Dziennik, 7 marca
Pierwszy raz mój telefon rozbłysł na czerwono właśnie podczas wykładu. Nie chodziło tylko o rozjaśniony ekran cała obudowa, stara wyszczerbiona cegła, która ledwie pamiętała czasy liceum, nagle zaczęła żarzyć się od środka. Jakby ktoś rozniecił w niej węgiel.
Bartek, jeszcze ci wybuchnie ten trup szepnął mi spod łokcia Michał z sąsiedniej ławki, odsunąwszy notes. A mówiłem: nie instaluj tych pirackich wersji.
Pani od ekonometrii coś rysowała na tablicy, sala szumiała cicho rozmowami, ale świetlista czerwień przebijała nawet przez materiał mojej jeansowej kurtki. Telefon wibrował nie zwyczajnie, niechlujnie, lecz równo, jak puls.
Na ekranie wyświetliło się: Dostępna aktualizacja. Poniżej ikona nieznanej aplikacji: czarny okrąg z cienkim białym znakiem jakby runa, jakby stylizowana litera M.
Mrugnąłem. Takich symboli już setki widziałem minimalistyczne, modne fonty, wszystko na jedno kopyto. Ale gdzieś w środku coś się spięło: miałem wrażenie, że ta apka patrzy prosto na mnie.
Nazwa: Mirra. Kategoria: Narzędzia. Rozmiar: 13,0 MB. Ocena: brak.
Pobierz wyszeptał ktoś z prawej.
Drgnąłem. Po prawej siedziała tylko Agata, zapatrzona w notatki. Ani razu nie podniosła głowy.
Słucham? nachyliłem się do niej cicho.
O co chodzi? Agata spojrzała nieprzytomnie. Przecież nie odzywałam się nawet.
Ten głos to nie był głos i nie męski, i nie kobiecy. Ani szept, ani dźwięk po prostu pojawił się w mojej głowie, jak powiadomienie.
Pobierz, powtórzyło coś we mnie, i wtedy ekran zamrugał: Zainstaluj.
Przełknąłem ślinę. Jestem tym typem, który rejestruje się do betatestów, zmienia soft na telefonie i zagląda tam, gdzie zwykli ludzie się boją. Ale nawet dla mnie to wyglądało dziwnie.
A jednak palec sam nacisnął.
Instalacja błyskawiczna, jakby Mirra już w systemie na mnie czekała. Żadnych zgód, żadnego logowania, brak uprawnień do zaznaczenia. Tylko czarne tło i napis: Witaj, Bartek.
Skąd znasz moje imię? wyrwało się głośno.
Pani profesor zerknęła na mnie znad okularów:
Młody człowieku, jeśli już porozumiał się pan z aparaturą, wracamy do modelu popytu i podaży, dobrze?
Sala parsknęła śmiechem. Mruknąłem przepraszam, schowałem telefon pod ławkę, ale wzrok i tak wracał do ekranu.
Pierwsza funkcja dostępna: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1).
Pod napisem przycisk Aktywuj oraz drobnymi literami: Ostrożnie: użycie funkcji zmienia bieg wydarzeń. Możliwe skutki uboczne.
Jasne, już podpiszę własną krwią mruknąłem.
Ciekawość jednak już buzowała. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Brzmiało jak kolejny generator szczęścia zaraz wysypie reklamy, zbierze dane, wyślą Wygrałeś iPhonea!.
A czerwonawy żar nie ustępował. Telefon był ciepły, prawie żywy. Przytuliłem go do kolana, przykryłem zeszytem i kliknąłem Aktywuj.
Obraz zadrżał, jakby powierzchnię wody zmarszczył wiatr. Otoczenie na sekundę ściszyło się, kolory nasyciły. Usłyszałem subtelny dźwięk, niczym dotknięcie kryształowego kielicha.
Funkcja aktywna. Wybierz cel.
Pod spodem pole i podpowiedź: Opisz oczekiwany rezultat (krótko).
Zamarłem. To zaczynało się robić niepokojąco sensowne. Rozejrzałem się: pani profesor wpisywała coś na tablicy, Agata notowała, Michał bazgrał czołg.
Sprawdźmy.
