Minęło już wiele lat od tamtej chwili, lecz wciąż mam ją w pamięci, jakby wydarzyła się wczoraj. Było to dawno temu, w Krakowie, kiedy jeszcze nie potrafiłam pogodzić się z żałobą po śmierci mojego męża, Aleksandra. Trzy miesiące po jego odejściu dotarła do mnie wiadomość, że świeżo urodzone dziecko zostało pozostawione w Oknie Życia przy szpitalu św. Ludwika. Los chciał, bym właśnie wtedy stanęła przed wyborem, który miał odmienić całe moje życie.
Podjęłam decyzję, by zaadoptować to maleństwo porzucone przez swoich prawdziwych rodziców. Zaczęło się żmudne gromadzenie wszystkich wymaganych dokumentów, biegałam po urzędach i rozmaitych instytucjach. Kontrole społeczne, wizyty opieki społecznej w moim mieszkaniu przy ulicy Słowackiego… Wszystko przeszłam pomyślnie, a po krótkim czasie w moim domu pojawił się chłopiec. Pokochałam go całym sercem, tak jakby był moim własnym synem. Dałam mu na imię Aleksander, tak samo, jak nazywał się mój mąż. Usłyszenie tego imienia znów pod moim dachem przyniosło mi niewyobrażalną ulgę i radość. Aleksander dorastał, a wraz z kolejnymi latami zaczął pytać, czy kiedyś będzie miał siostrę lub brata.
Nie miałam nic przeciwko temu. Pracowałam zdalnie, więc mogłam bez przeszkód pogodzić życie rodzinne z obowiązkami zawodowymi. Ten tryb życia idealnie wpisywał się w nasze potrzeby, więc gdy tylko pojawiła się taka możliwość, byłam gotowa na rozszerzenie naszej rodziny. Pewnego razu podczas grudniowego popołudnia zaproszono mnie do szpitala na Prokocimiu. Gdy weszłam do pokoju, zobaczyłam w białym łóżeczku noworodka dziewczynkę, która liczyła dopiero trzy dni. Od pierwszego spojrzenia wiedziałam, że to ona powinna być naszą córką. Bez chwili wahania postanowiłam, że tak właśnie się stanie.
Znając już procedurę adopcyjną, wszystkie formalności poszły znacznie szybciej niż za pierwszym razem. W krótkim czasie dziewczynka, której nadałam imię Jadwiga po mojej babci zamieszkała razem z nami.
Dziś, gdy patrzę na Aleksandra i Jadwigę, ogarnia mnie szczęście, jakiego nie czułam nigdy wcześniej. Jesteśmy we troje, a nasz dom przepełnia miłość. Wierzę, że Pan Bóg już dawno miał dla nas taki właśnie plan.



