Wiesz co, Krzysiek, aż muszę Ci o tym opowiedzieć, bo ostatnio byłem świadkiem takiej historii, że serce mi się ścisnęło. Wyobraź sobie pan Wiktor Stasiak wyszedł wieczorem na balkon swojego mieszkania w Warszawie, zapalił sobie papierosa i usiadł na małym stołeczku. W gardle mu się wszystko zaciskało, rozumiesz, próbował się uspokoić, ale ręce mu aż drżały. Kto by pomyślał, że kiedyś w jego własnym mieszkaniu zabraknie dla niego miejsca?
Nagle wpadła na balkon jego córka Jagoda, starsza z dwóch córek. W typowo polskim stylu, bez ceregieli, rzuciła:
Tata! Przestań się dąsać i popadać w takie nastroje! Przecież nie proszę o wiele… Oddaj nam swoją sypialnię i wszystko będzie dobrze. Jak nie masz litości dla mnie, to pomyśl chociaż o wnukach. Za chwilę chłopaki idą do szkoły, a muszą spać z nami w jednym pokoju…
A Wiktor tylko westchnął:
Jagoda, ja nie pójdę do żadnego domu opieki. Jak wam tu ciasno, to przeprowadźcie się do mamy Michała ona sama mieszka w trzypokojowym. I dla was, i dla dzieciaków będzie miejsce.
Wiesz dobrze, że z teściową nigdy się nie dogadam! ryknęła Jagoda i trzasnęła drzwiami od balkonu.
Wiktor pogłaskał swego starego psa Azora, który był z rodziną przez wiele lat. Łzy same mu leciały, jak tylko pomyślał o nieżyjącej żonie, Natalii. Zmarła pięć lat temu, zostawiając go zupełnie samego. Czuł się jak sierota, choć przecież miał bliskich. Przeszli z Natalią przez życie razem nie mógł uwierzyć, że mimo córki i wnuków czeka go samotna starość.
Jagodę wychowywali z sercem, jak to w polskiej rodzinie, starali się dać jej wszystko, co najlepsze. A teraz ich córka wyrosła na egoistkę patrzysz i nie poznajesz własnego dziecka…
Azor aż jęknął cicho i położył się koło nóg Wiktora. Zawsze czuł, kiedy jego pan się martwił i sam przez to cierpiał.
W tym momencie do pokoju wszedł ośmioletni wnuk:
Dziadku, ty chyba nas wcale nie kochasz?
Wiktor zamarł:
Co ty opowiadasz, maluszku? Kto ci takie głupoty nagadał?
Czemu nie chcesz się wyprowadzić? Czemu nie oddasz mi i Tomkowi pokoju? Jesteś taki samolubny! przyszedł z tekstami, jakby powtarzał za matką.
Wiktor chciał wyjaśnić, ale widział, że Jagoda już dziecko ustawiła.
Dobrze. Przeprowadzę się powiedział bez życia. Oddam wam ten pokój.
Nie było już wyjścia. Czuł, że wszyscy go mają dosyć zięć już dawno z nim nie rozmawiał, wnuk ma pretensje o pokój, a Jagoda się go pozbywała…
Naprawdę się zgodzisz, tato? wpadła do pokoju rozradowana Jagoda.
Naprawdę odpowiedział cicho. Tylko obiecaj, że nie skrzywdzisz Azora. Czuję się jak zdrajca…
Przestań! Będziemy się nim opiekować, wyprowadzać na spacer codziennie, a w weekendy przyjedziemy do ciebie razem z Azorem obiecała córka. Załatwiłam ci świetny dom seniora, zobaczysz, będzie ci się podobać.
I wyobraź sobie, dwa dni później Wiktor musiał opuścić dom, i to nie do żadnego fajnego pensjonatu, tylko do zwykłego państwowego domu opieki, gdzie czuć było wilgoć i wszystko wyglądało jak z lat osiemdziesiątych. Jagoda go oszukała miało być komfortowo, a była zwykła placówka dla staruszków, gdzie każdy czuł się trochę samotny.
Wiktor wypakował swoje rzeczy, zszedł do ogrodu i przysiadł na ławce. Patrzył na innych pensjonariuszy i miał wrażenie, że taki los go czeka bezradny i niepotrzebny…
Obok niego usiadła sympatyczna, starsza pani:
Pierwszy dzień? zagadnęła.
Tak tylko westchnął.
