Nie rozdrapuj dawnych ran Często Taśka zastanawia się nad swoim życiem, odkąd przekroczyła pięćdziesiątkę. Nie może nazwać swojego małżeństwa szczęśliwym, wszystko przez męża Jurka. Gdy byli młodzi, pobrali się z miłości, oboje się kochali. Kiedy w Jurku coś się zmieniło, Taśka nawet nie zauważyła tej chwili. Mieszkali na wsi w domu teściowej Anny. Taśka starała się, by w domu panował spokój, szanowała teściową, Anna traktowała ją bardzo ciepło. Matka Taśki mieszkała w sąsiedniej wsi z młodszym synem, często chorowała. – Anka, jak się dogadujesz z tą swoją synową Taśką? – dopytywały sąsiadki przy studni, w sklepie, lub po prostu na drodze. – A co, złego słowa o Taśce nie powiem, szanuje mnie, dom prowadzi dobrze, pomaga mi we wszystkim – zawsze odpowiadała Anna. – Oj, akurat uwierzymy, że u was zgoda i spokój, kiedy to teściowa synową chwali, nie wierzymy – odcinały się sąsiadki. – Wasza sprawa – odpowiadała Anna i szła dalej. Taśka urodziła córkę Warię, wszyscy się cieszyli. – Taśka, a ta Waria to do mnie podobna – doszukiwała się Anna swoich rysów u wnuczki, a synowa śmiała się serdecznie, nie przejmując się, do kogo jest podobna córka. Kiedy Waria skończyła trzy lata, Taśka urodziła syna. Znów radosne zamieszanie. Jurek pracował, Taśka z dziećmi w domu, Anna bardzo pomagała. Żyli jak wszyscy, a może nawet i lepiej – cicho, spokojnie, Jurek nie pił jak niektórzy mężowie. Czasem kobiety szukały swoich chłopów pod remizą – tam panowały libacje. Wrócić do domu nie mogli, więc żony ciągnęły ich nieżywych, przeklinając wszystko na świecie. Taśka była już w ciąży z trzecim dzieckiem, gdy dowiedziała się o zdradzie Jurka. Na wsi nic się nie ukryje – szybko rozeszło się, że Jurek romansuje z wdową Tanią. Sąsiadka Walentyna osobiście przyszła do Taśki. – Taśka, nosisz pod sercem trzecie Jurka, a on taki… – burknęła brzydko – niewdzięcznik, lata za innymi babami. – Walka, serio? Nic nie zauważyłam – zdziwiła się żona. – Jasne, przecież kiedy ty masz zauważać – dwójka dzieci, trzeci w drodze, dom, teściowa, gospodarstwo… A on używa życia. Cała wieś już wie, nie ukrywają tego z Tanią. Taśka się zmartwiła, Anna też wiedziała, ale milczała z litości dla synowej. Nie raz wymyślała Jurkowi, a ten szybko ją zagadywał. – Mamo, co widziałaś? Babska gadanina, babska rzecz. Pewnego dnia Walentyna znów przybiegła. – Taśka, twój Jurek właśnie wskoczył do Tani na podwórko, widziałam na własne oczy, szłam ze sklepu. Chcesz zostać sama z trójką dzieci? Idź do tej bezwstydnej Tani, wyciągnij ją za włosy! Jesteś w ciąży, Jurek nie ruszy cię nawet palcem, nie odważy się! – naganiała sąsiadka. Taśka wiedziała, że nie ma odwagi bić się z Tanią, tym bardziej znała ją od lat – sprytna i kłótliwa, jej mąż utonął pijany, wieczne awantury, zrobiła się ostra, umiała się bronić. Ale Taśka postanowiła – pójdzie i spojrzy Jurkowi w oczy, wymusi prawdę, bo przecież nigdy się nie przyzna, wszystko zwali na babski bełkot – powiedziała Annie, a ta ją odradzała: – Taśka, gdzie idziesz z brzuchem? Oszczędzaj się… Jesień, ciemno. Taśka postukała w okno Tani. – Czego chcesz, czemu pukasz? – usłyszała Tanię zza drzwi. – Otwórz, wpuść mnie, wiem, że mój Jurek u ciebie, dobrzy ludzie powiedzieli – powiedziała głośno. – Jasne, zaraz ci otworzę… Idź do domu, nie rozśmieszaj ludzi – zaśmiała się Tania. Taśka odczekała, ale wróciła przegrana. Mąż wrócił po północy pijany. Pijał rzadko, ale bywało. Żona czekała nie śpiąc. – Gdzie byłeś? Wiem, że siedzisz u Tani, pijecie razem! Przyszłam, nie wpuściła mnie… Przecież wiesz, że wiem. – Co za bzdury wygadujesz – oburzył się Jurek – nie było mnie tam. Piłem z Genkiem kulawym, zasiedzieliśmy się… Taśka nie uwierzyła, ale nie podjęła kłótni, nie była z natury kłótliwa. Co miała zrobić? „Nie złapany – nie złodziej”. Ale całą noc nie spała, rozmyślając: – Gdzie pójdę z dwójką dzieci, trzecie w drodze? Mama chora, brat z rodziną i trójką dzieci w domu, ciasno. Mama zawsze mówiła Taśce, gdy ta żaliła się na zdradę: – Cierp, córko, skoro wyszłaś za mąż i masz