Nie spodziewałam się tego po mężu — Aniu, musimy coś zrobić… — westchnęła Irena do słuchawki. — Co się stało? — z niepokojem spytała młodsza siostra. Telefon od starszej już ją zaniepokoił. Zwykle wymieniały się krótkimi wiadomościami na Messengerze, a tu Irena uparła się, żeby zadzwonić. — Mama nie może już dłużej mieszkać sama. Gdybyś częściej z nią rozmawiała, to byś wiedziała — powiedziała Irena z wyrzutem. — Oj, daj spokój! Nie zaczynaj! Mów, o co chodzi. Czego nie wiem? Irena znów westchnęła — młodsza zawsze się złościła, jak tylko ktoś wspominał o jej niezależności, którą podkreślała od lat. — Przypominam ci, że mama ma już 73 lata. Ciśnienie jej cały czas skacze, jest słaba. Ledwo gotuje sobie jedzenie, z trudem ogarnia dom. O zakupach nawet nie mówię — do sklepu po chleb sama już nie zawsze da radę. Dobrze, że sąsiadka, pani Nina, przynosi jej czasem coś do jedzenia. — Chcesz powiedzieć, że mama głoduje? — Ania zaczęła się niepokoić. — Nie, oczywiście! Ja odwiedzam ją co dwa tygodnie, przywożę wszystko, co potrzeba. Ale chodzi o to, że nasza mama nie da już rady sama bez pomocy innych. A jak się przewróci? Coś sobie złamie? Przy jej wadze ciężko będzie się nią opiekować. Siostry zamilkły. Helena, nawet młodsza, była pulchna, a z wiekiem jeszcze przytyła. Mimo problemów zdrowotnych zawsze lubiła dobrze zjeść i była obrażona, gdy córki wspominały o diecie. — A poza tym bardzo się czuje samotna. Prawie płacze, gdy wyjeżdżam. Narzeka, że wszyscy ją zostawili… — Irena kontynuowała. — To nie do wytrzymania. — To co proponujesz? Bo nie rozumiem. Starsza milczała chwilę, zbierając się na odwagę — z każdym rokiem rozmawiało się z Anią coraz trudniej. — Proponuję, żebyś się do niej przeprowadziła. — No super! A czemu ty się nie możesz do niej przeprowadzić? Co? Już zgaduję — masz Fedzia, złotego męża, i pasierba — chłopaczek tylko 25 lat, na rękach. — Anka, po co to? — Bo ty zawsze wszystko za wszystkich decydujesz! I na mnie zawsze ci zwisało! — Ania prawie krzyczała. Irena też się wściekła: — A gdy mama rozdzierała się między chorym ojcem, a tobą i Małgosią? Gdy z wioski do was jeździła z jedzeniem, siedziała z Małgosią, żeby ty — ukochana córeczka! — mogła pracować i odpocząć? Teraz ci to nie przeszkadzało? Ania przez chwilę milczała. Słowa siostry były prawdziwe. Tak było po jej krótkim małżeństwie z ojcem Małgosi, kiedy teściowa pozwoliła jej i wnuczce mieszkać w mieszkaniu do czasu, aż Małgosia dorośnie. Ale to nie znaczy, że teraz będą jej to wytykać do końca życia… Po tym jak Małgosia zaczęła studia, Ania zdecydowała się wyjechać do Warszawy za pracą i od lat mieszkała w wynajętej kawalerce w Pruszkowie, łapiąc się różnych prac — po czterdziestce nie jest tak łatwo znaleźć coś porządnego! Jednak była zadowolona z życia, do wsi wracać nie chciała. — Tak, bo co ty wiesz o samotnym wychowywaniu dziecka?! — odgryzła się Irinie, wiedząc, że to cios poniżej pasa. Teraz starsza długo milczała. Po studiach została w Łodzi, znalazła pracę jako księgowa, chciała dobrze wyjść za mąż, ale zawsze trafiali jej się nieodpowiedni mężczyźni. Dopiero w wieku 39 lat poznała Fedzia — wdowca z synem, trzy lata starszego. Był elektrykiem, złotą rączką, nie pił, był sumienny i dokładny aż do przesady. Zakochała się w nim bez pamięci. Przez 14 lat małżeństwa starała się mu dogodzić, pokochała pasierba jak własnego syna. Swojego dziecka nie