Wspominam, jak po latach wróciła do domu nie było ani męża, ani jego rzeczy.
Co tak na mnie patrzysz? uśmiechnęła się Zofia. Staszek po prostu chciał udowodnić, że jest pożądanym mężczyzną. I to wszystko.
Co to ma panie znaczyć? zapytała niepewnie Zuzanna.
Czystą prawdę, córeczko, odparła była żona Staszka.
Nic nie rozumiem zawahała się Zuzanna.
Mamusiu wychowywała Zuzannę niczym cenny, delikatny kwiat.
Anna Eugénia Kowalska była surową kobietą, prowadziła własny tartak żelazną ręką.
Jednak przy jedynej córce zmieniała się w zupełnie inną osobę głos stawał się cichy i kołyszący, a oczy promieniowały czułością.
Tak rosła Zuzanna łagodna, krucha, ufna.
Nie znała w ogóle smutku, chodziła do zwykłej szkoły i do świetlicy muzycznej, chętnie ucząc się gry na fortepianie.
Nie stała się wielką artystką, lecz została wspaniałą nauczycielką.
Pozostało tylko znaleźć męża, a od razu pojawił się kandydat przystojny Władysław.
Władysław zalecał się pięknie, wydawał część skromnego wynagrodzenia jako kierowca, szepcąc jej słodkie słowa i patrząc w oczy z czułością.
Jednak matce nie spodobał się on wcale.
Leniwy i głupi! wydała swój werdykt Anna Eugénia.
Mamusiu, ale go kocham, oczy Zuzanny zalały się łzami.
Dobrze, dobrze, odpowiedziała matka. Tylko mieszkać będziecie ze mną!
W ich przestronnym trzypokojowym mieszkaniu w Warszawie było miejsce dla wszystkich, a nowo poślubiony mąż nie miał nic przeciwko wspólnemu życiu z teściową, która większość dnia spędzała w tartaku.
Władysław, choć początkowo troskliwy i czuły, po ślubie pokazał prawdziwe oblicze: pił, włóczył się po barach i krzyczał na młodą żonę. Przy teściowej starał się zachować pewną przyzwoitość, lecz i tak nie wystarczało.
Zuzanna nie chciała przyznać się do wad męża. Dziewięć miesięcy po ślubie urodziła synka Leona i cieszyła się, że wreszcie ma prawdziwą rodzinę. Chłopiec rósł słabo, potrzebował dużo uwagi, a Władysław coraz bardziej się denerwował. Ona znosiła to, licząc na lepsze jutro.
Cierpliwość dobiegła końca, gdy niespodziewanie zmarła matka, mając tylko rok radości z wnuczka. Pogrzebami zajął się dawny przyjaciel Anny Jerzy Sienkiewicz.
W tych dniach Władysław nie pojawiał się w domu, a kiedy już wrócił, w przedpokoju czekały torby z jego rzeczami. Groził sądami i podziałem majątku, lecz Zuzanna nie reagowała.
Dzięki Jerzemu, prawnikowi z ogromnym doświadczeniem, nie doszło do podziału.
Zuzanna nie mogła już zarządzać tartakiem przejęli go wykwalifikowani pracownicy wynajęci przez Jerzego. Rodzina, choć drastycznie zmniejszona, nie potrzebowała niczego więcej.
Strata matki i rozwód były dla Zuzanny ciężkim ciosem nie miała przyjaciół ani krewnych. Jedynym oparciem był syn, który potrzebował jej opieki, więc to właśnie na nim skupiła całą uwagę.
Nie myślała o żadnych mężczyznach, oprócz Jerzego, którego nie liczyć.
Pewnego dnia wyszli z pięcioletnim Leonem z przychodni, usiłując schować się przed deszczem pod wielkim parasolem. Czekanie w budynku było bezcelowe deszcz nie miał wkrótce ustąpić, a taksówki brakowało z powodu ogromnego popytu.
Wskakujcie szybciej! nie zdążyli przejść dwudziestu metrów, gdy nagle podjechał samochód i kierowca, nachylając się, otworzył tylną drzwi. Wchodźcie, bo miejsce parkingowe jest zakazane!
Zuzanna nie pomyślała, że to może być niebezpieczne. Rozpoznała kierowcę spotykali się w korytarzach przychodni, gdzie przyprowadzał swojego syna w podobnym wieku do Leona.
Dziękuję! gorąco podziękowała Zuzannie Staszek po przejażdżce.
Proszę bardzo! zażartował, dodając: A numer telefonu?
Zuzanna nagle się napięła.
Przepraszam, ale nie spotykam się z żonatymi mężczyznami, odrzekła i razem z synem udała się do klatki schodowej.
Nie spodziewała się, że spotkają się ponownie tak szybko, lecz kolejnego dnia Staszek czaił się na podwórku.
