– Czterdzieści lat żyjemy pod jednym dachem, a ty w wieku sześćdziesięciu trzech lat nagle chcesz zmienić życie? Maria siedziała w swoim ulubionym fotelu i patrzyła przez okno, próbując zapomnieć wydarzenia tego dnia. Jeszcze kilka godzin wcześniej krzątała się po kuchni, szykując kolację, oczekując na powrót Jana z wędkowania. Wrócił, ale nie z połowem, lecz z wiadomościami, które chciał już dawno przekazać, ale wciąż brakowało mu odwagi. – Chcę się rozwieść i proszę, żebyś podeszła do tego ze zrozumieniem – powiedział niespodziewanie Jan, odwracając wzrok. – Dzieci są już dorosłe, wszystko zrozumieją, wnuków to nie obchodzi, a my możemy zakończyć to spokojnie i bez kłótni. – Czterdzieści lat razem, a ty w wieku sześćdziesięciu trzech lat chcesz przewrócić całe życie do góry nogami? – Maria nie rozumiała. – Mam prawo wiedzieć, co będzie dalej. – Ty zostaniesz w naszym mieszkaniu w Krakowie, ja przeniosę się na działkę – wszystko najwyraźniej miał już przemyślane Jan. – Nie mamy co dzielić, a potem cały majątek i tak zostanie córkom. – Jak ona ma na imię? – zapytała Maria, czując nieuchronność sytuacji. Jan się zarumienił, zaczął nerwowo się krzątać i udawał, że nie słyszy pytania. Maria nie miała już wątpliwości, że jest ktoś inny. Kiedy była młoda, nie wyobrażała sobie takich problemów i nigdy nie sądziła, że na starość zostanie sama, a mąż odejdzie do innej kobiety. – Może jeszcze wszystko się ułoży i będzie dobrze – pocieszały ją potem córki, Kasia i Iza. – Nie przejmuj się zachowaniem taty. – Nic już nie będzie dobrze – wzdychała Maria. – Ale nie mam już po co niczego zmieniać, będę żyć jak umiem i cieszyć się waszym szczęściem. Kasia z Izą pojechały na działkę na poważną rozmowę z ojcem. Potem wróciły zasmucone do domu, ale długo nie chciały powiedzieć matce, co się tam wydarzyło. Zmieniły tylko ton i zaczęły przekonywać Marię, że może sama będzie jej lepiej i nie będzie musiała się o nikogo dodatkowo martwić. Maria wszystko rozumiała, ale nie drążyła tematu i starała się po prostu iść do przodu. Nie było to łatwe, zwłaszcza że cała rodzina i znajomi wypytywali i interesowali się sprawą. – Tyle lat razem, a na stare lata mąż ucieka do innej – komentowały niezbyt taktowne sąsiadki. – Ona młodsza czy bogatsza? Maria nie wiedziała, co odpowiedzieć, sama coraz częściej myślała o rywalce i chciała ją zobaczyć. Pojechała więc na działkę pod pretekstem zabrania słoików z letnią konfiturą. Nie uprzedzała Jana, żeby mieć szansę spotkać rywalkę i rzeczywiście na nią trafiła. – Janie, nie mówiłeś, że twoja była będzie tu przyjeżdżać – narzekała ekstrawagancka kobieta z zbyt mocnym makijażem. – Myślałam, że wszystko wyjaśniliście, i nie ma tu czego szukać. – Naprawdę zamieniłeś mnie na to? – spytała Maria, patrząc na bezczelną postać. – Będziesz tak stała i pozwalała się mnie obrażać? – krzyczała tamta. – Jestem tylko kilka lat młodsza, ale wyglądam zdecydowanie lepiej. – Jeśli ona w tym wieku naprawdę uważa, że wygląd to najważniejsza wartość – powiedziała Maria, próbując złapać zmieszany wzrok byłego męża. Wracając do przystanku, słyszała jeszcze wyzwiska tej “umalowanej starzejącej się Barbie” i starała się nie płakać. Dopiero w domu pozwoliła sobie na łzy i zadzwoniła do siostry. – Daj spokój – parzyła miętową herbatę Nina. – Przecież sama mówisz, że nowa żona Jana nie jest ani ładna, ani chyba zbyt bystra. – A może ona ma rację, a ja wyglądam jak babcia – zaczęła wątpić Maria. – Wyglądasz dobrze jak na swój wiek – mówiła szczerze Nina. – Największym błędem jest w naszym wieku ubierać się w panterkowe legginsy czy mini. Kobieta jest piękna w każdym wieku, jeśli umie się zaprezentować odpowiednio do lat. Maria popatrzyła w lustro i zaczęła przyznawać