Zdradził i stawia warunki
Słuchaj, Doroto, nie mam ani czasu, ani ochoty, żeby wysłuchiwać twoich niekończących się narzekań.
Albo od razu przestajesz grać rolę skrzywdzonej ofiary i żyjemy dalej normalnie, albo jutro pakuję walizki i sama tłumaczysz Oliwce, czemu tata wyjechał.
Sama! Rozumiesz?
Normalnie, to znaczy jak, Bartku? szepnęła. Tak, jakby nic się nie wydarzyło? Jakbym nie widziała tych wiadomości?
Jakby Andrzej AutoCzęści nie pisał ci o drugiej w nocy, że tęskni za twoimi rękoma?
Bartek ciężko westchnął i zaczął zdzierać adidasy bez rozsznurowywania, mocno przydeptując piętą.
Znowu… Ciągle to samo. Powiedziałem ci po polsku: koniec. Jestem w domu? Jestem. Z tobą? Z tobą. Pieniądze daję? Daję.
Czego ci jeszcze brak? Mam uklęknąć? Nie doczekasz się!
Nie trzeba. Chcę tylko, żebyś przestał mówić do mnie tak, jakbym była dla ciebie przeszkodą. Ciągle mnie obrażasz. Szydzisz, dogadujesz…
Bo jesteś nie do wytrzymania! przerwał jej. Chodzisz po domu jak zjawa, z twarzą, jakbyś zjadła cytrynę.
Myślisz, że miło tu wracać? Wchodzę i od razu przesłuchanie albo cisza!
Każda normalna baba by już odpuściła dla dobra rodziny. Ale nie, ty musisz drapać ranę.
Minął ją, zahaczając ramieniem, szedł do kuchni. Dorota zachwiała się, ale stała dalej.
Zawsze myślała, że wygrała los na loterii. Bartek zaradny, energiczny, świetny ojciec. Mieli córkę, pięcioletnią Oliwię, wspólne mieszkanie, oboje nieźle zarabiali.
Zdrada, która wyszła na jaw pół roku temu, nie była przypadkowa mąż prowadził drugie życie przez parę miesięcy.
Dorota dowiedziała się przez przypadek Oliwka bawiła się telefonem taty, a na ekranie pojawiło się powiadomienie: Andrzej AutoCzęści dopytywał, czy Bartek kupił tę bieliznę, która jej tak pasuje.
Gdy prawda wyszła na jaw, Bartek nie wykręcał się. Najpierw milczał, potem się wściekał, aż w końcu wybuchł:
Tak, było. Minęło. Przestań robić z igły widły, przecież tu jestem.
Przez te pół roku ani razu nie przeprosił, nie okazał skruchy. Nawet nie uznawał się za winnego, i to najbardziej bolało Dorotę.
Gdy weszła do kuchni, mąż już siedział przy stole, scrollując telefon. Przed nim stał talerz z zapiekaną rybą, którą troskliwie przykryła, żeby nie ostygła.
Pożałowałaś soli? rzucił, odkrywając talerz. Czy od łez już straciłaś smak?
Bartek, przestań. Oliwka jest w pokoju, wszystko słyszy.
Niech słyszy, uśmiechnął się krzywo, wkładając do ust kęs ryby. Niech wie, że mama robi wszystko, żeby tata uciekł z domu. O to ci chodzi? Żeby mnie nie było?
Chcę tylko, żebyś był człowiekiem. Przecież obiecałeś, że spróbujemy ratować rodzinę. Tak wygląda twoja praca nad sobą? Z upokarzaniem mnie?
Bartek odłożył widelec.
Słuchaj, kochanie. Rodzina to projekt, ja w ten projekt inwestuję. Bawię się z córką, płacę za jej zajęcia, odwożę ją do przedszkola.
Chciałaś, żeby miała ojca? Ma. I nie muszę cię dobrze traktować, skoro przez trzy miesiące wiercisz mi dziurę w brzuchu tą historią!
Postawiłem warunek: albo temat się kończy, albo odchodzę. Jak odejdę, to zostaniesz bez pieniędzy.
Mieszkanie podzielimy, będziesz musiała je sprzedać. Będziesz mi spłacać setki tysięcy.