Nie martw się. Sama na początku płakałam, później się przyzwyczaiłam. Mam na imię Walentyna.
Wiktor przedstawił się. To dzieci pani tutaj umieściły?
Nie, to mój bratanek. Nie miałam dzieci, więc mieszkanie chciałam mu zapisać, a on mnie tu umieścił. Dobrze, że nie na ulicę, chociaż tyle…
Rozmawiali do późna wspominali młodość, swoje dawne miłości. A następnego dnia, zaraz po śniadaniu, znów poszli na spacer.
Walentyna była jego jedyną radością w tym miejscu. Resztę czasu Wiktor spędzał na świeżym powietrzu, a w stołówce jadł tylko tyle, żeby jakoś przetrwać.
Czekał na córkę. Myślał, że Jagoda może się w końcu stęskni, zabierze go do domu. Ale mijały tygodnie i nic. Czasami próbował zadzwonić, zapytać o Azora, ale nikt nie odbierał.
Pewnego dnia, pod wejściem do domu seniora zobaczył sąsiada z dawnej klatki Stefana Heleniaka. Stefan ucieszył się na widok Wiktora:
A, tu się pan podziewa! A Jagoda mówiła, że pan wyjechał do wsi, odpoczywać. Od razu coś mi nie pasowało Azor siedzi pod blokiem, pana nie ma, a córka tylko tłumaczy, że wszystko w porządku. O psa zapytałem powiedziała, że już stary i pan nie chce się nim zajmować. Co tu się dzieje, panie Wiktorze?
Wiktor opowiedział wszystko o “przeprowadzce” do domu seniora, oddaniu mieszkania, zostawieniu Azora
Ja tylko chcę wrócić do domu, synku szepnął Wiktor.
Stefan był prawnikiem, wiesz, i prowadził podobne sprawy. Od razu się zainteresował:
Pan się nie wymeldował? zapytał.
Nie, chyba nie Chyba że Jagoda coś sama pokombinowała, już nie wiem, na co ją stać
Proszę się pakować, zabieram pana do siebie. Tak nie może być! powiedział Stefan.
Wiktor zbiegł po rzeczy, a za drzwiami spotkał Walentynę.
Walentynko, wyjeżdżam. Sąsiad się mną zajmie. Córka wywaliła psa na ulicę i wynajęła mieszkanie, takie czasy… powiedział.
A ja? zmartwiła się Walentyna.
Nie martw się. Jak załatwię sprawę, przyjadę po ciebie obiecał Wiktor.
Dobrze Poczekam dziesięć minut? nie kryła wzruszenia.
Wiktor nie mógł wrócić do mieszkania, bo Jagoda już oddała je najemcom i sama zamieszkała u teściowej. Stefan jednak pomógł w odzyskaniu mieszkania udało się rozwiązać wszystko zgodnie z prawem.
Dziękuję Ci, chłopie mówił wzruszony Wiktor. Ale co dalej? Jagoda nie odpuści, dopóki mnie nie wypędzi
Jest wyjście zaproponował Stefan. Sprzedamy mieszkanie, oddajemy córce jej część, a za resztę znajdziemy panu domek na Mazurach albo pod Krakowem. Spokojnie, wsi spokojna, wsi wesoła.
Ależ świetny pomysł! ucieszył się Wiktor.
Po trzech miesiącach zamieszkał już w swojej małej chacie na wsi. Stefan pomagał mu we wszystkim, a Azor z nim oczywiście.
I jeszcze jedno, Wiktor miał prośbę:
Odbierzmy Walentynę, ona nie ma dokąd iść. Obiecałem jej.
Podjechali pod dom seniora. Walentyna siedziała na ławce, wzrok w dal, smutna.
Walentynko! Azor i ja przyjechaliśmy po ciebie. Mamy dom na wsi, świeże powietrze, jezioro, jagody i grzyby. Jedziesz z nami? uśmiechnął się Wiktor.
A jak ja pojadę? była zaskoczona.
Po prostu wstaniesz z ławki i pójdziesz z nami, koniec gadania! roześmiał się Wiktor.
Poczekasz chwilę? zapytała wzruszona.
Oczywiście! uśmiechnął się.
I powiem ci, co by się nie działo, są jeszcze w Polsce dobrzy ludzie. Wiktor i Walentyna mają to swoje miejsce na ziemi i wierzę, że będą jeszcze szczęśliwi, bo w naszym kraju dobroć nadal wygrywa z zawiścią.



