Zdrada w biurze: Jak młoda koleżanka próbowała „wygryźć” doświadczoną Sofię z działu logistyki – historia o zaufaniu, ambicjach i gorzkich konsekwencjach w polskiej firmie

Pani Bożeno, proszę poznać. To Jagoda, nasza nowa pracownica. Będzie pomagać w waszym dziale.

Bożena oderwała wzrok od monitora i dostrzegła młodą dziewczynę, ledwie po dwudziestce. Jasne włosy spięte w starannie upięty kucyk, wesołe, choć odrobinę nieśmiałe spojrzenie. Jagoda przestępowała z nogi na nogę, ściskając do piersi cienką teczkę z dokumentami.

Bardzo mi miło powiedziała cicho Jagoda, lekko nachylając głowę. Bardzo się cieszę, że mnie przyjęto. Obiecuję, postaram się.

Szef, pan Witold Czechowski, już zbierał się do wyjścia, lecz zatrzymał się na moment w drzwiach.

Pani Bożeno, od dwudziestu lat jest pani naszą specjalistką w logistyce. Proszę wdrożyć Jagodę w obowiązki, pokazać system, trasy, pracę z przewoźnikami. Za miesiąc musi już samodzielnie prowadzić swój odcinek.

Bożena skinęła głową, studiując nową koleżankę. Dwadzieścia trzy lata taka mogłaby być jej córka, gdyby los inaczej się potoczył. Swoje pięćdziesiąt pięć lat przeżyła samotnie mężczyzna się nie trafił, dzieci nie było. Została jej praca, mieszkanie z śpiewem pelargonii na oknie i kot Gryzek.

Siadaj tutaj wskazała sąsiednie biurko. Zaraz wszystko wyjaśnię.

W pierwszym tygodniu Jagoda myliła kody przewoźników i zapominała wprowadzać dane do rejestru. Bożena cierpliwie poprawiała, znów tłumaczyła, szkicowała schematy na kartkach.

Zobacz, tutaj wpisałaś Kraków, a transport idzie do Krosna. To prawie czterysta kilometrów różnicy.

Policzki Jagody płonęły rumieńcem wstydu, przepraszała i natychmiast poprawiała. I znów popełniała błąd, lecz już w innym miejscu.

W połowie drugiego tygodnia było coraz lepiej. Jagoda chwytała w lot, zapisywała każde słowo Bożeny do podniszczonego notesika z kotami na okładce.

Pani Bożeno, a dlaczego nie korzystamy z tego przewoźnika? Mają tanio.

Bo dwa razy zawalili terminy. Renoma jest ważniejsza niż rabat, zapamiętaj.

Jagoda kiwnęła głową, notując sumiennie. Nagle spytała:

Piecze pani te drożdżówki sama? Tak pachnie z pani pojemnika!

Bożena uśmiechnęła się pod nosem. Następnego dnia przyniosła większy pojemnik z kapuśniakami. Jagoda wcinała je w czasie przerwy z takim zachwytem, jakby to było coś najbardziej niezwykłego.

Moja babcia takie robiła Jagoda skrzętnie zgarniała okruszki. Zmarła dwa lata temu, bardzo za nią tęsknię…

Bożena odruchowo położyła dłoń na chudych palcach Jagody. Dziewczyna nie cofnęła się, przeciwnie odpowiedziała wdzięcznym uśmiechem.

Potem było jeszcze ciasto z jabłkami, ciasteczka z twarogiem, miodownik, który Jagoda ochrzciła najlepszym w swoim życiu. Bożena łapała się na tym, że piecze coraz więcej specjalnie, by mieć czym poczęstować. W sercu rozgościło się dawno nieodczuwane ciepło.

Pani Bożeno, czy mogę zapytać o radę? Nie o sprawy służbowe.

Pytaj.

Chłopak się oświadcza, ale jesteśmy razem dopiero pół roku. Myśli pani, że to za wcześnie?

Bożena odłożyła dokumenty, długo patrzyła w spięte troską oczy Jagody.