siostrze rację. Była w dobrej formie i nie narzekała na zdrowie. Ubierała się elegancko, a kosmetyki dostawała od córek. Nigdy nie była krzykliwa i nie chciała wyglądać jak papuga, nie wyobrażała sobie zachowywać się jak świeżo poznana rywalka. – No i dobrze – dodała Nina. – Skoro teraz jesteś wolna, możesz żyć jak chcesz. Córki są samodzielne, możliwości rozwoju i kultury w naszym wieku jest mnóstwo – nie pozwolę ci się załamać. Nina dotrzymała obietnicy i zaczęła zabierać Marię do teatru, na spacery i koncerty. Wkrótce zebrała się ich paczka znajomych w podobnym wieku. Był nawet jeden pan, który zaczął adorować Marię, ale ona od razu to ucięła i odmówiła spotkań sam na sam. – Słyszałem, że teraz chodzisz do teatru, masz nowych znajomych, może nawet znowu wyjdziesz za mąż? – zagadnął Jan podczas przypadkowego spotkania w sklepie. – A ty czemu tak daleko po zakupy przyjechałeś, nie ma bliżej działki żadnego sklepu, czy twoja nowa żona nie gotuje? – Maria zapytała z przekąsem. – Po prostu zawsze tu kupowałem i przywykłem, a w naszym wieku trudno zmieniać przyzwyczajenia – mamrotał Jan. Maria nie rozwinęła tematu i pod pretekstem zajęć poszła do domu. Janowi bardzo chciało się za nią pobiec i powiedzieć, jak bardzo żałuje rozwodu. Całe życie był przy żonie i dzieciach, a potem porwała go energiczna Teresa i wciągnęła w wir nowości. Początkowo życie z nią wydawało się ciekawe, potem okazało się, że Teresa nie lubi domowych obowiązków, woli plotkować, obracać się wśród mężczyzn i spędzać czas na głośnych biesiadach. Jan coraz częściej chciał wrócić do domu, a po spotkaniu z Marią to uczucie się wzmocniło. Maria nie robiła scen, nie kłóciła się, po prostu zachowywała godność i starała się przetrwać. Jan nie spodziewał się, że właśnie tego spokoju i poczucia domowego ciepła najbardziej będzie mu brakowało. – Znowu kupiłeś morele suszone, a prosiłam o śliwki – zdenerwowała się Teresa, przeglądając zakupy. – Ser niewłaściwy, a majonezu w ogóle zabrakło. – Kiedyś zakupy robiła Maria, albo razem, a ty wszystko przerzucasz na mnie – nie wytrzymał Jan. – Mam już dość porównywania mnie do swojej byłej – krzyknęła Teresa. – Powiedz jeszcze, że żałujesz, że mnie wybrałeś. Jan rzeczywiście żałował, ale wiedział, że nie ma sensu tego mówić. Maria nic nie robiła, nie intrygowała, po prostu była sobą. On zaś rozpaczliwie żałował swego czynu i marzył o wybaczeniu. Wiedział, że Maria nigdy już nie zaufa i nie przyjmie go z powrotem. Kilka razy chciał do niej zadzwonić, po kolejnej kłótni pierwszy raz odważył się przyjść pod drzwi dawnego mieszkania. – Musisz coś zabrać? – zapytała Maria, nie wpuszczając go za próg. – Chciałbym porozmawiać, masz chwilę? – jąkał się Jan, czując w mieszkaniu zapach śliwkowego ciasta – jego ulubionego. – Nie mam czasu, możliwości ani ochoty – odpowiedziała spokojnie. – Zabierz, co masz zabrać, ja czekam na gości. Jan nie miał co zabrać, a powiedzieć chciał dużo, lecz nie znajdował słów. Wrócił na działkę i zabrał się za przygotowanie kolacji. Teresa znowu biegała po wsi i wróciła mocno rozbawiona; Jan ostatecznie utwierdził się w decyzji, dając jej czas na spakowanie się. Po kolejnych awanturach chciał zadzwonić do Marii, ale zrezygnował, uspokoił się. Zbyt dobrze ją znał, żeby mieć złudzenia co do przebaczenia. Może kiedyś, z czasem, mógłby przyjść i wyznać żal, może porozmawialiby. Musiał to zrobić, inaczej nie zaznałby spokoju. Chciałby zostać wybaczony – nie dla powrotu, bo Maria nigdy nie wybaczyłaby zdrady, wiedział to jeszcze, gdy zaczynał romans z Teresą. Teraz miał egzystencję na działce, a Maria życie w krakowskim mieszkaniu, kontakt z córkami, wnukami, wypady do teatru. Dla byłego męża w jej świecie nie było już miejsca.

