14listopada 2025
Dziś w pociągu ze Szczecina do Gdańska spotkałem niespodziewaną towarzyszkę podróży. Nie wiem, jak ta młoda, elegancko ubrana kobieta przekonała mnie do wróżby sam nie rozumiem, co w niej było takiego urzekającego. Siedzieliśmy w tym samym przedziale już ponad dwie godziny. Zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie: brunetka, trzydziestoletnia, z modną fryzurą i sylwetką, której zazdrościłyby niejednokrotnie moje własne pączkowe ciało. Była uśmiechnięta i gadatliwa, ale jej oczy… nic szczególnego w nich nie widać, bo miała na nich ciemne okulary przeciwsłoneczne. Pomyślałem: cóż to za szczegół? W szary, pochmurny dzień, gdy nadciągnęły jesienne chmury, okularniki wydawały się wręcz przesadą. Może chciała ukryć worki pod oczami lub jakiś siniak zdarza się, prawda?
Starałem się znaleźć wymówki, które usprawiedliwią jej dziwne zachowanie, i znalazłem ich całkiem sporo. Jednocześnie ciekawość dawała mi w kość. Nie znałem jej dobrze; jedyne, co wiedziałem, to że nazywa się Bogna i pracuje w branży usługowej. Pytanie Po co Pani w taką ciemność zakłada okulary? wydało mi się nieco niegrzeczne, a może mieć ona jakąś chorobę oczu? Zamilkłem więc i podtrzymywałem pustą, nic nie mówiącą rozmowę, typową dla nieznajomych w podróży.
Nagle, z nieoczekiwanym uśmiechem, odezwała się:
Jadwigo, może spróbuję Panią wziąć w dłonie? Moja prababcia była prawdziwą wróżką, nie jak te fałszywe magielki, które dziś wszędzie spotyka się na rogu. Chcesz poznać swój los? To takie ekscytujące!
Zadrżałem lekko. Nie chciałem wiedzieć, co mnie czeka. A co, jeśli
Dziękuję, Bogno, ale nie wierzę w karty ani w wróżby odpowiedziałem, próbując brzmieć stanowczo.
W takim razie nie ma się czego bać odparła.
Skąd wniosła Pani, że się boję? spróbowałem ukryć drżenie w głosie, choć uśmiech na twarzy nie był szczery.
To Pani sprawa. Nikt nie zmusza nikogo, prawda? powiedziała, a w jej głowie chyba podrapało coś niepokojącego. Gdyby mogła się podrapać od wewnątrz, zrobiłaby to natychmiast i nagle, jakby sama się przekonała, dodała:
No cóż, może jednak spróbujemy?
Zanim zdążyłem wykrzyknąć lepiej nie, uśmiechnąłem się grzecznie i skinąłem. Bogna wyciągnęła z torebki aksamitny woreczek, położyła na małym stoliku przed nami talię kart.
Wtedy zdjęła okulary. Dwa ogromne szkła zakryły jej oczy, a moje serce przyspieszyło.
Jak więc będziesz wróżyć? Nie widzisz przecież! wyszeptałem przerażony.
Spokojnie, Jadwigo, czuję karty i znam je wszystkie. Nie mam zbyt wielu rozrywek w życiu, więc zaczynamy? odparła, znów zakładając okulary, które przysłoniły jej oczy tak, że aż ciężyło mi na sercu.
Zlekceważyłem, że nie widzi moich ruchów, i bezradnie wzruszyłem ramionami. Bogna rozłożyła karty w krąg, zachowując tradycyjne rytuały, i rzekła:
Odwróć najbliższą kartę, pokaże ona przeszłość.
Wyciągnęłam rękę, drżąc, i odkryłam kartę całkiem czystą, pozbawioną obrazu. Wróżka zamyśliła się.
Dziwne. Biała kartka oznacza, że nie było Cię w przeszłości. Jak to możliwe?
