Nie wytrzymałam
Składam pozew o rozwód powiedziała spokojnie Weronika, wręczając mężowi kubek herbaty. A w zasadzie już złożyłam.
Zrobiła to takim tonem, jakby mówiła o czymś zupełnie zwyczajnym. Jakby oznajmiała, że na obiad będzie kurczak z warzywami.
Mogę zapytać, od kiedy… Hmm, dobra, nie przy dzieciach Andrzej, widząc pełne napięcia miny dwóch synków, ściszył głos. Czym ja ci tak zawiniłem? I nawet nie wspominam, że dzieci potrzebują ojca.
Myślisz, że nie znajdę im innego ojca? Weronika przewróciła demonstracyjnie oczami i parsknęła. Czym zawiniłeś? Wszystkim! Myślałam, że życie z tobą będzie spokojne, jak tafla jeziora, a to przecież rwąca rzeka!
No dobra, chłopaki, zjedliście wszystko? Andrzej nie chciał ciągnąć tej rozmowy przy dzieciach. Pędźcie się pobawić. I nie podsłuchiwać! dorzucił, znając dobrze niespokojny charakter synów. Dobra, teraz możemy rozmawiać.
Weronika zacisnęła usta w niezadowoleniu. Nawet teraz próbuje rządzić! Udaje ojca roku
Mam dosyć takiego życia. Nie chcę codziennie spędzać ośmiu godzin w pracy, uśmiechać się do współpracowników, tłumaczyć klientom Chcę spać do południa, robić zakupy w drogich butikach, chodzić do kosmetyczki. A ty mi tego nie zapewnisz. Mam dość! Oddałam ci najlepsze dziesięć lat mojego życia
Możesz bez tych wielkich słów? przerwał sucho Andrzej. To nie ty dziesięć lat temu tak się starałaś, żeby mnie złapać? Ja do ślubu nie rwałem się przesadnie.
Pomyliłam się, zdarza się każdemu.
Rozwód przeszedł szybko i po cichu. Andrzej, choć z oporami, zgodził się, by chłopcy zostali z matką, pod warunkiem, że będą u niego każdy weekend oraz wakacje. Weronika bez problemu przyjęła te warunki.
Pół roku później Andrzej przedstawił synom swoją nową żonę. Uśmiechnięta i ciepła Lubomira szybko podbiła ich serca i nie mogli się doczekać każdej wizyty u ojca, czym wściekle drażnili matkę.
Jeszcze bardziej dobijało Weronikę to, że Andrzej odziedziczył spadek po jakimś dalekim wuju, kupił piękny dom pod Warszawą i żyje sobie spokojnie. Z pracy nie zrezygnował, alimenty płaci raczej symboliczne, za to sam kupuje chłopakom ubrania i elektronikę. Nawet te alimenty potrafi dokładnie pilnować!
Dlaczego nie mogła wytrzymać tych sześciu miesięcy? Gdyby tylko wiedziała, jak się wszystko potoczy… Ech, wtedy pokazałaby, na co ją stać!
Może jednak nie wszystko stracone?
*************************
Może się napijemy herbaty? Jak za dawnych lat zalotnie uśmiechnęła się Weronika, kręcąc na palcu kosmyk długich włosów. Króciutka sukienka podkreślała atuty, umiejętnie nałożony makijaż odejmował parę lat Oj, napracowała się, żeby wyglądać olśniewająco!
Nie mam czasu rzucił zimno Andrzej, przelotnie patrząc na byłą żonę. Chłopcy spakowani?
Jeszcze coś szukają, pewnie zejdzie im z dziesięć minut, dobrze ich znam powiedziała z rozczarowaniem, ale nie rezygnowała. A może spędzimy razem Sylwestra? Kacper i Jurek pół dnia ubierali choinkę.
Przecież dogadaliśmy się, że ferie są moje. Jedziemy z Lubą w urocze góry, będzie dużo śniegu, narty, snowboard. Wszystko już zorganizowała.
Ale to przecież święto rodzinne
No właśnie, więc świętujemy rodzinnie. Będziesz przeszkadzać zabiorę chłopców na stałe.
Ledwo za byłym mężem i roześmianymi dziećmi zamknęły się drzwi, Weronika w złości rozbiła ślubny serwis. Lubomira Znowu ta Lubomira! Co ona się wszędzie wpycha? Udaje taka szczęśliwa z chłopcami, pewnie tylko czeka, żeby wrócili do matki. Kto jak kto, ale Weronika wie, jakie to urwisy!
