Gdzie jest Jacek? Nie widać go! Gdzie się podział, dokąd się rozpadł szeptał zbłąkany tłum krewnych, który zebrał się przy schodach warszawskiego szpitala przyjazni macierzyńskiej.
Gdyby Jacek był naprawdę imieniem ojca noworodka, zamieszanie w głosach byłoby mniejsze, ale w tym wypadku Jacek to jedynie zdrobnienie od żeńskiego imienia Jadwiga.
To, że właśnie ta Jadwiga nagle zniknęła, a nie trzyma w ramionach małego córeczkę, wydawało się zupełnie niecodzienne.
Uciekła! Ta niegrzeczna wykrzyknęła matka Jadwigi, kiedy jej zięć Michał z dzieckiem otrzymał dokumenty i ostatni list od zbiegłej żony.
List był typowy, jak te, które zostawia się w podobnych sytuacjach: Nie jestem gotowa, nie szukajcie mnie, nie odmawiam córki, będę płacić alimenty, ale to już koniec mojej misji. Nie było ani zwrotnego adresu, ani wyjaśnień, dlaczego szanowana kobieta, jeszcze pół roku temu marząca o macierzyństwie, nagle postanowiła tak postąpić.
Michałku, nie martw się. Już przywróci ci się rozum, przemyśli to, wróci pocieszała matka Jadwigi.
Jej najstarsza córka, Bogumiła, nie powtarzała tych słów; wewnętrzny głos podpowiadał jej, że Jacek nie powróci. Znała się na takich sprawach nie robiła nic po omacku. Gdy już zdecydowała się odejść, to na dobre.
Ty, głupia, machaj językiem, Bogumiło odparła matka, kiedy córka delikatnie zasugerowała, że Jadwiga może już nie wrócić. Oczywiście wróci. Minie miesiąc, dwa, a serce matki przypomni sobie o dziecku.
Rozwódny papier dotarł po trzech miesiącach. Jadwiga nie przychodziła na rozprawy, odmówiła opieki nad córeczką, więc mała Warusia została z ojcem.
Bogumiła zaczęła częściej gościć u byłego męża siostry, by pomóc przy dziecku i pogadać z Michałem. Mieli wspólny kłopot, bo i Bogumiłę po roku od narodzin synka opuścił narzeczony.
Mieli się wziąć, kiedy chłopiec skończy trzy lata, a Bogumiła wyjdzie z urlopu macierzyńskiego. Niestety, Maksym uciekł, zostawiając ją w morzu problemów, choć udało się udowodnić ojcostwo Andrzeja w sądzie i dostawała skromne alimenty.
Bała się, że kochający mąż zostawi ją samą z dzieckiem. Szukała w zachowaniu Michała sygnałów alarmowych, choć nigdy nie wspominała o tym siostrze i mamie W końcu odkryła, że spoglądała na niewłaściwą osobę.
Co za pech, że zmusiły ją do urodzenia dziecka, pomyślała, ale w rzeczywistości sama tego chciała! Michał proponował pięć lat oczekiwania, by odłożyć trochę kasy i zamienić dwupokojowe mieszkanie w trzypokojowe, ale Jadwiga go popychała, by nie zwlekał.
I tak oto Jadwiga wzięła i zostawiła Warusię małą, bezbronną, potrzebującą mamy. Czy to wina faktu, że Bogumiła już została mamą, czy tylko to, że Warusia była jej własną krwią, nie wiadomo, ale dziewczynka zaczęła traktować ją jak własną córkę.
Michał kilka razy przekazywał dziecko Bogumiłe, mówiąc: Idź do mamy w ramiona. Zaoferował też, by Bogumiła przeprowadziła się z synkiem do ich mieszkania, bo miejsca pod dostatek, a w swoją kwaterę mógłby wynajmować pokoiaki i spłacać kredyt, zamiast błagać teściową o pomoc.
Kiedy matka dowiedziała się, że Bogumiła wprowadziła się do Michała, postanowiła zorganizować jej przemianę. Patrzeć na męża siostry to grzech i wstyd, mawiała, ale po kilku kieliszkach wina przyznała, że nie ma nic przeciwko.
Potem, po kilku kieliszkach, przyznał się, że chce wziąć Bogumiłę za żonę i nawet przyjąć jej syna na własny.
Wszystko będzie uczciwe, Bogumiło. Wychowujesz moją córkę jak swoją, a ja twojego synka liczę za własny. Nie będę cię odciągał do szpitala, sam zdecydujesz, co dalej. Wspólnie będzie nam lepiej.