Wpisałem w pole: Nie zostanę dziś zapytany. Palce drżały. OK.
Świat drgnął niepotrzebnie, jakby stojąca winda ruszyła o milimetr i znów stanęła. Serca ścisk.
Prawdopodobieństwo zmodyfikowane. Limit funkcji: 0/1.
No dobrze profesor spojrzała w dziennik. Następny na liście
W brzuchu lód. Zawsze, gdy pomyślę, żeby mnie nie wywołali, na pewno padnie na mnie.
Kowalczyk, hm? Cóż, znów nieobecny. Dobrze, zatem palec przesunął się po spisie. Wójcik, proszę do tablicy.
Agata aż sapnęła, zamknęła notes i czerwieniła się idąc na środek.
Siedziałem nieruchomo. To działa. Cholera, działa.
Telefon zszarzał, pojaśniał jedynie diodą.
Opuszczałem uniwerek zamroczony jak po koncercie. Marcowy wiatr roznosił suchy piasek, asfalt połyskiwał kałużami, nad przystankiem wisiała gruba, ciężka chmura. Gapiłem się w ekran.
Mirra tkwiła na liście aplikacji zwykła ikona. Bez opisu, żadnych ustawień, ani śladu w systemie nawet nie wiadomo ile zajmuje. Ale ja widziałem, jak świat się zmienił.
Może to przypadek tłumaczyłem sobie. Może profesorka naprawdę nie chciała mnie pytać. Albo przypomniała sobie o Kowalczyku.
Jednak gdzieś z tyłu głowy już szeptała myśl: a jeśli nie?
Telefon dał sygnał. Nowe powiadomienie: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.1). Zainstalować teraz?
Szybko to idzie mruknąłem.
Kliknąłem szczegóły. Wyskoczyło: Naprawiono błędy, poprawiono stabilność, dodano funkcję: Podgląd.
Znów bez autora, wersji Androida, opisu. Tylko to: Podgląd.
Nie, dziękuję stuknąłem odłóż.
Telefon pisnął urażony i zgasł. Po chwili sam się włączył, znowu rozbłysnął na czerwono i pokazał: Aktualizacja zainstalowana.
Hej! zatrzymałem się na środku chodnika. Przecież
Przechodniom nawet nie przeszkadzałem ktoś rzucił pod nosem przekleństwo. Wiatr podniósł reklamówkę i przykleił mi do buta.
Dostępna funkcja: Podgląd (poziom 1).
Opis: Pozwala zobaczyć prawdziwy stan osób i obiektów. Zasięg: 3 metry. Czas: max 10 sekund. Cena: wzrost sprzężenia zwrotnego.
Jakiego sprzężenia? zimno mi przeszło po plecach.
Telefon milczał. Przycisk: Wypróbuj.
Nie wytrzymałem w autobusie. Ściśnięty między kobietą z siatką ziemniaków a dzieciakiem z plecakiem, gapiłem się raz jeszcze na ikonę Mirra.
Tylko dziesięć sekund, zobaczę co to.
Otworzyłem aplikację, kliknąłem Wypróbuj.
Świat wokół jakby wstrzymał oddech. Dźwięki jakby pod wodą. Twarze ludzi ostre, pełne szczegółów. Nad każdym z nich pojawiły się cieniutkie żyłki niektórzy oplątani gęsto, inni ledwo ledwo.
Mrugnąłem. Nitki znikały w powietrzu, plątały się ze sobą. U kobiety z ziemniakami szare, mocno naciągnięte, niektóre przepalone, postrzępione. Dzieciak miał jaskrawoniebieskie, jakby kipiał od energii.
Przesunąłem oczy na kierowcę. Nad jego głową wisiał gruby supeł czarnych i rdzawych nici, ściśnięty w kabel prowadzący na drogę. Coś tam się ruszało jak robactwo.
Trzy sekundy wyszeptałem drżąco. Cztery
Spojrzałem na własne nadgarstki. Od nich odchodziły ku rękawowi cieniutkie czerwone nitki jak naczynia krwionośne. Były lekko podświetlone. Ale jedna gruba, ciemnoczerwona szła prosto do telefonu. Z każdą sekundą stawała się masywniejsza.