miała — Fedzio i Wojtek zostali dla niej całym światem. Nie chciała tego stracić. — Chciałam zabrać mamę do siebie — szepnęła w końcu do słuchawki — ale ona nie chce nawet słyszeć o przeprowadzce do nas. — Co? I twój ukochany Fedzio nie ma nic przeciwko teściowej w dwupokojowym mieszkaniu? — Ania drwiła. — Czy znowu nie chciałaś go fatygować, bo wiedziałaś, że mama i tak nie zechce? — Ania! Przestań już! Mówmy poważnie! — Niezła rozmowa — burknęła młodsza i się rozłączyła. No, rzeczywiście — nagadały się do woli. Irena ścisnęła telefon i wpatrywała się w jeden punkt. Najlepszym rozwiązaniem byłby przeprowadzka Ani do mamy. Ona by pomagała — finansowo i rzeczowo. A Ania mogłaby znaleźć zdalną pracę, bo w miasteczku z internetem nie było problemu. Tylko że Ania nie zamierzała ułatwiać siostrze życia. Tak była rozpieszczona od dziecka, taka została. Następnego dnia Irena dostała od Ani wiadomość: „Rozmawiałam z mamą. Mówi, że wszystko jest dobrze i nie potrzebuje pomocy. Skończ już robić cyrk!” Irena nawet nie odpowiedziała. Młodsza z mamą ledwo raz na miesiąc rozmawia przez telefon, parę wiadomości wyśle. Mama nie narzeka, żeby jej nie martwić. Ale Irena co tydzień słucha maminych żali, nie śpi po nocach. Nawet Fedzio, który nigdy nie zauważa jej nastroju, ostatnio zapytał, co się dzieje. Nie powiedziała mu nic — po co go zamęczać jej problemami? Co tu robić, sama nie wiedziała. Zatrudnić opiekunkę? Nie ma tyle pieniędzy… — Tak, dosyć tego! — z hukiem odstawił szklankę herbaty Fedzio. — Trzeci miesiąc jesteś nie do życia. Co się dzieje? Gadaj! Irena rozpłakała się, ale szybko się opanowała i opowiedziała, o co chodzi. — Dlaczego mi nie powiedziałaś, że z panią Heleną źle? — Fedzio patrzył prosto w oczy. — Nie chciałam cię martwić… — wymamrotała, spuszczając wzrok. Może nie powinna była mu tego mówić, po co mu kłopoty… — Rozumiem — Fedzio wstał od stołu. — Dzięki za kolację. Idę spać. Nawet wiadomości nie obejrzał, jak zwykle. Co teraz? Irena długo nie mogła zasnąć, rano zaspała. Na szczęście w sobotę nie trzeba było iść do pracy, ale śniadanie dla Fedzia zawsze robiła o tej samej porze… Jeszcze tu zawaliła! Jednak mąż spokojnie pił herbatę w kuchni i przeglądał coś w telefonie. — Obudziłaś się? — zapytał, poważny, ale spokojny. — Tak, Fedziu! Już robię śniadanie! — zaczęła biegać po kuchni. — Usiądź, musimy pogadać. Irena usiadła ostrożnie, zamarła. — Pomyślałem sobie. Trzeba wyciągnąć pomocną dłoń twojej mamie. Nie zostawia się ludzi starszych samych. Moja mama, niestety, nie doczekała starości… Przeprowadzamy się do niej. Już sprawdziłem — mogę pracować u miejscowego rolnika, tobie jakąś robotę się znajdzie. Irena aż zamarła. — Fedzio… Jesteś pewny? — Pewny. Albo myślisz, że zapomniałem, jak Helena zajmowała się Wojtkiem na wakacjach i jak dbała o mnie? Mam dobrą pamięć, Irka. Poza tym od zawsze marzyłem o wsi. Jeśli tylko teściowa nie będzie miała nic przeciwko. Irena patrzyła na męża z niedowierzaniem. Czegoś takiego po swoim Fedziu się nie spodziewała. Czy jej się to nie śni? — A co z Wojtkiem? — spytała cicho. — Wojtek? — zdziwił się Fedzio. — Facet dorosły, wykształcony, pracuje. Będzie zadowolony, że mu zwolnimy mieszkanie. — Fedziu! — rzuciła mu się na szyję, łkając, zapominając, że mąż nie lubi takich czułości. Ale nie odepchnął. Pogłaskał ją po ramionach: — Już dobrze, wszystko będzie dobrze. Ona bardzo na to liczyła…