dzieci, znosz. Myślisz, że mi było lekko z twoim ojcem? Pił, bił, chowaliśmy się u sąsiadów. Bóg zrobił swoje, zabrał go. Ale znosiłam latami. Twój Jurek chociaż nie pije często i nie uderzył cię ani razu. Żony od dawna muszą znosić. Taśka nie ze wszystkim zgadzała się z matką, ale wiedziała – nie odejdzie od męża. Teściowa też ją przekonywała, uspokajała. – Córko, gdzie z dziećmi pójdziesz, zaraz trzecie. We dwie może damy radę Jurka okiełznać. Trzecia była córeczka Arisha, słabiutka, często chorowała, pewnie przez przeżycia matki w ciąży. Ale z czasem uspokoiła się, Anna dużo jej poświęcała. – Taśka, słyszałaś nowinę? – znów przybiegła Walentyna z plotkami – Tania przyjęła do siebie mieszkać Miśka, żona wyrzuciła go z domu. – No i dobrze, niech mieszka, Bóg z nią – ucieszyła się Taśka, nie będzie chodził do niej Jurek. Ale miesiąc później Walentyna znów: – Misiek wrócił do żony, Tania znów będzie szukać mężczyzny, a ty pilnuj Jurka, bo nim się obejrzysz, znów się tam zakocha. Taśka z Jurkiem żyli spokojniej, Anna też szczęśliwa. Ale jeśli w chłopie siedzi chochlik, nie usiedzi długo przy żonie. Anna spotkała przy sklepie swoją starą przyjaciółkę Anię. – Anka, w kogo wdał się twój Jurek? Taśka – dobra i ładna żona, matka, sama ją chwalisz, czego mu jeszcze brak? – Ania, nie mów, że Jurek znów lata za babami? – Lata, i to jak… Co ma robić, mieszka u was jak pączek w maśle, najedzony, wyprany, zadbany, biega teraz do Werki rozwódki ze stołówki… Anna nie mówiła Taśce, syna w domu łajała, prosiła, by się opamiętał. Ale w końcu wyszło, Taśka dowiedziała się od Walentyny. Łzy i błagania nic nie dały. Jurek nie zamierzał odejść z domu, wiedział, że nigdy nie zostawi żony i dzieci. Ale wierny nie był. Wygodnie mu, dzieci, żona, matka, wszystko zorganizowane, a poza domem – rozrywka. Anna jawnie strofowała syna, starała się przekonać, ale dorosły chłop nie posłucha starszej matki. Syn krzyczał, by się nie wtrącała. – Mamo, staram się dla rodziny, pracuję, przynoszę pieniądze, a wy dwie tylko pretensje. Wierzycie plotkom, baba zawsze plotkuje… – bronił się Jurek. Dawniej mało pił, teraz zupełnie przestał. Lata mijały. Dzieci dorosły. Najstarsza Waria wyszła za mąż w powiecie, uczyła się tam, została z mężem. Syn skończył studia w mieście i tam się ożenił. Najmłodsza Arisha kończy szkołę, też szykuje się do wyjazdu. Jurek się wyciszył, teraz nie chodzi nigdzie, praca i dom. Częściej leży na kanapie, zdrowie szwankuje. Nie pije w ogóle, wcześniej mało, teraz już wcale. – Taśka, serce coś boli, promieniuje na plecy – znów narzeka – Taśka, kolana bolą, co to znaczy, stawy dokuczają, może do lekarza w powiecie – marudzi mąż. Taśce nie żal męża. Jej dusza dawno skamieniała, ile łez i zawodu przeszła, zanim Jurek okrzepł. – Zdrowie mu szwankuje, dlatego siedzi w domu, narzeka – myśli sobie – niech się żali swoim dawnym… Niech one teraz go pielęgnują. Anna już zmarła. Pochowali ją obok męża. W domu Jurka i Taśki zapanowała cisza. Ale czasem wpadają dzieci i wnuki. Oboje się cieszą. Ojciec narzeka dzieciom na zdrowie, nawet obwinia żonę, że go nie leczy. Najstarsza córka przywozi lekarstwa, troszczy się o ojca, gania wokół niego, mówi jeszcze do matki: – Mamo, nie kłóć się z tatą, on chory – a Taśce przykro, bo córka broni ojca. – Córuś, sam sobie winien, za burzliwą młodość teraz chce, by mu żałować. Ja też nie jestem ze stali, zdrowie straciłam, gdy przez niego cierpiałam – tłumaczy się matka. Syn też podtrzymuje ojca, gdy przyjeżdża. Więcej rozmawia z ojcem – mężczyźni… Dzieci jakby nie rozumieją matki, gdy tłumaczy, że ojciec ją zdradzał, a ona znosiła to dla nich. Jak miała zostawić dzieci bez ojca. Jak jej było ciężko. Ale słyszała tylko: – Mamo, nie rozdrapuj dawnych ran, nie dobijaj taty – mówiła córka, brat też trzymał jej stronę. – Mamo, co było, to minęło – uspokajał syn, głaskał ją po ramieniu. Taśce trochę przykro, że dzieci bronią ojca, ale rozumie ich, nie ma większej urazy – takie życie. Dziękuję za przeczytanie, subskrypcję i wsparcie. Powodzenia w życiu!

