JEDYNY NA CAŁE ŻYCIE. W dniu pogrzebu żony Fiodor nie uronił ani jednej łzy. – Widzisz, mówiłam, że wcale nie kochał Ziny – szeptała sąsiadce Tosia. – Cicho bądź. Co to teraz za różnica. Dzieci zostały sierotami przy takim ojcu. – Zobaczysz, na pewno ożeni się z Kaśką – zapewniała Lelkę Tosia. – A dlaczego z Kaśką? Co ona mu? Glafira była jego prawdziwą miłością. Zapomniałaś, jak po stodołach razem latali? Kaśka nie będzie chciała się z nim wiązać. Ma rodzinę, dawno o nim zapomniała. – Skąd wiesz? – No pewnie! Mąż Kaśki jest przodownikiem pracy, po co jej Fiodor z gromadką dzieci? Ona jest praktyczna, ale Glafka męczy się z Mietkiem. Zobaczysz, to z nią zacznie się nowa miłość – była pewna Lela. Zinę pochowano. Dzieci kurczowo trzymały się za ręce. Michałek i Polinka właśnie skończyli po osiem lat. Zina wyszła za Fiodora z wielkiej miłości, choć sama nie wiedziała, czy była przez niego kochana – jak i nikt na wsi. Mówiono, że zaszła w ciążę i Fiodor musiał się z nią ożenić. Klawusia, choć urodziła się wcześniakiem, nie przeżyła długo, a potem długo Fiodor z Ziną nie mieli więcej dzieci. Fiodor wiecznie był ponury, małomówny; ludzie nazywali go Wilkiem – taką miał ksywkę. Skąpy w słowa, a w czułość to już całkiem. Zina najlepiej to wiedziała. Bóg jednak się nad nią zlitował. Ile się ta biedna kobieta namodliła – tylko On jeden wie. Niebo dało jej naraz dwoje dzieci – Polinę i Michałka, bliźniaki. Michałek miał serce po matce – ciepły, serdeczny, Polinka po ojcu – zamknięta w sobie, słowa od niej nie wydobędziesz. Z ojcem trzymała – charaktery podobne. Kiedy Fiodor coś w szopie robił, Polinka kręciła się wokół niego, słuchała, czego naucza. Michałek natomiast zawsze przy matce – pomoże, pozamiata, przyniesie wodę. Zina kochała dzieci, ale Polinki nie rozumiała, do Michałka całym sercem przylgnęła. Gdy umierała, powiedziała Michałkowi: – Synku, ja już wkrótce odejdę. Ty zostaniesz głową rodziny. Nie krzywdź siostry, bądź jej obrońcą. Jesteś chłopcem, musisz ją chronić. – A tata? – zapytał Michałek. – Co? – Zina nie zrozumiała. – Tata będzie nas bronił? – Nie wiem, syneczku. Życie pokaże. – To nie umieraj, jak damy sobie radę bez ciebie? – płakał Michałek. – Gdyby to ode mnie zależało… – zamyśliła się Zina. Tak powiedziała. O świcie już jej nie było. Fiodor siedział przy żonie, trzymając ją za rękę. Ani słowa, ani łzy. Tylko się skurczył, przyczernił, jakby zgasł. Ot, wszystko. Życie powoli wracało do zwykłego rytmu. Polina próbowała przejąć domowe obowiązki; była jeszcze za mała, więc pomagała ciotka Natalia, siostra Fiodora. – Ciociu Natalio – spytała raz Polina – a tata żeni się teraz? – Nie wiem, dziecko, co twój tata wymyśli. Przecież to nie ze mną się dzieli. Natalia miała swoje dzieci i męża, Wasyla. Ich rodzina była zgodna i szczęśliwa. – A jakby co, zabrałabyś nas do siebie? – dopytywała dalej Polina. – Nie wymyślaj. Ojciec was kocha, nikomu krzywdy nie da zrobić – uspokajała Natalia. A tymczasem wieść po wsi niesie, że Fiodor i Glafira odnowili dawną miłość… … Glafka, co Ci odbiło, znowu z Fiodorem zaczęła romans, a własną rodzinę zostawiła – plotkowały baby przy sklepie. – Głupia baba ta Glafka – przytakiwały inne. – Cisza, kończmy zebranie – rozgonił je przewodniczący kołchozu, Mieczysław Leonowicz. – Plotkujecie, oceniacie ludzi, a swoich nie znacie! – skarcił przewodniczący. … Glafira