Ona po prostu manipuluje moim mężem! oburzała się Agata.
Agata patrzyła na telefon, czując, jak znajome już irytujące uczucie narasta w środku.
Marek dzwonił już trzeci raz tego wieczora.
Agatko, proszę cię, wybacz mi… głos miał zmęczony, przepraszający, tak dobrze jej znany. Wiem, mieliśmy iść do teatru, ale… No wiesz, Magda mówi, że Filip ma gorączkę, czterdzieści stopni. Sama sobie nie radzi. Rozumiesz chyba?
Agata rozumiała.
Aż za dobrze.
Marek, mamy już bilety powiedziała spokojnie, choć w środku wszystko się gotowało. Ponad miesiąc czekaliśmy na ten spektakl!
Wiem, kochanie. Nadrobię wszystko, przysięgam. Ale przecież to dziecko, nie zostawię go tak po prostu.
Odłożywszy telefon, Agata zadzwoniła do przyjaciółki.
Lena, wyobrażasz sobie?! chodziła po pokoju nerwowo. Znowu! Trzeci raz w tym miesiącu! Raz syn chory, raz Magdzie auto stanęło, raz coś innego…
Aga, a może naprawdę syn choruje? zaproponowała ostrożnie Lena.
No pewnie, że tak! Agata opadła na kanapę. Wiem o tym. Dzieci często chorują, norma. Ale co jest nie tak? Czemu zawsze do niego dzwoni? Nie ma rodziców? Znajomych?
Eee…
Nie eee! Agata zerwała się. Ona po prostu nim manipuluje! Marek jest dobry, nie widzi tego. Ona wie, że rzuci wszystko i pobiegnie. I wykorzystuje to!
Lena cicho westchnęła do słuchawki.
A na pewno problem jest w niej?
A w kim innym?! Agata zamilkła.
No nie wiem… Pomyśl sama. Jeśli kobieta wciąż dzwoni do byłego męża, a ten zawsze do niej biegnie kto kogo używa?
Agata otworzyła usta, zamknęła. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł jej po plecach.
Lena, daj spokój… powiedziała ostro. Marek jest po prostu odpowiedzialnym ojcem. Nie zostawi syna!
Dobrze, dobrze zgodziła się prędko Lena. Tylko tak rzuciłam.
Ale to tak po prostu wbiło się jak drzazga. Mała, ostra, nie do wyrwania.
Marek wrócił późno. Zmęczony, rozkojarzony, ze skruchą na twarzy.
Wybacz mi, głupcze objął ją od tyłu, opierając głowę o jej ramie. Kupię ci nowe bilety, na najlepsze miejsca. Obiecuję.
Agata milczała. Patrzyła w okno i myślała: ile już było takich obietnic? Pięć? Dziesięć? Dwadzieścia?
I wciąż: Ty rozumiesz.
Rozumiem myślała Agata. Tylko nie wiem już, co właściwie rozumiem.
Potem zaczęły się drobiazgi.
Na początku ledwo zauważalne, jak kurz na półce: niewidoczny, ale przetrzesz palcem i już jest. Srebrzysty ślad.
Agata zauważyła, że Marek dziwnie zaczął ukrywać telefon. Kiedyś odkładał go wszędzie na stół, kanapę, w łazience. Ostatnio nosił go stale przy sobie. Nawet idąc po wodę do kuchni.
Marek, czemu nosisz telefon non stop? spytała pewnego wieczoru lekkim tonem.
Hę? zadrżał. Ot, przyzwyczajenie z pracy… Zawsze ktoś dzwoni.
No dobrze.
Potem przez przypadek zajrzała w jego kalendarz w telefonie chciała wpisać datę ich teatru (tego, z którego wtedy zrezygnowali) i dostrzegła: Odebrać Filipa z przedszkola 16:00, Zawieźć Magdzie papiery do auta, Zadzwonić do M. w sprawie szczepienia.
M. to Magda.
Marek, powiedziała przy kolacji, mieszając herbatę aż cukier się rozpuścił, pamiętasz, kiedy mam obronę pracy magisterskiej?
Podniósł wzrok znad talerza.
Magisterki? Eee, w maju coś?
W marcu. Za dwa tygodnie.
Ach. Przepraszam, mam dziurę w głowie.
Dziura w głowie? Terminy Magdy pamięta co do minuty.
Były jeszcze pieniądze.
Agata przypadkiem trafiła na wydruk przelewu Marek zostawił go na stole. Trzy razy po dwa tysiące złotych. Odbiorca: M. Zielińska.
Marek zawołała Agata, pokazując wydruk. To co to?
Nie speszył się nawet. Tylko westchnął.