Nie spodziewałam się tego po mężu

Agnieszko, musimy coś zrobić… westchnęłam, ściskając słuchawkę telefonu w dłoni.

Co się stało? młodsza siostra, Mariola, odpowiedziała z lekkim niepokojem.

Już sam telefon od starszej siostry wprawił ją w lekkie napięcie.

Zazwyczaj wymieniałyśmy się krótkimi wiadomościami na WhatsAppie, a dzisiaj jednak nalegałam na rozmowę.

Mama nie może już dłużej mieszkać sama.

Jakbyś dzwoniła do niej częściej, to byś wiedziała wypomniałam jej, trochę z wyrzutem.

Oj, daj spokój! Przecież nie o to chodzi! Powiedz w końcu, co się stało. Co mam wiedzieć?

Znowu westchnęłam złościć się od razu było w stylu Marioli, która już od lat pokazywała, że jest niezależna i odbierała wszelkie uwagi jak atak na swoją wolność.

Przypomnę ci, że mama ma już 73 lata. Ciągle skacze jej ciśnienie, stale się czuje słaba.

Ledwo gotuje dla siebie i utrzymuje dom, robiąc to z trudem cierpliwie wyliczyłam. Nawet do sklepu po chleb nie zawsze jest w stanie sama pójść.

Dobrze, że sąsiadka, pani Nina, czasem jej coś przyniesie.

Chcesz mi powiedzieć, że mama głoduje? dopytała się Mariola.

Nie! Co ty! Co dwa tygodnie do niej jeżdżę z zakupami. Nie o to mi chodzi po prostu, nasza mama nie poradzi już sobie sama bez pomocy.

A co, jeśli się przewróci, coś sobie złamie? Przy jej wadze to opieka będzie ogromnie ciężka.

Zamilkłyśmy na chwilę.

Janina Kwiatkowska już w młodości była przy kości, a z biegiem lat tylko przybyło jej kilogramów.

I choć zdrowie się pogarszało, zawsze lubiła dobrze zjeść i obrażała się, kiedy próbowałyśmy wspomnieć o diecie.

A najbardziej doskwiera jej samotność. Zawsze płacze, gdy wyjeżdżam.

Mówi, że wszyscy ją zostawili… To już ponad moje siły dodałam.

I co proponujesz? Bo nie łapię…

Miałam trudności, by zebrać w sobie odwagę z roku na rok rozmowy z Mariolą były coraz trudniejsze.

Chcę zaproponować, żebyś przeprowadziła się do niej.

No super! A dlaczego niby ty się nie możesz do niej przenieść? Mam zgadywać? Bo masz Maćka, złotego męża, i pasierba, Piotrka, tego twojego malutkiego dwudziestopięciolatka na rękach…

Prawda?

Mariola, ale po co to wszystko?

A po to, że zawsze na wszystkich chcesz swoje zrzucić! A na mnie tobą tym bardziej nie zależy! już niemal krzyczała.

Teraz i ja się wkurzyłam:

A jak mama szamotała się między chorym ojcem, a tobą i Kasią?! Jak z wioski przyjeżdżała z wałówką, a ty ukochana córeczka miałaś czas na pracę i odpoczynek! Wtedy ci pasowało?! Nic cię to nie drażniło?!