i Fiodor faktycznie kiedyś się kochali – mocno, jak w powieściach. Lecz on wyjechał na kilka miesięcy pomagać w innym gospodarstwie, a Glafka zadała się z Mietkiem Czerwińskim. Po powrocie Fiodor dowiedział się, obił Mietkowi twarz i z Glafką zerwał kontakt. Glafka wyszła za Mietka – pijaka, łajdaka. Płakała później, że nie utrzymała Fiodora, porządnego chłopa, choć milczka. Potem to zaczęto zauważać, że Fiodor zbliża się do Ziny; dziewczyna promieniała z miłości i cała wieś patrzyła na nią z zachwytem. Choć przecież skrycie w niej kochał się od dawna. Chodzili ze sobą, w końcu się pobrali w urzędzie gminy. Skromny ślub – Fiodor miał tylko siostrę Natalię, Zina schorowaną starą matkę, którą ludzie podejrzewali o romans z dawnym wójtem. Nikt jej nie lubił, ale Zina do matki nie była podobna. Wszyscy jej żałowali, zwłaszcza kiedy wyszła za Fiodora. – Ech, on jej nie kocha. Będzie się z nim męczyła – przepowiadała Niusia Wierzbicka. A jednak Fiodor był wierny żonie, ludzie byli pewni; na wsi nic się przecież nie ukryje. Przeżyli z Ziną piętnaście lat bez kłótni, ludzie się uspokoili, aż Zina ciężko zachorowała. Bez nadziei… … Tego dnia Fiodor wracał z pracy. – Fiedia, może wpadnę do Ciebie na godzinkę, pogadamy, dzieciom upiekłam pączki – zagadnęła Głasia. – Nie, Głasia, dzięki. Natka już wczoraj napiekła. – Ale te są od serca, Fiedia. – Siostra też z serca piecze. – Fiedia, spotkajmy się dziś wieczorem przy młynie – nalegała Głasia. – Po co? – Jak to po co? Przecież nie zapomniałeś, co było między nami? – To już przeszłość. Kocham moje dzieci. Kocham Zinę… Choć jej już nie ma – powiedziała Głasia. – Miłość nie umiera – odparł Fiodor. – Nie kochałeś jej. Na złość mi się z nią ożeniłeś. – Głasia, idź do domu – powiedział cicho Fiodor. Przyspieszył kroku i nawet się nie obejrzał. Dzieci czekały w domu. Głasia została na środku wiejskiej drogi. … Minęło kilka lat. Dzieci dorosły. Ciocia Natka dalej odwiedzała bratanków, lecz wiedziała – jej brat to prawdziwy jedyny na całe życie. – Polka, słyszałam, że chodzisz z Grześkiem Wroną – rzuciła ciotka do bratanicy. – No. I co z tego? – odpowiedziała dorosła Polina. „No, no, ależ ona piękna” – pomyślała Natalia. – Nic, pytam po prostu. Uważaj na niego. – Czemu niby? – Sama wiesz. Już nie jesteś dzieckiem – powiedziała poważnie ciotka. – Ciociu, ja go kocham na całe życie. – Taaa… Teraz ci się tak wydaje. – Jestem pewna. – Ty może tak, ale Grzesiek? – Jeśli mnie zdradzi, nigdy już nikogo nie pokocham. – W to akurat wierzę – westchnęła Natalia. Wieczorem Mikołaj i Polina czekali na ojca z pracy. – Coś tata się spóźnia – zauważył Mikołaj. – Przecież dziś piątek. – No i? – W środy, piątki i w weekendy idzie na grób mamy. – Skąd wiesz? – zdziwił się Mikołaj. – Głupek z ciebie, skoro ojca własnego nie czujesz i nie rozumiesz. Po cichu ruszyli na cmentarz. Polina prowadziła brata ukrytą ścieżką przez ogrody. – Patrz, tam – powiedziała, wskazując skuloną sylwetkę ojca. Mikołaj się przysłuchał. Ojciec z kimś rozmawiał… – No, Zino, tak się sprawy mają. Wkrótce Polka wychodzi za mąż, uzbierałem jej posag, Natka pomogła. Jakoś się trzymamy. Wybacz, że za życia mało ci czułych słów mówiłem. Serce ci je szeptało, nie umiem mówić – sercem bardziej niż słowem – zachrypiał Fiodor i wolno ruszył w stronę bramy cmentarza. Polina spojrzała na Mikołaja. W oczach brata stały łzy.

