Zrobię dla was wszystko
Wanda już nie zamierzała tego znosić. Nie rozumiała, dlaczego Dawid tak się do niej zachowuje czy ją przestał kochać? Tego wieczoru znów wrócił późno w nocy i położył się spać w salonie.
Rano, kiedy wyszedł po śniadanie, Wanda usiadła naprzeciwko niego.
Dawidzie, możesz mi powiedzieć, co się dzieje? zapytała.
Co cię trapi? odpowiedział, popijając kawę i unikając jej wzroku.
Od czasu, gdy urodzili się chłopcy, bardzo się zmieniłeś. dodała.
Nie zauważyłem. mruknął.
Dawidzie, mieszkamy razem dwa lata, jak sąsiedzi. Czy to ci widać?
Posłuchaj, co chciałaś powiedzieć? W domu wszędzie leżą zabawki, w powietrzu unosi się zapach kaszki ryżowej, dzieci krzyczą Myślisz, że to komuś się podoba?
Ale to twoje dzieci! wykrzyknęła.
Wanda wstała i nerwowo przeszła po kuchni.
Wszystkie normalne żony rodzą jedną normalną pociechę, żeby cicho się bawiła w kącie i nie przeszkadzała. A ty od razu dwójkę! Mama mówiła, że ludzie tacy jak ty tylko się rozmnażają!
Tacy jak ja? Co to ma znaczyć, Dawidzie?
Tacy, co nie mają celu w życiu.
Ale to ty zmusiłeś mnie, żebym porzuciła studia, bo chciałeś, żebym poświęciła się rodzinie! warknęła.
Po chwili ciszy dodała:
Myślę, że musimy się rozwieść.
Dawid chwilę pomyślał i rzekł:
Zgoda. Tylko nie wystawiaj na alimenty. Dam ci pieniądze sam.
Odwrócił się i wyszedł z kuchni. Wanda chciała płakać, ale w tym momencie dobiegł hałas z pokoju dziecięcego. Bliźniaki obudziły się i domagały jej uwagi.
Tydzień później spakowała rzeczy, wzięła chłopców i wyprowadziła się. Mieszkała w dużym pokoju w starej kamienicy, który odziedziczyła po babci.
Nowi lokatorzy byli ciekawi, więc Wanda postanowiła ich poznać.
Z jednej strony mieszkał ponury, choć nieco młody mężczyzna, a z drugiej energiczna pani w ok. sześćdziesięciu lat, Zofia Egorowa. Najpierw zapukała do mężczyzny:
Dzień dobry! Jestem nową sąsiadką, przyniosłam ciasto, zapraszam na herbatę w kuchni.
Mężczyzna spojrzał na nią, westchnął i rzekł:
Nie jem słodkości i zamknął przed nią drzwi.
Wanda wzruszyła ramionami i podeszła do Zofii.
Proszę, dołączcie się do mnie, ale tylko po to, by wygłosić krótką przemowę.
Zofia podniosła głos:
Lubię odpoczywać w ciągu dnia, bo wieczorami oglądam seriale. Mam nadzieję, że wasze pociechy nie będą mnie nękać krzykami. Proszę, nie pozwólcie im biegać po korytarzu, nie dotykać rzeczy, nie brudzić i nie niszczyć!
Mówiła długo, a Wanda z żalem myślała, że jej nowe życie będzie gorzkie.
Oddała chłopców do przedszkola i sama podjęła pracę jako opiekunka w tym samym miejscu. Pracowała dokładnie do momentu, kiedy trzeba było odebrać Andrzeja i Jurka do domu. Płacili grosze, ale Dawid obiecał pomagać.
Pierwsze trzy miesiące rozwodu Dawid rzeczywiście dorzucał im pieniądze. Potem, po rozwodzie, przestał. Wanda dwa miesiące nie mogła zapłacić czynszu.
Relacje z Zofią pogarszały się z każdym dniem. Pewnego wieczoru, gdy Wanda karmiła chłopców w kuchni, do drzwi wpadła sąsiadka w jedwabnym szlafroku:
Kochana, mam nadzieję, że rozwiązałaś już sprawy finansowe? Nie chciałabym, żebyś straciła prąd lub gaz.
Wanda westchnęła:
Nie, jeszcze nie. Jutro pojadę do byłego, on chyba zapomniał o dzieciach.
Zofia podeszła do stołu.
Karmiacie ich makaronem wiecie, że jesteście złymi matkami?
Jestem dobrą matką! A wy nie powinnaście wtrącać nosa tam, gdzie nie proszeni, bo możecie się w to wpakować!
