– Synowa znowu wczoraj przyprowadziła mi wnuczkę na weekend żaliła się moja sąsiadka Halina, gdy spotkaliśmy się na klatce schodowej. Nakarmić tego dziecka porządnie nie mogę! Mama mi powiedziała, że księżniczki dużo nie jedzą! mówi, zje dwie łyżki i koniec! A przecież sama skóra i kości, aż prześwituje!
Halina nie polubiła żony swojego syna Pawła, Magdaleny, od samego początku, jeszcze zanim zdążyła ją porządnie poznać. Wszystko dlatego, że Magdalena była aż o siedem lat starsza od Pawła. A Paweł, młodzik, dopiero co maturę zdał.
– On żadnej kobiety przed nią nie znał! nie kryła oburzenia Halina. Nic dziwnego, że się na nią zapatrzył! Uwiodła go doświadczeniem, wiadomo!
Trudno się dziwić Magdalena była atrakcyjną kobietą, zawsze zadbana, modnie ubrana, prowadziła karierę, dbała o figurę. Dla mnie nie było zaskoczeniem, że Paweł tak się nią zachwycił. Faceci przecież patrzą oczami, a ona zdecydowanie miała czym się pochwalić.
Żyła zdrowo, trzymała dietę i uczyła tego również córkę żeby jeść z umiarem, nie objadać się i troszczyć o zdrowie oraz sylwetkę.
Niedługo po rozpoczęciu ich związku Magdalena zaszła w ciążę. Czy zrobiła to mimo protestów przyszłej teściowej, która od początku próbowała ich rozdzielić, czy to przypadek, trudno powiedzieć. Tak czy siak, Paweł postanowił się z Magdaleną ożenić. Miał wtedy dokładnie osiemnaście lat, ona dwadzieścia pięć.
Zaraz po maturze Paweł poszedł do technikum i studiował zaocznie, jednocześnie pracując musiał przecież utrzymać świeżo założoną rodzinę. Najpierw wynajmowali mieszkanie, potem kupili malutki pokój w akademiku.
Młodzi mieli swoje szczęście, ale Halina nie odpuszczała. Ciągle znalazła powód, by skrytykować synową a to źle gotuje, a to koszuli mężowi nie wyprasowała, albo ubrała dziecko nie tak jak trzeba. Według niej Magdalena nie miała żadnych zalet, tylko wady. I tak dzień w dzień to swoje niezadowolenie rozładowywała synowi nie raz zwracała uwagę na temat żony.
W końcu Magdalena ograniczyła kontakty z teściową do absolutnego minimum. Sama córkę prowadzała do przedszkola, na gimnastykę, do kółka szachowego. Ledwo co wyrabiała, bo sama jeszcze chciała chodzić do siłowni, fryzjera, kosmetyczki… W efekcie w domu była raczej rzadkim gościem.
Paweł przychodził do pustego mieszkania córka w zajęciach, żona albo z nią, albo zajęta swoimi sprawami.
Któregoś wieczoru przyszła sąsiadka z akademika, Ewa wdowa, czterdziestka na karku, dwójka dzieci w wieku gimnazjalnym. Okazało się, że pękł im kran w kuchni wspólnej dla kilku rodzin poprosiła Pawła o pomoc zanim zaleje piętro niżej.
Paweł miał złote ręce, więc od razu zakręcił wodę i naprawił usterkę. W czasie kiedy się z tym męczył, Ewa akurat robiła obiad makaron z mielonym i surówką. W podziękowaniu zaprosiła go na talerz. Paweł nie odmówił Magda ostatnio albo nie gotowała wcale, albo coś na szybko, na domowy obiad nie było jej czasu.
Od tego dnia coraz częściej Ewa zapraszała Pawła na wspólny posiłek, kiedy nikogo z jego rodziny nie było w domu wieczory spędzali na wspólnej kuchni, przy pierogach, rogalikach, rozmowach. Sam nie zauważył, kiedy między nimi pojawiła się chemia, a relacja stała się tak bliska, że wieczory bez siebie zaczęły im doskwierać.
W akademiku jednak każdy o wszystkim wiedział za dużo oczu, za dużo uszu. Ktoś doniósł Magdalenie, że jej mąż do sąsiadki zachodzi nie pożyczyć książki.
Awantura była na cały korytarz, wszyscy wiedzieli, co się święci. Magdalena, duma kobieta, wyrzuciła męża z mieszkania spakowała jego rzeczy i wystawiła na klatkę.
Do mamy wracać za późno, a nocować tylko u Ewy, która z chęcią przyjęła go pod swój dach.
Ich córka miała wtedy sześć lat. Paweł dwadzieścia pięć. Magdalena trzydzieści dwa. Ewa trzydzieści dziewięć.
Halina, która tyle lat marudziła na synową, gdy dowiedziała się, że Paweł wyprowadził się do kobiety starszej aż o czternaście lat i z dwójką dzieci, zamilkła nagle…
To było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Lata szydziła z tego, że Magdalena jest za stara dla Pawła a tu przy Ewie żadnych zastrzeżeń, pełna akceptacja. Może w końcu dotarło do niej, jak bardzo się myliła?
Rozwód Pawła z Magdaleną to już dawna sprawa minęło około piętnastu lat. Przez cały ten czas Paweł z Ewą żyją ze sobą spokojnie, szczęśliwie, bez większych trosk. Wspólnych dzieci się nie dorobili, ale są zgodni, kochają się, tworzą dom pełen ciepła. On teraz czterdziestoletni, ona pięćdziesiąt cztery. Halina przyjmuje ich w swoim domu bez uwag, przytyków. Pełna zgoda, spokój, idylla. I widzę, że Paweł naprawdę jest szczęśliwy.
A ty jak uważasz czy możliwa jest prawdziwa miłość, gdy kobieta jest znacznie starsza?



