Danuta Leonidowna zapadła niespodziewanie na zdrowiu. Przez cały ten czas żadna z jej córek nie pofatygowała się do matki jedynie wnuczka, Agnieszka, dbała o babcię jak trzeba. Ale córki, jak to córki, pojawiły się nagle tuż przed Wielkanocą. Wiadomo, na swojskie smakołyki, które matka przygotowała własnoręcznie! Danuta Leonidowna wyszła przed furtkę przywitać dzieciaczki.
Czego przyjechałyście? rzuciła chłodno, patrząc na nie spod przymrużonych oczu.
Najstarsza córka, Jasmina, prawie się zadławiła ze zdumienia.
Mamo, co ci się stało?! jęknęła.
Nic mi się nie stało! Tyle że wszystko sprzedałam ogłosiła z lodowatym spokojem.
Jak to? A my?! wpadły w histerię córki, zupełnie nie rozumiejąc sytuacji.
Życie w Sycowie było nudne jak flaki z olejem. Każda nowinka to już było wydarzenie na wagę złota.
Ale odkąd w miasteczku pojawiła się Agnieszka wnuczka byłej kierowniczki sklepu spożywczego Syców przeżył prawdziwy przewrót kopernikański.
Miejscowe, zwłaszcza te wrażliwe, aż piszczały z wrażenia, gdy Agnieszka przejeżdżała przez rynek.
Oj ta Aga! mówiły. Dziewczyna z głową na karku! Wszystkim nosa przetarła! Teraz niech sobie zazdroszczą!
Nie można było się nie zgodzić połowa sycowskiej śmietanki patrzyła na Agnieszkę z nienawiścią, gdy śmigała po okolicznych dziurach wypasionym SUV-em. Limuzyna, błoto i wieś to jest ten polski klimat!
Z całego miasteczka ludzie wychodzili z bloków i chałup, żeby uwiecznić ten historyczny moment na starych Samsungach.
Babcie przecierały oczy chustkami, aż im szkliły się oczy.
No, popatrz pan, jak w bajce o Kopciuszku! mruczały, rozrzewnione.
Ale się jej udało, od początku ją nazywali “Kopciuszek”!
Teraz Agnieszka mogła z wyższością zerkać na tych, co dawniej buzia im się nie zamykała, kpiąc z jej losu.
Aga wypatrzyła miejscowego muzyka, Pawła. Uśmiechnęła się szeroko i pomachała z opadającej szyby.
Panie Pawle, jak zdrowie? Co tam u pana?
Jakoś się żyje, Aga! Wpadnij do nas na próbę do domu kultury!
Jasne, przy okazji zajrzę!
Auto znikło za zakrętem, a ludzie rozeszli się rozleniwieni. Paweł sapnął, przysiadł na ławce i odetchnął z ulgą.
Dzielna dziewczyna! Osiągnęła, co chciała Teraz czas na naszych medyków, bo połowa ludzi dziś zielenieje z zazdrości!
Babcia Stasia, nie gorsza, wtrąciła:
A co to do nich ma?!
Ma, babciu, bo dzisiaj wielu poczuje ścisk w żołądku z zazdrości, taka “żaba” znasz to? mrugnął.
Stasia machnęła ręką, przeżegnała się na wszelki wypadek i polazła do domu.
Paweł się nawet nie obraził wiedział, że babcia złośliwa nie jest, po prostu gadatliwa.
Usiadł wygodnie na ławce przed klubem i pozwolił, by myśli popłynęły w przeszłość.
—
Paweł odegrał w historii Agnieszki rolę, której nie da się przecenić i dosłownie, i w przenośni. Dziewczyna straciła mamę jako dziecko. Ojciec odszedł wcześniej; szeroko pojęta rodzina nie garnęła się do dodatkowej roboty, więc przez dwa lata była w domu dziecka.
Coś jednak chwyciło Danutę za serce i zabrała Agnieszkę do siebie.
Mieszkańcy docenili jej gest w końcu nie każdy tak się poświęci dla wnuczki. Danuta jeszcze wtedy pracowała, a jej przełożona aż się rozpływała w zachwycie, opowiadając wszystkim jaka to Danuta wspaniała.
