli samochodem. W piątki kończył pracę wcześniej, ale dopiero o dziewiątej żona otrzymała sms: „Porozmawiamy jutro.” Maksymilian nie wiedział, jak trafnie oddał treść przyszłej, zbędnej rozmowy. Marzena rozumiała, że po 32 latach małżeństwa nie da się już płonąć namiętnością. Ale mąż był tak bliski, że strata go była jak strata kawałka siebie. Choć mruczy, narzeka, czasem wygłupia się po męsku, ale pozostaje w swoim fotelu, kolacjuje, oddycha obok. Marzena nie mogła znaleźć słów, by powstrzymać zrujnowanie swojego życia. Nie spała do rana. Z rozpaczy wyjęła album ślubny – młodzi, szczęśliwi, wszystko przed nimi. Jakaż była piękna! Wielu marzyło by ją mieć za żonę. Mąż powinien to pamiętać. Miała nadzieję, że gdy wróci, zobaczy ślady ich szczęścia i zrozumie, że nie wszystko należy wyrzucić. Wrócił dopiero w niedzielę, i wtedy zrozumiała: to koniec. Przed nią stał inny Maksymilian. Wydawało się, że adrenalina wypełniła go całego. Zniknęło zakłopotanie, wstyd. Na różnicę z żoną, która bała się zmian, on ich pragnął i był gotowy. Nawet wszystko przemyślał. Mówił takim tonem, że nie sposób było się sprzeciwić. Od tej chwili Marzena może uważać się za wolną. O rozwód wystąpi jutro. Sam. Syn z rodziną powinien się wyprowadzić do Marzeny. Wszystko zgodnie z prawem. Dwupokojowe mieszkanie, w którym mieszkała rodzina syna, należało do Maksymiliana – odziedziczone. Rodzinne roszady. Przeprowadzka do trzypokojowego u matki nie pogorszy warunków młodej rodziny, a żona będzie kogo doglądać. Samochód – jego. Co do działki – zostawia sobie prawo odpoczynku tam. Marzena wiedziała, że wygląda żałośnie i nieatrakcyjnie, ale nie zdołała powstrzymać łez. Prosiła, by przestał, by pomyślał o przeszłości, o zdrowiu, przynajmniej własnym… To go tylko rozwścieczyło. Podszedł blisko i szepnął, jakby krzycząc: – Nie wciągaj mnie w swoją starość! …Głupio byłoby twierdzić, że Asia pokochała Maksymiliana i dlatego zaraz w pierwszą noc na działce zgodziła się na ślub. Status żony był dla niej atrakcyjny, a jeszcze bardziej satysfakcjonowała ją odpowiedź kochankowi, który wcześniej ją odrzucił. Miała dość życia w mieszkaniu, gdzie rządził ojciec z surowymi poglądami. Pragnęła stabilności. Maksymilian mógł jej to dać. Nie najgorszy wybór – przyznawała. Mimo szóstej dekady nie wyglądał na dziadka. Zadbany, młody duchem, dyrektor działu. Inteligentny i miły. W łóżku raczej zachwycał niż był egoistą. Fajnie, że nie będzie wynajmowanego mieszkania, biedy czy kradzieży. Same plusy? Miała wątpliwości co do wieku. Po roku zaczęło rosnąć rozczarowanie. Asia czuła się nadal dziewczyną, pragnęła od życia wrażeń. Regularnych, nie raz do roku i nie tylko poważnych. Ciągnęły ją koncerty, aquapark, lubiła plażę w odważnym stroju, spotkania z koleżankami. Łatwo łączyła to z domem, rodziną. Syn, teraz już z nią, nie przeszkadzał aktywnemu życiu. A Maksymilian wyraźnie opadał siłami. Doświadczony prawnik, sprawny w pracy, w domu był, delikatnie mówiąc, zmęczony. Pragnął spokoju, poszanowania zwyczajów. Goście, teatr czy plaża – zgoda, ale z umiarem. Nie protestował przeciwko seksowi, ale potem od razu szedł spać, nawet przed dziesiątą. Do tego trzeba było uważać na jego słaby żołądek, nietolerujący smażonego, kiełbasy czy gotowych dań. Była żona rozpuściła go smakami. Czasem tęsknił za jej parowymi potrawami. Asia gotowała pod syna, nie rozumiała, czemu od schabowych boli go brzuch. Nie znała listy jego leków, uważała, że dorosły facet sam powinien kupić i pamiętać, co i kiedy brać. Tak się stało, że duża część jej życia toczyła się bez niego. Brała syna jako swoją „ekipę”, wychodziła z koleżankami. Co dziwne, wiek męża jakby ją mobilizował do pośpiechu w życiu. Już nie pracowali razem – dyrekcja uznała to za nieetyczne, Asia przeszła do kancelarii notarialnej i odetchnęła z ulgą, że nie musi być cały dzień pod kontrolą męża, który coraz bardziej przypominał jej ojca. Szacunek – to Asia czuła do Maksymiliana. Czy to wystarczy do szczęścia w parze? Kto wie. Zbliżały się 60. urodziny Maksymiliana. Asia chciała wielkiej imprezy, ale mąż zarezerwował stolik w małym restauracyjce, którą dobrze znał. Chyba się nudził, ale to naturalne w jego wieku. Asia nie przejęła się tym. Jubilata uczcili koledzy z pracy. Dla dawnych znajomych z Marzeną zaproszenie byłoby niezręczne. Rodzina daleko, żyjąc z młodszą żoną nie znalazł zrozumienia. Syn – niemal przestał istnieć w