Ja potrafię zarabiać, ale te pieluszki, katar, lekarze, kleik nie wiem, od czego zacząć. Ty radzisz sobie z dziećmi, a w pracy nie zarabiasz wielkich pieniędzy, bo przed urlopem byłaś wychowawcą w przedszkolu prywatnym.
W ofercie Michała było coś bardzo pragmatycznego. Po chwili namysłu Bogumiła zrozumiała, że romantyczna miłość nic nie przyniosła, a jedyny szczęśliwy moment to jej ukochany synek. Może więc czas wziąć sprawy w swoje ręce? Michał był dobry, nie pił, nie palił, wspierał ją finansowo, a Warusia już dwa lata przyzwyczaiła się do niego i nazywała go mamą.
Może więc wszystko, co się nie robi, robi się na lepsze?
Matka nie przyszła na ślub, ale i tak nie była proszona. Po ceremonii wypili kieliszek z przyjaciółmi, usłyszeli życzenia i wrócili do mieszkania Michała, gdzie już mieszkali we cztery. Życie właściwie się nie zmieniło, oprócz faktu, że dzieci teraz dzielą jedną pokój, a dorośli drugi.
A co? Bogumiła i Michał też są ludźmi i mają prawo do własnego szczęścia i trochę prywatnego życia
W pewnym momencie Jadwiga powróciła niczym grzmot w słonecznym niebie. Bogumiła była w salonie, kiedy Michał otworzył drzwi. Nie patrzył na nią, bo czekał na kuriera. A tuż przy progu rzuciła się na niego była żona.
Kochanie, wróciłam! wykrzyknęła. Gdy Michał odsunął jej ręce i lekko odepchnął, pytając, czy nie jest zaskoczony, ona mrugała i pytała: Nie jesteś szczęśliwy?
A po co miałbym się cieszyć? mruknął złośliwie.
Myślała o tym, co powie, gdy spotka dawną żonę, ale w rzeczywistości zapytała jedynie, po co przyjechała.
Chcę pogadać z córką i może naprawić naszą relację. Wiem, że nie postąpiłam najlepiej, ale możemy coś naprawić, prawda?
Nie. Mam już swoją rodzinę i nie wpuszczam zdrajców z powrotem.
To mówisz o Bogumile? Nie macie ze sobą prawdziwego związku, jak możesz mnie wymienić na nią?
W tym momencie Bogumiła właśnie wyszła z prysznica i zauważyła lekko otwarte drzwi pokoju dziecięcego, przez które dzieci wpatrywały się niczym w okno zamku. Jadwiga też dostrzegła maluchy i, przemykając obok Michała, pobiegła do dziewczynki.
Waruniu, moje maleństwo, jak to rosłaś!
Gdy podniosła dziecko, mały Andrzej, zupełnie nieustraszony, ugryzł Jadwigę w nogę. Na niej były tylko pończochy i krótka spódniczka, więc ból był tak silny, że Jadwiga wydała z siebie krzyk, postawiła Warunię na podłodze i trąciła się w miejsce kontuzji.
Dziewczynka pobiegła do brata, a razem schowali się za nogą Bogumiły. Jadwiga spojrzała na tę scenę morderczym wzrokiem i szeptem:
Ty, wężowa moja własna córka przeciwko mnie Nie zostawię tego tak!
Mamo nie udało się nic w tej rodzinnej tragedii kiedyś sama zrezygnowała z opieki, a Warunia od urodzenia nie widziała matkę i nie chciała się spotykać, więc wszystkie próby odzyskania dziecka skończyły się klapą.
Nawet interwencja mamy, która chciała zrobić rewizję sytuacji, nic nie pomogła.
W efekcie Michał i Bogumiła zerwali kontakt z matką Jadwigi i przeprowadzili się do innego miasta, nie zostawiając adresu. Teraz mieszkają szczęśliwie w nowym miejscu i wychowują już troje dzieci. Warunia czasem opowiada najbliższym przyjaciołom, że jest córką prawdziwej czarownicy, a jej mama Bogumiła to dobra wróżka, która ją uratowała i nie oddała z powrotem.
Andrzej potwierdza tę bajkę, mówiąc, że jego tata chyba też jest złym czarodziejem, bo zostawił dobrą wróżkę i uciekł.
Na szczęście ich dobry tata znalazł się później i teraz mają szczęśliwą rodzinę: mama, tata i dwie pociechy. Bo baśnie i tak zawsze muszą mieć piękne zakończenie.



