Drodzy Czytelnicy,
Dziś zapisuję, co wypełniło ostatnie tygodnie mojego życia. Wszystko zaczęło się od tego, że w naszym dziale w biurze we Wrocławiu pojawiła się nowa koleżanka Jagoda. Niesamowicie sympatyczna, prawie natychmiast wpadła mi w oko.
Zosia (to ja) położyła mi na stole talerz z omletem i usiadła naprzeciwko Maksa. Słońce przedzierało się przez firanki, barwiąc pokój delikatnym złotym blaskiem. Oparłam podbródek ręką i uśmiechnęłam się.
Maks odłożył telefon.
Sympatyczna? Co w niej tak przykuło twoją uwagę?
Wszystko! rozpromieniła się Zosia. Rozmawialiśmy wczoraj, a okazało się, że mamy mnóstwo wspólnego. Ona też uwielbia wspinaczkę, chodzi do tego samego klubu, co ja kiedyś. Czyta te same książki. To jakby ktoś skopiował mnie i wstawił do biura.
Maks roześmiał się i sięgnął po kawę.
To świetnie. Długo czekałaś na przyjaciółkę w pracy.
Dokładnie! chwyciłam widelec, ale nie zaczęłam jeść. Chciałam jeszcze rozmawiać. A do tego uwielbia wycieczki. Umówiłyśmy się, że w przyszłym miesiącu gdzieś pojeżdżamy. Opowiada wszystko szczerze, bez udawania.
Maks skinął głową, gryząc chleb.
Brzmi obiecująco. Może nas przedstawiłabyś?
Oczywiście! Zorganizujmy kolację w weekend? Ja przygotuję coś pysznego, usiądziemy i pogadamy.
Zgoda, odpowiedział Maks bez wahania. Czemu nie?
Zosia przytaknęła zadowolona i zajęła się omletem. W środku wszystko rozkwitało. Miałam wymarzoną pracę, fantastycznego chłopaka, z którym byliśmy razem od trzech lat, i teraz jeszcze przyjaciółkę, z którą tak łatwo się dogadujemy. Życie wydawało się prawie idealne.
Dwa tygodnie później zorganizowałam tę kolację. Sprzątałam mieszkanie na błysk, przygotowałam ulubione danie Maksa pieczonego kurczaka z rozmarynem. Jagoda przyniosła bukiet tulipanów i tort.
Zosia, tak przytulnie! wykrzyknęła Jagoda, rozglądając się. Nie chce mi się stąd wyjeżdżać.
Zosia roześmiała się i wzięła kwiaty.
Dziękuję. Maks, to Jagoda. Jagodo, to Maks.
Maks podał rękę i uśmiechnął się.
Miło mi. Zosia opowiadała o tobie tyle, że czuję się, jakbym znał cię od stuleci.
Wzajemnie. Jagoda uścisnęła mu dłoń. Ona ciągle o tobie mówi. Twierdzi, że jesteś najcierpliwszym człowiekiem na świecie.
Trzeba być, mrugnął Maks do Zosi. Z taką energiczną dziewczyną bez cierpliwości nie da się przetrwać.
Wieczór upłynął wspaniale. Maks i Jagoda szybko znalazły wspólny język. Oboje kochają stare kino i rock z lat siedemdziesiątych, wymieniają się ulubionymi filmami i spierają, który jest lepszy.
Zosia siedziała pomiędzy nimi, obserwując rozmowę. Nie schodził z twarzy uśmiech. Moi dwaj najbliżsi przyjaciele się zaprzyjaźnili. Co może być lepszego?
Po tym spotkaniu zaczęliśmy częściej spotykać się we trójkę do kina, na wystawy, w naturę. Maks sam proponował, żeby zaprosić Jagodę, mówiąc, że z nią nigdy nie jest nudno.
Zosia tylko się cieszyła.
Z czasem jednak dostrzegłam drobne, niepokojące szczegóły. Maks częściej zostawał w pracy, choć wcześniej zawsze odchodził punktualnie. Pisał mi rzadziej, dzwonił mniej bez powodu. Gdy próbowałam rozmawiać o planach mieszkaniu, ślubie odpowiadał krótko, omijając temat.
Jagoda też się zmieniła. Czasem złapałam jej spojrzenie, szybkie, oceniające, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie śmiała. Potem znowu uśmiechała się i zmieniała temat.
Pewnego wieczoru siedziałam w salonie, a Maks gotował w kuchni. Telefon leżał obok mnie. Ekran zabłysł nowa wiadomość. Zautomatyzowanie spojrzałam. Jagoda. Godzina prawie północ. Krótkie: Dzięki za dzisiejszy dzień.
Zamarłam. Serce przykurczyło się w nieprzyjemny sposób. Odłożyłam telefon i wpatrywałam się w ścianę. Co to oznaczało? Spotkaliśmy się dzisiaj? Maks mówił, że został w pracy.
Odrzuciłam te myśli. Pewnie przypadkowo się spotkali, może omówili jakiś projekt, choć Maks pracuje w innej firmie. Wstydziłam się własnej zazdrości, przekonywałam siebie, że to tylko przyjaciele, że wymyślam problem z niczego.
Lecz cień pozostał.
W marcu pojechaliśmy we trójkę na domkowy wypad na Mazury. Planujemy to od dawna. Marzyłam o weekendzie w lesie, o wieczorach przy ognisku. Jagoda od razu podjęła inicjatywę, a Maks dodał się do pomysłu. Wynajęliśmy domek nad jeziorem, wzięliśmy namioty i sprzęt wspinaczkowy.