Masz tyle? Nie. Więc wynajem, inna dzielnica, inne przedszkole dla Oliwki. Chcesz ją ciągać po mieście?
Dorota milczała. Mąż znał jej słabe strony lepiej niż ona sama. Wizja, że córka będzie musiała rozstać się z koleżankami, opuszczać znajomy świat, przeprowadzać do obcej klitki, a matka biegać po sądach, budziła w Dorocie przerażenie.
Lepiej milcz, podsumował Bartek. Jedz, bo sama kości i skóra ci zostały, aż przykro patrzeć.
***
Wieczorem, gdy Oliwka już spała, tuląc swojego pluszowego królika, Dorota siedziała na balkonie i rozmyślała.
Bartek rzeczywiście był dobrym ojcem w klasycznym wydaniu: nie pił, nie podnosił ręki, a Oliwia go uwielbiała.
Tatusiu, jesteś moim bohaterem, szeptała rano.
Jak Dorota mogłaby zniszczyć ten świat?
Z pokoju dochodził głos Bartka z kimś rozmawiał przez telefon. Dorota odruchowo nasłuchiwała.
Tak, jutro aktualne. Jasne. No, przecież powiedziałem, ogarniemy temat. Pomarudzi i jej przejdzie. Gdzie niby pójdzie, na tym tonącym statku?
Dorota zamarła. Tak więc o niej myśli… Złapała za klamkę drzwi balkonowych.
Bartek rozwalony na kanapie szybko wyłączył rozmowę, gdy ją zauważył.
Z kim rozmawiałeś? zapytała.
Z kolegą z pracy. Chcesz listę kontaktów? podsunął demonstracyjnie telefon. Masz, sprawdź. Bo teraz już jesteś domowym detektywem.
Ale pamiętaj: jak znajdę choćby jedną usuniętą wiadomość, której nie zaakceptuję, to jutro się wynoszę do matki. Twoja sprawa.
Kpisz sobie? Bartek, Dorota podeszła bliżej. Naprawdę myślisz, że masz prawo mi stawiać warunki? Po tym wszystkim?
Mam. Bo jestem facetem, ja decyduję, jak będzie wyglądać życie tej rodziny. Ty albo za mną, albo żeglujesz sama.
Podszedł, niemal dotykając jej twarzy.
Wiesz dobrze, Dorota, że żaden obcy facet nie pokocha twojej Oliwki jak ja. Może ją będzie znosił, póki jesteś młoda i ładna.
Potem zacznie mu przeszkadzać. Tego chcesz dla swojej córki? Ojczyma, któremu na niej nie zależy?
Jesteś draniem, Bartek, wyszeptała.
Jestem realistą, odsunął się z uśmiechem. Dobra, idę pod prysznic. Przygotuj mi czystą koszulę na jutro. Tę bordową.
I wyprasuj porządnie, bo dziś zagięcie na kołnierzu mnie wkurzało.
Zniknął w łazience, a Dorota została na środku salonu.
***
Rano panowała zwykła krzątanina. Dorota smażyła placuszki, Oliwka marudziła, że nie chce rajstop.
Bartek wkroczył do kuchni w tej bordowej koszuli Dorota jednak ją wyprasowała.
Mamo, a pójdziemy w sobotę do zoo?
Jasne, kochana, Dorota wymusiła uśmiech.
Tato, ty też pójdziesz? Obiecałeś mi pokazać dużego lwa!
Bartek pogłaskał córkę po głowie i cały zmiękł.
Pójdę, słoneczko. Jeśli mama będzie grzeczna i nie będzie denerwować taty, to na pewno pójdziemy.
Dorocie aż ręce zadrżały.
Bartek, co ty wygadujesz? wysyczała, gdy Oliwka oglądała bajkę.
Co? Bartek zrobił niewinną minę. Wychowuję dziecko w duchu rodzinnej hierarchii.
Chyba nie chcesz, żebyśmy przez twoje humory zaprzepaścili weekend?
Dorota zamilkła. Znów używał dziecka jako tarczy.
***
Cały dzień w pracy była rozkojarzona. Koleżanki pytały, czy wszystko w porządku, zbywała ich zmęczeniem.