Oczywiście, znalazły się i takie, które wyczuwały drugie dno.
Teraz dają niezłą kasę za opiekę nad dzieckiem, to i “kochająca” babcia chętnie się podjęła. Pani Danuta to nie święta, tylko charakterek ma z piekła rodem!
I trochę racji miały, bo Danuta jako szefowa sklepu miała opinię… specjalną. Tu i ówdzie policzyła za dużo, czasem chleb był “cięższy”, niż na wadze, ale nikt nie zgłaszał bo jak tak u sąsiadów donosić?
Do własnych dzieci miała serce syn lekarz w powiatowym szpitalu, córki w Warszawie.
Ale trójka przyjeżdżała do matki regularnie vis major, kiszka kiszką, konserwy konserwami, a spiżarnia babci Danuty to arka Noego!
Danuta trzymała stado kaczek i kur, świnie w chlewiku, kózki, wszystko śpiewało i kwiczało w zagrodzie, aż ucho bolało. Dwa hektary ziemi obrabiała, sama jedna!
Pracy było za dwóch kobieta już nie młódka, a roboty jak dla pułku żołnierzy, a na pomoc sąsiada nie stać tu się przypomina wnuczka.
O swoim genialnym planie opowiedziała przyjaciółce Zosi na kawie.
Zabieram Agę, ileż ona będzie się po domach dziecka tułać? Ludzie już gadają, że nieswoja jestem!
Zosia żyła z łaski Danuty, bo sprzedawała w tym samym sklepie.
Słusznie, Danusia, ja od ludzi też to słyszałam! Agnieszka jest duża, pomoże ci przy wszystkim!
O właśnie! A jak do szkoły pójdzie, doglądnę, żeby mi nie uciekała na żadne kółka po co jej tam?
Ale teraz dzieci to tak mają ciężko! Moje wnuki czytają do północy! Koła, zajęcia, rowerki…
Dobrze im będzie bez kółek ja ją tu karmię, ona popracuje.
Agnieszka była przeszczęśliwa babci słuchała, a dowcip i uśmiech z miejsca podbiły serca sąsiadów. Szybko dostała przezwisko “Kopciuszek”.
Większość z sąsiadek patrzyła na Danutę z potępieniem.
Danuta, opamiętaj się! Aga to patyczek, a ty każesz jej chodzić za całą gospodarkę!
Danuta odburknęła:
Patrzcie lepiej na siebie, a nie na moje podwórko! I tak pójdzie do technikum weterynaryjnego, a nie na żadne zajęcia!
Babcia snuła plany zupełnie jakby miała władanie nad losem. Wszystko by się pewnie powiodło, gdyby nie przypadek.
Do miejscowego domu kultury przyszła nowa dyrektor, Malina świeżo upieczona absolwentka szkoły artystycznej w Kaliszu.
Przepatrzyła całą wieś w poszukiwaniu talentów. Pawła szukać nie musiała sam się zgłosił.
Jakby tylko instrument lepszy był, mogę grać dla rolników do końca świata!
Próbujcie, panie Pawle! Może instrument stary, ale grać można!
Paweł rozkręcił zabawę zebrał śpiewaczki, założył zespół, ale brakuje mu… solistki! Poszedł do Maliny z problemem.
Malinko, zespół bez solistki to jak rosół bez makaronu. Gdzie ją znaleźć?
Wiem, gdzie szukać! Chodźmy, nawet instrument zabierz!
W podstawówce wybuchł casting jak w “The Voice of Poland”. Talenty ustawiły się w kolejce. Agnieszce wychowawczyni kazała wystartować.
Aga, przecież wiem że śpiewasz. Nie zgrywaj się.
Pani Marto, muszę do domu! Babcia mnie zabije!
Obiecuję nic nie będzie, sama z babcią porozmawiam!
Aga walczyła z emocjami, ale zgodziła się. Dała cały swój repertuar hity radiowe i staropolskie przeboje. Jej publika to świnki i kózki, na polu wtórowały jej skowronki.
