Drodzy Dzienniku,
Wieczorem zadzwonił dzwonek niepokojący, jakby ktoś miał przyjść. Zrzuciłam fartuch, osuszyłam ręce i poszłam otworzyć drzwi. Na progu stała moja córka z młodym chłopakiem. Wpuściłam ich do mieszkania.
Cześć, mamuś pocałowała mnie w policzek moja córka Helena, poznajcie Witek, będzie z nami mieszkał.
Dzień dobry przywitał się chłopak.
A to moja siostra, ciocia Zofia.
Zofia Maria Kowalska poprawiła Helena.
Mamuś, co mamy na kolację?
Gęszczony groch i kiełbaski.
Nie jem grochu odparł Witek, odrzucił buty i wszedł do pokoju.
Co ty, mamo, Witek nie je grochu powiedziała Helena z szeroko otwartymi oczami.
Witek położył plecak na podłodze i usiadł na kanapie.
To tak naprawdę mój pokój zwróciłam się do niego.
Witek, chodź, pokażę ci, gdzie będziesz mieszkał zawołałam, prowadząc go korytarzem.
A ja już tutaj lubię pomruczał, wstając z kanapy.
Helena podeszła i rzekła:
Mamusiu, wymyśl, co podać Witekowi.
Nie wiem, zostało nam jeszcze pół opakowania kiełbasek wzruszyłam ramionami.
Wystarczy z musztardą, ketchupem i kromką chleba odparł.
No dalej, mruknęła Zofia, kierując się do kuchni.
Zanim zmyła naczynia, wsadziłam na talerz dwie podsmażone kiełbaski, podsunęłam sałatkę i zjadłam garść grochu.
Mamusiu, po co jesz sama? zapytała Helena, wchodząc do kuchni.
Bo właśnie wróciłam z pracy i jestem głodna odpowiedziałam, przeżuwając kiełbaskę. Kto chce jeść, niech sam sobie nakłada lub gotuje. I jeszcze jedno pytanie: dlaczego Witek ma u nas zamieszkać?
Bo to mój mąż. wyznał nagle Witek.
Ledwo co wypowiedział te słowa, prawie się zadławiłam.
Mąż? spytałam.
No tak. Twoja córka już dorosła i sama decyduje, czy ma wyjść za mąż. Mam już dziewiętnaście lat.
Nie zaprosiliście mnie na ślub.
Nie było ślubu, po prostu się pobraliśmy, a teraz jesteśmy małżeństwem i mieszkamy razem wytłumaczyła Helena, patrząc na mnie, gdy przeżuwałam.
Gratuluję. A dlaczego bez wesela?
Jeśli masz pieniądze na wesele, możesz nam je dać, znajdziemy na co je przeznaczyć.
Rozumiem. To po co mieszkacie u nas?
Bo nasz dwupokojowy lokal jest na cztery osoby.
Nie rozważaliście wynajmu?
Po co wynajmować, kiedy mam mój pokój zdziwiła się Helena.
W końcu zapytałam:
Czy dasz nam coś do jedzenia?
Witek, garnek z grochem na kuchence, kiełbaski na patelni. Jeśli to mało, w lodówce jest jeszcze pół opakowania. Bierzcie i jedzcie.
Helena wykrzyknęła:
Mamusiu, masz nowego zięcia!
I co? Mam tańczyć na cześć tego wydarzenia? Nie jestem w stanie, jestem zmęczona po pracy. Dajcie radę sami.
Bo tak nie wychodzi, że nie jesteś zamężna! rzuciła ostra Helena, po czym posmarowała drzwi i poszła do swojego pokoju.
Po kolacji umyłam naczynia, wytrzepałam stół i poszła do szatni, przebrała się w sportowy strój i pojechała na siłownię. Trzy razy w tygodniu spędzam tam godziny w sali i przy basenie.
Wróciłam około dziesiątej wieczorem, licząc na gorącą herbatę, a na kuchni zastałam totalny bałagan, jakby ktoś próbował w niej gotować. Pokrywka od garnka z grochem nie była już widać potrawa przyschła i pękała. Opakowanie kiełbasek leżało na stole, a obok czerstwy chleb bez opakowania. Patelnia była przypalona, a powłoka nieprzywierająca podrapana widelcem. Zlewozmywak pełen brudnych naczyń, podłoga wilgotna od słodkiego płynu. W powietrzu unosił się zapach papierosów.
