14 marca
Czasami mam wrażenie, że w moim domu wszystko kręci się tylko wokół mojego męża, Piotra. On myśli wyłącznie o sobie. Ostatni przykład banany.
Piotrze, gdzie się podziały banany, które kupiłam wczoraj? pytam go rano.
Zjadłem je, bo miałem na nie ochotę odpowiada bez cienia skruchy.
Nie mogłeś zostawić chociaż jednego dla naszego syna na podwieczorek?
Naprawdę robisz problem z powodu jednego banana? Przecież w Biedronce zawsze są!
To idź do sklepu i kup nowe.
Teraz? Zaraz leci mecz reprezentacji, nie zdążę wrócić.
To u nas norma. Jogurt, kabanosy, jabłka cokolwiek przywieziemy do domu, zaraz znika z lodówki, bo Piotr twierdzi, że wszystko mu się należy. Zaczęłam nawet chować dla synka jedzenie bo przy takim ojcu łatwo zostać z pustym talerzem.
Jesteśmy razem od pięciu lat, syn, Krzysio, zaraz skończy dwa. Mamy kredyt w złotówkach na mieszkanie, więc każdy grosz się liczy. Piotr często powtarza, że to on “utrzymuje rodzinę”, bo mieszkanie mamy “dzięki niemu”. Prawda jest taka, że sprzedał swoją kawalerkę i daliśmy to na wkład własny, ale przecież moi rodzice też dorzucili się oszczędnościami. Mama uważa, że Piotr to skrajny egoista. Trudno mi się z nią nie zgodzić.
Przed urodzinami Krzysia szykowałam wszystko na ostatni guzik. Gotuję dla gości, a Piotr dosłownie kręci się pod nogami i podbiera z talerzy. Szczytem była historia z tortem wystawiłam go na balkon, bo w lodówce nie było miejsca. Biorę go potem do kuchni, odchylam karton, a tam dorodny kawałek zjedzony, a reszta nadgryziona. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu.
To nie jest wyjątek. Owszem, przynosi pieniądze, ale nie wszystko można kupić. Czy naprawdę żyjemy po to, żeby wydawać pensję na podwójne zakupy? Słyszę tylko z jego ust: “Kupię nowe, nie przejmuj się.” Ale jak można być tak beztroskim, kiedy mamy dziecko i wypłatę, która ledwo wystarcza na ratę kredytu, przedszkole, ubrania i codzienne potrzeby?
Teściowa oczywiście bierze jego stronę:
Nie czepiaj się chłopa, przynosi do domu pieniądze, to i niech sobie naje. Jak coś ci brakuje, to gotuj więcej.
Tylko że Piotr zawsze zje wszystko, bez względu na ilość. To nie kwestia ilości domowy budżet jest ograniczony, a potrzeby nie maleją. O dokupywaniu więcej nie ma mowy, przecież trzeba jeszcze odkładać na przyszłość i na opłaty.
W końcu postawiłem sprawę jasno powiedziałem mu wprost: jeśli to się powtórzy, każde z nas pójdzie własną drogą. Podzielimy się mieszkaniem, a życie poukładamy na nowo. Piotr od razu się obraził, zadzwonił do swojej mamy, która teraz w ogóle nie chce ze mną rozmawiać. Ja jednak czuję, że to jest jedyna słuszna postawa. Mam własne zdanie i zamierzam go bronić.
Dziś już wiem nie można być w rodzinie tylko gościem we własnej kuchni. Dbanie o siebie nawzajem to podstawa, a kompromis buduje się razem, a nie samemu. Jeśli ktoś myśli tylko o sobie, to w końcu zostaje sam nawet jeśli ma pełną lodówkę.