Czterdzieści lat pod jednym dachem, a Ty nagle, mając sześćdziesiąt trzy lata, postanawiasz wywrócić wszystko do góry nogami?

Mariola siedziała w swoim ulubionym fotelu, wpatrując się przez okno na kręcące się w górze mewy oraz dziwnie powyginane chmury, jakby ktoś je przykleił tam na żółty klej. Cały dzień próbowała zapomnieć zdarzenia, które wyły w jej głowie niczym wiatr w sosnach. Kilka godzin wcześniej niecierpliwie przygotowywała kolację, czekając aż Wacław wróci z ryb łowiących się w Wiśle na portowym mostku. Przyszedł, lecz bez ryb, za to z nowinami, które długo tkały się w jego żołądku, aż się w końcu rozpruły.

Chcę się rozwieść. Proszę, podejdź do tego ze zrozumieniem niespodziewanie powiedział Wacław, patrząc na rozbiegane, szare palce swoich rąk. Dzieci są już dorosłe, wnukom to temat obcy, a my możemy skończyć to bez krzyku i bitew na sztućce.

Czterdzieści lat pod jednym dachem, a Ty nagle, mając sześćdziesiąt trzy lata, chcesz wszystko zmienić? Mariola nie mogła tego ogarnąć. Mam prawo wiedzieć, co będzie dalej.

Zostajesz w naszej miejskiej kawalerce na Żoliborzu, ja przenoszę się na działkę do Szczytna Wacław już wcześniej wszystko układał w głowie jak puzzle bez rogów. Podziału żadnego nie potrzeba, a potem dobytek trafi do córek.

Jak ona się nazywa? z rozpaczą spytała Mariola.

Wacław poczerwieniał jak dojrzały burak na Podlasiu, zaczął gorączkowo szukać kurtki pod stołem i udawał, że pytania nie słyszał. Z tej reakcji Mariola nie miała już wątpliwości, że jest ktoś trzeci. W młodości takie tarapaty były obce, a na stare lata sama zostanie, a mąż odejdzie do innej nigdy takiej bajki nie śniła.

Może wszystko się jeszcze ułoży później uspokajały Mariolę córki, Wiktoria i Irmina. Tata po prostu nie wie, co czyni.

Nic już się nie zmieni wzdychała Mariola. Zmieniać życie nie mam siły. Będę żyła do końca czekając na wasze szczęście.

Wiktoria i Irmina pojechały na działkę do Szczytna, ważne rozmowy prowadząc ze swoim ojcem. Wróciły cichutkie jak ślady śniegu na parapecie, prawdy jednak matce nie zdradziły. Zmieniły ton i przekonywały Mariolę, że może lepiej zostałoby jej być samej nie trzeba martwić się o nikogo poza sobą. Mariola cicho wszystko pojęła i próbowała żyć dalej. Lecz nie było to proste, bo znajomi z Osiedla i rodzina jak wróble w malinach zadawali dociekliwe pytania.

Panie kochana, tyle lat razem, a na starość mąż wybiera inną stukały palcami po parapetach sąsiadki z Mokotowa. Młodsza od Ciebie czy bogatsza?