Mariola umilkła na chwilę. Miałam rację, o tym doskonale wiedziała. Tak właśnie było, kiedy skończyło się jej krótkie małżeństwo z ojcem Kasi, a teściowa przesympatyczna kobieta, żeby nie powiedzieć inaczej! łaskawie pozwoliła mieszkać byłej synowej i swej wnuczce w kawalerce aż do pełnoletności.

Sama Ewa, była teściowa, wnuczką zbytnio się nie przejmowała, a jej syn płacił żadne alimenty. Mariola musiała więc pracować, jak szalona, by utrzymać siebie i córkę.

Wtedy wsparcie rodziców było zbawienne, mama uratowała im skórę. Ale co teraz? Teraz chyba nie będzie jej tego pamiętać do końca życia?

Po osiągnięciu pełnoletności przez Kasię, Ewa grzecznie, acz stanowczo kazała im się wyprowadzić.

Kasia już wtedy studiowała w Toruniu, miała chłopaka, a Mariola postanowiła zmienić coś w swoim życiu, wyjechała do Warszawy do pracy.

Od lat już wynajmowała mieszkanie na obrzeżach stolicy, pracowała tu i tam po czterdziestce nie tak łatwo o dobrą pracę!

Była jednak zadowolona z życia i nawet nie myślała wracać na wieś.

A co ty możesz wiedzieć, jak to jest samotnie wychowywać dziecko?! docięła mi jeszcze, wiedząc dobrze, że to cios poniżej pasa. Sama spróbuj, potem mnie pouczaj!

Zamilkłam tym razem ja.

Moje życie poukładało się nie najgorzej. Po studiach zostałam w Toruniu, pracowałam w biurze rachunkowym i miałam nadzieję udać się za dobrze sytuowanego męża.

Ale zawsze trafiał się pijak, maminsynek albo utrzymanek.

Dopiero w wieku 39 lat spotkałam Maćka trzy lata starszego wdowca z dziesięcioletnim synem, Piotrkiem.

Był elektrykiem w spółdzielni mieszkaniowej, złota rączka, wszystkie drobne naprawy w bloku robił na zlecenie sąsiadów.

Nie pił, był małomówny, surowy, pedantyczny do przesady.

Zakochałam się w nim jak szalona. Przez te czternaście lat małżeństwa (wzięliśmy ślub rok po poznaniu) chciałam mu nieba uchylić.

Nie od razu, ale zdobyłam też sympatię pasierba, wręcz drżałam o nich obu.

Chciałam mieć dziecko, ale się nie udało Maciej i Piotrek stali się dla mnie rodziną.

I bardzo nie chciałam tego stracić.

Chciałam zabrać mamę do siebie powiedziałam w końcu, z trudem, dławiąc łzy ale nawet słyszeć o tym nie chce.

Co? I twój nadzwyczajny Maciej nie miałby nic przeciwko teściowej w dwupokojowym mieszkaniu? szydziła Mariola. A może, jak zwykle, nawet go nie zapytałaś, wiedząc, że mama się nie zgodzi?

Mariola! Przestań, proszę cię! Pogadajmy poważnie! To nie czas na żarty.

Już się nagadałyśmy burknęła i rozłączyła się.

No tak, rzeczywiście, się nagadałyśmy.

Siedziałam na kanapie z telefonem w dłoni, patrząc gdzieś bezmyślnie. Najlepszym wyjściem byłby przejazd Marioli do mamy.

Mogłabym przyjeżdżać, pomagać finansowo i z zakupami. Pracę przez internet też by znalazła na wsi z internetem kłopotów nie ma.

Ale Mariola nie miała zamiaru ułatwiać mi życia. Jak była rozpieszczona jako dziecko, tak jej zostało do dziś.

Cóż, nie zmuszę jej.

Rozmawiałam z mamą. Mówi, że radzi sobie świetnie i żadnej pomocy nie potrzebuje. Kończ już to swoje przedstawienie! przysłała mi jeszcze SMS-a następnego dnia.

Nie odpisałam. Co tu tłumaczyć? Młodsza może porozmawiać z mamą telefonicznie raz na miesiąc, góra napisać z dziesięć wiadomości.

