Zabraliśmy moją szwagierkę Renatę i jej dwuipółletniego synka na wakacje nad polskie morze – tysiąc razy tego pożałowałam

Dawno temu, kiedy byłam jeszcze młoda, postanowiliśmy z mężem wybrać się nad Bałtyk na wakacje. Od kilku lat naszą tradycją było spędzanie urlopu z przyjaciółmi na polskim wybrzeżu, zawsze własnymi samochodami, z namiotami i śpiworami. Byliśmy w tym naprawdę dobrzy wybieraliśmy cichy zakątek plaży, rozbijaliśmy obóz i korzystaliśmy z uroków morza. Za dnia kąpaliśmy się, opalaliśmy i graliśmy w siatkówkę, a wieczorami rozpalaliśmy ognisko, śpiewaliśmy przy dźwiękach gitary i popijaliśmy kieliszek wytrawnego wina. To były prawdziwe, beztroskie chwile.

Tamtego roku dołączyła do nas moja szwagierka, Ludmiła, wraz ze swoim dwuletnim synkiem. Długo rozważaliśmy, czy to dobry pomysł, ale ostatecznie daliśmy się przekonać. Patrząc z perspektywy czasu, powiem szczerze chłopiec był bardzo grzeczny, ale to szwagierka przysparzała nam najwięcej kłopotów.

Problemy zaczęły się już w podróży. Ludmiła wymagała postoju co godzinę, była zmęczona i musiała się rozprostować. W rezultacie dojechaliśmy na miejsce dużo później niż planowaliśmy; nasi znajomi już rozbili namioty i zdążyli wykąpać się w morzu. My zaś, ledwo wyszliśmy z samochodu, usłyszeliśmy pierwsze narzekania szwagierki:

Ja tu nie zostanę!

Dlaczego? Przecież uprzedzałam, że śpimy w namiotach! próbowałam ją uspokoić.

Myślałam, że chodzi o to, że na miejscu znajdziemy dom letniskowy albo wynajmiemy pokój.

Przecież zabraliśmy namioty i śpiwory, co innego miałoby to oznaczać? zirytował się mój mąż.

Ludmiła była nieustępliwa musieliśmy znaleźć dla niej pokój na kwaterze. Z tego powodu mój mąż codziennie ją odwoził, przywoził, woził na kawę do kawiarenek w Jastarni i na zakupy na lokalny targ. A gdy chciała odpocząć od swojej pracy, któryś z nas musiał zająć się jej dzieckiem.

Prawda jest taka, że chłopiec był wspaniały bawił się na plaży, pluskał się w morzu, jadł wszystko i spokojnie drzemał w namiocie. Zupełnie nie sprawiał kłopotów, w odróżnieniu od swojej mamy. Po tamtym wyjeździe wszyscy byliśmy zgodni: Ludmiły już więcej nie zabierzemy na wakacje, jeśli będziemy chcieli odpocząć. Ale jej synek byłby doskonałym towarzyszem jeśli kiedykolwiek rodzice poproszą, byśmy go wzięli, zrobimy to z przyjemnością. On nadaje się na biwakowicza znacznie lepiej niż jego mama.

Rate article
Fajna Tajna
Zabraliśmy moją szwagierkę Renatę i jej dwuipółletniego synka na wakacje nad polskie morze – tysiąc razy tego pożałowałam