Nie rozdrapuj starych ran

Często zastanawiam się nad swoim życiem, zwłaszcza teraz, gdy przekroczyłam magiczną granicę pięćdziesięciu lat. Nie mogę nazwać swojej historii rodzinnej szczęśliwą, a wszystko przez mojego męża, Jerzego. Jeszcze gdy byliśmy młodzi, wydawało się, że połączyła nas prawdziwa miłość. Oboje byliśmy zakochani. A kiedy w Jerzym zaszła jakaś zmiana, przegapiłam ten moment.

Mieszkaliśmy w niewielkiej wsi pod Poznaniem, w domu mojej teściowej, Anny. Zawsze się starałam, żeby atmosfera była spokojna, traktowałam Annę z szacunkiem, a ona była dla mnie serdeczna. Moja mama mieszkała w sąsiedniej wiosce z młodszym bratem, zdrowie miała już mocno nadwątlone.

Anka, jak ci się żyje z tą twoją synową Tosią? pytały sąsiadki przy studni, w sklepie, a czasem po prostu na drodze.

O Tosi złego słowa nie powiem, szanuje mnie, zna się na gospodarce, pomaga we wszystkim, odpowiadała teściowa.

E tam, nie wierzymy, przecież nigdy nie było tak, żeby teściowa chwaliła synową, śmiały się.

Nie wasza sprawa, rzucała Anna i szła dalej.

Urodziłam córkę Marylkę, wszyscy się cieszyli.