Zofia zaczęła wyć, a z pokoju wyłonił się Iwan, sąsiad z drugiej strony. Słuchał, jak Zofia przeklinała Wandę i chłopców, po czym zniknął w swojej pokoju, po minutę wrócił, położył przed Zofią pieniądze i rzekł:
Cicho. Na czynsz.
Zofia uciszyła się, ale gdy Iwan odszedł, szepnął Wandzie:
Pożałujesz tego!
Wanda nie przywiązała wagi do słów, ale później się myliła. Następnego dnia pojechała do Dawida. Ten ją wysłuchał i rzekł:
Mam teraz trudny okres, nie mogę ci nic płacić.
Dawidzie, to żart? Muszę karmić dzieci.
Karm, nie zakazuję.
Złożę pozew o alimenty.
Pewnie, weź, moja wypłata jest tak mała, że będziesz płakać. I nie zawracaj mi głowy!
Wanda wróciła do domu i płakała. Do końca tygodnia czekała na wynagrodzenie, a pieniędzy prawie nie było. W drzwiach czekał policjant. Zofia złożyła na Wandę skargę, twierdząc, że zagraża jej życiu, a jej dzieci są głodne i bez opieki.
Policjant rozmawiał z nią godzinę, a na pożegnanie powiedział:
Muszę to zgłosić do opieki.
Co mam zgłaszać? Nic złego nie zrobiłam.
Takie są procedury. Sygnał jest, trzeba go wydać.
Wieczorem Zofia wróciła do kuchni:
Jeśli dzieci znowu mnie obmarudzą, będę musiała iść do opieki!
Co wy robicie? To dzieci! Nie mogą siedzieć cały dzień w miejscu!
Gdybyście je normalnie karmiły, chciałyby spać, a nie biegać!
Wanda wyszła z kuchni, a chłopcy patrzyli na nią przerażeni.
Jedzcie, kochani. Ciocia żartuje, w rzeczywistości jest dobra.
Wtedy Iwan wszedł, nie zauważyła go. Otworzył lodówkę i napełnił ją jedzeniem.
Iwanie, pomyłka, to nie moja lodówka!
Zamknął drzwi i odszedł. Wanda nie wiedziała, co zrobić.
Po wypłacie zapukała do Iwana. Otworzył, spojrzał ponuro i mruknął:
Nie chcę twoich pieniędzy, trzy tysiące złotych, dam później, powiedz ile.
Nie, nie potrzebuję.
Zamknął drzwi przed jej nosem. Z kuchni dobiegły krzyki Zofii. Weszła, chłopcy stały, a Zofia krzyczała, wskazując na rozlany herbatny kałużę:
Biedacy! Bezdomni! Co wy z taką edukacją wyrośniecie?
Wanda odesłała dzieci do pokoju, wytrzeć podłogę i wróciła. Nie wiedziała, co dalej. Chłopcy siedzieli cicho na łóżku, a ona przytuliła się do nich.
Nie martwcie się, znajdziemy rozwiązanie i wyjedziemy stąd.
Następnego wieczoru zapukał dzwonek. Iwan był w drzwiach, a przy nim dwie nieznajome kobiety, policjant i mężczyzna.
Dzień dobry, czy to pani Wanda Żelazna?
Tak.
Jesteśmy z opieki.
Po co? Dlaczego?
Proszę wejść.
Kobiety przeszukały pokój, zajrzały do lodówki, położyły kołdrę na łóżku.
Zabierzcie dzieci!
Co? To szaleństwo! Nie oddam im nic!
Andrzej i Jurek objęli ją z dwóch stron i płakali. Zofia wezwała policjanta, który wyrwał chłopców z ramion.
Mamo! Nie oddawaj nas!
Wanda walczyła, trzymała dzieci, ale drugi mężczyzna złapał jej ręce.
Mamo!
Chłopcy krzyczeli, ich oczy pełne były przerażenia. Udało się jej wyrwać, ale policjant podszedł i zabrał Jurka. Po chwili, gdy hałas ucichł, więzień drzwi otworzyła się i podszedł Iwan, zostawiając na stole topór.
Wanda podniosła go, przycisnęła rękojeść do dłoni i z miną, która bardziej przypominała grymas niż uśmiech, podeszła do drzwi Zofii.
Gdy drzwi wyłamano, a Zofia schowała się pod łóżkiem, Iwan chwycił Wandę, wyrwał topór i powiedział:
Głupia! Co robisz? Kogo raniłeś?
Mam to już po prostu… nie obchodzi mnie nic
Iwan odprowadził ją na kanapę, podał tabletkę. Wanda wypiła, wiedząc, że gdy Iwan odwróci się, ucieknie. Uciekła w stronę mostu, ale sen przygniotł jej oczy. Iwan nie żałował środka nasennego. Wyjął się z pokoju, podszedł do Zofii, która piła wywar z rokitnika.