W dniu pogrzebu żony Antoni nie uronił ani jednej łzy.
Zobacz tylko, mówiłam ci, że nie kochał Haliny szeptała do sąsiadki Jadwiga.
Cicho, już nie ma to znaczenia. Dzieci zostały sierotami przy takim ojcu odpowiedziała Agata.
Zobaczysz, jeszcze się z Elą ożeni zapewniała Jadwigę.
Z jaką Elą? Co ona mu do życia? Jego miłością była przecież Grażyna. Albo już nie pamiętasz, jak razem szwendali się po stodołach? Ela się z nim wiązać nie będzie. Ma rodzinę, swoje życie, i już o Antonim pewnie zapomniała.
Skąd wiesz?
Pewna jestem. Ela ma męża, porządnego gospodarza. Po co jej Antoni z gromadką dzieci? Ona jest rozsądna. Ale Grażyna ciągle użera się ze swoim Mietkiem, więc może jednak coś się tam zacznie przekonywała Agatę Jadwiga.

Halina została pochowana. Dzieci trzymały się mocno za ręce.
Michaś i Paulina dopiero co skończyli osiem lat. Halina wyszła za Antoniego z wielkiej miłości. Czy Antoni też ją kochał? Sama Halina nie wiedziała, jak nie wiedzieli i ludzie na wsi.

Gadało się, że zaszła w ciążę i dlatego Antoni musiał się z nią ożenić. Klara, ich pierwsza córeczka, urodziła się o dwa miesiące za wcześnie, długo nie pożyła. Potem przez lata dzieci nie było. Antoni zawsze chodził zamyślony, milczący. Wieś mówiła na niego Wilk. Taką miał ksywę skąpy w słowach, o czułości nie wspominając. Nikt nie wiedział tego lepiej niż Halina.

Mimo to Bóg się nad nią zlitował. Ile się ta kobieta napłakała tylko on jeden wie. W końcu niebo podarowało jej bliźnięta.

Paulina i Michaś bliźniaki. Michaś cały w matkę serdeczny, czuły, a Paulina jak ojciec zamknięta, milcząca, nie da się wyciągnąć z niej słowa, zamyka się za setką zamków. Ale to właśnie z ojcem była bliżej, bo temperament podobny.

Często, kiedy Antoni rżnął coś w szopie, Paulinka kręciła się koło niego, czegoś ją uczył czy tłumaczył. Michaś trzymał się matki to pozamiatał, to wodę w małym wiaderku przyniósł, drobiazg, ale pomoc.

Halina bardzo kochała dzieci, ale Pauliny nie potrafiła zrozumieć. Z Michasiem czuła wyjątkową więź. Gdy dogasała, powiedziała do niego:
Synku, długo już nie pożyję. Ty zostajesz za głównego tu. Siostry nie krzywdź, musisz ją chronić, jesteś chłopcem, twoim obowiązkiem ją pilnować. Jest słabsza od ciebie i potrzebuje twojego wsparcia.
A tata? spytał Michaś.
Co, synku?
Tata będzie nas bronił?
Nie wiem, życie pokaże
To nie odchodź, mamo, jak sobie bez ciebie poradzimy?! zapłakał chłopiec.
Synku, gdyby to ode mnie zależało westchnęła tylko Halina. I umarła nad ranem.

