Mama, uśmiechnij się
Słuchaj, muszę ci się do czegoś przyznać kiedy byłam mała, nie znosiłam, jak sąsiadki wpadały do nas i prosiły mamę, żeby zaśpiewała jakąś piosenkę.
Zośka, śpiewaj, masz taki ładny głos! I jak ci z tańcem dobrze idzie! podpuszczały, a mama zaraz głośno wyciągała nutę, sąsiadki wtórowały, a czasami to już cała chata tańczyła na podwórku.
Wtedy mieszkaliśmy pod Warszawą, w naszym domu. Byłam wtedy piątoklasistką, mój młodszy brat Staś chodził do drugiej klasy. Mama była bardzo wesoła i towarzyska jak już sąsiadki wracały do siebie, zawsze odprowadzała je do furtki i wołała:
Przychodźcie częściej, fajnie się posiedziało!
Nie wiem, czemu mi się to nie podobało chyba się zwyczajnie wstydziłam. Aż raz się zebrałam i powiedziałam:
Mamo, proszę, nie śpiewaj i nie tańcz więcej przy wszystkich Jakoś głupio mi. Sama nie rozumiałam, czemu tak czuję.
Nawet teraz, gdy sama jestem matką, nie umiem tego tak naprawdę wyjaśnić. Mama tylko pogłaskała mnie po głowie i powiedziała:
Zosieńko, nie wstydź się, kiedy śpiewam. Wręcz przeciwnie ciesz się, bo wiem, że nie wiecznie będę młoda i wesoła.
Nie myślałam wtedy o tym, jak bywa trudno w życiu, że nie każdemu dane jest być radosnym cały czas.
W szóstej klasie, gdy Staś był drugoklasistą, nasz tata odszedł. Spakował się i wyszedł z domu na zawsze. Nie miałam pojęcia, co się stało między mamą i tatą. Kilka lat później, gdy byłam nastolatką, spytałam wprost:
Mamo, dlaczego tata od nas odszedł?
Dowiesz się, jak dorośniesz odparła.
Dopiero potem dowiedziałam się samych szczegółów. Mama wróciła do domu w środku dnia zapomniała portfela z pieniędzmi do zakupów a drzwi były otwarte, choć tata powinien być w pracy. Weszła do środka i… no, zobaczyła tatę w łóżku z inną kobietą. Ta Krysia mieszkała dwie ulice dalej.
Tata wieczorem wrócił do domu, było ostro. Staś i ja jeszcze bawiliśmy się na trzepaku, nic nie słyszeliśmy.
Zabieraj swoje rzeczy, masz wszystko spakowane w pokoju i wynoś się. Nie wybaczę ci zdrady usłyszał tata.
Tata jeszcze próbował coś tłumaczyć:
Zośka, daj spokój, głupio wyszło, zapomnijmy dzieci przecież mamy
Wynoś się tylko tyle.
Wziął tobołki i wyszedł. Mama stała za rogiem domu, nie chciała więcej na niego patrzeć bolało ją to za bardzo.
Poradzimy sobie jakoś ze Stasiem. Nie wybaczę mu tego, ale damy radę płakała w poduszkę.
I została sama z dwójką dzieci. Pracowała gdzie tylko się dało: rano sprzątała biura, nocami w piekarni w Grodzisku. Nie dosypiała. Uśmiech na stałe zniknął jej z twarzy.
Mimo wszystko, pozwalała nam widywać się z tatą, bo mieszkał ledwie parę domów dalej z Krysią. Krysia miała syna w wieku Stasia, nawet chodzili razem do szkoły. Do ojca chodziliśmy na chwilę, grać na podwórku, ale jeść zawsze szliśmy do siebie. Krysia nas na obiad nigdy nie zaprosiła.
A czasem syn Krysi przylatywał z nami do naszego domu, a sąsiedzi się patrzyli z ukosa. Mama karmiła wszystkich, nie miała nic przeciwko pasierbowi. Ale ja nie pamiętam już uśmiechu na jej twarzy była dobra, troskliwa, ale coraz bardziej zamknięta w sobie.
Potem, po szkole przychodziłam do domu i strasznie chciałam, żeby mama pogadała ze mną jak dawniej. Opowiadałam jej o lekcjach, szkolnych żartach.
Mama, wyobraź sobie, że Grzesiek przytachał kota do klasy i ten cały czas miauczał na lekcjach. Pani nie wiedziała, kto to i ochrzaniła Grześka. A potem jak zobaczyła, że to kot w tornistrze, wywaliła go do domu!
Hm, ciekawe mruknęła tylko mama.
Widziałam, że nic jej nie cieszy, często w nocy słyszałam, jak płakała. Stała godzinami przy oknie, zapatrzona w jeden punkt. Dorastając, zaczęłam rozumieć:
Była wykończona. Cały dzień na nogach, dwie prace, w nocy prawie nie spała, pewnie jeszcze witamin jej brakowało. Robiła, co mogła, by ze Stasiem mieli czyste, ładne i wyprasowane rzeczy. Zawsze byliśmy jak spod igły ubrani.
A wtedy tak bardzo chciałam powiedzieć: Mama, uśmiechnij się Tak dawno nie widziałam twojego uśmiechu.
Mama nas kochała po swojemu. Rzadko przytulała, czasem pochwaliła za naukę albo że nie sprawiamy kłopotów. Gotowała pysznie, dbała o porządek. Czułam jej miłość najbardziej, gdy zaplatała mi warkocze głaskała mnie po głowie, taka smutna i przygarbiona. Zęby szybko zaczęły jej wypadać, ale nigdy nie wstawiła nowych.