Mama nic jej nie żali się, nie chce jej martwić cieszy się, że Mariolka nie zapomina, nie chce jej zrażać. Bo i co, ta się tylko obrazi i urwie kontakt…

Ja się jednak nie obrażam i wysłuchuję wszystkich maminych żali niemal co tydzień. Potem nie śpię po nocach.

Nawet Maciek, zwykle obojętny na moje nastroje, ostatnio spytał czy wszystko w porządku.

Nie powiedziałam mu nic nie chciałam go martwić. Ale co robić zupełnie nie wiedziałam.

Opiekunka? To za drogie.

Dobra, koniec tego! Maciek odłożył z impetem szklankę z herbatą na stół. Trzeci miesiąc chodzisz przybita. Powiedz w końcu, o co chodzi? No?

Niespodziewanie rozpłakałam się, ale szybko wzięłam się w garść (facetów łzy tylko drażnią) i krótko opowiedziałam wszystko.

A dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że z panią Janiną tak źle? spojrzał na mnie uważnie.

Nie chciałam cię martwić… wymamrotałam, uciekając wzrokiem.

Chyba nie powinnam mu wszystkiego mówić. Po co mu jeszcze moje zmartwienia…

Rozumiem wstał z krzesła. Obiad pyszny, dzięki. Idę spać.

Nawet wiadomości nie obejrzał w telewizji, jak zwykle. Co teraz?

Przewracałam się pół nocy, nie mogłam zasnąć, rano zaspałam, nawet budzika nie słyszałam.

Do pracy w sobotę nie musiałam iść, ale Maćkowi zawsze o tej samej godzinie szykowałam śniadanie. No i kolejna wpadka!

Tymczasem mąż spokojnie pił herbatę w kuchni, scrollując telefon.

Wstałaś? odwrócił się do mnie. Twarz miał poważną, ale ton głosu zaskakująco spokojny.

Tak, Maćku! Zaraz, zrobię śniadanie! zaczęłam się krzątać.

Usiądź, musimy porozmawiać.

Ostrożnie usiadłam na taborecie, zamarłam.

Pomyślałem sobie… Trzeba pomóc twojej mamie. Nie zostawia się starszych ludzi samych.

Moja mama nie dożyła starości… Wiesz co, przeprowadzamy się do niej.

Już się orientowałem mogę u miejscowego rolnika podjąć pracę, ty też coś znajdziesz.

Omal nie spadłam z krzesła.

Maćku… Jesteś pewien?

Absolutnie. Albo myślisz, że nie pamiętam jak pani Janina przyjmowała Piotrka na wakacje, a dla mnie była jak matka?

Nie, Agnieszka, mam dobrą pamięć. Zresztą, zawsze marzyłem o przeprowadzce na wieś. O ile tylko teściowa się zgodzi.

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami. Tego po swoim Maćku się nie spodziewałam. Czy to nie jest sen?

A co z Piotrkiem? palnęłam.

Piotrek? zdziwił się mąż. Zdrowy chłopak, ma pracę i wykształcenie. Pewnie tylko się ucieszy, jak mu zostawimy mieszkanie.

Maćku! rzuciłam mu się na szyję, łzy same popłynęły, zapomniałam, że mąż nie lubi takich rzewnych scen.

A jednak mnie przytulił, tylko pogładził po ramieniu.

No przecież… wszystko będzie dobrze.

