No, nie wierzę! zamiast przywitania rzuca Wojtek, widząc w drzwiach niską, drobną staruszkę w dżinsach, z zadziornym uśmiechem na cienkich ustach. Spod lekko zmrużonych powiek figlarnie błyszczą bystre oczy.
Babcia Zuzi, Kazimiera Malinowska, poznaje. Ale jak to, bez zapowiedzi, nawet nie zadzwoniła
Witaj, wnuczku! mówi dalej z tym samym uśmiechem. Wpuścisz mnie do domu?
Tak, tak, oczywiście! Wojtek się ożywia. Proszę, zapraszam.
Kazimiera Malinowska wciąga do mieszkania niewielką walizkę na kółkach.
Daj mi mocnej herbaty! rozkazuje, kiedy Wojtek częstuje ją naparem. Zuzi nie ma, w pracy, Pola w przedszkolu, a ty co, nic nie robisz?
Wysłali mnie na przymusowy urlop odpowiada ponuro. Dwa tygodnie, bo takie były potrzeby firmy. Jego marzenia o błogim odpoczynku właśnie się ulatniają. Z nadzieją spogląda na gościa: A długo się zatrzymujesz?
Dobrze trafiłeś potwierdza z uśmiechem, rozwiewając wątpliwości na długo.
Wojtek znowu wzdycha. Z Kazimierą Malinowską prawie się nie znał; widział ją tylko przelotnie na ślubie z Zuzią, przyjechała wtedy aż z Poznania. Ale od teścia słyszał o niej wiele. Ten, opowiadając o teściowej, zniżał głos, oglądał się ukradkiem i wyrażał szacunek pomieszany ze strachem.
Pozmywaj naczynia nakazuje ona i zbieraj się. Zabiorę cię na wycieczkę po mieście, będziesz moim przewodnikiem!
Wojtek nie znajduje argumentów, ani nawet nie próbuje się sprzeciwić. Ton jej głosu przypomina mu komandora kompanii, pana Bartoszka, z dawnych lat w wojsku tamten sprzeciw byłby ryzykowny.
Pokażesz mi bulwary nad Wisłą! nakazuje Kazimiera. Jak tam najlepiej dojechać? Bierze Wojtka pod ramię i pewnym krokiem zmierza przez osiedle, zaglądając z zainteresowaniem w okna.
Najprościej taksówką wzrusza ramionami Wojtek.
Kazimiera niespodziewanie wkłada palce do ust i zagwizduje przenikliwie. Obok zatrzymuje się gwałtownie przejeżdżająca taksówka.
Po co gwizdać? Co ludzie sobie pomyślą? karci ją Wojtek, pomagając jej usiąść z przodu.
Nic sobie nie pomyślą drobna, siwa staruszka śmieje się wesoło. Pomyslą, że to ty tak się zachowujesz.
Na jej słowa taksówkarz parska śmiechem, a Kazimiera przybija z nim piątkę, jakby byli starymi znajomymi.
Ty, Wojtku, jesteś porządny i spokojny mówi starsza pani, kiedy przechadzają się po bulwarach. Ale ja taka nie umiem być. Mój świętej pamięci mąż, dziadek Zuzi, długo do mnie przywykał. Był cichy, spokojny, typowy bibliofil. I nagle ja w jego życiu! Oj, działo się Po górach razem wędrowaliśmy, ze spadochronu kazałam mu skakać, tylko motolotni się bał jak wody święconej wtedy z córką czekali na mnie na ziemi, gdy latałam nad ich głowami.
Wojtek słucha zaskoczony. Zuzia nigdy nie wspominała, że babcia taka była! Jej życie, jak się okazuje, było pełne przygód. To wiele tłumaczy z jej charakteru. Kazimiera bada go wzrokiem:
A skakałeś kiedyś ze spadochronem?
W wojsku, czternaście razy nie kryjąc dumy przyznaje Wojtek.
Brawo, szanuję! kiwa głową babcia i zaczyna nucić:
Jeszcze długo będziemy spadać,
Ten skok to nie lada wyczyn
Wojtek zna tę starą, harcerską piosenkę i od razu włącza się:
Pod chmurą białą z jedwabiu
Jak mewa śmigam do ciebie
Piosenka przełamuje pierwsze lody. Już nie boi się tej nietypowej staruszki.
Czas na odpoczynek i coś do jedzenia proponuje Kazimiera. Tam w budce chyba mają świetnego szaszłyka, czujesz ten zapach?