Mariola nie wiedziała, co odpowiedzieć. Coraz częściej zastanawiała się, kim jest ta rywalka, chciała ją zobaczyć, dotknąć nawet, choćby wzrokiem. Z tej ciekawości ruszyła na działkę pod pretekstem zabrania ogórków kiszonych z letniej spiżarni. Nie uprzedzała, żeby przypadkiem spotkać tą drugą. I tak się stało.

Wacek, nie mówiłeś, że ex będzie nas tu odwiedzać narzekała ekscentryczna kobieta z makijażem tak mocnym, że słońce je omijało łukiem. Myślałam, że wszystko załatwione, i jej tu nie trzeba.

Naprawdę zamieniłeś mnie na to? Mariola patrzyła na śmiałą osobę.

Tak będziesz stała, pozwalając tej mi ubliżać? wrzeszczała kobieta. Jestem tylko trochę młodsza od was, a wyglądam lepiej!

Jeśli w tym wieku uważa, że krzykliwy wygląd to największa wartość wzruszyła ramionami Mariola, starając się złapać wzrok Wacława, który ginął wśród zieleniny.

Całą drogę na przystanek autobusowy słyszała wrzaski tej roztańczonej, starzejącej się Barbie i powstrzymywała łzy, które szukały wyjścia przez nos. Dopiero w domu pozwoliła sobie na płacz i zadzwoniła do siostry, prosząc ją, by przyszła.

No już, przestań parzyła miętową herbatę Nina. Sama mówisz, nowa żona Wacława nie jest piękna, chyba także nie bardzo rozgarnięta.

Może ma rację, a ja wyglądam jak staruszka w swoich latach powątpiewała Mariola.

Wyglądasz dobrze jak na swój wiek uczciwie mówiła Nina. Myślę tylko, że to duży błąd na starość zakładać panterkowe legginsy czy mini. Kobieta jest piękna w każdym wieku, jeśli potrafi się pokazać adekwatnie do lat.

Mariola patrzyła na siebie w lustrze, rozmyślając, że siostra mówi szczerze. Fizycznie była w dobrej formie, na zdrowie nie narzekała. Ubierała się porządnie, a córki regularnie podarowywały kosmetyki. Nigdy nie była wulgarna ani papugowata, nie wyobrażała sobie zachowań tak krzykliwych, jak u rywalki.

No i świetnie ciągnęła Nina. Teraz jesteś wolna, możesz żyć jak chcesz. Dzieci samodzielne, możliwości w Warszawie ogromne kultura, spacery, koncerty, nie pozwolę Ci popaść w marazm!

Nina dotrzymała słowa i wyciągała Mariolę do teatrów, na wystawy i spacery po Łazienkach. W ich kręgu pojawiła się grupa znajomych w tym samym wieku; nawet pewien pan zaczął okazywać Marioli zainteresowanie, lecz ona szybko zakończyła temat i wystrzegała się osobnych spotkań.

Słyszałem, że teraz biegasz po teatrach, nowych przyjaciół masz, może jeszcze raz wyjdziesz za mąż? zagadnął Wacław, kiedy przypadkowo minął ją w spożywczaku.

A co, tak daleko jechałeś po zakupy, bliżej działki nic nie ma, czy Twoja nowa żona nie gotuje? dopytywała Mariola.

Po prostu od lat tu robiłem zakupy; w naszym wieku ciężko zmieniać przyzwyczajenia mruczał Wacław.

Mariola nie rozwinęła tej rozmowy, uprzejmie pożegnała się, tłumacząc się brakiem czasu i poszła do domu. Wacław toczył się za nią myślami, pragnąc jej powiedzieć, jak bardzo żałuje wszystkiego, co się stało. Całe życie spędził przy Marioli i dzieciach, a potem zwiódł go barwny wir żywiołowej Beatki i zanurzył się w jej karnawałowych przygodach.

Z początku wydawało mu się z nią ciekawie, potem okazało się, że Beatka nie znosi domowych obowiązków, za to kocha plotki, męskie towarzystwo i długie biesiady przy winie i pierogach.