Zadowolona?
Ojej, Iwanie nie myślałam, że tak myślałam, że przyjedzie, a ona wyjedzie
Wyjedzie? Daj mi jutro wszystkie listy, które masz. I módl się, żeby wszystko się skończyło, bo inaczej pójdę po ciebie.
Zofia skinęła głową.
Miesiąc Wanda gromadziła dokumenty, zaświadczenia, oddawała badania na alkohol. Zrezygnowała, uznając, że to bez sensu. Iwan, wciąż ponury, nie pozwalał jej zostawać samej ani na chwilę i ciągle popychał ją do przodu. Gdy stało się jasne, że dzieci mogą wrócić, Wanda jakby się obudziła.
Iwanie to wszystko twoja wina
Po raz pierwszy uśmiechnął się Iwan.
Miałem też dzieci nie udało mi się im pomóc, pięć lat temu ich nie ma. Mogę pomóc twoim
W noc przed komisją Wanda spała na kanapie w pokoju Iwana, nie mogąc zasnąć. Iwan też nie mógł zasnąć.
Iwanie nie śpisz? Powiedz, co stało się z twoimi dziećmi.
Iwan milczał, potem monotonnym głosem opowiadał:
Miałem rodzinę żonę i dwóch chłopców. Nie szanowałem ich, myślałem, że wystarczy. Po wypłacie znowu piłem, kłótnia, a żona z dziećmi wyjechała. Miesiąc czekałem, głupio się zachowywałem, potem zrozumiałem, że nie mogę bez nich żyć. Pojechałem, ale dom spłonął tej nocy, elektryka się przeciążyła.
Zamilkł, po czym kontynuował:
Zacząłem pić, biły mnie, trafiłem w więzienie na trzy lata. Po wyjściu sprzedałem mieszkanie, by spłacić szkody, wróciłem do fabryki.
Wanda usiadła przy Iwanie, wzięła go za rękę, ale on odciągnął ją.
Śpij, jutro na komisji musisz wyglądać jak ogórek!
***
Żelazna!
Tak, to ja.
Oto dokumenty, lepiej pilnuj swojego życia, by to się nie powtórzyło.
Wanda patrzyła na papiery, a kobieta, która je wręczyła, nagle się uśmiechnęła:
Co, stoicie? Jedźcie zabrać swoje
Wanda przewróciła się na nogi. Iwan podtrzymywał ją, gdy stali w poczekalni.
Mamo! Mamusiu!
Jurek i Andrzej objęli ją z dwóch stron i płakali. Iwan odwrócił się, otarł łzę z oka.
No, koniec płaczu, jedziemy do domu.
Życie zaczęło się układać. Zofia nie wychodziła ze swojego pokoju. Dzięki Iwanowi Wanda dostała pracę technika w tej samej fabryce, więc nie musiała się martwić, czy starczy jej chleba. Nie zarabiała fortunę, ale wystarczyło, by przeżyć. Martwił ją tylko Iwan, który stał się jeszcze bardziej ponury. Pewnego dnia Wanda upuściła jego kurtkę, w kieszeni wypadł telefon. Na ekranie widniało zdjęcie Wandy. Przejęła go, podeszła do jego pokoju, gdzie leżał na kanapie i patrzył w sufit. Spojrzała na niego i powiedziała:
Wiesz, Iwanie, zawsze bałam się powiedzieć coś niepotrzebnego. Nie zdążyłam niczego powiedzieć tym, którzy byli przy mnie. Niektórzy odlecieli, innym już nie potrzebne są słowa. Najgorsze jest żal, że nie powiedziałam, co miałam na sercu
O czym mówisz?
Po prostu, jeśli nie możesz, może ja spróbuję. Boję się, że się będziesz śmiać, ale spróbuję. Iwanie wyjdziesz za mnie, co?
Iwan długo patrzył, po czym wziął jej twarz w dłonie i rzekł:
Nie umiem pięknie mówić. Wiedz tylko, że zrobię wszystko dla ciebie i twoich chłopców.
***
Kicia, kicia, chodź tutaj, jedz. Odpchnij się, świnio, daj im jedzenie. I ty precz, dokąd wchodzisz! Jak was nienawidzę, ludziska! No gdzie uciekasz, kicia, jedz! krzyczała sąsiWiedząc, że choćby najcięższe burze kiedyś się uspokajają, Wanda podniosła głowę i ruszyła w stronę nowego, choć niepewnego, jutra.