Nie jestem żonaty, podsunął jej rozwodowy akt, wyjaśniając, że rozwód odbył się miesiąc temu.
Zuzanna zmęczona samotnością, rozbawiona żartem Staszka i jego troską, nie potrafiła zrozumć, dlaczego Leon tak szybko polubił nowego znajomego.
Z czasem spotykali się prawie codziennie, a Zuzanna zakochiwała się coraz bardziej. Po miesiącu Staszek zaproponował małżeństwo.
Związek z synem stał się decydującym czynnikiem chłopiec uwielbiał Staszka i przed zaślubinami już nazywał go tatą. Tata nie miał nic przeciw, a Zuzanna po prostu się cieszyła.
Po ślubie Staszek zaproponował adopcję Leona.
Zawsze marzyłem o dwóch synach, przyznał i zaraz potem przybrał poważny wyraz.
Zuzanna pocieszyła go po ramieniu, wiedząc, że była była żona, która znalazła sobie bogatego kochanka, nie pozwalała Staszkowi widywać się z synem i on cierpiał.
Tak po trzech miesiącach od poznania stali się prawdziwą rodziną.
Jedyną tajemnicą Zuzanny przed mężem były jej prawdziwe finanse. Tartak, choć mały, przynosił przychody, które dzielono po trzy z nowymi partnerami, a pieniądze odkładała na edukację Leona, mieszkanie i inne potrzeby. Wszystko ukrywała, bo Jerzy, choć odszedł na starość nad morze, nie chciał, by mąż o tym wiedział.
Ta idylliczna chwila nie trwała dłużej niż rok. Wraz z upływem czasu Władysław stał się coraz mniej troskliwy, częściej wracał do domu zmęczony i zdenerwowany.
Nie zwracaj uwagi, to tylko szef, początkowo tłumaczył. Czy nie mógłbyś przenieść się na inny obiekt? pytała Zuzanna z niepokojem. Przecież jesteś świetnym elektrykiem.
Zajmę się tym.
Z czasem Staszek przestał się bronić, milczał gnębko lub krzyczał na nią. Leon go nie dotykał, ale wyraźnie denerwował go chłopiec.
Jednego dnia spacerowali w parku z synkiem Staszek miał jeszcze pracować, ale obiecał, że dołączy i razem zjedzą lody.
Szkoda, że zgodziłaś się na adopcję, nagle usłyszała nieznany, lekko szyderczy głos kobiecy. Chłopiec będzie cierpiał.
Zwróciła się i zobaczyła efektowną brunetkę w jaskrawo pomarańczowym płaszczu, która usiadła obok niej.
Czy się znamy? zapytała zaskoczona Zuzanna.
Nie, ale to się da naprawić, odpowiedziała z uśmiechem. Nazywam się Zofia, była żona Staszka. Tymczasowo była
Zuzanna patrzyła na nią przerażona, gdy syn bawił się w oddali.
Co tak na mnie patrzysz? uśmiechnęła się Zofia. Staszek po prostu chciał mi udowodnić, że jest pożądanym mężczyzną. I to wszystko.
Co panie mówi? zapytała Zuzanna.
Czystą prawdę, kochana, odparła Zofia.
Nic nie rozumiem przyznała Zuzanna.
A! To właśnie Staszek on wszystko ci wyjaśni, skinęła Zofia w nieznane.
Wtedy podbiegł Staszek, nerwowo rozglądając się po obu kobietach.
Staszek, wytłumacz dziewczynie, co się dzieje, Zofia wstała z ławki, pogłaskała byłego po głowie i ruszyła w stronę wyjścia. Czekamy na ciebie! rzuciła za siebie.
Co tak na mnie patrzysz? zapytał już sam Staszek, zaskoczony zamieszaniem. Nie wiem, co Zofia ci wmawia, ale tak, poślubiłem cię, żeby jej nie poczuć.
Zamilkł, jakby szukał sił.
Wiesz co, już mnie dosyła! pomknął: Kto cię potrzebuje?! tak, tylko ona mnie znosi, a syn jest mój.
Potem zaczął krytykować bogatego Maksyma, więc poddał się i złożył pozew o rozwód.
Po co adoptowałeś Leona? wyssała Zuzanna.
Żeby wszystko było jasne. Nowa żona, nowy syn i wszystko w porządku! wyznał Staszek. Zauważyłem cię w przychodni, od razu pomyślałem, że pasujesz.
Na żonęgłupkę? uśmiechnęła się ironicznie.
Staszek milczał.
I co teraz? pytała Zuzanna, nie rozumiejąc, choć wszystko było już oczywiste.
Nie wiem, mruknął. Chyba przyzwyczaiłem się do was.
Wkrótce po tym wróciła do mieszkania, w którym nie było ani rzeczy, ani samego męża. Ciężko westchnęła i zadzwoniła do Jerzego Sienkiewicza. Znów potrzebuję pomoc prawnika.