Mamie Filipa pomagam. Jej mama chora, leki kosztują. Potem kółko zainteresowań dla Filipa. Przecież jest sama.
Sześć tysięcy przez trzy miesiące, Marek.
I co z tego? To mój syn! Mam patrzeć, jak sobie nie radzą?!
Agata odłożyła papier na miejsce.
Jasne, że nie. Tylko… dziwne, że nic mi o tym nie powiedziałeś.
Nie to, że zapomniałem! Wiedziałem, że będziesz robić awantury.
To awantury zabrzmiało, jakby Agata była histeryczką, czepialską i zazdrosną głupią babą.
I jeszcze ta sytuacja w samochodzie.
Wsiadła na miejsce pasażera i na tylnim siedzeniu zobaczyła dziecięcy rysunek. Narysowany dom, kwiaty, słońce i trzy osoby. Tata. Mama. Filip.
Bez niej.
Agata wzięła rysunek, obejrzała. Na odwrocie, niestarannie: Tatusiowi od Filipa. Nasza rodzina.
Marek zawołała cicho.
Co?
Skąd to masz?
Spojrzał.
Ach, to Filip narysował. Fajny, co? Chłopak ma talent.
Spojrzała raz na rysunek, raz na Marka, potem znowu na rysunek.
Marek, tu jest napisane nasza rodzina.
No tak. On jest jeszcze mały. Dla niego to ja, Magda i on. Tak to widzi. Dzieci mają swoją psychikę.
Odłożyła rysunek, usiadła prosto, zapięła pasy. Całą drogę milczała.
Potem Magda zaczęła się pojawiać osobiście.
Raz po rzeczy Filipa, co zostały u Marka. Innym razem by pogadać o wakacjach. Innym przechodziłam, to wpadłam.
Magda była miła, spokojna, uprzejma.
Cześć, Agata! mówiła, jakby były koleżankami. Nie przeszkadzam? Marek w domu?
Po jej wizytach Marek stawał się zamknięty, rozkojarzony, patrzył w dal i odpowiadał półsłówkami.
Co się dzieje? pytała Agata.
Nic. Zmęczony jestem.
Coraz częściej czuła się jak ta trzecia niepotrzebna, zawadzająca.
Aż pewnego razu przypadkiem usłyszała rozmowę przez telefon.
Marek był w łazience. Myślał, że drzwi są zamknięte. Ale nie były. Agata usłyszała:
Magda, nie płacz… Przecież mówiłem, pomogę… Oczywiście, że pomogę. Zawsze możesz na mnie liczyć.
Głos czuły, cichy. Prawie intymny.
Odeszła od drzwi. Usiadła na kanapie. I zrozumiała.
Nikt Markiem nie manipuluje.
On sam nie zamyka tej furtki.
Bo mu tak wygodnie.
Agata przez kilka dni nic nie mówiła.
Nie krzyczała, nie robiła scen. Po prostu patrzyła i słuchała. Jak naukowiec oglądający pod mikroskopem rzadkiego owada chłodno, spokojnie.
I zauważyła:
Marek znał grafik Magdy lepiej niż jej Agaty. Wiedział, kiedy Filip ma przedszkole, kółka zainteresowań, kiedy Magda idzie do lekarza. W jego kalendarzu wszystko zapisane. O obronie Agaty zapomniał.
Ciągle do kogoś pisał wiadomości, telefon brzęczał, a Marek od razu odczytywał, szybko odpowiadał, a na jego twarzy pojawiał się wyraz… jakby odpowiadał na coś zakazanego.
Pewnego wieczoru telefon zadzwonił, gdy Marek był pod prysznicem. Agata spojrzała na ekran.
Magda.
Automatycznie odebrała.
Marek? głos Magdy drżał, prawie szlochała. Mareczku, możesz przyjechać? Tak mi źle… Nie wiem, do kogo się zwrócić.
Agata milczała.
Marek? Słyszysz mnie? Nie dam sobie już rady sama. Jesteś zawsze najbliżej…
Agata rozłączyła się, odłożyła telefon. Usiadła na kanapie i… zaczęła się śmiać.
Boże, jaka ona naiwna.
Marek wyszedł spod prysznica mokry, owinięty w ręcznik.
Dzwoniła do ciebie Magda powiedziała cicho.
Zastygł.
Odebrałaś?!
Tak. Agata wstała, spojrzała mu w oczy. Płakała. Mówiła, że źle się czuje, że byłeś zawsze przy niej.
Zamilkł. Szukał wymówki. Widać to było jak na dłoni.
Agata, rozumiesz… Magda ma trudny czas. Nikogo nie ma. Tylko ja. Nie mogę jej zostawić!