Od pierwszego dnia atmosfera była dziwna. Zauważyłam, jak Maks i Jagoda wymieniają spojrzenia, milkną, gdy wchodzę do pokoju. Drugiego dnia spacerowali razem wzdłuż jeziora, podczas gdy ja odpoczywałam po treningu na ściance. Maks wyjaśnił, że po prostu pokazywał Jagodzie drogę do starej kapliczki, o której wspomniał miejscowy leśniczy.
Skinęłam głową, ale w środku coś się ściskało.
Wieczorem ostatniego dnia siedzieliśmy przy ognisku. Obie twarze były zdezorientowane, winne. Maks unikał mojego wzroku, Jagoda też. Próbowałam ich rozkręcić, ale odpowiedzi były krótkie i monotonne.
Nocą nie mogłam zasnąć. Miałam wrażenie, że coś nieodwracalnie pękło.
Tydzień po powrocie Maks napisał: Zosiu, musimy porozmawiać. Spotkajmy się w kawiarni.
Siedziałam przy biurku, patrząc na ekran telefonu, czując dziwny niepokój.
O piątej przyszłam do kawiarni. Maks już siedział przy oknie. Obok niego była Jagoda.
Zatrzymałam się w drzwiach. Przez chwilę chciałam odwrócić się i wyjść, ale nogi same poprowadziły mnie do ich stolika. Usiadłam naprzeciw, nie zdejmując kurtki.
Co się dzieje? spytałam.
Patrzyłam na Maksa i Jagodę, oboje mieli winne wyrazy twarzy. Maks długo milczał, rozwijał serwetkę na małe kawałki. W końcu podniósł wzrok.
Zosiu, nie wiem, jak to ująć. Nie planowaliśmy tego. To po prostu się stało.
Zaciśnęłam dłonie pod stołem.
Na Mazurach w końcu zrozumieliśmy, że że się w sobie zakochaliśmy mówił cicho Maks. Próbowaliśmy to powstrzymać. Naprawdę próbowaliśmy. Ale nie damy już dłużej tego ukrywać.
Jagoda łzami przemyła policzki, rozmazując makijaż.
Zosiu, wybacz mi. Nie chciałam. Przysięgam, nie chciałam cię ranić. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Ale to to silniejsze od nas.
Jagoda wyciągnęła rękę.
Odrzuciłam ją. W środku gotowało się wszystko gniew, żal, ból zamknięte w jednym guzie, który utknął w gardle.
Silniejsze od nas? spojrzałam na nich oboje. Grałyście za moimi plecami Kiedy planowałam przyszłość, wy się bawiliście? Kiedy myślałam o ślubie, dzieciach, wspólnym życiu? Jak mogliście mieć taką sumienie? Co wam zrobiłam?
Zosiu, zrozum, nie chcieliśmy wtrącił się Maks.
Nie chcieliście? podniosłam głos. Kilku klientów odwróciło się, ale mnie to nie obchodziło. Spotykaliście się za moimi plecami! Pisaliście nocą! A teraz mówicie, że nie chcieliście? To zdrada, Maks. Najgorsze, co mogłeś zrobić.
Maks spojrzał w dół. Wiem. Wiem, że to podłe. Nie mogę dalej cię okłamywać. Nie mogę udawać, że wszystko w porządku.
A ty? zwróciłam się do Jagody. Mówiłaś, że jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Jak mogłaś?
Jagoda zaszlochała i zasłoniła twarz dłońmi.
Przepraszam. Przepraszam. Nie wiedziałam, że tak się skończy. Po prostu rozmawialiśmy, spędzaliśmy czas, a potem zdałyśmy sobie sprawę, że to coś więcej niż przyjaźń.
Wstałam. Krzesło z głośnym zgrzytem cofnęło się. Chwyciłam torbę i spojrzałam na nich po raz ostatni.
Nie chcę was już widzieć. Nigdy więcej.
Wyszłam z kawiarni, nie odwracając się. Na dworze było zimno. Łzy spływały po policzkach, ale ich nie wycierałam. Szłam dalej, nie zwracając uwagi na drogę, aż dotarłam na stację metra.
Następnego dnia napisałam wniosek o przeniesienie do oddziału w Gdańsku. Szef był zaskoczony, ale nie pytał szczegółów. Zostałam szybko przeniesiona.
Jagoda próbowała dzwonić zablokowałam numer. Maks wysłał kilka wiadomości usunęłam je, nie czytając. Maks zabrał rzeczy, gdy nie było mnie w domu. Wróciłam do pustego mieszkania i stałam wśród pustych butów, patrząc na miejsce, gdzie stały jego trampki.
Dwa tygodnie później byłam już w Gdańsku. Rozpakowałam rzeczy w nowym mieszkaniu. Rodzice nie byli zachwyceni, ale ja zdecydowanie wiedziałam, że muszę zacząć od nowa, z dala od wspomnień o Maksie i Jagodzie.
Pierwsze miesiące były ciężkie. Wróciłam do wspinaczki, tym razem samotnie. To pomagało mi przetrwać.
Pewnego dnia dostałam wiadomość od wspólnej znajomej z Warszawy. Powiedziała, że Maks i Jagoda mieszkają razem już od dwóch miesięcy.
Odczytałam wiadomość i wyłączyłam telefon.
Ból nie zniknął, ale stał się łagodniejszy. Nie płakałam już w nocy, nie przewijałam w głowie ostatniego spotkania. Po prostu żyłam dalej, krok po kroku, dzień po dniu.
Nie straciłam tylko chłopaka i przyjaciółki. Straciłam wiarę w szczerość ludzi, w to, że przyjaźń może być prawdziwa, że miłość nie zdradza tak łatwo.
Jednak postanowiłam odbudować swoje życie, ostrożniej wpuścić w nie nowe osoby. Ból pozostanie ze mną długo, ale wiem, że dam radę. Nie mam innego wyboru.