Po podstawówce nawet nie rozważałam studiów, nie chciałam zostawiać jej samej. Zatrudniłam się w sklepie za rogiem. Każda złotówka się liczyła, żeby pomóc mamie. Staś szybko rósł i potrzebował nowych butów, kurtek.
Raz do sklepu przyszedł Tomek nie z naszej wsi, tylko z innej pod Pruszkowem. Był ode mnie dziewięć lat starszy i bardzo się na mnie zapatrzył:
Jak masz na imię, śliczna dziewczyno? Chyba nowa jesteś, wcześniej cię tu nie widziałem.
Zosia, i ja pierwszy raz pana widzę.
Mieszkam w Malichach, osiem kilometrów stąd. Tomek jestem.
Zaczęliśmy się spotykać. Odwoził mnie samochodem do domu, zabierał nawet do siebie do wsi. Jego mama była bardzo chora, sam prowadził gospodarkę świniaki, krowy, kury Jego żona odeszła, zostawiła mu córkę i wyjechała do miasta.
Tomek miał duży dom, gościnny, stół zawsze zastawiony: śmietana, mięso, słodycze. Bardzo mi się tam podobało.
Zosia, wyjdź za mnie. Kocham cię i obiecuję, że będę pomagać przy mamie. Ale musisz wiedzieć trzeba się nią zajmować powiedział kiedyś.
Trochę byłam zaskoczona, ale nie miałam nic przeciwko. Praca w gospodarstwie mnie nie przerażała. “No cóż, przynajmniej się najem śmietany i mięsa” pomyślałam. Wyszeptałam “zgoda”, a Tomek był przeszczęśliwy.
Zosiu, ja cię bardzo kocham. Jestem wdzięczny, że się zgodziłaś, bo nie wierzyłem, że młoda dziewczyna zechce starszego, rozwiedzionego faceta. Obiecuję, nigdy cię nie skrzywdzę.
Po ślubie zamieszkałam u niego. Szczerze? Nawet nie chciałam już wracać do rodzinnego domu. Staś wyjechał do ciechanowskiego technikum, zjazdy robił tylko na weekendy.
Minęły lata. Byłam szczęśliwa z Tomkiem. Urodziłam dwóch synów, jeden po drugim. Miałam dwoje dzieci, pracy w domu pełno, a teściowa niestety zmarła po dwóch latach naszego wspólnego życia. Tomek większość roboty brał na siebie. Czasem mnie upominał:
Daj spokój, ciężkich rzeczy nie noś. Ja wszystko zaniosę, twoje to tylko krowy wydoić i kury, a reszta moja broszka.
Czułam jego miłość był hojny dla mnie, dzieci to jego oczko w głowie.
Zosiu, może zawieziemy mamie mięso, śmietanę, mleko? Przecież ona wszystko musi kupować, a my mamy swoje.
Mama przyjmowała wszystko z wdzięcznością, ale jej twarz już nigdy nie rozjaśniła się uśmiechem. Nawet do wnuków była poważna, smutna. A ja co chwila myślałam, co by tu zrobić, żeby choć trochę przywrócić jej chęć życia. Tomek podsunął:
Może pogadaj z księdzem w parafii? Czasem taka rozmowa pomaga.
I faktycznie, poszłam. Ksiądz obiecał się za mamę pomodlić i doradził żebym prosiła Boga, by mama trafiła na dobrego człowieka. Często o to się modliłam.
Pewnego razu mama poprosiła mnie o pożyczkę:
Zosiu, nie dasz mi paru złotych? Zebrałam się w końcu, żeby wstawić zęby.
Mamo, przecież ci wszystko opłacę, nawet się nie pytaj!
Dałam jej brakującą sumę, chociaż uparła się, że odda.
Mijały tygodnie, nie odwiedzałam jej, rozmawiałyśmy tylko przez telefon. Mąż w tym czasie pomagał swojemu wujkowi Jankowi, który chciał przeprowadzić się z miasta do wsi. Dzieci już odchowane, a żona po prostu go wyprosiła. Tomek pomógł mu załatwić wszystko z domem i nawet czasem wpadał z wizytą, a ja tam byłam dwa razy.
Aż któregoś dnia Tomek wraca do domu i mówi:
Wiesz, wydaje mi się, że wujek Janek się zakochał i chce się ożenić! Słyszałem, jak przez telefon rozmawia z jakąś “staro-nową” sympatią
I dobrze robi! poparłam go. Jeszcze młody, dom ładny, przyda mu się gospodyni.
Niedługo potem przyszedł sam pan Janek.
Dzień dobry, chciałem was zaprosić na obiad, przeprowadzam tu moją pierwszą miłość, chodziliśmy razem do podstawówki.
Za dwa dni przyszliśmy z mężem w gości, wzięliśmy domowe ciasto. Wchodzę do domu i… nie wierzę własnym oczom. Przede mną stała moja mama. Uśmiechnięta, odmłodniała. Zarumieniła się, ale była radosna.
Mamo! Tak się cieszę Ale czemu nic nie powiedziałaś?
Nie chciałam zapeszać, jakby się nie udało
Panie Janku! śmieję się, dlaczego pan nie uprzedził?
Bałem się, że Anka się rozmyśli Ale teraz jesteśmy szczęśliwi.
Z Tomkiem byliśmy tak szczęśliwi, bo mama wróciła do życia, a na jej buzi znów był uśmiech. I wiesz, chyba naprawdę zaczęła jeszcze raz żyć
Dzięki, jeśli wysłuchałaś do końca trzymaj się i niech ci się wiedzie!