W ostatnim czasie Wacław coraz częściej tęsknił za domem, a po spotkaniu z Mariolą ta tęsknota pulsowała mu pod żebrami jak stary zegar dziadka. Nie urządzała mu scen ani awantur, lecz po prostu z godnością znosiła nowe realia. Wacław nie wiedział, że najbardziej brakuje mu jej spokoju i domowego ciepła tego, co dawała tylko Mariola.

Znowu kupiłeś morele suszone, a ja prosiłam o śliwki suszone! irytowała się Beatka, przeglądając zakupy. Ser nie tego tłuszczu, majonez w ogóle zapomniałeś!

Zawsze Mariola robiła zakupy, albo razem chodziliśmy, a Ty chcesz wszystko zwalić na mnie wybuchł Wacław.

Daj spokój z porównywaniem mnie do swojej byłej! wrzeszczała Beatka. Jeszcze powiedz, że żałujesz, że mnie wybrałeś!

Wacław faktycznie żałował, ale wiedział, że mówienie o tym nie ma sensu. Mariola nie dokonała niczego złego, nie knuła, po prostu została sobą, a on rozpaczliwie marzył, by choć raz usłyszeć jej wybaczenie.

Zrozumiał, że już nigdy mu nie zaufa ani go nie przyjmie. Kilka razy rwał się, by do niej zadzwonić, po kolejnych kłótniach z Beatką nawet odważył się podjechać pod drzwi dawnego mieszkania.

Przyszłaś po jakieś rzeczy? zapytała Mariola, nie wpuszczając go dalej niż na wycieraczkę.

Chciałem porozmawiać, masz chwilę? mamrotał Wacław, czując aromat jej ulubionej szarlotki ze śliwkami.

Nie mam czasu, ani ochoty odpowiedziała spokojnie. Zabieraj, co trzeba, ja czekam na gości.

Nie miał nic do zabrania, masa słów wisiała mu na końcu języka, ale wszystkie zniknęły pod ciężarem wstydu. Wrócił do domku na działce i sam przygotował sobie kolację, bo Beatka znów latała po wiosce. Wróciła rozbawiona, a Wacław ostatecznie utwierdził się w swej decyzji; pozwolił jej zebrać rzeczy.

Po wybuchu Beatki chciał do Marioli zadzwonić, powiedzieć wszystko, potem porzucił ten pomysł i pogodził się z losem. Znał Mariolę na wskroś wiedział, że wybaczenia nie będzie, a ran nie można zapomnieć.

Może kiedyś później, za trzy tłuste lata odważy się przyjść i porozmawiać. Musiał spróbować, bo bez tego nie znajdzie spokoju ani w kasie oszczędnościowej, ani w piwnicy pod domkiem. Liczył na odpuszczenie, lecz Mariola mogła mu wybaczyć tylko słowa, nie zdradę.

Teraz on egzystował na działce, Mariola żyła w bloku spotkania z córkami i wnukami, spacery po muzeach, wycieczki do teatru na Plac Grzybowski. W tej opowieści z surrealistycznej Warszawy nie było już miejsca dla byłego męża, tylko dla samotności, która czasem, nocą, zamieniała się w muzykę, którą Mariola słyszała wyłącznie we śnie.