Tosiu, Marysia to cały ja, wypatrywała Anna podobieństwa w swojej wnuczce, a mnie to bawiło, bo dla mnie najważniejsze było, że córeczka jest zdrowa.

Gdy Marysia skończyła trzy latka, urodziłam syna. Znów radość i zamieszanie. Jerzy pracował, ja zajmowałam się dziećmi, a Anna naprawdę dużo mi pomagała. Żyliśmy jak inni, a może nawet lepiej cicho, spokojnie, Jerzy nie pił jak wielu mężczyzn we wsi. Często widywałam sąsiadki szukające swoich mężów za remizą. Kiedy już ich odnajdywały, ledwo ciągnęły ich do domów, przeklinając wszystko.

Byłam wtedy w ciąży z trzecim dzieckiem, gdy dowiedziałam się, że Jerzy mnie zdradza. W małej wsi nic się nie ukryje plotki o Jerzym i wdowie, Elżbiecie, szybko się rozeszły. Sąsiadka Walentyna nie omieszkała przyjść do mnie.

Tosiu, nosisz trzecie dziecko Jerzego, a on taki… powiedziała dosadnie niewdzięczny, lata za innymi.

Walka, skąd takie rzeczy? Nic nie zauważyłam, zdziwiłam się.

A kiedy masz zauważyć? Dwoje dzieci, trzecie w drodze, dom, teściowa, gospodarstwo. On żyje po swojemu, we wsi już wszyscy wiedzą, że z Elżbietą ma romans, a ona się z tym nawet nie kryje.

Było mi bardzo przykro. Anna też wiedziała, ale milczała, żal jej było mnie. Próbowała Jerzego naprostować, czasem się kłóciła, a on uspokajał ją szybko.

Mamo, dasz wiarę plotkom? tłumaczył się.

Pewnego razu wpadła Walentyna.

Tosiu, twój Jerzy właśnie wszedł do ogrodu Elżbiety, widziałam na własne oczy, wracałam ze sklepu. Chcesz zostać sama z trójką dzieci? Idź do niej, zrób jej awanturę. Jesteś w ciąży, Jerzy cię nie uderzy, nie odważy się, nagabywała.

Wiedziałam, że nie mam w sobie odwagi na bijatyki, szczególnie z Elżbietą, którą dobrze znałam. Z hardej, krzykliwej wyrobiła się przez własne problemy; jej mąż utonął po pijaku, ciągłe kłótnie i awantury zahartowały ją. Mimo to postanowiłam pójść.

Zobaczę Jerzemu w oczy, zmuszę go do wyznania prawdy. Nigdy się nie przyzna, twierdzi, że to ludzkie gadanie, mówiłam Annie, ona mnie odciągała.

Tosia, przecież jesteś w ciąży, po co się narażasz?

Była późna jesień, już się ściemniało. Zapukałam do okna Elżbiety. Czekałam, aż się pojawi, ale ona tylko przez drzwi krzyczała:

Czego chcesz? Nie pukaj!

Wpuść mnie, wiem, że mój Jerzy jest u ciebie, sąsiedzi mi powiedzieli, podniosłam głos.

Akurat, nie otworzę ci, idź do domu, nie rób cyrku, i słyszałam, jak się śmieje.

Trochę postałam, bezsilna wróciłam do siebie, wiedząc, że nie otworzy. Jerzy przyszedł po północy, pijany. Rzadko pił, ale zdarzało się. Czekałam na niego.

Gdzie byłeś? Wiem, że u Elżbiety, piłeś z nią. Przychodziłam, nie otworzyła…

Wymyślasz, oburzył się nie byłem u niej. Piłem z Kubą, siedzieliśmy u niego, czas nam uciekł.

Nie uwierzyłam, ale nie zrobiłam awantury późno, nie jestem kłótliwa. Zresztą co mogłam zrobić? “Jak nie złapiesz, nie dowiedziesz”, jak mówią. Nie spałam całą noc, myślałam:

Gdzie pójdę sama z dwójką dzieci trzecie w drodze? Mama choruje, a brat z rodziną, ciasno u nich, trzy dzieciaki. Nie pomieścimy się.