jego życiu. Wykluczył go. Ale czy ojciec nie ma prawa do własnego życia?! Ożenił się, myśląc, że to „nowe życie” będzie wyglądać inaczej. Pierwszy rok z Asią był jak miesiąc miodowy. Lubili pokazywać się razem, chwalił jej wydatki (nie szastała pieniędzmi), koleżanki, fitness. Dawał sobie radę z głośnymi koncertami i szalonymi filmami. Pod tym wpływem oddał Asi i jej synowi prawa do mieszkania. Z czasem przekazał jej połowę działki. Asia, za plecami Maksymiliana, poprosiła Marzenę o odstąpienie jej własnej części. Groziła, że sprzeda swoją część obcym. Odkupując, oczywiście za pieniądze Maksymiliana, Asia przepisała całą działkę na siebie. Argumentowała: rzeka, las, dobre warunki dla dziecka. Teraz rodzice Asi z wnukiem spędzali całe lato na działce. I było to na rękę: Maksymilian nie przepadał za ruchliwym synem młodszej żony. Poślubił ją dla siebie, nie dla wychowywania cudzych dzieci, zwłaszcza głośnych. Dawna rodzina obraziła się. Sprzedali trzypokojowe mieszkanie i się rozeszli. Syn z żoną znalazł dwupokojowe, Marzena zamieszkała w kawalerce. Maksymilian nie interesował się, jak żyją. Rodzinne rozgrywki. I nadszedł dzień sześćdziesiątych urodzin. Tyle osób życzyło mu zdrowia, szczęścia i miłości. A on dawno nie czuł radości. Z każdym rokiem narastało znajome niezadowolenie. Młodą żonę kochał, bez wątpliwości. Nie nadążał za nią – o to chodziło. Poskromić jej nie mógł. Uśmiechała się i żyła swoim rytmem. Niczego sobie nie pozwalała – on to czuł, ale go to drażniło. Ach, gdyby móc wcielić w nią duszę byłej żony! By przynosiła rumianek, przykrywała kocem, gdy przysnął. Maksymilian chętnie spacerowałby z nią po parku. I szeptał godzinami w kuchni, ale Asia nie wytrzymywała długich rozmów, a w łóżku zaczęła się nudzić. To go denerwowało, pogarszało sytuację. Maksymilian skrywał żal, że pospieszył się z rozwodem. Mądrzy Polacy potrafią zamienić kochankę w święto, a on – w małżonkę! Asia, z jej temperamentem, co najmniej 10 lat pokica jako zabawna klaczka. Ale i po czterdziestce będzie znacznie młodsza. To przepaść, która się pogłębi. Może zakończy życie nagle – szczęśliwie. A jeśli nie? Te „nieurodzinowe” myśli przyprawiały go o ból głowy i przyspieszały serce. Ujrzał Asię wśród tańczących, piękną, rozświetloną. Szczęście, budzić się z nią obok. Kosze z prezentami. Wykorzystując moment, wyszedł z restauracji. Chciał pooddychać, przewietrzyć smutek. Ale podeszli goście. Nie wiedząc, co zrobić z narastającym napięciem, rzucił się do czekającej na postoju taksówki. Poprosił, by jak najszybciej ruszyć. Trasę ustali później. Chciał do miejsca, gdzie liczy się tylko on. Wejść i już czeka na niego dom, doceniają każdą chwilę i mogą się zrelaksować, nie obawiając się, że ktoś zobaczy słabość czy, nie daj Boże, starość. Zadzwonił do syna i niemal błagalnie poprosił o nowy adres dawnej żony. Usłyszał zasłużone wyrzuty. Naciskał, powtarzając, że to kwestia życia i śmie…ci. Wspomniał, że dzisiaj ma przecież jubileusz. Syn zmiękł i powiedział, że mama może nie być sama. Żaden facet. Po prostu przyjaciel. – Mama mówiła, że razem studiowali. Śmieszne nazwisko… Bulkowicz, zdaje się. – Bulkiewicz, – poprawił Maksymilian, czując zazdrość. Był w niej zakochany. Podobała się wielu. Piękna, zadziorna. Miała wyjść za Bulkiewicza, ale on, Maks, ją odbił. Dawno to było, a jednak tak „na wczoraj”, że wydawało się bardziej realne niż obecne życie z Asią. Syn zapytał: – Po co ci to, tato? Maksymilian zadrżał od dawno niesłyszanego „tato” i zrozumiał, jak bardzo za nimi wszystkimi tęsknił. Odpowiedział szczerze: – Nie wiem, synku. Syn podyktował adres. Kierowca zatrzymał się. Maksymilian wysiadł, nie chciał mówić z Marzeną przy świadkach. Spojrzał na zegarek – prawie dziewiąta, ale ona zawsze była sową i dla niego, skowronkiem. Wybrał domofon. Ale odpowiedział nie dawny żona, a tępy, męski głos. Powiedział, że Marzena jest zajęta. – Co z nią?! Zdrowa? – zaniepokoił się Maksymilian. Głos zażądał nazwiska. – Przepraszam, jestem jej mężem! A pan pewnie Bulkiewicz – wykrzyknął Maksymilian. „Pan” poprawił go z przekąsem, że przecież jest byłym mężem, więc nie ma prawa niepokoić Marzeny. Nie uznał za konieczne wyjaśniać, że przyjaciółka bierze kąpiel. – Co, stara miłość nie rdzewieje? – z sarkazmem spytał Maksymilian, nastawiając się na kłótnię z Bulkiewiczem. Ale tamten krótko odpowiedział: – Nie, ona staje się srebrna. Drzwi już nie otworzył…