„Łyseczko, czas wstać!” – Jak mój mąż budził mnie każdego ranka, gdy zdecydowałam się ogolić głowę na zero, by walczyć z wypadającymi włosami i swędzącą skórą głowy, a cała rodzina przeżywała szok i… salwy śmiechu

Łysy, wstawaj! takie słowa słyszę od żony niemal każdego ranka.

Rok temu podjąłem decyzję, której wcześniej bym nawet nie brał pod uwagę. Od dłuższego czasu miałem problemy ze skórą głowy pojawiały się swędzące krostki, wyglądało to jak alergia, a do tego włosy zaczęły wypadać coraz bardziej, co mocno mnie zaniepokoiło.

Odwiedziłem kilku lekarzy: dermatolog nie pomógł, trycholog rozłożył ręce. Lekarka wręcz odradzała witaminy, upierając się, że to niczego nie zmienia. Trafiłem kiedyś na artykuł, w którym autor zachwalał, że golenie głowy na łyso powoduje wzmocnienie cebulek włosowych i oczyszczenie skóry. Szczerze mówiąc, długo się nad tym wahałem. Syn Jacek żartobliwie stwierdził, że zacznie się mnie bać łysawego ojca, ale w końcu postanowiłem zaryzykować.

Powiedziałem więc żonie Agnieszce żeby najpierw ogoliła mi głowę maszynką do strzyżenia, a potem dokładnie golarką. Ona z niedowierzaniem przyniosła sprzęt. Gdy spojrzałem potem w lustro, byłem zdziwiony moja czaszka okazała się całkiem kształtna!

Jednak największym wyzwaniem była codzienność strasznie marzła mi głowa na dworze, a gdy włosy zaczęły odrastać, drażniły mi skórę podczas spania i zostawały na poduszce.

Od czasu golenia Agnieszka zaczęła ze śmiechem budzić mnie rano: Łysy, wstawaj! od razu poprawiało mi to humor. Szybko wyszło na jaw, że jestem najbardziej łysym facetem w rodzinie. Początkowo nasze dzieci córka Zosia i syn Jacek byli całkiem zdziwieni, ale potem Jacek uznał, że też chce mieć fryzurę na jeża, by być podobnym do taty.

Moja mama, pani Helena, oznajmiła mi przez telefon, że mam się jej nie pokazywać do czasu, aż włosy całkiem odrosną, bo nie zniosłaby mojego wyglądu. Zosia błagała mnie, żebym nie szedł bez czapki na zebranie do szkoły, a Agnieszka spokojnie rzuciła, że bez nakrycia głowy wszystkie panie na zebraniu i tak zapomną, po co przyszły, i że koleżanki Zosi będą jej zazdrościć tak stylowego ojca.

Po jakimś czasie wszystkie zmiany na skórze ustąpiły samoistnie. Zosia nadal się śmieje, twierdząc, że już nie wie, na co jeszcze mnie stać. Ostatnio nawet przypadkiem słyszałem, jak mówiła do Jacka, że pewnie wytatuuję sobie na głowie orła białego…

Ta cała historia nauczyła mnie dystansu do siebie, ale przede wszystkim tego, że nie warto bać się zmian, nawet radykalnych czasem to one naprawdę przynoszą ulgę i poprawę zdrowia.

Rate article
Fajna Tajna
„Łyseczko, czas wstać!” – Jak mój mąż budził mnie każdego ranka, gdy zdecydowałam się ogolić głowę na zero, by walczyć z wypadającymi włosami i swędzącą skórą głowy, a cała rodzina przeżywała szok i… salwy śmiechu