Ale właściwie To może być dobry plan. Weronika uśmiechnęła się pod nosem. Jeszcze wszystko może się ułożyć. Już niedługo wszystkie pieniądze Andrzeja mogą być w jej rękach
********************
Co to ma być? zdziwił się Andrzej, widząc walizki pod drzwiami.
Jak to co? Rzeczy Kacpra i Jurka odpowiedziała Weronika, szturchając jedną z waliz. Skoro masz już poukładane życie, to i ja chcę to zrobić. Wiesz, nie każdy facet zgodzi się wychowywać cudze dzieci, więc teraz chłopcy będą mieszkać z tobą. Już byłam w opiece społecznej, zostawiłam dokumenty, teraz wszystko zależy od twojego podpisu. A ja jadę na urlop z bardzo obiecującym kandydatem.
Zostawiając osłupiałego Andrzeja w drzwiach, ruszyła wolno do czekającego auta. Ciekawe, ile ta święta Lubomirka wytrzyma z chłopcami? Tydzień? Dwa? Stawiam na dwa tygodnie. Andrzej, wybierając pomiędzy synami a żoną, z pewnością wybierze dzieci. I wróci do niej. Z całym swoim majątkiem
Minęły dwa tygodnie. Miesiąc. Dwa. I nic. Żadnego telefonu, żadnego żądania, żeby odebrać dzieci. A po rozmowach z synami wynikało, że Lubomira ani razu nie podniosła głosu! Niemożliwe Te dwa łobuziaki nagle zamieniły się w aniołki? Jakim cudem?
Jak chłopcy się sprawują, nie masz ich już dość? nie wytrzymała i zadzwoniła do byłego męża.
Zachowują się wspaniale, są grzeczni, pomagają, słuchają się głos Andrzeja aż zmiękł, gdy mówił o dzieciach. Po prostu złote dzieciaki!
Naprawdę? zdziwiła się Weronika. U mnie ciągle były kłótnie i rozróby
Bo z dziećmi trzeba się zajmować prychnął Andrzej. A ty wiecznie wpatrzona tylko w telefon. A poza tym, informuję cię przeprowadzamy się. Jak chcesz, mogę przywieźć chłopców na wakacje.
Ale to też są moje dzieci!
A przecież sama oddałaś mi do nich wszystkie prawa roześmiał się Andrzej. Z ciebie to matka
Weronice pozostało tylko gryźć paznokcie. Męża nie odzyskała (a raczej jego pieniędzy), z nowym wybrankiem nie wyszło, dzieci daleko. Chociaż, nie oszukujmy się, tęsknić nie będzie za bardzo polubiła swoje wolne życie.
Co za niesprawiedliwość! Wytrzymać dziesięć lat i zejść z trasy na pół roku przed prawdziwie dostatnim życiem
NiesprawiedliweWzięła głęboki oddech i spojrzała w lustro. Zamiast pewnej siebie kobiety znów zobaczyła dziewczynę, która wszystko stawiała na jedną kartę a potem przegrała, nawet nie próbując naprawdę grać. Przeczesała palcami włosy. Przecież tak chciała: luksusu, spokoju, świętego spokoju! I go dostała. Teraz miała ciche popołudnia, długie wieczory, czas wolny, tylko po co, skoro nikt nie czekał, nikt nie śmiał się w kuchni z jej przypieczonych naleśników, nikt nie rozrzucał klocków pod nogami?
Głośny dźwięk powiadomienia przerwał jej rozmyślania. Reklama. Samotność nie musi boleć wypełnij ankietę, znajdź szczęście! Weronika skrzywiła się, parsknęła śmiechem. Odsunęła telefon, wstała. Wyszarpała z szafy starą torebkę i wrzuciła do niej klucze. Może dzisiaj maliny na rynku będą świeże, może na spacerze spotka kogoś z dawnych znajomych, a może może po prostu będzie jej dobrze, tak jak teraz, w tej ciszy, którą sama wybrała.
Bo przecież wszystko mogło się potoczyć inaczej. Ale każde życie ma swoje własne rwące rzeki i tafle spokojnych jezior. A jej przyszłość? Och, jeszcze się okaże, na co ją stać.
Weronika poprawiła sukienkę, wyprostowała ramiona i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Tym razem bez żalu spojrzała na klamkę ostatni raz.