O rety, to już nowe. Helenka nigdy tak nie pozwoliła. mruknęłam, otwierając drzwi do pokoju córki.
Młodzi ludzie pili wino i palili papierosy.
Heleno, posprzątaj kuchnię. Jutro kup nową patelnię rzekłam i poszłam do swojego pokoju, nie zamykając drzwi.
Helenka podskoczyła i wybiegła za mną.
Dlaczego mamy sprzątać? Nie mam pieniędzy na patelnię, nie pracuję, uczę się. Czy naprawdę się martwisz o naczynia?
Pamiętasz zasady tego domu: po jedzeniu sprzątaj, po bałaganie sprzątaj, jeśli coś zepsujesz, kup zastępstwo. Każdy dba o własne rzeczy. A ja naprawdę żałuję tej patelni tłumaczyłam spokojnie.
Nie chcesz, żebyśmy tu mieszkali wykrzyknęła.
Nie odpowiedziałam.
Nie chciałam się kłócić z córką, a wcześniej nigdy nie miałam z nią podobnych problemów.
Ale to mój udział dodała.
Nie, mieszkanie jest moje, zapłaciłam za nie, kupiłam je. Ty jesteś tylko wpisana w księdze. Nie rozwiązuj za mnie moich spraw. Jeśli chcecie tu mieszkać, przestrzegajcie reguł mówiłam spokojnym tonem.
Helenka podniosła głos:
Całe życie żyję według twoich zasad. Wyszłam za mąż i już nie możesz mówić mi, co mam robić. Poza tym, jesteś już starsza i powinnaś nam oddać mieszkanie.
Oddaję ci korytarz w klatce i miejsce na ławce przy wejściu. A co z twoim mężem? On nie będzie tu mieszkał. odpowiedziałam stanowczo.
Helenka podnosi głos:
Do licha! Witek, wyprowadzamy się! krzyknęła i zaczęła zbierać rzeczy.
Po pięciu minutach do pokoju wpadł nowo przybyły zięć.
Spokojnie, mamo, wszystko będzie git, nie wyjeżdżamy na noc. Będziemy się miło bawić, nawet w noc cichą. mówił, lekko wstępiony alkoholem.
Co mi mówisz, że mam być mamą? oburzyła się Zofia Maria, a potem dodała: Mam i tata zostali w domu, więc wracaj i nie zapomnij swoją nową żonę.
Zięć podniósł pięść i uderzył w nos teściowej.
Ała! krzyknęłam, próbując odciągnąć córkę od kochanka. Zofia odsunęła Helene i kopnął Witek w pachwinę, po czym przycisnął łokciem do szyi.
Zgłoszę ci to do sądu krzyczał mężczyzna.
Zaraz zadzwonię na policję, żeby było łatwiej udokumentować, odparłam.
Młodzi rozeszli się, opuszczając zadbane dwupokojowe mieszkanie.
Nie jesteś już moją matką, krzyknęła na koniec Helenka, i nie zobaczysz swoich wnuków.
Co za nieszczęście ironicznie zauważyłam. Przynajmniej będę żyła po swojemu.
Spojrzałam na swoje dłonie niektóre paznokcie były połamane.
Same straty po was mruknęłam.
Po ich wyjściu umyłam kuchnię, wyrzuciłam groch i przeklętą patelnię, a potem zmieniłam zamki w drzwiach. Trzy miesiące później, wracając z pracy, spotkała mnie córka. Wyglądała chudszo, policzki opadły, widać było, że jest nieszczęśliwa.
Mamusiu, co będzie na kolację? zapytała.
Nie wiem, jeszcze nie wymyśliłam. Co chciałabyś?
Kurczak z ryżem wymamrotała, po czym dodała: I sałatkę jarzynową.
To idziemy po kurczaka odparłam. Sałatkę zrób sama.
Nie pytała mnie o nic więcej, a Witek już nigdy nie pojawił się w naszym życiu.
Zapisuję to, bo chcę pamiętać, jak burzliwe były ostatnie miesiące i jak w końcu odnalazłam spokój w prostych wyborach.