Co to za tajemnicza talia? W zwykłych kartach tak się nie zdarza próbowałem brzmieć pewnie, choć przechodził mnie dreszcz. Czyżbym trafił na szaleńczą?
Spróbujmy ponownie. Weź dowolną kartę, jaka Ci się spodoba.
Miałem jedno pragnienie szybko spakować rzeczy i wyjść z przedziału, a potem wysiąść na najbliższym przystanku, by nie słyszeć już tego głosu i nie odczuwać tego niewidzialnego dreszczu w głowie. Jednak poddałem się jej woli, wziąłem kolejną kartę i znów ją odwróciłem. Wynik był taki sam. Coraz bardziej podejrzewałem oszustwo i zebrałem się, by zapytać:
Może już skończymy? Wszystkie Twoje karty chyba takie same. Ta żartobliwa sztuczka nie przypadła mi do gustu!
Wróżka się zdenerwowała.
Zapewniam, karty są w porządku, rysunek jest wykonany cienkim igłkiem, czuję go palcami, ale teraz kartki są zupełnie gładkie. Uwierz mi, jestem w szoku. Spróbuj jeszcze, tym razem z odrobiną odwagi!
Westchnąłem, wziąłem dwie karty jednocześnie i dotknąłem ich. Jak się spodziewałem, nie było żadnych kropek ani nakłuć czyste, gładkie liście papieru. Rzuciłem je w ręce Bogny.
Może już dość tej komedii, powiedz szczerze po co to wszystko?
Wyglądała na zdezorientowaną i bladą.
Przysięgam, nie miałam nic pod ręką, chciałam tylko trochę Cię zabawić w drodze. Spróbujmy ostatni raz na przyszłość
Dobrze, spróbujmy odparłam z irytacją, biorąc następną kartę. Gdy ją odwróciłam, chciałem najpierw pokazać Bognie, ale przypomniałem sobie, że i tak nic nie zobaczy. Krzyknąłem prawie:
A przyszłość jest biała jak śnieg. Co z tym zrobić?
Sąsiadka nie tylko zbledła, ale przybrała na twarzy nerwowe plamy.
Czy to znaczy, że niedługo umrę?
Rozszerzyłam oczy, lecz nie zamordowałam się przekleństwami. Wzięłam płaszcz i torbę, spojrzałem przez okno i z irytacją wypuściłem:
Skąd mam to wiedzieć? Wszystko kiedyś się skończy Żegnam, wysiądę na tej stacji, mam pilną sprawę.
Wybiegłem z przedziału, nie patrząc wstecz. W sercu kłębiło się: Co za nieszczęście, zepsuła mi humor, chciała przeprowadzić swoje eksperymenty!. Złym duchem wyruszyłem na peron, wyciągnąłem z paczki papierosa i westchnąłem. Przyszła mi ochota na zapalenie. Zwróciłem się do myślącego, palącego mężczyzny:
Nie masz zapałki?
Skinął głową, podał zapalniczkę, a kiedy spojrzał mi w twarz, poślizgnął się po brudnej podłodze i upadł. Musiałem pochylić się, by sam podnieść zapalniczkę. Wciągnąłem dym, wydałem pierścień dymu i poczułem się lekko. Drzwi się otworzyły, a zanim wyszedłem na peron, poprawiłem maskę, spojrzałem przelotnie na przerażonego mężczyznę.
Cóż, biedny, zobaczyć czaszkę to chyba nie jest najprzyjemniejsze rozrywka. Przepraszam, nie chciałem Cię przestraszyć. Twój czas jeszcze nie nadszedł, a ja po prostu straciłem kontrolę!
Z grymasem na ustach ruszyłem w stronę nieznanego miasta.
**Lekcja:** Czasem warto zachować zdrowy rozsądek i nie dawać się wciągnąć w cudze gry, bo w końcu to my sami decydujemy, co będzie naszą przyszłością.



