Co skrócisz, tego nie odzyskasz – Historia Taisii, która w pogoni za wolnością porzuciła miłość, rodzinę i córkę, by na końcu odnaleźć siebie w szkolnym pokoju nauczycielskim, kiedy córka Masha w lekkiej, wymarzonej sukni ślubnej zakłada własną rodzinę w Odessie

CO SKRÓCISZ, TEGO NIE ODZYSKASZ

Kiedy Jola pokazywała znajomym swoje zdjęcia ślubne, zawsze powtarzała:
Oj, namęczyłam się w tej sukni! Owszem, ładna, ale jaka ciężka i niewygodna! Następnym razem, gdy będę wychodzić za mąż, wybiorę lekką, zwiewną sukienkę ślubną.

Wszyscy byli przekonani, że Jolanta żartuje. Śmiali się razem z nią. Jola rzeczywiście żartowała. Znajomi wiedzieli, że Jolanta wyszła za mąż z miłości. To był zwykły romans podczas wakacji. Jolanta miała 21 lat, a Marek 28.

Sierpień, ciepłe morze Bałtyckie w Sopocie, szampan, gwiaździste niebo, romantyczny klimat… Wszystko to połączyło się i wkrótce na stole wylądowało zgłoszenie do Urzędu Stanu Cywilnego. Zanim jednak do tego doszło, Marek musiał się rozwieść po raz drugi, a Jola przeprowadzić się do rodzinnego miasta Marka.

Warszawa Gdańsk Warszawa: to była trasa, którą Jola przez dziesięć lat pozna na wylot.

Ale na początku młode małżeństwo musiało wynająć mieszkanie. Marek oddał swoje lokum drugiej żonie, która groziła połknięciem tabletki, oblaniem trzeciej żony kwasem lub wyskoczeniem z okna, jeśli tylko nie wróci na stare śmieci!
Z czasem jednak była druga żona ucichła. Może Marek obiecał, że kiedyś wróci? O pierwszej żonie wolał nie wspominać. Cóż, było minęło… Pierwsze małżeństwo trwało półtora roku. Nie dogadali się. Niedługo potem Marek oddał żonę swojemu koledze, uszczęśliwiając wszystkich, włącznie ze sobą.

Druga żona wytrzymała dłużej. Trzy lata wystarczyły, by Marek zrozumiał, jak niepokojąca była jego wybranka. Ignorantka, która nie chciała mieć ludzkich młodych tak właśnie kobieta nazywała dzieci!

Jolanty te życiowe kłopoty w ogóle nie obchodziły. Była niezależna, ambitna, pewna swojej urody i wyjątkowości. Marek ją nosił na rękach. Był pewny, że wkroczył do raju tutaj, na ziemi. Kwiaty naręcza, futerka trzy różne, o butach nie ma co mówić, Jola mogła je zmieniać codziennie. Marek zabrał ją do Londynu, Paryża, nawet do Czarnogóry. Żeby poszerzyć horyzonty i zebrać siły przed narodzinami dziecka.

Wkrótce przyszła na świat córeczka, Małgosia. Gdy Jola zajmowała się maleństwem, Marek kupił dom i urządził go od podstaw, dbając o każdy szczegół. Wszystko dla swoich ukochanych dziewczyn!

Nowe mieszkanie uczcili. Małgosię zapisali do przedszkola. Jola uparcie zabrała się za dalszą naukę, ale najlepiej czuła się w rodzinnym mieście w Warszawie. Tam miała przyjaciółki, mamę, nawet obcy ludzie wydawali się jej serdeczni. Pod starymi lipami zawsze czuła się bezpiecznie.

Małą Małgosię zostawiała pod opieką teściowej, która wprost uwielbiała wnuczkę. Gdy trwały sesje egzaminacyjne, Jola mieszkała w ukochanej Warszawie. Marek był strasznie zazdrosny o żonę. Bez końca przyjeżdżał po nią do Warszawy, urządzał zabawne przypadkowe spotkania. Trzeba przyznać, Jola nie dawała powodów do niepokoju. Szkoda tylko, że tak się wydawało…

Jola bowiem traktowała domowe obowiązki jak klatkę. Wolała się uczyć i rozwijać, niż myć gary, sprzątać, dbać o męża i wychowywać dziecko. Miała poczucie, że życie ucieka gdzieś bokiem. I dlaczego ona piękna i mądra miałaby marnować czas na te wszystkie błahostki?

Po pewnym czasie Jola nosiła w torebce trzy dyplomy, wszystkie z wyróżnieniem. Jej główna specjalność: psychologia. Z pasją szukała pracy. Marek stanowczo protestował:
Czy nam brakuje pieniędzy? Oszaleję, zanim wrócisz z pracy! Jolanta, zróbmy sobie syna! Albo drugą córeczkę. Byle byś była obok.

Jola nie widziała się jako mama po raz drugi. Uważała, że zrobiła swoje: podarowała życie córce, dała Markowi dziecko. Czegóż jeszcze? Teściowa, słuchając tych wywodów, zaproponowała zostawić Małgosię u siebie, póki Jola… nie dojrzeje.

Przecież synowej nie w głowie wychowanie dziecka. Ona by najchętniej uczyła się całe życie, bujała w obłokach. A dziecku potrzeba miłości i troski mówiła teściowa.

Jola bez wahania się zgodziła. Wyjechała do Warszawy, nawet Olega nie poinformowała. Z Warszawy zadzwonię pomyślała.