Antoni siedział przy żonie, trzymał ją za rękę. Nie powiedział nic, nie uronił łzy, tylko jakby przygasł, przysechł, sczerniał. I to by było wszystko.

Życie wracało do normy. Paulina próbowała wziąć domowe obowiązki na siebie. Sama gotowała, sprzątała, ale była jeszcze za mała. Przychodziła siostra Antoniego Natalia, pomagała we wszystkim, uczyła Polę gospodarstwa.
Ciociu Natalio, kiedyś spytała Pola, a tata teraz się ożeni?
Nie wiem, dziewczyno, co twój ojciec myśli. On mi się przecież nie zwierza.
Natalia miała swoją rodzinę, dzieci, męża Wacława. Rodzina była zgodna, zgrana.
A jakby coś, to zabierzesz nas do siebie? dopytywała Pola.
Nie żartuj. Ojciec was kocha, nikomu nie da skrzywdzić uspokajała ją Natalia.

Po wsi szły już plotki, że Antoni znów spotyka się z Grażyną.

Na stare lata rozum postradała plotkowała Gosia i znowu coś z Antonim kręci, jakby własnej rodziny nie miała.
Oj, głupia ta twoja Grażyna przytakiwały kobiety przed sklepem.
No już kończyć te zebrania rozgonił je prezes spółdzielni, Kazimierz Leonowicz.
Cały czas tylko plotkujecie, a przecież prawdę o ludziach rzadko kto zna rzekł surowo, stając w obronie Antoniego.

Antoni i Grażyna rzeczywiście kiedyś się kochali, prawie jak z powieści. Lecz Antoni wyjechał do pracy w inne województwo pomagać przy żniwach. Zniknął na dwa miesiące, a wtedy Grażyna zaczęła się spotykać z Mietkiem Jagodzińskim.
Gdy Antonii wrócił i się dowiedział, pobił Mietka, z Grażyną zerwał kontakt.
Grażyna wyszła za Mietka, który się tylko włóczył, dużo pił, a Grażyna płakała, że nie udało jej się zatrzymać porządnego męża. Antoni nie pił, pracowity był, tyle tylko, że cichy.

Potem ludzie zobaczyli, że Antoni spotyka się z Haliną. A Halina, jak chaber na łące rozkwitła; wszyscy się nią zachwycali.
No zobaczcie, do czego człowieka miłość prowadzi mówiono na wsi.

Halina dawno była w Antoniu zakochana, ale milczała, nie śmiała się przyznać. Tak bywa w życiu.

Spotykali się, chodzili, aż nagle się pobrali w urzędzie gminy.
Skromne wesele. Z rodziny Antoniego tylko Natalia, a z Haliny tylko matka, już staruszka. Halinę matka urodziła późno. Wieś domyślała się, kto był ojcem, ale milczano. Przewodził wtedy wsi Wacław Wysocki, to z nim właśnie romans miała matka Haliny Oksana.
Oksana piękna była, lecz nigdy nie wyszła za mąż. Nie lubiano jej w wiosce, bo odbierała kobiety chłopom, z facetami chodziła, wesoła. Lecz Halina charakter odziedziczyła po ojcu. Czy córka winna za matkę?

Wieś współczuła Halinie, zwłaszcza, gdy wyszła za Antoniego.
Co się z nią stanie! wzdychała Bronka Mazurek Przecież on jej nie kocha. Całe życie będzie przez niego cierpiała przepowiadała.

A tymczasem, Antoni okazał się wierny żonie. Cała wieś była tego pewna. Bo co w małej wiosce da się ukryć?
Piętnaście lat przeżyli razem i nigdy nie było między nimi kłótni. Ludzie z czasem przestali się wtrącać, aż Halina poważnie zachorowała tej minionej zimy. Pojawiła się choroba, z której nie ma powrotu.

Beznadziejna sytuacja.