Mama zawsze mi powtarzała, gdy skarżyłam się na zdrady męża:

Cierp, córko, skoro wyszłaś za mąż i masz dzieci wytrzymaj. Ja z twoim ojcem lekko nie miałam, pamiętasz, kryłyśmy się u sąsiadów, jak pił i szalał. Bóg go w końcu zabrał, a ja przetrwałam. Jerzy chociaż nie bije, nie pije często. Od wieków rolą kobiety jest przeżycie wszystkiego.

Nie ze wszystkim się zgadzałam, ale wiedziałam, że nie mam dokąd się udać. Anna też mnie pocieszała.

Dziecko, zostań tu z dziećmi, w dwójkę damy radę z Jerzym.

Trzecia urodziła się Zosia, słaba, często chora chyba przez moje stresy w ciąży. Z czasem się wyciszyła, teściowa poświęcała jej mnóstwo uwagi.

Znów plotki. Walentyna przybiegła jak zwykle.

Tosiu, Elżbieta puściła do siebie mieszkać Michała żona go wyrzuciła.

Trudno, jej sprawa, odparłam, w duchu ciesząc się, że Jerzy nie będzie już tam chodził.

Ale po miesiącu znów Walentyna:

Michał wrócił do żony, Elżbieta znów sama. Jerzego pilnuj przy sobie, bo może mu się odmienić, pouczała.

Żyliśmy z Jerzym znowu spokojnie, Anna cieszyła się. Ale jeśli mężczyzna ma w sobie jakiś diabełek, nic go nie zatrzyma. Pewnego dnia spotkała Anna na drodze do sklepu swoją starą koleżankę, Irenę.

Anka, w kogo się ten Jerzy wmieszał? Tosia to dobra i ładna kobieta, sama ją chwalisz, czego mu jeszcze brak?

Ireno, myślisz, że Jerzy znowu lata za innymi?

Oczywiście. Żyje jak pączek w maśle, nakarmiony, wypierzony, zadbany. Lata teraz do Weroniki, rozwódki, co pracuje w naszej stołówce…

Anna nie mówiła mi, syna upominała po cichu, prosiła o opamiętanie. Ale w małej wsi nic się nie ukryje. Znowu Walentyna przyniosła nowiny, łzy i prośby do Jerzego nic nie dawały. Jak chodził na boki, tak chodził. Odejść z domu nie zamierzał, wiedział, że nie zostawi mnie i dzieci. Ale wiernym mężem nigdy nie był. Było mu wygodnie: żona, dzieci, mama, ułożony dom, a na boku zabawa.

Anna już otwarcie kłóciła się z synem, próbowała go naprostować, ale kto dorosłego faceta zatrzyma. Krzyczał na nią, by nie mieszała się.

Mamo, dla rodziny się staram, przynoszę pieniądze, a wy mnie oskarżacie, wierzycie w babskie gadanie!

Jerzy kiedyś nie pił dużo, a potem całkiem rzucił alkohol.

Minęły lata. Dzieci dorosły. Najstarsza Marysia wyszła za mąż w powiatowym mieście, tam też skończyła szkołę i została z mężem. Syn ukończył politechnikę w Poznaniu, żonę znalazł w mieście.

Zosia kończy liceum, chce iść też do większego miasta. Jerzy się uspokoił, już nigdzie nie chodzi, tylko dom i praca. Najczęściej leży na kanapie, zdrowie mu szwankuje. Zupełnie przestał pić, i dawniej nie nadużywał, teraz zupełnie alkoholu nie rusza.

Tosiu, coś mi serce dokucza, promieniuje w krzyż, narzeka kolana mnie bolą, chyba stawy, trzeba by iść do lekarza w powiecie.

Nie żal mi Jerzego. Już dawno obojętny mi jest, tyle łez i rozczarowań przeżyłam, nim się uspokoił.

Teraz siedzi w domu, zdrowie mu szwankuje, myślę sobie niech idzie do swoich dawnych znajomych, niech one się nim martwią.