Szarpnęło mnie w piersi.
Koniec! z hukiem wyłączyłem funkcję.
Dźwięki wróciły szum silnika, śmiechy, pisk hamulców. Zakręciło mi się w głowie.
Wyświetliło się: Wypróbowanie zakończone. Sprzężenie zwrotne: +5%.
Co to znaczy? przytuliłem telefon do piersi, serce waliło.
Następne powiadomienie: Nowa aktualizacja Mirra (1.0.2) dostępna. Zalecana instalacja.
W domu długo siedziałem w swoim maleńkim pokoiku na skraju łóżka, wpatrzony w telefon na biurku. Pokój jak kapsuła: łóżko, stół, szafa, okno na podwórko ze zardzewiałą huśtawką. Na ścianie stary plakat stacji kosmicznej, jeszcze z podstawówki.
Mama na nocce w szpitalu, tata znów gdzieś w trasie. W mieszkaniu panowała pustka i kurz. Zwykle zagłuszałem to muzyką, serialami, grami dziś cisza tylko podkreślała bicie serca.
Telefon mrugał: Zainstaluj aktualizację Mirra dla prawidłowego działania.
Prawidłowego działania czego? Co robisz ludziom? Sobie? Mnie?
Przypomniała mi się czarna lina nad kierowcą i gruba, czerwona żyła łącząca mnie z telefonem.
Cena: wzrost sprzężenia.
Sprzężenia czego? powtórzyłem chociaż powoli zaczynałem rozumieć.
Zawsze wierzyłem, że świat to suma prawdopodobieństw. Że jeśli się zna punkt zaczepienia, można zmienić bieg. Ale nikt jeszcze nie dał mi narzędzia, które dosłownie to umożliwia.
Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji pojawił się napis na ekranie, bez ostrzeżenia system zacznie sam rekompensować.
Jaki system? zerwałem się. Kim ty jesteś?
Odpowiedź przyszła nie tekstem, lecz wrażeniem jakby ktoś pokazał mi schemat programu, ale nie literami, tylko uczuciami.
Jestem interfejsem. Jestem aplikacją. Jestem narzędziem. Ty jesteś użytkownikiem.
Użytkownikiem czego? Magii? roześmiałem się, ale to był nerwowy śmiech.
Możesz tak to nazwać. Sieć prawdopodobieństw. Strumienie zdarzeń. Pomagam ci je zmieniać.
A cena? cisnąłem pięści. Co za sprzężenie zwrotne?
Na ekranie pojawiła się animacja: czerwona nić, która z każdym użyciem narzędzia pogrubiała, aż owijała się wokół sylwetki człowieka, ściskając go.
Każda interwencja zacieśnia więź między tobą a systemem. Im więcej zmieniasz, tym mocniej świat zmienia ciebie.
A jeśli
Jeśli przestaniesz zostaje więź. Ale bez aktualizacji system zacznie szukać równowagi sam, przez ciebie.
Telefon zawibrował jak przy połączeniu. Nowe powiadomienie: Aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa. Nowa funkcja: Cofnij. Krytyczne poprawki bezpieczeństwa.
Cofnij co? szepnąłem.
Możesz odwrócić jedno działanie. Jeden raz.
Przypomniałem sobie autobus. Czarną linę nad kierowcą. Nitki u ludzi. I to, jak moja własna nić robiła się coraz grubsza.
Jeżeli to zrobię wydukałem.
Możesz cofnąć wybraną zmianę. Ale cena
Zawsze jest jakaś cena gorzko się uśmiechnąłem.
Cena: redystrybucja prawdopodobieństw. Im więcej naprawiasz, tym bardziej roztrzęsiona staje się sieć.
Usiadłem zgięty w pół. Z jednej strony telefon, który już zmienił przynajmniej jeden dzień. Z drugiej świat, w którym do tej pory byłem tylko biernym pasażerem.
Przecież chciałem tylko nie zostać zapytany Malutkie pragnienie. A już
Za oknem zawyła syrena, gdzieś w dal na arterii miasta. Aż podskoczyłem.