W Warszawie czekał na nią Marek. Przecież znał już swoje żony!
Jola, gdzie jest Małgosia? Czemu tu jesteś, bez niej? Masz adoratora? dopytywał rozdrażniony.
Marek, nie przesadzaj! Nikogo nie mam. Po prostu… nudzę się z tobą. Pragnę wolności! oznajmiła spokojnie Jola.
Wolności? Ode mnie i Małgosi? A co z miłością? Wywietrzała? Może masz kryzys wieku średniego, poradzimy sobie razem, Jolciu, przekonywał Marek.
Nie, nie poradzimy oświadczyła zimno Jola.

Marek poleciał do teściowej po radę. Ta rozłożyła ręce:
A co ja mam zrobić? Radźcie sobie sami. Ale Joli nie przekonasz, ona jest jak skała.

Marek wrócił do Gdańska sam. Nie wiedział już, co robić. Jak przemówić żonie do rozumu? Jak poskładać rodzinę na nowo? Czuł się nie na miejscu Moje dobro, a mi do boku kamień przyłożono powtarzał w myślach.

Tygodnie mijały… Jola nie przyjeżdżała. Na telefon odpowiadała sucho: U mnie wszystko dobrze.
Czas płynął…
Po długim namyśle Marek postanowił sprzedać dom, zabrać Małgosię i przeprowadzić się do Warszawy. Wszystko w imię ratowania rodziny.

Jola przyjęła ten pomysł bardzo chłodno. Próbowała odwodzić Marka od tego kroku: po co stresować Małgosię przeprowadzką, zmieniać szkołę, rozstawać się z koleżankami? Babcia też nie byłaby zadowolona.

Tak naprawdę to były tylko wymówki. Jola cieszyła się swoją wolnością i nie zamierzała jej rezygnować. Żyć jak ptak niebieski taki był jej slogan. Rozkręciła własny biznes pracownię krawiecką. Wynajmowała małe mieszkanie. Miała grono adoratorów. Czasu na nudę nie było. Nagle mąż, córka Po co? Jola chciała zapomnieć o poprzednim życiu, wykreślić je z pamięci. Była stanowcza jak orzech. Wszystko, co było kiedyś, wydawało jej się nie jej życiem.

Marek zignorował protesty żony i przeniósł się z Małgosią do Warszawy. Wciąż miał nadzieję na odbudowanie rodziny. I miłość, która nie chciała zgasnąć.

Na początku odprowadzał Jolę z pracy, przyprowadzał córkę (Małgosia była wykapana mama), ale bez skutku. Jola była jak marmur. Nic nie było w stanie jej wzruszyć. W końcu powiedziała:
Marek, daj mi spokój! Czas się rozwieść. Małgosię mogę przygarnąć na weekendy.

Małgosia miała wtedy 11 lat. Nie potrzebowała przytułku. Miała kochającego tatę, babcię, która nieustannie modliła się za swoją wnuczkę. Małgosia kochała mamę, choć nie rozumiała, dlaczego mama dobrowolnie z niej zrezygnowała.

Czas płynie, nie zatrzymasz go.
Życie toczy się dalej i odpłaca każdemu według uczynków.

Marek przestał łowić ryby na suchym brzegu. Zrozumiał, że nie dotrze do serca Jolanty.

Los postawił na jego drodze zwyczajną kobietę Annę. Z obiema nogami twardo stąpała po ziemi. Bez bujania w obłokach. Mieszkają teraz na wsi. Anna ma dwóch synów z poprzedniego małżeństwa.

Okazało się, że nie potrzebuje Londynów i Paryża, futer czy stu par butów. Gumowce na deszcze, ciepłą kurtkę do biegania za krowami i wychować dzieci na ludzi to były jej marzenia.

Marek poczuł przy niej spokój, ciepło i domowe szczęście (Gdzie prosto, tam sto aniołów, gdzie mądrze ani jednego). I niedługo potem w tej rodzinie urodziła się dziewczynka. Marek poczuł prawdziwe szczęście, choć dopiero za czwartym razem. Poznał czystą miłość. Trzech pierwszych małżeństw nie chciał już wspominać.

A Jola mieszka z mamą, we wspólnym domu. Kiedyś wspólnik w interesach obiecał jej gwiazdki z nieba, a potem oszukał ją i okradł. Krawiecki biznes Joli upadł. Cała gromadka adoratorów rozeszła się w trzy strony.

Słowem, swatali się, swatali, ale się rozmyli. Jola pracuje jako psycholog w szkole. Nauka się w końcu przydała. Nie żałuje niczego. Chociaż… Człowiek ma głęboką duszę dna nie sięgniesz. Może kiedyś w Jolancie, tej niebieskiej ptaszarni, zapali się iskra skruchy? Kto wie…

Małgosia z mężem (tak, już dorosła) mieszka u babci, tej co ją wychowywała, w Gdańsku. W dzień ślubu Małgosia miała na sobie lekką, zwiewną sukienkę ślubną, którą podarowała jej… mama Jola.

Siedząc wieczorem z kubkiem herbaty, myślę o wszystkim, co przeżyłem. I dziś wiem jedno: nie wszystko, co wydaje się piękne i zdobyte, zostaje z nami na zawsze. Nie warto skracać niczego na siłę bo tego się już nie odzyska. Szczęście lubi prostotę i zwyczajność, a pogoń za złudną wolnością rzadko przynosi prawdziwe spełnienie.

Rate article
Fajna Tajna
Co skrócisz, tego nie odzyskasz – Historia Taisii, która w pogoni za wolnością porzuciła miłość, rodzinę i córkę, by na końcu odnaleźć siebie w szkolnym pokoju nauczycielskim, kiedy córka Masha w lekkiej, wymarzonej sukni ślubnej zakłada własną rodzinę w Odessie