Anna już nie żyje, pochowaliśmy ją obok męża. W domu Jerzego i moim teraz jest cicho. Dzieci z wnukami wracają czasem, rodzinna atmosfera się odradza. Jerzy narzeka dzieciom na zdrowie, nawet oskarża mnie, że się nim nie zajmuję. Marysia przywozi leki, troszczy się o ojca, krząta się wokół niego, nawet mnie poucza:

Mama, nie złość się na tatę, on jest chory, a mnie przykro, bo córka staje po jego stronie.

On sam winny, tłumaczę sobie i dzieciom młodość miał bujną, teraz chce, by mu współczuć. Ja też jestem schorowana, zdrowie straciłam przez te zmartwienia.

Syn też ojca pociesza, rozmawia z nim częściej, mężczyźni…

Mam wrażenie, że dzieci mnie nie rozumieją, gdy tłumaczę, że tata ich zdradzał, a ja znosiłam to dla nich. Jak miałabym zabrać im ojca? Ile bólu i krzywdy przełknęłam. A słyszę tylko:

Mamo, zostaw już przeszłość, nie dręcz taty, mówi Marysia, a brat jej przytakuje.

Mamo, co było, minęło, pociesza mnie syn, głaszcząc po ramieniu.

Chociaż trochę jest mi przykro, że dzieci trzymają stronę ojca, rozumiem ich i nie mam żalu, życie po prostu takie jest.

Dziękuję za przeczytanie, wsparcie i każdą dobrą myśl. Życzę Wam powodzenia!