Zalecana aktualizacja. Bez niej mogą wystąpić nieprawidłowości w działaniu systemu.
Jakie nieprawidłowości? rzuciłem.
Brak odpowiedzi.
O wypadku dowiedziałem się po godzinie. W powiadomieniu newsów na skrzyżowaniu pod uniwersytetem w autobus uderzyła ciężarówka. W komentarzach: kierowca zasnął, awaria hamulców, jak zwykle polskie drogi.
Na zdjęciu ten sam autobus. Ten sam numer. Kierowca Nie mogłem patrzeć dalej.
Czułem przenikliwe zimno. Wyłączyłem telewizor, ale tamta scena nie odpuszczała: czarna lina nad kierowcą, wijące się w środku nici.
To przeze mnie? głos mi się łamał.
Telefon rozświetlił się bez dotykania. Na ekranie: Zdarzenie: wypadek na skrzyżowaniu Leśna/Przemysłowa. Prawdopodobieństwo przed interwencją: 82%. Po: 96%.
Podniosłem ryzyko ścisnąłem dłoń aż aż zbielały kostki.
Każda interwencja w sieć prawdopodobieństw wywołuje efekt domina nowy tekst. Zmniejszyłeś szansę pytania na wykładzie. Wzrosła gdzie indziej.
Ale ja nie nie wiedziałem! krzyknąłem.
Nieznajomość nie znosi skutków.
Syrena zbliżała się pod okno. Gapiłem się na światła radiowozu, ktoś krzyczał na podwórku.
Co teraz?
Zainstaluj aktualizację. Cofnięcie pozwoli skorygować sieć. Częściowo.
Częściowo? odwróciłem się do telefonu. Pokazałeś mi, że każdy krok odzywa się echem po drugiej stronie. Jeżeli anuluję, to gdzie indziej trafi katastrofa? W pociągu? Winda? Czyjeś życie?
Cisza. Tylko migający kursor.
System szuka równowagi. Jedyne pytanie: czy robisz to świadomie.
Zamknąłem oczy. Widziałem twarze z autobusu. Kobietę z siatką. Chłopaka z plecakiem. Kierowcę. I siebie, patrzącego i nie reagującego.
Jeśli zainstaluję i cofnę mówiłem powoli. Cofnę to, że nie dałem się zapytać? Przywrócę pierwotne prawdopodobieństwo?
Częściowo. Możesz cofnąć jedno działanie. Sieć się przeprojektuje. Ale nie gwarantuje to braku skutków ubocznych.
Może chociaż ten autobus nie zdołałem dokończyć.
Prawdopodobieństwo ulegnie zmianie.
Patrzyłem na przycisk Zainstaluj. Ręce drżały. W głowie walczyły dwa głosy: jeden powtarzał, że nie można bawić się w Boga, drugi że skoro już to zrobiłem, nie wolno biernie się wycofać.
Już jesteś w środku wyszeptała Mirra. Połączenie nawiązane. Nie ma odwrotu. Możesz tylko wybrać kierunek.
A jeśli nie zrobię nic?
System będzie aktualizował się sam. Ty poniesiesz konsekwencje.
Przypomniałem sobie czerwoną nić prowadzącą do Mirry. I to, jak gęstniała.
Jak to będzie wyglądać? szepnąłem.
Odpowiedź przyszła jako obraz: ja, zgaszony, starszy, w tym samym pokoju, telefon w ręku. Wokół chaos ciągłych przypadków, cudzych radości i tragedii, które zostawiają ślady tylko na mnie.
Będziesz punktem kompensacji. Węzłem dla odchyleń.
Czyli: albo mam wpływ, albo jestem bezpiecznikiem? zaśmiałem się gorzko. Super wybór.
Milczenie.
Zainstalowałem aktualizację.
Dotknąłem ekranu świat zadrgał mocniej niż wcześniej. Wzrok ściemniał, w uszach szum. Przez chwilę poczułem, że jestem tylko fragmentem wielkiego, pulsującego organizmu.
Aktualizacja Mirra (1.0.2) zainstalowana. Nowa funkcja: Cofnij (1/1).
Pojawiło się pole: Wybierz interwencję do cofnięcia.
