Moja siostra prosi mnie, żebym się wyprowadziła z własnego mieszkania, bo spodziewa się dziecka. Czy to w ogóle normalne?
Dawno temu, mama i tata kupili dla mnie i mojej siostry dwupokojowe mieszkanie. Powiedzieli wtedy, że kiedyś będziemy mogły je sprzedać i wymienić na dwa osobne kawalerki, żeby każda z nas miała swoje mieszkanie.
Potem moja siostra poznała chłopaka, potem wzięli ślub. Zapytała mnie, czy nie będę mieć nic przeciwko, jeśli ona oraz jej mąż zamieszkają ze mną w naszym mieszkaniu. Zgodziłam się.
Początkowo wszystko było w porządku, aż do momentu, kiedy siostra dowiedziała się, że jest w ciąży. Od tego czasu razem z mężem nalegają, żebym się wyniosła, a w moim pokoju miałoby zamieszkać ich dziecko. Powiedzcie, czy to jest normalne? Czemu miałabym się zgodzić, skoro jestem współwłaścicielką połowy mieszkania? Studiuję, a moje dochody to tylko stypendium i praca na pół etatu. Dlaczego mam wynajmować mieszkanie? To co zarabiam, zdecydowanie nie starczy na opłacenie czynszu w złotówkach.
Na początku delikatnie sugerowali, żebym się wyprowadziła, ale teraz już mówią o tym zupełnie wprost. Siostra planuje już, gdzie postawi łóżeczko dla dziecka i jaką farbą przemalują mój pokój mówi o tym tak, jakbym tam w ogóle nie mieszkała. Ale ja nie zamierzam się wyprowadzać, bo mam swoją część tego mieszkania.
Opowiedziałam o wszystkim rodzicom. Mama tylko się zaśmiała, twierdząc, że to hormony ciążowe, że jej przejdzie i żebym nie brała tego do siebie. Ale jak mam ignorować sytuację, w której niemal codziennie próbują mnie wyrzucić z własnego domu?
Czuję się obca we własnym mieszkaniu, a moja siostra nawet nie zamierza zmienić swojego podejścia. I co ja mam teraz zrobić?