Bardzo na to liczę…

Rate article
Fajna Tajna
Nie spodziewałam się tego po mężu — Aniu, musimy coś zrobić… — westchnęła Irena do słuchawki. — Co się stało? — z niepokojem spytała młodsza siostra. Telefon od starszej już ją zaniepokoił. Zwykle wymieniały się krótkimi wiadomościami na Messengerze, a tu Irena uparła się, żeby zadzwonić. — Mama nie może już dłużej mieszkać sama. Gdybyś częściej z nią rozmawiała, to byś wiedziała — powiedziała Irena z wyrzutem. — Oj, daj spokój! Nie zaczynaj! Mów, o co chodzi. Czego nie wiem? Irena znów westchnęła — młodsza zawsze się złościła, jak tylko ktoś wspominał o jej niezależności, którą podkreślała od lat. — Przypominam ci, że mama ma już 73 lata. Ciśnienie jej cały czas skacze, jest słaba. Ledwo gotuje sobie jedzenie, z trudem ogarnia dom. O zakupach nawet nie mówię — do sklepu po chleb sama już nie zawsze da radę. Dobrze, że sąsiadka, pani Nina, przynosi jej czasem coś do jedzenia. — Chcesz powiedzieć, że mama głoduje? — Ania zaczęła się niepokoić. — Nie, oczywiście! Ja odwiedzam ją co dwa tygodnie, przywożę wszystko, co potrzeba. Ale chodzi o to, że nasza mama nie da już rady sama bez pomocy innych. A jak się przewróci? Coś sobie złamie? Przy jej wadze ciężko będzie się nią opiekować. Siostry zamilkły. Helena, nawet młodsza, była pulchna, a z wiekiem jeszcze przytyła. Mimo problemów zdrowotnych zawsze lubiła dobrze zjeść i była obrażona, gdy córki wspominały o diecie. — A poza tym bardzo się czuje samotna. Prawie płacze, gdy wyjeżdżam. Narzeka, że wszyscy ją zostawili… — Irena kontynuowała. — To nie do wytrzymania. — To co proponujesz? Bo nie rozumiem. Starsza milczała chwilę, zbierając się na odwagę — z każdym rokiem rozmawiało się z Anią coraz trudniej. — Proponuję, żebyś się do niej przeprowadziła. — No super! A czemu ty się nie możesz do niej przeprowadzić? Co? Już zgaduję — masz Fedzia, złotego męża, i pasierba — chłopaczek tylko 25 lat, na rękach. — Anka, po co to? — Bo ty zawsze wszystko za wszystkich decydujesz! I na mnie zawsze ci zwisało! — Ania prawie krzyczała. Irena też się wściekła: — A gdy mama rozdzierała się między chorym ojcem, a tobą i Małgosią? Gdy z wioski do was jeździła z jedzeniem, siedziała z Małgosią, żeby ty — ukochana córeczka! — mogła pracować i odpocząć? Teraz ci to nie przeszkadzało? Ania przez chwilę milczała. Słowa siostry były prawdziwe. Tak było po jej krótkim małżeństwie z ojcem Małgosi, kiedy teściowa pozwoliła jej i wnuczce mieszkać w mieszkaniu do czasu, aż Małgosia dorośnie. Ale to nie znaczy, że teraz będą jej to wytykać do końca życia… Po tym jak Małgosia zaczęła studia, Ania zdecydowała się wyjechać do Warszawy za pracą i od lat mieszkała w wynajętej kawalerce w Pruszkowie, łapiąc się różnych prac — po czterdziestce nie jest tak łatwo znaleźć coś porządnego! Jednak była zadowolona z życia, do wsi wracać nie chciała. — Tak, bo co ty wiesz o samotnym wychowywaniu dziecka?! — odgryzła się Irinie, wiedząc, że to cios poniżej pasa. Teraz starsza długo milczała. Po studiach została w Łodzi, znalazła pracę jako księgowa, chciała dobrze wyjść za mąż, ale zawsze trafiali jej się nieodpowiedni mężczyźni. Dopiero w wieku 39 lat poznała Fedzia — wdowca z synem, trzy lata starszego. Był elektrykiem, złotą rączką, nie pił, był sumienny i dokładny aż do przesady. Zakochała się w nim bez pamięci. Przez 14 lat małżeństwa starała się mu dogodzić, pokochała pasierba jak własnego