Nieźle, tato, jak cię tutaj witają! Po co ci był ten sanatorium, skoro w domu masz taki all inclusive?
Kiedy Michał wręczył jej klucze do swojego mieszkania, Jadwiga zrozumiała: twierdza zdobyta. Żaden Di Caprio tak nie czekał na Oscara, jak ona czekała na swojego Michała, i do tego z własną przystanią.
Zniechęcona, trzydziestopięcioletnia Jadwiga coraz częściej rzucała pełne współczucia spojrzenia w stronę podwórkowych kotów i wystaw z napisem Wszystko do robótek ręcznych.
A tu pojawił się on samotny, młodość poświęcił na karierę, zdrowe jedzenie, siłownię i inne głupoty w rodzaju szukania siebie w tym świecie. Do tego bez dzieci.
Jadwiga marzyła o tym prezencie od dwudziestki, i chyba gdzieś w niebie ktoś w końcu zrozumiał, że mówiła całkiem poważnie.
Mam ostatni w tym roku wyjazd służbowy, potem jestem tylko twój powiedział Michał, wręczając wymarzone klucze. Tylko nie przestrasz się mojej nory. Bywam tu głównie po to, żeby się przespać rzucił i poleciał do innej strefy czasowej na cały weekend.
Jadwiga spakowała szczoteczkę do zębów, krem i pojechała sprawdzić, co to za nora. Problemy pojawiły się już przy wejściu. Michał uprzedzał, że zamek czasem się zacina, ale ona nie sądziła, że aż tak.
Szturmowała drzwi przez czterdzieści minut: przepychała, ciągnęła, wkładała klucz aż do oporu, próbowała delikatnie poruszyć, ale drzwi wyraźnie nie chciały ją wpuścić.
Zaczęła stosować presję psychiczną, tak jak latami temu na podwórku uczyli koledzy z podstawówki. Na hałas otworzyły się drzwi sąsiadki.
Dlaczego pani się dobija do cudzego mieszkania? zapytała zaniepokojona kobieta.
Nie dobijam się. Mam klucze rzuciła z irytacją Jadwiga, ocierając pot z czoła.
A kim pani jest? Nigdy pani tu nie widziałam ciągnęła sąsiadka, wścibsko wykrzywiając twarz przez szczelinę w drzwiach.
Jestem jego dziewczyną! wykrzyknęła wyzywająco Jadwiga, stając w pozycji z rękoma na biodrach.
Pani? zdziwiła się szczerze kobieta.
Tak, ja. Coś nie tak?
Nie, wszystko w porządku. Po prostu nigdy nikogo do siebie nie zapraszał (w tym momencie Jadwiga jeszcze bardziej polubiła Michała), a tu taka nagła zmiana…
Jaka zmiana? nie zrozumiała Jadwiga.
Wie pani, to nie moja sprawa. Przepraszam zamknęła drzwi sąsiadka.
Czując, że teraz albo nigdy, Jadwiga wcisnęła klucz i nacisnęła z całej siły, omal nie przewracając futryny. Drzwi ustąpiły.
Cały wewnętrzny świat Michała stanął przed nią otworem, a dusza Jadwigi pokryła się szronem. Wiadomo, samotny młody mężczyzna bywa ascetyczny, ale to było prawdziwe pustkowie.
Biedaku, twoje serce chyba już dawno zapomniało, co to domowe ciepło wymknęło się jej, gdy oglądała skromne lokum, w którym miała spędzać teraz wiele czasu.
Z drugiej strony była zadowolona. Sąsiadka nie kłamała: kobiecej ręki tu nigdy nie było widać ani na ścianach, ani na podłogach, kuchni, czy oknach. Jadwiga była tu pierwsza.
Niemogąc wytrzymać, ubrała buty i wybiegła do najbliższego sklepu po firanki i dywanik do łazienki, a przy okazji ściereczki i ręczniki kuchenne.
Im dłużej chodziła po Pepco, tym więcej rzeczy wrzucała do koszyka do szamponu i mydła dołączyły pachnące świeczki, pojemniki na kosmetyki, podkładki pod garnki.
Dodanie drobiazgów to nie nachalność uspokajała samą siebie, doczepiając drugi koszyk do pierwszego, po brzegi wypchanego zakupami.
Zamek już jej nie stawiał oporu wręcz przestał w ogóle spełniać swoją funkcję i przypominał bramkarza, który wychodzi na boisko bez maski.
Zorientowawszy się, co narobiła, Jadwiga do północy dłubała stare zamki kuchennym nożem, a rano poleciała po nowy. Przy okazji trzeba było wymienić sztućce, deski do krojenia, obrus i firany. Do tych zmian była dosłownie o krok.
W niedzielę około południa zadzwonił Michał, uprzedzając, że musi zostać na wyjeździe służbowym parę dni dłużej.
Bardzo się ucieszę, jeśli wprowadzisz do mojego mieszkania trochę ciepła i komfortu zaśmiał się przez telefon, gdy Jadwiga wyznała, że zrobiła mały remoncik w jego wnętrzu.
Oczywiście, jej domowe ciepło już wyjechało tu na ciężarówkach i rozstawiało się z dokumentacją techniczną oraz planem architektonicznym. Lata samotności kumulowały w niej tę potrzebę, więc gdy mogła się wykazać, nic nie mogło jej zatrzymać.