Rate article
Fajna Tajna
Nie rozdrapuj dawnych ran Często Taśka zastanawia się nad swoim życiem, odkąd przekroczyła pięćdziesiątkę. Nie może nazwać swojego małżeństwa szczęśliwym, wszystko przez męża Jurka. Gdy byli młodzi, pobrali się z miłości, oboje się kochali. Kiedy w Jurku coś się zmieniło, Taśka nawet nie zauważyła tej chwili. Mieszkali na wsi w domu teściowej Anny. Taśka starała się, by w domu panował spokój, szanowała teściową, Anna traktowała ją bardzo ciepło. Matka Taśki mieszkała w sąsiedniej wsi z młodszym synem, często chorowała. – Anka, jak się dogadujesz z tą swoją synową Taśką? – dopytywały sąsiadki przy studni, w sklepie, lub po prostu na drodze. – A co, złego słowa o Taśce nie powiem, szanuje mnie, dom prowadzi dobrze, pomaga mi we wszystkim – zawsze odpowiadała Anna. – Oj, akurat uwierzymy, że u was zgoda i spokój, kiedy to teściowa synową chwali, nie wierzymy – odcinały się sąsiadki. – Wasza sprawa – odpowiadała Anna i szła dalej. Taśka urodziła córkę Warię, wszyscy się cieszyli. – Taśka, a ta Waria to do mnie podobna – doszukiwała się Anna swoich rysów u wnuczki, a synowa śmiała się serdecznie, nie przejmując się, do kogo jest podobna córka. Kiedy Waria skończyła trzy lata, Taśka urodziła syna. Znów radosne zamieszanie. Jurek pracował, Taśka z dziećmi w domu, Anna bardzo pomagała. Żyli jak wszyscy, a może nawet i lepiej – cicho, spokojnie, Jurek nie pił jak niektórzy mężowie. Czasem kobiety szukały swoich chłopów pod remizą – tam panowały libacje. Wrócić do domu nie mogli, więc żony ciągnęły ich nieżywych, przeklinając wszystko na świecie. Taśka była już w ciąży z trzecim dzieckiem, gdy dowiedziała się o zdradzie Jurka. Na wsi nic się nie ukryje – szybko rozeszło się, że Jurek romansuje z wdową Tanią. Sąsiadka Walentyna osobiście przyszła do Taśki. – Taśka, nosisz pod sercem trzecie Jurka, a on taki… – burknęła brzydko – niewdzięcznik, lata za innymi babami. – Walka, serio? Nic nie zauważyłam – zdziwiła się żona. – Jasne, przecież kiedy ty masz zauważać – dwójka dzieci, trzeci w drodze, dom, teściowa, gospodarstwo… A on używa życia. Cała wieś już wie, nie ukrywają tego z Tanią. Taśka się zmartwiła, Anna też wiedziała, ale milczała z litości dla synowej. Nie raz wymyślała Jurkowi, a ten szybko ją zagadywał. – Mamo, co widziałaś? Babska gadanina, babska rzecz. Pewnego dnia Walentyna znów przybiegła. – Taśka, twój Jurek właśnie wskoczył do Tani na podwórko, widziałam na własne oczy, szłam ze sklepu. Chcesz zostać sama z trójką dzieci? Idź do tej bezwstydnej Tani, wyciągnij ją za włosy! Jesteś w ciąży, Jurek nie ruszy cię nawet palcem, nie odważy się! – naganiała sąsiadka. Taśka wiedziała, że nie ma odwagi bić się z Tanią, tym bardziej znała ją od lat – sprytna i kłótliwa, jej mąż utonął pijany, wieczne awantury, zrobiła się ostra, umiała się bronić. Ale Taśka postanowiła – pójdzie i spojrzy Jurkowi w oczy, wymusi prawdę, bo przecież nigdy się nie przyzna, wszystko zwali na babski bełkot – powiedziała Annie, a ta ją odradzała: – Taśka, gdzie idziesz z brzuchem? Oszczędzaj się… Jesień, ciemno. Taśka postukała w okno Tani. – Czego chcesz, czemu pukasz? – usłyszała Tanię zza drzwi. – Otwórz, wpuść mnie, wiem, że mój Jurek u ciebie, dobrzy ludzie powiedzieli – powiedziała głośno. – Jasne, zaraz ci otworzę… Idź do domu, nie rozśmieszaj ludzi – zaśmiała się Tania. Taśka odczekała, ale wróciła przegrana. Mąż wrócił po północy pijany. Pijał rzadko, ale bywało. Żona czekała nie śpiąc. – Gdzie byłeś? Wiem, że siedzisz u Tani, pijecie razem! Przyszłam, nie wpuściła mnie… Przecież wiesz, że wiem. – Co za bzdury wygadujesz – oburzył się Jurek – nie było mnie tam. Piłem z Genkiem kulawym, zasiedzieliśmy się… Taśka nie uwierzyła, ale nie podjęła kłótni, nie była z natury kłótliwa. Co miała zrobić? „Nie złapany – nie złodziej”. Ale całą noc nie spała, rozmyślając: – Gdzie pójdę z dwójką dzieci, trzecie w drodze? Mama chora, brat z rodziną i trójką dzieci w domu, ciasno. Mama zawsze mówiła Taśce, gdy ta żaliła się na zdradę: – Cierp, córko, skoro wyszłaś za mąż