Tamtego dnia Antoni wracał z pracy.
Antonik, może wpadnę do ciebie na godzinkę, posiedzimy, pogadamy. Dzieciom upiekłam pączki zagadała Grażyna, podchodząc z miską wypieków w ręku.
Nie, Grażyno, dziękuję, Natalia dopiero co napiekła wczoraj.
Ale ja z serca przecież
Natalia też z serca, Grażyno.
Antonik, może spotkajmy się dziś wieczorem przy młynie, jak się ściemni naciskała.
Po co niby?
No przecież chyba nie zapomniałeś, co było między nami? zdziwiła się.
To już dawno minęło. Dzieci kocham. Halinę kochałem westchnął Antoni.
Ale jej już nie wrócisz rzekła Grażyna.
Miłość nie umiera odpowiedział cicho Antoni.
Nie kochałeś jej. Na złość mi się z nią ożeniłeś.
Wracaj do domu, Grażyna odpowiedział stanowczo.

Przyspieszył kroku i nie oglądał się za siebie. Grażyna została sama na wioskowej ulicy.

Minęło parę lat. Dzieci podrosły. Ciocia Natalia wciąż odwiedzała siostrzeńców, wiedząc już dobrze, że jej brat jest prawdziwym jedynakiem serca.

Paulinka, słyszałam, że z Grześkiem Woroninem się spotykasz zagadnęła któregoś dnia w progu.
Tak. A co? odparła dorosła już Pola. “Jaka piękna dziewczyna” pomyślała Natalia.

Nic, tylko pytam. Ale bądź z nim ostrożna.
Z czego to wynika?
Sama wiesz. Nie jesteś już dzieckiem powiedziała surowo ciotka.
Ciociu Natalko, ja go kocham. Na całe życie.
Teraz ci się tak wydaje.
Ja jestem pewna.
Może i ty jesteś, ale czy Grzesiek?
Gdyby mnie zdradził, nie umiałabym już nigdy nikogo pokochać.
W to akurat wierzę uśmiechnęła się Natalia.

Wieczorem Michaś i Paulina czekali na ojca z pracy.
Coś się ojciec spóźnia powiedział Michaś.
Dziś przecież piątek.
No i?
W środy, piątki i w niedziele zawsze chodzi na grób mamusi.
Skąd wiesz? zdziwił się Michaś, a brwi mu powędrowały do góry.
Ty, Michaś, naprawdę swojego ojca nie wyczuwasz duszą ani nie rozumiesz.

Poszli cicho na cmentarz, a Paulina prowadziła brata znaną tylko sobie ścieżką przez ogrody.
Popatrz szepnęła, wskazując zgarbioną sylwetkę ojca.

Michaś nasłuchiwał. Usłyszał, jak ojciec z kimś rozmawia.
Halinko, tak to się wszystko potoczyło Wkrótce Paulinka wychodzi za mąż. Wianek jej już zebrałem, Natalia pomogła. Powoli, ale żyjemy dalej. Przepraszam cię, Halinko, żem za życia mało czułych słów mówił. Moje serce ci je szeptało. Nie umiem mówić, ja kocham sercem powiedział chrapliwie Antoni i powoli ruszył ku cmentarnym bramom.

Paulina spojrzała na Michałka. W oczach brata błyszczały łzy.