Rate article
Fajna Tajna
– Czterdzieści lat żyjemy pod jednym dachem, a ty w wieku sześćdziesięciu trzech lat nagle chcesz zmienić życie? Maria siedziała w swoim ulubionym fotelu i patrzyła przez okno, próbując zapomnieć wydarzenia tego dnia. Jeszcze kilka godzin wcześniej krzątała się po kuchni, szykując kolację, oczekując na powrót Jana z wędkowania. Wrócił, ale nie z połowem, lecz z wiadomościami, które chciał już dawno przekazać, ale wciąż brakowało mu odwagi. – Chcę się rozwieść i proszę, żebyś podeszła do tego ze zrozumieniem – powiedział niespodziewanie Jan, odwracając wzrok. – Dzieci są już dorosłe, wszystko zrozumieją, wnuków to nie obchodzi, a my możemy zakończyć to spokojnie i bez kłótni. – Czterdzieści lat razem, a ty w wieku sześćdziesięciu trzech lat chcesz przewrócić całe życie do góry nogami? – Maria nie rozumiała. – Mam prawo wiedzieć, co będzie dalej. – Ty zostaniesz w naszym mieszkaniu w Krakowie, ja przeniosę się na działkę – wszystko najwyraźniej miał już przemyślane Jan. – Nie mamy co dzielić, a potem cały majątek i tak zostanie córkom. – Jak ona ma na imię? – zapytała Maria, czując nieuchronność sytuacji. Jan się zarumienił, zaczął nerwowo się krzątać i udawał, że nie słyszy pytania. Maria nie miała już wątpliwości, że jest ktoś inny. Kiedy była młoda, nie wyobrażała sobie takich problemów i nigdy nie sądziła, że na starość zostanie sama, a mąż odejdzie do innej kobiety. – Może jeszcze wszystko się ułoży i będzie dobrze – pocieszały ją potem córki, Kasia i Iza. – Nie przejmuj się zachowaniem taty. – Nic już nie będzie dobrze – wzdychała Maria. – Ale nie mam już po co niczego zmieniać, będę żyć jak umiem i cieszyć się waszym szczęściem. Kasia z Izą pojechały na działkę na poważną rozmowę z ojcem. Potem wróciły zasmucone do domu, ale długo nie chciały powiedzieć matce, co się tam wydarzyło. Zmieniły tylko ton i zaczęły przekonywać Marię, że może sama będzie jej lepiej i nie będzie musiała się o nikogo dodatkowo martwić. Maria wszystko rozumiała, ale nie drążyła tematu i starała się po prostu iść do przodu. Nie było to łatwe, zwłaszcza że cała rodzina i znajomi wypytywali i interesowali się sprawą. – Tyle lat razem, a na stare lata mąż ucieka do innej – komentowały niezbyt taktowne sąsiadki. – Ona młodsza czy bogatsza? Maria nie wiedziała, co odpowiedzieć, sama coraz częściej myślała o rywalce i chciała ją zobaczyć. Pojechała więc na działkę pod pretekstem zabrania słoików z letnią konfiturą. Nie uprzedzała Jana, żeby mieć szansę spotkać rywalkę i rzeczywiście na nią trafiła. – Janie, nie mówiłeś, że twoja była będzie tu przyjeżdżać – narzekała ekstrawagancka kobieta z zbyt mocnym makijażem. – Myślałam, że wszystko wyjaśniliście, i nie ma tu czego szukać. – Naprawdę zamieniłeś mnie na to? – spytała Maria, patrząc na bezczelną postać. – Będziesz tak stała i pozwalała się mnie obrażać? – krzyczała tamta. – Jestem tylko kilka lat młodsza, ale wyglądam zdecydowanie lepiej. – Jeśli ona w tym wieku naprawdę uważa, że wygląd to najważniejsza wartość – powiedziała Maria, próbując złapać zmieszany wzrok byłego męża. Wracając do przystanku, słyszała jeszcze wyzwiska tej “umalowanej starzejącej się Barbie” i starała się nie płakać. Dopiero w domu pozwoliła sobie na łzy i zadzwoniła do siostry. – Daj spokój – parzyła miętową herbatę Nina. – Przecież sama mówisz, że nowa żona Jana nie jest ani ładna, ani chyba zbyt bystra. – A może ona ma rację, a ja wyglądam jak babcia – zaczęła wątpić Maria. – Wyglądasz dobrze jak na swój wiek – mówiła szczerze Nina. – Największym błędem jest w naszym wieku ubierać się w panterkowe legginsy czy mini. Kobieta jest piękna w każdym wieku, jeśli umie się zaprezentować odpowiednio do lat. Maria popatrzyła w lustro i