Kiedy do powrotu Michała w mieszkaniu pozostał już tylko pająk obok kratki wentylacyjnej, Jadwiga chciała go przegonić, ale widząc zdezorientowane osiem oczu zdecydowała, że lepiej zostawić biedaka jako symbol nietykalności cudzej własności.
Mieszkanie wyglądało teraz tak, jakby Michał był szczęśliwy w małżeństwie od ośmiu lat, potem się rozczarował, ale w końcu znowu odnalazł szczęście na przekór wszystkiemu.
Jadwiga zajęła się nie tylko mieszkaniem, ale i całą klatką schodową wszyscy wiedzieli, że ona tu rządzi i wszystkie sprawy można zgłaszać do niej. Może obrączki na palcu jeszcze nie miała, ale to kwestia techniczna.
Sąsiedzi patrzyli na nią najpierw podejrzliwie, ale potem wzruszali ramionami: Jak pani woli, nam to obojętne.
***
W dzień powrotu Michała Jadwiga przygotowała tradycyjną kolację, zapakowała swoje wciąż jędrne pośladki w świąteczne, trochę krzykliwe opakowanie, rozstawiła pachnidła po kątach, przyciemniła światła i czekała.
Michał się spóźniał. Gdy Jadwiga zaczęła czuć, że sukienka wbija się w miejsce, dla którego pół roku ćwiczyła w siłowni, w zamku usłyszała klucz.
Zamek jest nowy, po prostu popchnij, nie zamknięte! zawołała nieco zmieszana, ale rozmarzona. Nie bała się oceny. Za dobrze urządziła mieszkanie, wszystko jej wybaczą.
W momencie, kiedy drzwi się otworzyły, Jadwidze przyszedł nagle SMS od Michała: Gdzie jesteś? Jestem w domu, widzę, że mieszkanie bez zmian. Koledzy mnie straszyli, że wszystko zalejesz kosmetykami.
Oczywiście przeczytała wiadomość dużo później. W tej chwili do mieszkania weszło pięć zupełnie obcych osób: dwóch młodych mężczyzn, dwóch nastolatków i starszy dziadek, który zobaczywszy Jadwigę, od razu się wyprostował i wygładził siwe włosy.
No nieźle, tato, jak cię tu witają! I po co ci był ten sanatorium, gdy w domu masz taki all inclusive? zażartował jeden z młodych, po czym dostał od żony burę za zbyt śmiałe spojrzenie.
Jadwiga stała w progu z dwoma pełnymi kieliszkami, zupełnie zdezorientowana. Miała ochotę krzyknąć, ale nie mogła pokonać szoku.
W kącie zachichotał radośnie pająk.
Przepraszam, a kim pani jest? pisnęła Jadwiga.
Właściciel mieszkania. A pani, z przychodni, przyszła wykonać opatrunek? Chyba mówiłem, że poradzę sobie sam odpowiedział staruszek, patrząc na Jadwigę ubraną jak pielęgniarka.
Ach tak, panie Adamie, tutaj u pana czysto i przyjemnie zaglądała przez ramię Jadwigi żona młodego. Od razu lepiej niż wcześniej, bo dotąd jak w piwnicy. A pani jak się nazywa? Adam nie za stary dla pani? Ale pan poważny, ma własne lokum…
Ja… Jadwiga…
No proszę! Panie Adamie, dobrze pan wybiera!
Dziadek, sądząc po błysku w oku, uznał sytuację za bardzo korzystny zbieg okoliczności.
A gdzie Michał? wyszeptała Jadwiga. Ze stresu wypiła oba kieliszki jednym haustem.
Ja jestem Michał! zawołał chłopiec, może ośmioletni.
Spokojnie, za wcześnie, żebyś był Michałem matka odsunęła go na bok i wysłała dzieci z ojcem do samochodu.
Przepraszam, chyba pomyliłam mieszkania powoli zaczęła odzyskiwać przytomność Jadwiga, przypominając sobie swój wyczyn z zamkiem. To jest Słowiańska 18, mieszkanie 26?
Nie, to Bukowa 18 dziadek już zacierał ręce, gotów rozpakowywać swój prezent.
No dobrze westchnęła tragicznie Jadwiga pomyliłam się. Proszę się rozgościć, a ja na chwilę wyjdę, muszę zadzwonić.
Chwyciła telefon, rzuciła się do łazienki, gdzie zabarykadowała drzwi i owinęła się ręcznikiem. Dopiero tam przeczytała SMS od Michała.
Michał, zaraz będę, tylko zakupy przedłużyły mi się odpisała szybko.
W porządku, czekam. Jeśli możesz, przynieś czerwone wino nagrał wiadomość Michał.
Czerwone zamierzała przynieść, ale już w sobie. Zabierając dywanik i zdejmując firankę, czekała, aż obcy przeniosą się na kuchnię i wymknęła się z łazienki.
Zgarniając szybko rzeczy do torby, wyskoczyła z mieszkania.
***
Opowiem, ale później rzuciła Jadwiga, gdy Michał otworzył jej drzwi.
Powłócząc nogami, przeszła obok niego bez spojrzenia. Weszła do łazienki, zawiesiła firankę, rozłożyła dywanik, potem poszła do pokoju, padła na kanapę i zasnęła aż do rana, kiedy cały stres i czerwone wino wyparowały z niej.
Obudziwszy się, zobaczyła przed sobą nieznajomego młodego mężczyznę, czekającego na wyjaśnienia.
Przepraszam, jaki tu jest adres?
Batuty 18…