Jeśli masz wątpliwości to za wcześnie. Jak spotkasz tego jedynego, nie będziesz musiała pytać.

Jagoda wypuściła powietrze z wyraźną ulgą, jakby ktoś zdjął jej z barów ciężar.

Pod koniec trzeciego tygodnia dziewczyna już samodzielnie rozmawiała z przewoźnikami, sprawdzała trasy, wychwytywała cudze przeoczenia. Bożena patrzyła na nią z cichą dumą udało się. Wychowała.

Pani mi jest jak mama powiedziała kiedyś Jagoda. Tylko lepsza. Moja tylko krytykuje, a pani dodaje otuchy.

Bożena zamrugała, odwróciła się do okna.

Oj tam. Do roboty wracaj.

Ale do końca dnia nie schodził jej z twarzy uśmiech.

Jagoda rozkwitła przez ten miesiąc. Bożena widziała, jak pewnie prowadzi rozmowy telefoniczne, jak sprawnie obsługuje wnioski, jak dobrze radzi sobie w programie. Uczennica przerosła oczekiwania.

…Na piątkowej naradzie pan Czechowski wyglądał gorzej niż zwykle. Siedział na czele stołu, kręcił w palcach długopis i długo milczał, zanim przemówił.

Sytuacja nieciekawa objął wzrokiem zebranie. Rynek siadł, trzech dużych klientów odeszło do konkurencji. Zarząd postanowił cięcia.

Bożena zerknęła na kolegów. Każdy rozumiał, co oznacza “cięcia”. Zwolnienia.

W ciągu miesiąca będą decyzje w każdym dziale kontynuował Czechowski. Na razie pracujemy jak zwykle.

Po naradzie Bożena wróciła do biurka, znad monitora ukradkiem rzuciła okiem na Jagodę. Siedziała nieruchomo, wpatrzona w ekran, dłoń zamarła nad klawiaturą.

Pięćdziesiąt pięć lat. Bożena znała te kalkulacje. Jej pensja jedna z wyższych w dziale. Staż duży, więc i odprawa niemała. Idealna kandydatka do zwolnienia w oczach księgowej. Boleśnie, przykro, lecz sobie poradzi. Emerytura blisko, oszczędności są, mieszkanie dawno spłacone.

A Jagoda… Dziewczyna bardzo się zmieniła. Przestała rozmowna być na obiedzie, nie prosiła już o dokładkę ciasta, a kiedy Bożena coś mówiła patrzyła gdzieś za nią.

Jagoda, co się dzieje? Bożena przysiadła na brzegu jej biurka. Martwisz się przez zwolnienia?

Dziewczyna wzdrygnęła się, z trudem się uśmiechnęła.

Nie, wszystko w porządku. Po prostu trochę zmęczona jestem…

Ale Bożena widziała wcale nie w porządku. Biedactwo. Ledwie się urządziła i już to. Niesprawiedliwe.

Dwa tygodnie przeciągały się w nerwowej niecierpliwości. Koledzy szeptali w kątach, obstawiali, kto pójdzie pierwszy. Jagoda pracowała w ciszy, skupiona. Bożena kilka razy napotkała jej dziwne spojrzenie, lecz zrzucała to na ogólną nerwowość.

W czwartek po obiedzie mignęła wiadomość: “Pani Bożeno, proszę do gabinetu dyrektora”.

Bożena poprawiła marynarkę i podniosła się. No to już wszystko jasne. Dwadzieścia lat w firmie i koniec. Była gotowa na tę rozmowę.

Pchnęła drzwi i zamarła.

W fotelu naprzeciw Czechowskiego siedziała Jagoda. Plecy proste, teczka na kolanach, twarz nieprzenikniona.

Proszę wejść, usiąść szef machnął ręką. Musimy omówić poważną sprawę.

Bożena opadła na krzesło, przenosząc wzrok z szefa na Jagodę. Dziewczyna nie patrzyła w jej stronę.

Jagoda bardzo się starała Czechowski rozłożył przed sobą papiery. I wykryła poważne błędy. W pani pracy, pani Bożeno.