syna. Swojego dziecka nie miała — Fedzio i Wojtek zostali dla niej całym światem. Nie chciała tego stracić. — Chciałam zabrać mamę do siebie — szepnęła w końcu do słuchawki — ale ona nie chce nawet słyszeć o przeprowadzce do nas. — Co? I twój ukochany Fedzio nie ma nic przeciwko teściowej w dwupokojowym mieszkaniu? — Ania drwiła. — Czy znowu nie chciałaś go fatygować, bo wiedziałaś, że mama i tak nie zechce? — Ania! Przestań już! Mówmy poważnie! — Niezła rozmowa — burknęła młodsza i się rozłączyła. No, rzeczywiście — nagadały się do woli. Irena ścisnęła telefon i wpatrywała się w jeden punkt. Najlepszym rozwiązaniem byłby przeprowadzka Ani do mamy. Ona by pomagała — finansowo i rzeczowo. A Ania mogłaby znaleźć zdalną pracę, bo w miasteczku z internetem nie było problemu. Tylko że Ania nie zamierzała ułatwiać siostrze życia. Tak była rozpieszczona od dziecka, taka została. Następnego dnia Irena dostała od Ani wiadomość: „Rozmawiałam z mamą. Mówi, że wszystko jest dobrze i nie potrzebuje pomocy. Skończ już robić cyrk!” Irena nawet nie odpowiedziała. Młodsza z mamą ledwo raz na miesiąc rozmawia przez telefon, parę wiadomości wyśle. Mama nie narzeka, żeby jej nie martwić. Ale Irena co tydzień słucha maminych żali, nie śpi po nocach. Nawet Fedzio, który nigdy nie zauważa jej nastroju, ostatnio zapytał, co się dzieje. Nie powiedziała mu nic — po co go zamęczać jej problemami? Co tu robić, sama nie wiedziała. Zatrudnić opiekunkę? Nie ma tyle pieniędzy… — Tak, dosyć tego! — z hukiem odstawił szklankę herbaty Fedzio. — Trzeci miesiąc jesteś nie do życia. Co się dzieje? Gadaj! Irena rozpłakała się, ale szybko się opanowała i opowiedziała, o co chodzi. — Dlaczego mi nie powiedziałaś, że z panią Heleną źle? — Fedzio patrzył prosto w oczy. — Nie chciałam cię martwić… — wymamrotała, spuszczając wzrok. Może nie powinna była mu tego mówić, po co mu kłopoty… — Rozumiem — Fedzio wstał od stołu. — Dzięki za kolację. Idę spać. Nawet wiadomości nie obejrzał, jak zwykle. Co teraz? Irena długo nie mogła zasnąć, rano zaspała. Na szczęście w sobotę nie trzeba było iść do pracy, ale śniadanie dla Fedzia zawsze robiła o tej samej porze… Jeszcze tu zawaliła! Jednak mąż spokojnie pił herbatę w kuchni i przeglądał coś w telefonie. — Obudziłaś się? — zapytał, poważny, ale spokojny. — Tak, Fedziu! Już robię śniadanie! — zaczęła biegać po kuchni. — Usiądź, musimy pogadać. Irena usiadła ostrożnie, zamarła. — Pomyślałem sobie. Trzeba wyciągnąć pomocną dłoń twojej mamie. Nie zostawia się ludzi starszych samych. Moja mama, niestety, nie doczekała starości… Przeprowadzamy się do niej. Już sprawdziłem — mogę pracować u miejscowego rolnika, tobie jakąś robotę się znajdzie. Irena aż zamarła. — Fedzio… Jesteś pewny? — Pewny. Albo myślisz, że zapomniałem, jak Helena zajmowała się Wojtkiem na wakacjach i jak dbała o mnie? Mam dobrą pamięć, Irka. Poza tym od zawsze marzyłem o wsi. Jeśli tylko teściowa nie będzie miała nic przeciwko. Irena patrzyła na męża z niedowierzaniem. Czegoś takiego po swoim Fedziu się nie spodziewała. Czy jej się to nie śni? — A co z Wojtkiem? — spytała cicho. — Wojtek? — zdziwił się Fedzio. — Facet dorosły, wykształcony, pracuje. Będzie zadowolony, że mu zwolnimy mieszkanie. — Fedziu! — rzuciła mu się na szyję, łkając, zapominając, że mąż nie lubi takich czułości. Ale nie odepchnął. Pogłaskał ją po ramionach: — Już dobrze, wszystko będzie dobrze. Ona bardzo na to liczyła…