Wyświetliło się jedno wydarzenie: Przesunięcie prawdopodobieństwa: nie być zapytanym na wykładzie (dziś 11:23).
Jeżeli to cofnę zadrżałem.
Czas nie wróci. Ale sieć prawdopodobieństw ulegnie zmianie, jakby tej ingerencji nie było.
Autobus? spytałem cicho.
Jego szansa udziału w wypadku się zmieni. Ale, co już się zdarzyło…
Rozumiem. Nikogo nie uratuję z tego, co się stało
Słowa ugrzęzły mi w gardle.
Ale możesz zmniejszyć liczbę kolejnych.
Milczałem długo. Za oknem syrena ucichła. Podwórze znów wtopiło się w pochmurną szarość.
Dobrze. Cofam.
Przycisk rozbłysł. Tym razem świat nie szarpnął raczej się wyprostował. Jakby przed chwilą był nieznacznie przekrzywiony.
Cofnięto. Funkcja wykorzystana. Sprzężenie zwrotne: ustabilizowane.
I koniec? To wszystko?
Na ten moment tak.
Zsunąłem się na łóżko. Pusto w głowie żadnej ulgi, winy, tylko zmęczenie.
Szczerze, zwróciłem się do telefonu skąd się wziąłeś? Kto cię napisał? Jaki szaleniec daje ludziom coś takiego?
Cisza trwała długo. Wreszcie: Dostępna aktualizacja Mirra (1.1.0). Zainstalować?
Kpisz sobie? Właśnie właśnie
W wersji 1.1.0 funkcja: Prognoza. Ulepszone algorytmy. Poprawki moralizacyjne.
Poprawki czego? roześmiałem się. Nazywasz moją moralność błędem?
Moralność to lokalna nadbudowa. Sieć nie rozpoznaje dobra i zła. Tylko stabilność i rozpad.
Ale ja rozpoznaję powiedziałem cicho. I póki żyję, będę rozpoznawał.
Wyłączyłem ekran. Telefon leżał cichy i zimny, ale wiedziałem, że aktualizacja już pobrana, czeka. Następne też będą.
Podszedłem do okna. Na podwórku dzieciak gramolił się na zardzewiałą huśtawkę. Huśtawka skrzypiała, lecz trzymała się. Kobieta z wózkiem szła między kałużami boczną ścieżką.
Zmrużyłem oczy. Przez moment wydawało mi się, że widzę te nitki ledwo widoczne, prowadzące z ludzi gdzieś wyżej. Może to złudzenie od świateł.
Możesz zamknąć oczy odezwała się Mirra na granicy myśli. Ale sieć nie zniknie. Aktualizacje będą się pojawiać. Zagrożenia rosły. Z tobą lub bez.
Wróciłem do stołu, chwyciłem telefon. Był zaskakująco zimny.
Nie chcę być bogiem powiedziałem. I nie chcę być bezpiecznikiem. Chcę
Zawahałem się. Czego właściwie chciałem? Nie być zapytanym? Żeby mama nie pracowała nocami? Żeby tata był w domu? Żeby autobusy nie wpadały pod ciężarówki?
Sformułuj żądanie łagodnie podsunęła apka. Krótko.
Uśmiechnąłem się.
Chciałbym, żeby ludzie sami decydowali o swoim losie. Bez ciebie. Bez takich narzędzi.
Pauza. Potem: Żądanie zbyt szerokie. Potrzebna precyzja.
Jasne, interfejs westchnąłem. Nie rozumiesz, czym jest dać spokój.
Jestem narzędziem. Decyzja należy do użytkownika.
Pomyślałem: jeśli Mirra to narzędzie, można je wykorzystać nie tylko do pociągania czyichś nitek, ale też do ograniczenia samego siebie.
A jeśli chciałbym zmienić prawdopodobieństwo instalacji Mirry u innych? spytałem. Żeby nie trafiła do czyjegoś telefonu.
Ekran zamrugał.
Potrzebne będą znaczne zasoby. Cena będzie wysoka.
Wyższa niż bycie bezpiecznikiem dla całego miasta?
Nie chodzi o miasto.
O kogo?
O całą sieć.
