31 grudnia
Dziwnie się czuję, kiedy myślę o końcówce tego roku. Z jednej strony mam dość tych wszystkich podsumowań, rozliczeń i kontroli w pracy, a z drugiej jakby nie patrzeć, pojutrze zaczyna się ten wymarzony, dwutygodniowy urlop. Wprost nie mogę się doczekać Tym bardziej, że już dawno nie widziałam mamy i mojej kochanej siostrzyczki Jagódki.
Wszystko układam po cichu przecież chcę zrobić niespodziankę na Nowy Rok, dlatego nie powiedziałam nikomu, że przyjeżdżam do Torunia. Zresztą bilety na TLK kupiłam już na początku miesiąca, bo przeczuwałam, że nagle wszystko się rozleci… Jak nie puszczą mnie wcześniej z pracy, to oddam, pomyślałam wtedy. Oczywiście wybrałam dolne miejsce w przedziale, lubię mieć wygodniej.
Dzisiaj wieczorem, zmęczona, siedzę przy laptopie, doklepuję ostatni akapit rocznego raportu. Szef zapowiedział, że jeżeli komisja jutro nie znajdzie błędów, do dwunastego stycznia mogę nie pokazywać się w biurze. Dlatego daje z siebie wszystko, choć już czuję, jak odpadają mi ramiona. Jutro jeszcze tylko kupić prezent dla mamy już wiem, że to będzie piękna, kaszmirowa chusta. Dla Jagódki już dawno wzięłam jej wymarzony smartfon.
W nocy przyśniło mi się coś dziwnego. Byłam w lesie pod Toruniem, a tam, na omszałym pniu, siedziała mała dziewczynka miała może pięć, sześć lat i wertowała jakąś książkę. Zapytałam ją: Zgubiłaś się? Gdzie twoi rodzice?, na co ona odparła z powagą: Nie, tylko się jeszcze nie znalazłam. Ty uważaj, żebyś nie przespała swojej szansy dziś wieczorem spotkasz swoje przeznaczenie. A teraz wstawaj, bo musisz oddać raport!
Obudziłam się nagle, spojrzałam na zegarek: O matko jedyna, prawie zaspałam! Dziś za żadne skarby nie mogę spóźnić się do pracy, raport miałam oddać równo o dziewiątej. Wszystko miałam już gotowe; szybki prysznic, kwadrans na lekki makijaż, płaszcz i biegiem na przystanek.
Jak dobrze, że do biura mam tylko pięć przystanków i tym razem znalazłam wolne miejsce w autobusie. Usiadłam i patrząc na ludzi, nagle zauważyłam tę samą dziewczynkę, którą widziałam we śnie! Mrugnęła do mnie i właśnie wtedy ktoś szturchnął mnie plecakiem na ramię przewiesił go przez całe przejście chłopak w czapce.
Spojrzałam z dezaprobatą, a gdy jeszcze raz spojrzałam przed siebie, dziewczynki już nie było. Co za absurd to pewnie przemęczenie daje o sobie znać, pomyślałam.
W pracy tłok i zamieszanie, ale i radość wszystkie raporty, zestawienia. O jedenastej wszystko już było jasne raport przyjęty bez ani jednej uwagi, szef pokazał kciuk do góry i wezwał mnie do siebie.
Pani Marto, powiedziałem słowo się rzekło. Jest pani wolna. A za taką sumienność Proszę, robota wykonana wzorowo i wręczył mi kopertę z premią. Wesołych Świąt!
Dziękuję, panie Romanie, wzajemnie! odwzajemniłam z uśmiechem.
Po pracy kupiłam mamie piękną szarą chustę, a Jagódce śliczną błękitną bluzkę. Słodkości, trochę szampana i o 19:30 już pędziłam zadyszana na dworzec. W pośpiechu potknęłam się o jakiś plecak przy samych drzwiach przedziału i rozciągnęłam się w przejściu. Było mi głupio, już miałam się popłakać, gdy poczułam czyjeś silne ręce podnoszące mnie z podłogi.
Przepraszam, to mój plecak, nie zdążyłem schować powiedział mężczyzna o ciepłym głosie i ujmującym uśmiechu.
Nic się nie stało, sama byłam nieuważna zarumieniłam się mocno.
Spojrzeliśmy po sobie, bo okazało się, że jedziemy w jednym przedziale. Szybko przyjrzałam się nieznajomemu wysoki, przystojny, dobrze ubrany.
Wtedy nagle przypomniałam sobie sen. Czy to możliwe, żeby? Aż mi się gorąco zrobiło.
Mężczyzna schował mój bagaż pod łóżko, pomógł mi usiąść wygodniej. Przedstawił się: Janek jedzie do Torunia służbowo na jeden dzień. Jutro ma wracać, jeszcze zdąży do Warszawy na Sylwestra.
A pani dokąd? zapytał.
Do mamy i siostry odpowiedziałam. Dawno się nie widziałyśmy, dostałam urlop na święta.
A mąż, chłopak? zagadnął.