W porze obiadu przejrzała portal nieruchomości. Ceny odstraszały, dobre oferty w jej okolicy znikały jak świeże bułeczki.
Tańsze mieszkania były na drugim końcu miasta.
Dwie godziny w jedną stronę. Przedszkole do szesnastej. Nie zdążę jej odbierać, pomyślała i zamknęła laptopa. Gdzie się podziać? Jak to wszystko ogarnąć?
Na godzinę przed końcem pracy zadzwonił Bartek:
Posłuchaj, dzisiaj się spóźnię. Mam sprawy do załatwienia. Jedzcie beze mnie. A, i jeszcze…
Co takiego?
Kup jakieś dobre półsłodkie wino, czerwone. Wieczorem spokojnie pogadamy, bez twoich histerii.
Bartek, przecież ja…
Dorota, ja nie proszę, przerwał jej. Daję ci szansę na lepszą atmosferę. Nie zmarnuj jej. Pa. Oliwce buziak.
Odłożył słuchawkę. Dorota patrzyła na ekran, póki nie zgasł. Spróbować pogadać? Gorzej już nie będzie
***
Oliwka szybko usnęła, a Dorota od dwóch godzin siedzi w kuchni. Butelka półsłodkiego stoi na stole jednak ją kupiła, nienawidząc siebie za tę słabość.
Mąż wraca koło jedenastej w świetnym humorze.
No, dobra robota, całuje ją w policzek, a Dorota odruchowo się cofa. Daj spokój, przestań już się szarpać. Wypijmy kieliszek.
Myślałem… Może powinniśmy odpocząć. Pojedźmy w przyszłym miesiącu do Turcji? We troje. Oliwka przecież kocha morze, wybrałem już hotel.
Bartek, jaki odpoczynek? nie dowierza Dorota. Przecież żyjemy jak lokatorzy!
Ty się wygłupiasz, upił łyk wina. Ja się staram posklejać wszystko. Ale! Chcę, żebyś mi obiecała: temat się kończy, ani słowa więcej.
Nie sprawdzasz telefonu, nie robisz aluzji, nie płaczesz. Po prostu żyjemy, jakby nic się nie wydarzyło!
A zaufanie? spojrzała mu prosto w oczy.
Zaufanie to luksus, na który dziś cię nie stać, Bartek się uśmiecha. Ty potrzebujesz stabilizacji, dziecko ojca, a dom gospodarza.
Wszystko to masz. Cena twoje milczenie. Chyba nieźle.
A jeśli nie godzę się na taki układ?
Bartek odstawia kieliszek.
Wtedy jutro pakujesz walizki. Mówię poważnie, Dorota. Mam dość tej huśtawki.
Potrzebuję stabilnego zaplecza, nie wiecznie niezadowolonej żony.
Nie potrafisz wybaczyć i zapomnieć nasze drogi się rozchodzą.
Pamiętaj: zabiorę ci wszystko, co zdołam. I będziesz winić tylko własną dumę!
Wyszedł. Dorota została w ciemności, słuchając szumu wody w łazience. Wiedziała, że to zwykły szantaż, bezczelność.
Każda silna kobieta już dawno rzuciłaby mu kieliszek w twarz i odeszła. Ale ona przecież nie jest silna…
Jest przede wszystkim matką, i musi myśleć o córce. Każdemu człowiekowi należy się druga szansa.
Zranił tylko raz, zasługuje na wybaczenie. Może przynajmniej dla dziecka powinna spróbować zapomnieć…
Mamo? cichy, senny głos dobiega z korytarza.
Dorota natychmiast wyciera oczy i odwraca się w drzwiach stoi Oliwka.
Mamuś, miałam koszmar. A gdzie tata?
Tata jest, kochanie, Dorota bierze ją na ręce, mocno przytula. Tata pod prysznicem, nigdzie nie poszedł. Chodź do mnie, wszystko dobrze. Jesteśmy razem.
Naprawdę? Oliwka wtula się w jej szyję. Zawsze będziemy razem?
Dorota zamyka oczy, czując, jak serce pęka na sto kawałków.
Zawsze, myszko. Zawsze.
Niosąc córkę do pokoju, Dorota postanawia: rodzinę utrzyma. Od jutra postara się o tym zapomnieć. Ale to będzie jutro.