Zostawić? Agata uśmiechnęła się gorzko. Marek, rozwiedliście się cztery lata temu. To nie twoja żona. To była żona. Już ją zostawiłeś. Dawno temu.
Ale mamy wspólnego syna!
I co to znaczy? stanęła o krok bliżej. Że musisz być przy niej za każdym razem, gdy powie Filip? Że przelewasz jej potajemnie pieniądze? Że znasz jej grafik na pamięć?
To przesada!
Ja przesadzam?!
Coś w niej pękło. Chwyciła torbę, zaczęła pakować kilka rzeczy.
Marek, długo wierzyłam, że to ona jest winna. Że tobą manipuluje. Że gra synem. Że nie odpuszcza. Ale prawda jest taka, że problem jest w tobie. Sam na to pozwalasz. A nawet tego chcesz. Bo tak ci wygodniej. Masz dwie kobiety: byłą, która prosi, i obecną, która wytrzymuje. I nie wybrałeś, bo tak ci łatwiej.
Agata, nie odchodź…
Ja nie odchodzę powiedziała cicho. Ja wychodzę. Z tego trójkąta, gdzie zawsze jestem na końcu. Nie walczę z twoją byłą żoną. Po prostu przestaję grać w waszą grę.
Marek stał bezradnie pośrodku pokoju mokry, zagubiony, żałosny.
Agatko, porozmawiajmy
Nie ma o czym Agata włożyła kurtkę. Ty już dawno wybrałeś. Ja po prostu byłam ślepa. Ale przejrzałam na oczy.
Otworzyła drzwi.
Żegnaj, Marku. Przekaż Magdzie, że teraz może dzwonić kiedy zechce.
Drzwi zamknęły się cicho.
Miesiąc później Agata siedziała z Leną na kawie.
Jak się czujesz? spytała przyjaciółka.
Dobrze Agata się uśmiechnęła. Naprawdę dobrze.
I mówiła prawdę. Pierwszy tydzień był trudny bolało, chciało się jeszcze zadzwonić, wrócić. Ale wytrzymała. Wynajęła małą kawalerkę, dorabiała, obroniła magisterkę.
Marek dzwonił. Często. Pisał długie, pogmatwane SMS-y przepraszał, tłumaczył się, prosił o jeszcze jedną szansę.
Agata, przepraszam. Wszystko zrozumiałem. Miałaś rację. Zacznijmy od nowa.
Agata nie odpisała. Wiedziała zaczynać od nowa nie ma sensu. Problem nie tkwi w Magdzie. Problem jest w nim. Dopóki tego nie pojmie, nic się nie zmieni.
A on? Lena pytała.
Kto? zamrugała Agata.
Marek, a kto.
A, nie wiem. Nie mamy kontaktu.
Lena przez chwilę milczała.
Nie żałujesz?
Agata pomyślała. Czy żałuje? Nie. Dziwne, ale nie. Czuła raczej ulgę, jakby zdjęła z pleców ciężki plecak.
Podjęłam decyzję dopiła kawę. Za siebie i za niego.
Lena się uśmiechnęła.
Jestem z ciebie dumna.
Daj spokój Agata machnęła ręką. Po prostu dorosłam.
Marek został sam.
Magda, co ciekawe, szybko przestała dzwonić. Bez Agaty jako widza cała zabawa straciła sens. A gdy Marek próbował odzyskać dawną bliskość, z Magdy padła odpowiedź sucha i stanowcza.
Sam wybrałeś kiedyś ją powiedziała spokojnie. Żyj z tym wyborem. Ja swoje życie już poukładałam. Pomocy mi nie potrzeba.
Marek próbował odzyskać Agatę. Czekał pod jej blokiem, pod pracą, pisał długie listy. Ale ona była nieugięta.
Marek, zostaw mnie w spokoju powiedziała mu po raz ostatni. I siebie zostaw. My nie pasujemy do siebie. Ty chcesz wiecznie żyć na dwa fronty. Ja wolę jedną, ale prawdziwą miłość.
Agata szła wieczorną Warszawą, rozmyślając, jak dziwnie układa się życie. Tak bardzo bała się samotności, tak bardzo bała się stracić Marka. A gdy go straciła zrozumiała, że nie straciła nic.
Bo ktoś, kto nie umie dokonać wyboru, nie jest w stanie dać nic prawdziwego.
A ona zasługiwała tylko na prawdę.
Pamiętajmy nie warto być tą osobą, która wiecznie czeka na czyjś wybór. Szanujmy siebie i miejmy odwagę żyć własnym, szczerym życiem.