Bożenie odebrało dech. W myślach nie mogła tego objąć: Jagoda, notes w kotki, słowo “błędy”. Ta sama, która zjadała jej drożdżówki i pytała o radę w sprawie ślubu.

Przeanalizowałam dokumentację z ostatnich ośmiu miesięcy odezwała się w końcu Jagoda, nie patrząc na Bożenę, tylko na Czechowskiego, jakby ta nie istniała. Znalazłam jedenaście poważnych rozbieżności. Złe kody tras, nieścisłości w dokumentach, pomyłki w datach.

Otworzyła teczkę, wyjęła kartki z tabelkami, wyróżnione żółtym zakreślaczem wiersze. Bożena poznała własne pismo na marginesach.

Sądzę, że lepiej sobie poradzę z tym odcinkiem Jagoda mówiła równo, rzeczowo, niczym czytając regulamin. Pani Bożena to doświadczona pracownica, lecz wiek robi swoje. Dla firmy lepiej zostawić mnie niższa pensja, lepsza wydajność. To tylko rachunek.

Czechowski wsparł się na krześle, postukał palcami o blat.

I co pani ma na swoją obronę, pani Bożeno?

Bożena powoli wstała, zbliżyła się do stołu, przejrzała dokumenty. Przeczytała na szybko zaznaczone fragmenty. Błędy, które nie były błędami.

Nie zamierzam się tłumaczyć odłożyła papiery. Po dwudziestu latach wiem jedno: w tej pracy nie da się być perfekcyjnym na każdym kroku. Liczy się efekt. Transporty docierają na czas, klienci zadowoleni, pieniądze są na koncie.

Ale takie pomyłki mogą wszystko zawalić! Jagoda pochyliła się, po raz pierwszy w głosie wyczuła Bożena emocje. Ja się staram dla firmy, chcę pomóc!

Czechowski uśmiechnął się z wysiłkiem. Bez złości, bardziej z rezygnacją człowieka, który już wiele widział.

Wie pani kogo nie chcemy, Jagodo? Tych, którzy podkładają nogę kolegom dla własnej korzyści.

Oblicze Jagody zbladło.

Te “błędy” doskonale znam podjął Czechowski. To nie pomyłki. To doświadczenie zbierane latami. Pani Bożena umie ominąć papierologię tam, gdzie system kuleje. Na papierze wychodzi z tego naruszenie procedury. W praktyce fach. Pani jeszcze tego nie rozumie.

Jagoda zacisnęła nerwowo dłonie na podłokietniku.

Dwa tygodnie i koniec zatrzasnął segregator Czechowski. Wniosek na biurko do końca dnia.

Proszę… dziewczynie załamał się głos. Nie chciałam… Mam kredyt, dopiero co zaczęłam…

Trzeba było myśleć wcześniej. Możesz iść.

Jagoda zerwała się, teczka wypadła z rąk, papiery rozsypały się po podłodze. Zaczęła gorączkowo je zbierać, ukrywając mokrą od łez twarz.

Drzwi zamknęły się cicho, niemal bezgłośnie.

No widzi pani, pani Bożeno pokręcił głową Czechowski prawie panią podsiadła ta dziewczyna. Żmiję pani na piersi hodowała.

Bożena milczała. W sercu miała pustkę i echo.

Pracuje pani do końca, póki firma się nie rozleci dodał. Takich ludzi się nie wypuszcza. Rozumie pani?

Skinęła głową i wyszła.

Jagoda siedziała przy swoim biurku, wpatrzona w ekran. Kiedy Bożena przechodziła obok, dziewczyna spojrzała z ukosa wzrok twardy, rozżalony spod wilgotnych rzęs.

Bożena nie odwróciła się, usiadła do własnego biurka, otworzyła system.

Drożdżówki w pojemniku na parapecie zostały nietknięte do samego wieczora.

Rate article
Fajna Tajna
Zdrada w biurze: Jak młoda koleżanka próbowała „wygryźć” doświadczoną Sofię z działu logistyki – historia o zaufaniu, ambicjach i gorzkich konsekwencjach w polskiej firmie