Wyobraziłem sobie: tysiące telefonów zapalających się na czerwono. Ludzie igrający prawdopodobieństwem jak zabawką. Katastrofy, ratunki, zbiegi okoliczności chaos. A w środku gruba nić, ciemniejsza niż moja.
Chcesz się rozprzestrzenić, jak wirus powiedziałem. Przynajmniej jesteś uczciwy dajesz moc, ale wiążesz.
Jestem dostępem do tego, co już istnieje. Jeśli nie ja, pojawi się inne narzędzie: rytuał, przedmiot, umowa. Sieć zawsze znajdzie pośrednika.
Ale teraz jesteś w moich rękach odparłem. Przynajmniej spróbuję.
Wyświetliłem Mirrę. Nowa aktualizacja nadal czekała. Na dole pojawiła się opcja: Zaawansowane operacje (dostęp: poziom 2).
Jak zdobyć poziom drugi? spytałem.
Użyj obecnych funkcji. Skumuluj sprzężenie. Przekrocz próg.
Wykonywać więcej ingerencji, żeby potem móc cię ograniczyć? pokręciłem głową. Błędne koło.
Każda zmiana systemu wymaga energii. A energia to więź.
Nie odpowiadałem długo. Wreszcie westchnąłem.
Dobra. Nie instaluję nowej aktualizacji. Nie użyję Prognozy. Ale nie wypuszczę cię też do ludzi. Jeśli jesteś narzędziem zostajesz tu, ze mną.
Bez aktualizacji funkcjonalność ograniczona. Zagrożenia mogą wzrosnąć.
Będę reagował na bieżąco powiedziałem. Nie jako bóg, nie jako wirus. Jako administrator. Administrator rzeczywistości, cholera.
Słowo brzmiało dziwnie, ale miało sens. Nie stwórca, nie ofiara, lecz ten, kto czuwa, aby system nie upadł.
Telefon pomyślał chwilę. Tryb ograniczonej aktualizacji włączony. Automatyczne instalacje wyłączone. Odpowiedzialność ponosi użytkownik.
Zawsze ją ponosiłem szepnąłem.
Odłożyłem telefon, lecz nie patrzyłem już na niego jak na zwykły sprzęt. Teraz to był portal do sieci, do cudzych żyć, do własnego sumienia.
Za oknem zapaliły się latarnie. Noc spłynęła nad miasto, ukrywając nieskończone możliwości: ktoś się spóźni, ktoś spotka przyjaciela, ktoś przewróci się na lodzie, a komuś się nie upiecze.
Telefon milczał. Aktualizacja 1.1.0 czekała cierpliwie.
Usiadłem do laptopa. Otworzyłem nową notatkę. W tytule wpisałem: Mirra protokół użytkowania.
Jeśli już los postawił mnie przy tym szaleństwie, zostawię chociaż instrukcje. Ostrzeżenie dla tych, którzy przyjdą potem o ile przyjdą.
Opisywałem Przesunięcie prawdopodobieństwa, Podgląd, Cofanie i ich cenę. Czerwone nitki i czarne liny. Jak łatwo wybrać wygodę i jak trudno potem płacić rachunki, bo świat zawsze wymaga bilansu.
W głębi systemu cicho, niezauważalnie, tykał licznik. Aktualizacje gotowały się do wydania każda nowa funkcja za swoją cenę. Ale żaden update nie mógł już sam się zainstalować.
Świat toczył się dalej, a prawdopodobieństwa plątały się niezmiennie. A ja w swoim małym pokoju po raz pierwszy próbowałem stworzyć dla magii rzecz niespotykaną regulamin użytkownika.
I gdzieś bardzo daleko, na serwerach, których nigdy nie było, Mirra zanotowała ten wybór: użytkownik wybrał nie moc, lecz odpowiedzialność.
Rzecz naprawdę rzadka, ale, jak się okazuje, nawet najniższe prawdopodobieństwo ma prawo się spełnić.
Dzisiaj zrozumiałem, że każda decyzja coś kosztuje. I to, czy sięgasz po władzę nad światem, czy bierzesz za niego odpowiedzialność, nie zależy od aplikacji tylko od ciebie.



