A co z mieszkaniem? Obiecałaś mi! Rujnujesz mi życie!
Mój mąż i ja byliśmy kiedyś bardzo szczęśliwi, gdy dowiedzieliśmy się, że nasz syn się żeni. Jeszcze przed ślubem, powiedzieliśmy mu w tajemnicy, że chcemy podarować mu mieszkanie. Tomasz był zachwycony, gdy usłyszał o naszych planach, a niedługo potem dowiedzieli się o tym również wszyscy jego znajomi. W czasie gdy trwały gorączkowe przygotowania do wesela, wydarzyło się jednak nieszczęście.
Nasza córka, Jagoda, nagle poczuła się źle w pracy i trafiła prosto do szpitala. Natychmiast pojechaliśmy z mężem do niej. Badania nie pozostawiły złudzeń wykryto u niej guza i musiała być natychmiast operowana. Potrzebowaliśmy dużych pieniędzy i to jak najszybciej. Los czuwał, że wszystko zostało wykryte na czas.
W tej sytuacji zakup mieszkania dla syna przestał być możliwy. Musieliśmy zebrać wszystkie oszczędności i prosić o pomoc rodzinę oraz przyjaciół. Nikt nie odwrócił się od nas i każdy, jak mógł, wsparł nas finansowo. Niektórzy wręcz zabronili oddawać pożyczonych pieniędzy. Wspólnym wysiłkiem udało się nam zebrać potrzebną sumę na leczenie i operację Jagody.
Wtedy Tomasz zaskoczył nas swoim wyznaniem.
A co z moim mieszkaniem? Przecież mi obiecałaś! Rujnujesz mi życie!
Po tych słowach po prostu usiadłam z wrażenia, nie potrafiłam złapać tchu. Jak mógł wypowiedzieć coś takiego? Jak można być tak samolubnym? Przecież to jego siostra! Wychowywali się razem. Jak można stawiać wesele i zdrowie siostry na jednej szali? Brakowało mi słów. Ale mój syn nie zamierzał przestać.
Dlaczego ona wszystko dostaje, a ja nie mam nic?
Nie wytrzymałam i wybuchnęłam na niego. Powiedziałam, że nie chcę go widzieć. Spakował się i odszedł do swojej narzeczonej. Przez dwa tygodnie nie odzywaliśmy się do siebie.
W tym czasie Jagoda przeszła operację na szczęście wszystko się udało. Po kilku tygodniach wypisano ją do domu. Ani słowem nie wspomniałam jej o zachowaniu brata. Po co ją martwić? To byłby po prostu wstyd. Tomasz też się do nas nie odezwał, nawet nie zapytał o zdrowie siostry. Dla niego własne mieszkanie okazało się ważniejsze niż rodzinne więzi.