Malina była zachwycona.
Czysty diament! Gdzie ona się chowała z takim głosem?
Sukces! Po poważnej rozmowie w pokoju nauczycielskim nawet babcia Danuta odpuściła trochę obowiązków Agnieszki.
Danuta była zła, że wnuczka teraz po koncertach, a nie w polu. Poskarżyła się Zosi.
Co, ja będę utrzymywać ją, żeby śpiewała?! Komu się to przyda?
Zosia zrobiła minę jak kot po melisie.
Spójrz, Danutko, wyobraź sobie: za 10 lat gazety, telewizja Agnieszka gwiazdą!
A co mi po tej sławie?! Mi ktoś gospodarstwo ogarnie?
Zosia spojrzała na nią jakbym widziała ją pierwszy raz.
Ludzie mają rację jesteś jak macocha z Kopciuszka!
Ta rozmowa zakończyła starą przyjaźń.
Tymczasem kariera Agnieszki rozkwitała. Razem z zespołem objechała całą okolicę, śpiewała traktorzystom i mleczarkom, zdobyła pierwszą nagrodę na przeglądzie wojewódzkim ale w głowie jej nie przewróciło.
Nadal opiekowała się babcią, a kiedy ta nagle się rozchorowała, Aga była przy niej dniami i nocami.
Córki Danuty znowu nie odwiedziły matki dojechały tylko przed Wielkanocą. Wiadomo, na swojskie szynki!
Danuta wyszła do furty, spotkać się z córkami.
Czego tu chcecie? rzuciła zimno.
Jasmina wybałuszyła oczy.
Mamo, co ty?!
Nic. Sprzedałam całe gospodarstwo.
Że co?! A my?!
Do sklepu marsz, jak coś chcecie! Zdrowia już nie mam, żeby to wszystko ciągnąć!
A Agnieszka?
Danuta nie wytrzymała:
Agnieszka to nie służąca i pracować na was nie będzie! Kiedy leżałam chora, tylko ona się mną zajmowała. Przyjeżdżacie tylko jak czegoś chcecie! Koniec z tym! Też chcę żyć jak człowiek!
Agnieszka niech się kształci, może gwiazdą będzie!
Siostry obrażone wyjechały z pustymi rękami, a Danuta poszła do Zosi.
Dzięki, Zośka, że mi oczy otworzyłaś! Mało nie zmarnowałam wnuczce życia. Pomóż mi teraz mięso sprzedać.
Jakie, Danutko?
Wszystko. Koza tylko zostaje dla mnie.
I dobrze! A córki?
Radźcie sobie same! Trzeba umieć się odciąć!
Agnieszka długo nie pojawiała się w Sycowie, ale codziennie dzwoniła, słała przelewy złotówki leciały jak latem komary. Praca, koncerty, życie czasu jak na lekarstwo.
Pewnego dnia na tylnym siedzeniu jej samochodu odezwał się śpiący Maksio:
Mamo, czy już u babci?
Już synku! Patrz, babcia wychodzi!
Danuta staruszka, ale wciąż z werwą. Porywa prawnuka na ręce, całuje jakby dobyła wygraną w totolotka.
Mój kochany skarbeczek! Myślałam, że się nie doczekam!
Agnieszkę całuje z dystansem żeby nie popsuć fryzury.
W telewizji patrzyłam! Najładniejsza byłaś!
Agnieszka tuli babcię.
Przesadzasz, babciu! Jestem tylko prostą dziewczyną, trochę śpiewam.
Nie kokietuj! Ty jesteś gwiazdą!
Gdyby nie ty i wujek Paweł, nic by ze mnie nie było!
W bajce wróżka zamieniła dynię w karocę, a księcia podsunęła. Ale ty sama sobie wszystko wypracowałaś
Agnieszka odruchowo ukryła spracowane ręce. Babcia zauważyła gest. Przytuliła mocniej i łkała, przepraszając za stare grzechy, ale Agnieszka dawno temu przebaczyła wszystko.
Najważniejsze, że miały siebie nawzajem. I mogły w końcu po prostu być rodziną.