Rate article
Fajna Tajna
JEDYNY NA CAŁE ŻYCIE. W dniu pogrzebu żony Fiodor nie uronił ani jednej łzy. – Widzisz, mówiłam, że wcale nie kochał Ziny – szeptała sąsiadce Tosia. – Cicho bądź. Co to teraz za różnica. Dzieci zostały sierotami przy takim ojcu. – Zobaczysz, na pewno ożeni się z Kaśką – zapewniała Lelkę Tosia. – A dlaczego z Kaśką? Co ona mu? Glafira była jego prawdziwą miłością. Zapomniałaś, jak po stodołach razem latali? Kaśka nie będzie chciała się z nim wiązać. Ma rodzinę, dawno o nim zapomniała. – Skąd wiesz? – No pewnie! Mąż Kaśki jest przodownikiem pracy, po co jej Fiodor z gromadką dzieci? Ona jest praktyczna, ale Glafka męczy się z Mietkiem. Zobaczysz, to z nią zacznie się nowa miłość – była pewna Lela. Zinę pochowano. Dzieci kurczowo trzymały się za ręce. Michałek i Polinka właśnie skończyli po osiem lat. Zina wyszła za Fiodora z wielkiej miłości, choć sama nie wiedziała, czy była przez niego kochana – jak i nikt na wsi. Mówiono, że zaszła w ciążę i Fiodor musiał się z nią ożenić. Klawusia, choć urodziła się wcześniakiem, nie przeżyła długo, a potem długo Fiodor z Ziną nie mieli więcej dzieci. Fiodor wiecznie był ponury, małomówny; ludzie nazywali go Wilkiem – taką miał ksywkę. Skąpy w słowa, a w czułość to już całkiem. Zina najlepiej to wiedziała. Bóg jednak się nad nią zlitował. Ile się ta biedna kobieta namodliła – tylko On jeden wie. Niebo dało jej naraz dwoje dzieci – Polinę i Michałka, bliźniaki. Michałek miał serce po matce – ciepły, serdeczny, Polinka po ojcu – zamknięta w sobie, słowa od niej nie wydobędziesz. Z ojcem trzymała – charaktery podobne. Kiedy Fiodor coś w szopie robił, Polinka kręciła się wokół niego, słuchała, czego naucza. Michałek natomiast zawsze przy matce – pomoże, pozamiata, przyniesie wodę. Zina kochała dzieci, ale Polinki nie rozumiała, do Michałka całym sercem przylgnęła. Gdy umierała, powiedziała Michałkowi: – Synku, ja już wkrótce odejdę. Ty zostaniesz głową rodziny. Nie krzywdź siostry, bądź jej obrońcą. Jesteś chłopcem, musisz ją chronić. – A tata? – zapytał Michałek. – Co? – Zina nie zrozumiała. – Tata będzie nas bronił? – Nie wiem, syneczku. Życie pokaże. – To nie umieraj, jak damy sobie radę bez ciebie? – płakał Michałek. – Gdyby to ode mnie zależało… – zamyśliła się Zina. Tak powiedziała. O świcie już jej nie było. Fiodor siedział przy żonie, trzymając ją za rękę. Ani słowa, ani łzy. Tylko się skurczył, przyczernił, jakby zgasł. Ot, wszystko. Życie powoli wracało do zwykłego rytmu. Polina próbowała przejąć domowe obowiązki; była jeszcze za mała, więc pomagała ciotka Natalia, siostra Fiodora. – Ciociu Natalio – spytała raz Polina – a tata żeni się teraz? – Nie wiem, dziecko, co twój tata wymyśli. Przecież to nie ze mną się dzieli. Natalia miała swoje dzieci i męża, Wasyla. Ich rodzina była zgodna i szczęśliwa. – A jakby co, zabrałabyś nas do siebie? – dopytywała dalej Polina. – Nie wymyślaj. Ojciec was kocha, nikomu krzywdy nie da zrobić – uspokajała Natalia. A tymczasem wieść po wsi niesie, że Fiodor i Glafira odnowili dawną miłość… … Glafka, co Ci odbiło, znowu z Fiodorem zaczęła romans, a własną rodzinę zostawiła – plotkowały baby przy sklepie. – Głupia baba ta Glafka – przytakiwały inne. – Cisza, kończmy zebranie – rozgonił je przewodniczący kołchozu, Mieczysław Leonowicz. – Plotkujecie, oceniacie ludzi, a swoich nie znacie! – skarcił przewodniczący. … Glafira