Dzisiaj znów dzwonek rozdarł ciszę, wieszcząc wizytę. Zofia odłożyła fartuch, otarła dłonie i podeszła do drzwi. Na progu stała jej córka z młodym mężczyzną. Wpuściła ich do mieszkania.
Cześć, mamo powiedziała córka, całując ją w policzek. To jest Tatuś, będzie z nami mieszkał.
Dzień dobry młody mężczyzna skłonił się grzecznie.
A to moja mama, ciocia Zosia.
Zofia Nowak poprawiła córkę.
Mamo, co na obiad?
Puree z groszku i parówki.
Nie jem puree z groszku burknął chłopak, ściągając buty i kierując się do salonu.
Ale mamo, Tatuś nie lubi groszku powiedziała dziewczyna szeroko otwartymi oczami.
Młody rozsiadł się na kanapie i cisnął plecak na podłogę.
To właściwie mój pokój zauważyła Zofia.
Tatuś, chodź, pokażę ci, gdzie będziemy mieszkać zawołała Kinga.
Podoba mi się tu warknął, z trudem podnosząc się z kanapy.
Mamo, wymyśl coś, co Tatuś zje.
Nie wiem, zostało pół opakowania parówek wzruszyła ramionami Zofia.
Spoko, z musztardą, keczupem i chlebem zawołał.
No dobrze odpowiedziała tylko Zofia, kierując się do kuchni. Najpierw znosiła kociaki i szczeniaki, a teraz przyprowadza to i jeszcze mam go karmić.
Nalała sobie puree, położyła dwie usmażone parówki, dodała sałatkę i zaczęła jeść z apetytem.
Mamo, czemu jesz sama? zapytała córka, wchodząc do kuchni.
Bo wracam z pracy i jestem głodna odpowiedziała Zofia, przeżuwając parówkę. Jak ktoś chce jeść, niech sobie sam weźmie albo ugotuje. I jeszcze jedno: dlaczego Tatuś ma z nami mieszkać?
No jak to dlaczego? To mój mąż.
Co?! Twój mąż?
No właśnie. Twoja córka jest dorosła i sama decyduje, czy wychodzi za mąż, czy nie. Mam w końcu dziewiętnaście lat.
Ale nawet mnie nie zaprosiliście na ślub.
Nie było ślubu, tylko urząd. Skoro jesteśmy małżeństwem, będziemy razem mieszkać odparła Kinga, patrząc na przeżuwającą matkę.
No to gratulacje. Ale czemu bez wesela?
Jak masz pieniądze na wesele, to nam daj, my już wiemy, co z nimi zrobić.
Rozumiem odparła Zofia, kontynuując posiłek. Ale dlaczego akurat u nas?
Bo w kawalerce żyją we czwórkę.
Czyli wynajęcie czegoś w ogóle nie wchodziło w grę?
Po co wynajmować, skoro mam tu swój pokój? zdziwiła się córka.
Rozumiem.
Dasz nam coś do jedzenia?
Kinga, garnek z puree stoi na kuchence, parówki na patelni. Jeśli za mało, w lodówce jest pół opakowania. Bierzcie, co potrzebujecie.
Mamo, nie rozumiesz, masz teraz ZIĘCIA podkreśliła ostatnie słowo.
I co, mam zatańczyć z radości? Kinga, wróciłam z pracy, jestem zmęczona, bez fajerwerków. Macie ręce i nogi, radźcie sobie sami.
Dlatego nie jesteś zamężna! Kinga rzuciła matce wściekłe spojrzenie i zatrzasnęła drzwi do pokoju. Zofia skończyła jeść, pozmywała, wytrzeła stół i wyszła. Przebrana, wzięła torbę i poszła na siłownię. Kilka razy w tygodniu spędzała wieczory na treningu lub basenie.
O dziesiątej wróciła do domu. Spragniona herbaty zastała w kuchni istny armagedon ktoś próbował tu gotować. Pokrywka zniknęła, danie wyschło i popękało. Opakowanie po parówkach leżało na stole, obok zeschła kromka bez opakowania. Patelnia była przypalona, a ktoś dźgał w nią widelcem. Naczynia stały w zlewie, na podłodze rozlał się coś słodkiego. W powietrzu wisiał zapach papierosów.
O, to coś nowego. Kinga nigdy się na coś takiego nie poważyła.
Zofia otworzyła drzwi do pokoju córki. Młodzi pili wino i palili.
Kinga, posprzątaj w kuchni. I jutro kupisz nową patelnię powiedziała matka, wchodząc do swojego pokoju bez zamykania drzwi.
Kinga zerwała się i pobiegła za nią.
Dlaczego my mamy sprzątać? I skąd wezmę pieniądze na patelnię? Nie pracuję, studiuję. Naczynia są dla ciebie ważniejsze?
Kinga, znasz zasady: kto je sprząta, kto brudzi sprząta, co się zniszczy trzeba wymienić. Każdy dba o siebie. I tak, patelnia jest ważna, nie była tania, a teraz nadaje się do kosza.
Po prostu nie chcesz, żebyśmy tu mieszkali rzuciła córka.
Nie spokojnie odpowiedziała Zofia.
Nie miała ochoty na kłótnię, a Kinga nigdy wcześniej tak się nie zachowywała.
Ale część mieszkania należy do mnie.
Nie, mieszkanie jest w całości moje. Pracowałam na nie i je kupiłam. Ty jesteś tylko zameldowana. Rozwiązywać problemy moim kosztem? Nie. Jeśli chcecie tu mieszkać, trzymajcie się zasad wyjaśniła córce spokojnym tonem.
Całe życie żyłam pod twoimi zasadami. Jestem mężatką i od teraz nie mówisz mi, co mam robić zaprotestowała Kinga. Poza tym przeżyłaś swoje, powinnaś nam zostawić mieszkanie.
Z przyjemnością zostawię wam klatkę schodową i ławkę na podwórku. Więc, kochanie, jesteś mężatką? Nie pytałaś. Śpisz tu sama albo z mężem gdzie indziej. On tu nie zostaje oznajmiła stanowczo.
Zostaw sobie to mieszkanie. Tatuś, idziemy krzyknęła Kinga, pakując rzeczy.
Po pięciu minutach do pokoju Zofii wtargnął świeżo upieczony zięć.
Hej, mamo, bez paniki, wszystko się ułoży powiedział, chwiejąc się lekko od alkoholu. Nie wyjdziemy w środku nocy. Bądź miła, a nawet będziemy cicho w nocy.
Jaką mam być ci matką? oburzyła się Zofia. Twoi rodzice są w domu, idź do nich i zabierz ze sobą żonę.
Tak, pójdę chłopak podniósł pięść i przybliżył ją do twarzy teści