Szaszłykowy ciemnowłosy, postawny mężczyzna o surowym wyrazie twarzy, z wprawą nadziewa mięso na szpikulce. Można uwierzyć, że z taką miną potrafiłby przebić niejednego wroga i nie poczułby nic prócz radości. Patrząc na niego, chce się krzyknąć Hej! i tańczyć krakowiaka do utraty tchu.
Kazimiera siada z nim przy stoliku, błyska oczami i czysto, choć niespodziewanie, zaczyna:
Sto lat, sto lat,
Niech żyje, żyje nam!
Szaszłykowy aż drga ze zdumienia, spogląda na seniorkę, w oku pojawia się iskra i podchwytuje:
Jeszcze raz, jeszcze raz,
Niech żyje, żyje nam!
Proszę się częstować, szanowna pani z wielkim uśmiechem podaje półmisek szaszłyka, bułki i świeże zioła. Nalewa też dwa kieliszki schłodzonego wytrawnego gruzińskiego wina i kłania się, przykładając dłoń do serca.
Na zapach pieczeni z krzaków wychodzi szary kociak, podchodzi nieśmiało do stolika i patrzy na nich z nadzieją.
To właśnie ciebie nam brakowało śmieje się Kazimiera. Chodź tu, maluszku. Zwraca się do szaszłykowego: Dzień dobry, proszę też surowego mięsa dla naszego przyjaciela, tylko drobno pokroić!
Kiedy kociak łapczywie je z miseczki, Kazimiera strofuje Wojtka:
Macie dziecko, tym bardziej dziewczynkę! Jak chcecie nauczyć ją dobroci, empatii, opiekuńczości, jeśli w domu nie ma kota? Ten maluszek wam pomoże!
Po powrocie Kazimiera od razu kąpie znalezisko, a Wojtka wysyła ze spisem wyprawki: żwirek, miski, drapak i puszyste legowisko. Gdy wraca obładowany siatkami, w mieszkaniu rozbrzmiewa radosny pisk dziewczyn. Zuzia i Pola siedzą przy babci, która całuje je ze szczęścia. Kociak, siedząc na kanapie, z zaciekawieniem obserwuje nowych ludzi.
A to dla ciebie, Polu, letni komplecik z szortami rozdaje prezenty babcia a dla ciebie, Zuzia Nic tak nie poprawia kobiecie humoru, jak koronka
Cały następny tydzień Pola nie chodzi do przedszkola. Rano z babcią ruszają na wycieczki po mieście, wracają przed obiadem zmęczone, ale szczęśliwe sobą i wspólnymi przeżyciami.
W domu czekają Wojtek i kociak nazwany Leonkiem. Wieczorem dołącza Zuzia i cała czwórka wychodzi na spacer Leonek też!
Muszę z tobą porozmawiać, Wojtku mówi poważnie Kazimiera wieczorem. Jutro już jadę, czas na mnie. To wręcza mu dokument w przezroczystej teczce po moim wyjeździe przekaż Zuzi. To mój testament. Mieszkanie i cały majątek zapisuję jej, a tobie bibliotekę, którą zbierał mój mąż przez całe życie. Wśród książek są prawdziwe rarytasy, z autografami znanych osób
Ale po co, Kazimiero!? wyrywa się Wojtek, lecz ona ucisza go gestem.
Zuzi nic nie mówiłam, tobie powiem mam poważne kłopoty z sercem. Może się wszystko nagle skończyć, trzeba być przygotowanym.
Jak to, sama?! oburza się Wojtek. Musi być ktoś przy pani!
Zawsze ktoś przy mnie czuwa uśmiecha się babcia. Poza tym córka, twoja teściowa, mieszka obok, w Katowicach. A ty opiekuj się Zuzią i wychowuj Polę. Jesteś dobrym chłopakiem, można na tobie polegać. Wiesz, ja dla ciebie to taka teściowa do kwadratu! śmieje się i klepie go po ramieniu.
Może jednak zostaniesz jeszcze choć trochę? prosi Wojtek.
Kazimiera patrzy z wdzięcznym uśmiechem, ale tylko przecząco kręci głową.
Wyprawiają ją całą rodziną, nawet Leonek smutnieje na rękach Poli. Kazimiera przykłada palce do ust i głośno gwiżdże natychmiast staje taksówka.
Jedziemy, zięciu! Odstawisz mnie na pociąg! zarządza, całuje Zuzię i Polę, wsiada obok szofera.
Taksówkarz patrzy na nią z niedowierzaniem.
Co się tak gapisz? burknął Wojtek. Nigdy pan nie widział porządnych kobiet?
Sucha babcia, potrząsając siwymi loczkami, wybucha śmiechem i klaszcze w dłonie razem z Wojtkiem.