i Fiodor faktycznie kiedyś się kochali – mocno, jak w powieściach. Lecz on wyjechał na kilka miesięcy pomagać w innym gospodarstwie, a Glafka zadała się z Mietkiem Czerwińskim. Po powrocie Fiodor dowiedział się, obił Mietkowi twarz i z Glafką zerwał kontakt. Glafka wyszła za Mietka – pijaka, łajdaka. Płakała później, że nie utrzymała Fiodora, porządnego chłopa, choć milczka. Potem to zaczęto zauważać, że Fiodor zbliża się do Ziny; dziewczyna promieniała z miłości i cała wieś patrzyła na nią z zachwytem. Choć przecież skrycie w niej kochał się od dawna. Chodzili ze sobą, w końcu się pobrali w urzędzie gminy. Skromny ślub – Fiodor miał tylko siostrę Natalię, Zina schorowaną starą matkę, którą ludzie podejrzewali o romans z dawnym wójtem. Nikt jej nie lubił, ale Zina do matki nie była podobna. Wszyscy jej żałowali, zwłaszcza kiedy wyszła za Fiodora. – Ech, on jej nie kocha. Będzie się z nim męczyła – przepowiadała Niusia Wierzbicka. A jednak Fiodor był wierny żonie, ludzie byli pewni; na wsi nic się przecież nie ukryje. Przeżyli z Ziną piętnaście lat bez kłótni, ludzie się uspokoili, aż Zina ciężko zachorowała. Bez nadziei… … Tego dnia Fiodor wracał z pracy. – Fiedia, może wpadnę do Ciebie na godzinkę, pogadamy, dzieciom upiekłam pączki – zagadnęła Głasia. – Nie, Głasia, dzięki. Natka już wczoraj napiekła. – Ale te są od serca, Fiedia. – Siostra też z serca piecze. – Fiedia, spotkajmy się dziś wieczorem przy młynie – nalegała Głasia. – Po co? – Jak to po co? Przecież nie zapomniałeś, co było między nami? – To już przeszłość. Kocham moje dzieci. Kocham Zinę… Choć jej już nie ma – powiedziała Głasia. – Miłość nie umiera – odparł Fiodor. – Nie kochałeś jej. Na złość mi się z nią ożeniłeś. – Głasia, idź do domu – powiedział cicho Fiodor. Przyspieszył kroku i nawet się nie obejrzał. Dzieci czekały w domu. Głasia została na środku wiejskiej drogi. … Minęło kilka lat. Dzieci dorosły. Ciocia Natka dalej odwiedzała bratanków, lecz wiedziała – jej brat to prawdziwy jedyny na całe życie. – Polka, słyszałam, że chodzisz z Grześkiem Wroną – rzuciła ciotka do bratanicy. – No. I co z tego? – odpowiedziała dorosła Polina. „No, no, ależ ona piękna” – pomyślała Natalia. – Nic, pytam po prostu. Uważaj na niego. – Czemu niby? – Sama wiesz. Już nie jesteś dzieckiem – powiedziała poważnie ciotka. – Ciociu, ja go kocham na całe życie. – Taaa… Teraz ci się tak wydaje. – Jestem pewna. – Ty może tak, ale Grzesiek? – Jeśli mnie zdradzi, nigdy już nikogo nie pokocham. – W to akurat wierzę – westchnęła Natalia. Wieczorem Mikołaj i Polina czekali na ojca z pracy. – Coś tata się spóźnia – zauważył Mikołaj. – Przecież dziś piątek. – No i? – W środy, piątki i w weekendy idzie na grób mamy. – Skąd wiesz? – zdziwił się Mikołaj. – Głupek z ciebie, skoro ojca własnego nie czujesz i nie rozumiesz. Po cichu ruszyli na cmentarz. Polina prowadziła brata ukrytą ścieżką przez ogrody. – Patrz, tam – powiedziała, wskazując skuloną sylwetkę ojca. Mikołaj się przysłuchał. Ojciec z kimś rozmawiał… – No, Zino, tak się sprawy mają. Wkrótce Polka wychodzi za mąż, uzbierałem jej posag, Natka pomogła. Jakoś się trzymamy. Wybacz, że za życia mało ci czułych słów mówiłem. Serce ci je szeptało, nie umiem mówić – sercem bardziej niż słowem – zachrypiał Fiodor i wolno ruszył w stronę bramy cmentarza. Polina spojrzała na Mikołaja. W oczach brata stały łzy.