NIE UDAŁO SIĘ POKOCHAĆ
Dziewczyny, przyznajcie się, która z was to Malwina? zapytała nieznajoma, spoglądając na mnie z przyjaciółką, z figlarnym błyskiem w oku.
Ja jestem Malwina. A o co chodzi? odpowiedziałem zdziwiony.
Weź list, Malwina. Od Wojtka wyciągnęła z kieszeni fartucha pogniecioną kopertę i wręczyła mi ją.
Od Wojtka? A gdzie on jest? spytałem zaskoczony.
Przenieśli go do domu pomocy społecznej dla dorosłych. Czekał na ciebie jak na wybawienie. Wypatrywał cię każdego dnia. Ten list dał mi do przeczytania, żebym sprawdziła błędy, bo nie chciał się przed tobą wygłupić. No cóż, muszę już iść zbliża się obiad. Pracuję tu jako wychowawczyni spojrzała na mnie z lekkim wyrzutem, westchnęła i oddaliła się pospiesznie.
…Kiedyś razem z przyjaciółką, spacerując po mieście podczas wakacji, przypadkiem zaglądnęliśmy na teren obcego zakładu opiekuńczego. Mieliśmy po szesnaście lat, cieszyliśmy się letnią swobodą i szukaliśmy przygód.
Usiedliśmy z Marysią na wygodnej ławce. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Nie zauważyliśmy nawet, jak podeszło do nas dwóch chłopaków.
Cześć dziewczyny! Nudzicie się? Poznamy się? jeden z nich wyciągnął do mnie rękę Wojtek.
Odpowiedziałem:
Malwina. A to moja przyjaciółka Marysia. A jak ma na imię twój cichy kolega?
Leon odparł spokojnie drugi.
Chłopcy sprawiali wrażenie trochę staromodnych, zbyt poprawnych. Wojtek zauważył surowo:
Malwina, czemu nosicie takie krótkie spódniczki? A Marysia ma bardzo odważny dekolt.
Oj chłopcy, nie patrzcie tam, gdzie nie powinniście, bo wam się oczy rozbiegną na boki, zaśmialiśmy się z Marysią.
Ciężko nie patrzeć. Jesteśmy przecież facetami. Palicie papierosy? dopytywał Wojtek.
Jasne, palimy, ale bez przesady żartowałem.
Wtedy z Marysią dostrzegliśmy, że coś jest nie tak z ich nogami. Wojtek poruszał się z trudem, Leon mocno utykał na jedną nogę.
Leczycie się tutaj? spytałem.
Tak. Miałem wypadek na motorze. Leon skoczył ze skały do wody, nie wyszło odpowiedział Wojtek szybkim, wyćwiczonym tonem. Niedługo nas wypiszą.
W tamtym czasie uwierzyliśmy w ich legendę. Nie wiedzieliśmy, że Wojtek i Leon są niepełnosprawni od dzieciństwa i skazani na życie w zamkniętym zakładzie. My z Marysią byliśmy dla nich prawdziwym powiewem wolności.
Każdy miał przygotowaną swoją historię wypadek, niefortunne lądowanie, bójka… Wojtek i Leon okazali się niezwykle interesujący, oczytani, dojrzali jak na swój wiek.
Zaczęliśmy odwiedzać ich w każdą niedzielę. Po części było nam ich żal, chcieliśmy rozświetlić im dni, a po części sami mogliśmy się od nich wiele nauczyć.
Nasze wspólne spotkania stały się tradycją. Wojtek dawał mi kwiaty zerwane z rabaty przed domem, Leon przynosił Marysi własnoręcznie zrobione origami, wręczał je jej speszony.
Potem siadaliśmy razem na ławce: Wojtek tuż obok mnie, Leon z tyłu, skupiony wyłącznie na Marysi. Było widać, że podoba mu się jej towarzystwo. Gadaliśmy z chłopakami o wszystkim i o niczym.
Przyjemne, ciepłe lato minęło szybko.
Przyszła deszczowa jesień, skończyły się wakacje, czekała nas matura. Zapomnieliśmy zupełnie o Wojtku i Leonie.
…Upłynęła zima, egzaminy, ostatni dzwonek, bal absolwentów. Wreszcie nastało upragnione lato. Postanowiliśmy z Marysią odwiedzić starych znajomych. Zasiedliśmy na naszej ławce. Spodziewaliśmy się, że chłopcy zaraz do nas podejdą Wojtek z bukietem, Leon z origami. Niestety, czekaliśmy na próżno ponad dwie godziny.
Wtedy z budynku wyszła szybko dziewczyna, podeszła i wręczyła mi list od Wojtka. Otworzyłem kopertę.
Najukochańsza Malwino! Jesteś moim pachnącym kwiatem, moją nieosiągalną gwiazdą! Może nie zrozumiałaś, że zakochałem się w tobie od pierwszego spotkania. Wasze odwiedziny były dla mnie oddechem, pełnią życia. Przez pół roku bezskutecznie wypatruję cię przez okno. Zapomniałaś o mnie. Jak mi smutno! Nasze drogi się rozeszły. Dziękuję ci, że nauczyłaś mnie prawdziwej miłości. Pamiętam twój aksamitny głos, zachęcający uśmiech, delikatne dłonie. Bez ciebie źle mi, Malwinko! Chciałbym jeszcze raz cię zobaczyć! Nie mam czym oddychać
Ja i Leon skończyliśmy właśnie osiemnaście lat. Na wiosnę przeniosą nas do innego zakładu. Pewnie się już nie spotkamy. Moja dusza jest w rozsypce. Chciałbym wyleczyć się z uczucia do ciebie
Żegnaj, jedyna!
Podpis: na zawsze twój Wojtek.
W środku był zasuszony kwiatek.
Ogarnęło mnie poczucie winy. Ścisnęło mi serce, bo nic już nie mogłem zmienić. Przypomniało mi się powiedzenie jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoiliśmy.
Nie domyślałem się, ile emocji tliło się w duszy Wojtka. Nigdy nie potrafiłbym odwzajemnić jego uczucia. Nie czułem nic wzniosłego jedynie sympatię do mądrego rozmówcy. Tak, trochę z nim kokietowałem, podsycałem jego zainteresowanie, ale nie przypuszczałem, że ten niewinny flirt stanie się dla Wojtka prawdziwym ogniem.
Od tamtej pory minęło wiele lat. List Wojtka pożółkł, kwiatek rozsypał się w pył. Pamiętam nasze spotkania, beztroskie rozmowy, niepohamowany śmiech z żartów Wojtka.
Losy potoczyły się dziwnie. Przyjaciółka Marysia przejęła się historią Leona, odrzuconego przez rodzinę z powodu jego inności miał jedną nogę znacznie krótszą od drugiej. Marysia skończyła pedagogikę, pracuje w zakładzie dla niepełnosprawnych dzieci. Leon jest jej mężem, mają dwóch dorosłych synów.
O Wojtku, jak opowiadał Leon, życie się nie uśmiechnęło. Samotność była jego codziennością. Gdy Wojtek miał czterdzieści lat, przyjechała do zakładu jego matka zobaczyła syna, rozpłakała się, pokochała na nowo i zabrała go do siebie na wieś. Potem ich ślady się zgubiły
Patrząc dziś na tamte wydarzenia, wiem jedno czasem zwykła dobroć, nawet ta niewinna, budzi nadzieję tam, gdzie najmniej się spodziewamy. Trzeba uważać z uczuciami innych bo każdy gest czy słowo może rozpalić ogień, którego nie jesteśmy w stanie ugasić.