i masz dzieci, znosz. Myślisz, że mi było lekko z twoim ojcem? Pił, bił, chowaliśmy się u sąsiadów. Bóg zrobił swoje, zabrał go. Ale znosiłam latami. Twój Jurek chociaż nie pije często i nie uderzył cię ani razu. Żony od dawna muszą znosić. Taśka nie ze wszystkim zgadzała się z matką, ale wiedziała – nie odejdzie od męża. Teściowa też ją przekonywała, uspokajała. – Córko, gdzie z dziećmi pójdziesz, zaraz trzecie. We dwie może damy radę Jurka okiełznać. Trzecia była córeczka Arisha, słabiutka, często chorowała, pewnie przez przeżycia matki w ciąży. Ale z czasem uspokoiła się, Anna dużo jej poświęcała. – Taśka, słyszałaś nowinę? – znów przybiegła Walentyna z plotkami – Tania przyjęła do siebie mieszkać Miśka, żona wyrzuciła go z domu. – No i dobrze, niech mieszka, Bóg z nią – ucieszyła się Taśka, nie będzie chodził do niej Jurek. Ale miesiąc później Walentyna znów: – Misiek wrócił do żony, Tania znów będzie szukać mężczyzny, a ty pilnuj Jurka, bo nim się obejrzysz, znów się tam zakocha. Taśka z Jurkiem żyli spokojniej, Anna też szczęśliwa. Ale jeśli w chłopie siedzi chochlik, nie usiedzi długo przy żonie. Anna spotkała przy sklepie swoją starą przyjaciółkę Anię. – Anka, w kogo wdał się twój Jurek? Taśka – dobra i ładna żona, matka, sama ją chwalisz, czego mu jeszcze brak? – Ania, nie mów, że Jurek znów lata za babami? – Lata, i to jak… Co ma robić, mieszka u was jak pączek w maśle, najedzony, wyprany, zadbany, biega teraz do Werki rozwódki ze stołówki… Anna nie mówiła Taśce, syna w domu łajała, prosiła, by się opamiętał. Ale w końcu wyszło, Taśka dowiedziała się od Walentyny. Łzy i błagania nic nie dały. Jurek nie zamierzał odejść z domu, wiedział, że nigdy nie zostawi żony i dzieci. Ale wierny nie był. Wygodnie mu, dzieci, żona, matka, wszystko zorganizowane, a poza domem – rozrywka. Anna jawnie strofowała syna, starała się przekonać, ale dorosły chłop nie posłucha starszej matki. Syn krzyczał, by się nie wtrącała. – Mamo, staram się dla rodziny, pracuję, przynoszę pieniądze, a wy dwie tylko pretensje. Wierzycie plotkom, baba zawsze plotkuje… – bronił się Jurek. Dawniej mało pił, teraz zupełnie przestał. Lata mijały. Dzieci dorosły. Najstarsza Waria wyszła za mąż w powiecie, uczyła się tam, została z mężem. Syn skończył studia w mieście i tam się ożenił. Najmłodsza Arisha kończy szkołę, też szykuje się do wyjazdu. Jurek się wyciszył, teraz nie chodzi nigdzie, praca i dom. Częściej leży na kanapie, zdrowie szwankuje. Nie pije w ogóle, wcześniej mało, teraz już wcale. – Taśka, serce coś boli, promieniuje na plecy – znów narzeka – Taśka, kolana bolą, co to znaczy, stawy dokuczają, może do lekarza w powiecie – marudzi mąż. Taśce nie żal męża. Jej dusza dawno skamieniała, ile łez i zawodu przeszła, zanim Jurek okrzepł. – Zdrowie mu szwankuje, dlatego siedzi w domu, narzeka – myśli sobie – niech się żali swoim dawnym… Niech one teraz go pielęgnują. Anna już zmarła. Pochowali ją obok męża. W domu Jurka i Taśki zapanowała cisza. Ale czasem wpadają dzieci i wnuki. Oboje się cieszą. Ojciec narzeka dzieciom na zdrowie, nawet obwinia żonę, że go nie leczy. Najstarsza córka przywozi lekarstwa, troszczy się o ojca, gania wokół niego, mówi jeszcze do matki: – Mamo, nie kłóć się z tatą, on chory – a Taśce przykro, bo córka broni ojca. – Córuś, sam sobie winien, za burzliwą młodość teraz chce, by mu żałować. Ja też nie jestem ze stali, zdrowie straciłam, gdy przez niego cierpiałam – tłumaczy się matka. Syn też podtrzymuje ojca, gdy przyjeżdża. Więcej rozmawia z ojcem – mężczyźni… Dzieci jakby nie rozumieją matki, gdy tłumaczy, że ojciec ją zdradzał, a ona znosiła to dla nich. Jak miała zostawić dzieci bez ojca. Jak jej było ciężko. Ale słyszała tylko: – Mamo, nie rozdrapuj dawnych ran, nie dobijaj taty – mówiła córka, brat też trzymał jej stronę. – Mamo, co było, to minęło – uspokajał syn, głaskał ją po ramieniu. Taśce trochę przykro, że dzieci bronią ojca, ale rozumie ich, nie ma większej urazy – takie życie. Dziękuję za przeczytanie, subskrypcję i wsparcie. Powodzenia w życiu!