Nikogo nie mam uśmiechnęłam się półgębkiem. Jeszcze nie spotkałam kogoś, z kim chciałabym spędzić Nowy Rok. A pana czeka ktoś w domu?
Jestem tak samo samotny roześmiał się z lekkim smutkiem.
Chciałam powiedzieć, że śniło mi się spotkanie przeznaczenia, ale aż się zaczerwieniłam.
Wie pani, kiedy pani się rumieni, to robi się pani jeszcze ładniejsza powiedział nagle Janek, a ja aż nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Zawsze się rumienię w niezręcznych sytuacjach wyznałam cicho.
Może napijemy się herbaty? Mama dała mi kawałek szarlotki, kazała podzielić się z sąsiadami z przedziału.
Nagle do naszego przedziału weszła starsza pani z wnukiem podróżowali do jej córki. Pani Helena nie dostała urlopu, więc wnuk spędzał święta u babci. Poszliśmy z Jankiem na korytarz, żeby nowi sąsiedzi mogli się rozpakować.
Potem razem piliśmy herbatę, zajadaliśmy szarlotkę i pierniki pani Heleny. Kiedy pociąg przejeżdżał przez oświetlony Włocławek, patrzyliśmy na miasto przybrane w świąteczne lampki.
Mogę dostać numer? zapytał Janek Jeśli pani nie ma nic przeciwko.
Oczywiście odpowiedziałam, lekko zawstydzona.
Rozmowa toczyła się gładko, jakoś od początku czuliśmy, jakbyśmy znali się od lat. Rozstaliśmy się z życzeniami ja życzyłam mu, by w Sylwestra spotkał tę jedyną, a on mi, żebym odnalazła kogoś, z kim chciałabym być zawsze.
Gdy wysiadłam z pociągu, wzięłam taksówkę, ale nie zadzwoniłam do domu. Znałam dobrze schowek na klucz. Weszłam cicho na klatkę i zapukałam do drzwi. Za chwilę drzwi otworzyła Jagódka! Radość i śmiech, rzuciła mi się na szyję.
To był cudowny dzień. Cały w rodzinnej krzątaninie z Jagódką kroiłyśmy sałatkę warzywną, mama przygotowała mój ulubiony schab w śmietanie. Coś czułam, że przyjedziesz powiedziała mama nawet kupiłam dwa opakowania jajek. Tylko myślałam, że nie przyjedziesz sama. Ty po rozstaniu z Grześkiem z nikim już nie rozmawiasz?
Mamo, nie rozmawiajmy o tym, dobrze?
Nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na ekran i aż usiadłam z wrażenia. Janek
Witaj. Zdążyłeś wrócić do Warszawy? zapytałam.
Wiesz nie. Zatęskniłem za Toruniem. A mam tu tylko ciebie pozwolisz, żebym dołączył do was dzisiaj wieczorem?
Śmiałam się ze szczęścia.
Zaraz zapytam mamę, mama, czy mogłabym zaprosić znajomego? Jest tu służbowo i nie ma gdzie spędzić Nowego Roku.
Jasne, niech wpadnie! Przynajmniej będzie weselej!
Słyszysz, Janek? Zapisać ci adres? wyszeptałam do słuchawki i posłałam mamie uśmiech.
Dziewczynka z mojego snu się nie myliła. W odpowiednim momencie obudziła mnie do życia oddałam raport na czas i tej samej nocy spotkałam swoje przeznaczenieWieczorem, kiedy dzwonek zadźwięczał w przedpokoju, poczułam, jak serce dziwnie mi przyspiesza. Stałyśmy z mamą i Jagódką w kuchni, gdy Janek wszedł trochę speszony, z bukietem tulipanów. Przyszedł jako nieznajomy, a już po chwili w rozmowie, przy świątecznym stole, śmiał się z żartów mojej siostry i pomagał mamie donosić kompot z suszu. Nagle światło na balkonowej barierce zamigotało, a zza firanki zobaczyłam, jak pierwsze fajerwerki rozbłyskują nad dachami miasta.
Weszliśmy wszyscy na balkon mróz szczypał w uszy, ale nikt nie miał ochoty wracać do środka. Mama uśmiechała się do mnie ciepło, a Jagódka tuliła się do Janka, opowiadając mu, jak w dzieciństwie budowałyśmy igloo pod blokiem. Chwyciłam Janka za dłoń. Poczułam pewność może to nie przeznaczenie wybiera nas, tylko my odważamy się je spotkać.
Z oddali słychać było śmiechy i życzenia Nowego Roku. Spojrzałam w niebo, wypiłam łyk szampana i przypomniałam sobie słowa dziewczynki z lasu: Nie przespać swojej szansy. Uśmiechnęłam się do siebie. Właśnie ją łapałam tu i teraz.
W 2024 weszliśmy razem nieidealni, może trochę pogubieni, ale szczęśliwi. I miałam wrażenie, że od tej chwili wszystko naprawdę może się zacząć od nowa.