zaczęła przyznawać siostrze rację. Była w dobrej formie i nie narzekała na zdrowie. Ubierała się elegancko, a kosmetyki dostawała od córek. Nigdy nie była krzykliwa i nie chciała wyglądać jak papuga, nie wyobrażała sobie zachowywać się jak świeżo poznana rywalka. – No i dobrze – dodała Nina. – Skoro teraz jesteś wolna, możesz żyć jak chcesz. Córki są samodzielne, możliwości rozwoju i kultury w naszym wieku jest mnóstwo – nie pozwolę ci się załamać. Nina dotrzymała obietnicy i zaczęła zabierać Marię do teatru, na spacery i koncerty. Wkrótce zebrała się ich paczka znajomych w podobnym wieku. Był nawet jeden pan, który zaczął adorować Marię, ale ona od razu to ucięła i odmówiła spotkań sam na sam. – Słyszałem, że teraz chodzisz do teatru, masz nowych znajomych, może nawet znowu wyjdziesz za mąż? – zagadnął Jan podczas przypadkowego spotkania w sklepie. – A ty czemu tak daleko po zakupy przyjechałeś, nie ma bliżej działki żadnego sklepu, czy twoja nowa żona nie gotuje? – Maria zapytała z przekąsem. – Po prostu zawsze tu kupowałem i przywykłem, a w naszym wieku trudno zmieniać przyzwyczajenia – mamrotał Jan. Maria nie rozwinęła tematu i pod pretekstem zajęć poszła do domu. Janowi bardzo chciało się za nią pobiec i powiedzieć, jak bardzo żałuje rozwodu. Całe życie był przy żonie i dzieciach, a potem porwała go energiczna Teresa i wciągnęła w wir nowości. Początkowo życie z nią wydawało się ciekawe, potem okazało się, że Teresa nie lubi domowych obowiązków, woli plotkować, obracać się wśród mężczyzn i spędzać czas na głośnych biesiadach. Jan coraz częściej chciał wrócić do domu, a po spotkaniu z Marią to uczucie się wzmocniło. Maria nie robiła scen, nie kłóciła się, po prostu zachowywała godność i starała się przetrwać. Jan nie spodziewał się, że właśnie tego spokoju i poczucia domowego ciepła najbardziej będzie mu brakowało. – Znowu kupiłeś morele suszone, a prosiłam o śliwki – zdenerwowała się Teresa, przeglądając zakupy. – Ser niewłaściwy, a majonezu w ogóle zabrakło. – Kiedyś zakupy robiła Maria, albo razem, a ty wszystko przerzucasz na mnie – nie wytrzymał Jan. – Mam już dość porównywania mnie do swojej byłej – krzyknęła Teresa. – Powiedz jeszcze, że żałujesz, że mnie wybrałeś. Jan rzeczywiście żałował, ale wiedział, że nie ma sensu tego mówić. Maria nic nie robiła, nie intrygowała, po prostu była sobą. On zaś rozpaczliwie żałował swego czynu i marzył o wybaczeniu. Wiedział, że Maria nigdy już nie zaufa i nie przyjmie go z powrotem. Kilka razy chciał do niej zadzwonić, po kolejnej kłótni pierwszy raz odważył się przyjść pod drzwi dawnego mieszkania. – Musisz coś zabrać? – zapytała Maria, nie wpuszczając go za próg. – Chciałbym porozmawiać, masz chwilę? – jąkał się Jan, czując w mieszkaniu zapach śliwkowego ciasta – jego ulubionego. – Nie mam czasu, możliwości ani ochoty – odpowiedziała spokojnie. – Zabierz, co masz zabrać, ja czekam na gości. Jan nie miał co zabrać, a powiedzieć chciał dużo, lecz nie znajdował słów. Wrócił na działkę i zabrał się za przygotowanie kolacji. Teresa znowu biegała po wsi i wróciła mocno rozbawiona; Jan ostatecznie utwierdził się w decyzji, dając jej czas na spakowanie się. Po kolejnych awanturach chciał zadzwonić do Marii, ale zrezygnował, uspokoił się. Zbyt dobrze ją znał, żeby mieć złudzenia co do przebaczenia. Może kiedyś, z czasem, mógłby przyjść i wyznać żal, może porozmawialiby. Musiał to zrobić, inaczej nie zaznałby spokoju. Chciałby zostać wybaczony – nie dla powrotu, bo Maria nigdy nie wybaczyłaby zdrady, wiedział to jeszcze, gdy zaczynał romans z Teresą. Teraz miał egzystencję na działce, a Maria życie w krakowskim mieszkaniu, kontakt z córkami, wnukami, wypady do teatru. Dla byłego męża w jej świecie nie było już miejsca.