WYTĘSKNIONE SZCZĘŚCIE
Ten dzień był najradośniejszym w życiu Zofii. Promieniała szczęściem! Nic dziwnego przez dwanaście lat nie mogła zostać matką. A dziś taka wspaniała wiadomość! W jej życiu pojawi się dziecko. Czy jest coś piękniejszego dla kobiety niż to? Każda, która doświadczyła radości macierzyństwa, doskonale to rozumie.
Zofia była w siódmym niebie. Co chwilę kładła rękę na brzuchu i z rozczulającym uśmiechem mówiła do maleństwa, które było zaledwie w jedenastym tygodniu.
Zofia poznała Tomasza jeszcze jako nastolatka. Razem studiowali na Uniwersytecie Warszawskim, razem też go ukończyli. Ślub wzięli trzy miesiące po obronie dyplomów. Wszystko układało się znakomicie byli dla siebie wsparciem i źródłem radości. Jednak po pół roku małżeństwa Zofia zaczęła się martwić. Tomasz pocieszał ją, przekonując, że nic złego się nie dzieje, wszystko jeszcze przed nimi i na pewno będą mieć dzieci.
Po kolejnych dwóch latach Zofia zaczęła tracić nadzieję. Poszła do lekarza, lecz nie znaleziono u niej poważnych problemów. Tomasz był wyrozumiały, starał się oderwać ją od smutnych myśli zabierał na spacery, obsypywał troską, ale ona z każdym dniem gasła. Tak minęło dwanaście lat. Pełnia rodzinnego szczęścia wciąż była poza jej zasięgiem.
Pewnego ciepłego lipcowego dnia, gdy Tomasz był w pracy, Zofia wyszła na spacer. Szła wolno, pogrążona w myślach, z opuszczoną głową. Nie zauważała świata wokół siebie.
Nagle usłyszała tuż obok:
Czy ty jesteś moją mamą?
Zofia gwałtownie się zatrzymała, jakby rażona piorunem. Podniosła wzrok i ujrzała chłopca miał może trzy latka. Stał po drugiej stronie ogrodzenia, trzymając się żelaznych prętów, i patrzył na nią uważnie swoimi dużymi oczami.
Przez chwilę stała jak wryta, próbując pojąć, co się dzieje. W końcu, zebrała odwagę i podeszła bliżej. Z oddali zauważyła, że to Dom Dziecka inne dzieci bawiły się na placu zabaw.
Zofia patrzyła na chłopca, nie mogąc zebrać myśli ani słów. Czuła, że właśnie ten moment może odmienić jej los. Po chwili delikatnie zapytała:
Nie pamiętasz swojej mamy? Jaka była?
Nie, nigdy jej nie widziałem. Ale stoję tutaj i czekam, bo ona na pewno mnie rozpozna, gdy będzie przechodzić.
Tak, może tak być powiedziała Zofia, a w jej sercu zrodziła się nadzieja, że to ona mogłaby być dla niego mamą.
Jak masz na imię?
Jestem Paweł.
Zofia wiedziała, co musi zrobić. Była zdecydowana podjąć każde staranie, by przyjąć Pawła pod swój dach. Może właśnie los przyprowadził ją do tego ogrodzenia.
Kilka lat temu straciłam synka, też miał na imię Pawełek, wciąż go szukam. Może to właśnie ty? szepnęła łagodnie.
Chłopiec rozpromienił się nagle i zawołał radośnie:
Tak! To ty jesteś moją mamą! Poznałem cię! Ty!
Wyciągnął rączki przez ogrodzenie, a Zofia objęła je swoimi, przytulając go mocno.
Chodźmy od razu do pani dyrektor i powiedzmy, że się odnaleźliśmy! Zabiorę cię do domu.
Hurra! krzyknął Paweł.
Zofia uradowana weszła do budynku Domu Dziecka razem z chłopcem.
No wreszcie Pawełek będzie miał mamę! cieszyła się serdecznie opiekunka.
Potem zaczęły się formalności, komisje, oczekiwania dla Zofii to wszystko było jakby za mgłą. Pawełek rozumiał i wierzył, że jego mama go nie opuści. W tym czasie Zofia przygotowała Tomasza do nowej roli i razem urządzili pokój dla dziecka, kupili meble, zabawki, niezbędne rzeczy. Tomasz nie protestował, widząc w oczach żony szczęście, którego nie znał od lat.
Przyszedł dzień, na który czekali! Pawełek stał się ich synem. W trójkę wrócili do domu, promienni, trzymając się za ręce. Dom zmienił się. Cisza panująca tu przez dwanaście lat została wyparta przez tupot małych stópek i wykrzykiwane: Tato, zobacz!. Zofia ożyła. Całą swoją niewykorzystaną miłość przelała na chłopca. Tomasz był dla niego najlepszym ojcem.
Czas płynął, Paweł rósł i sprawiał rodzicom wiele radości. Pewnego ranka Zofia poczuła się słabo. Tomasz zaniepokojony, udał się z żoną do lekarza. Tam usłyszeli zdumiewającą wiadomość Zofia spodziewa się dziecka! Ich radość była nie do opisania.
Z niecierpliwością oczekiwali narodzin kolejnego dziecka. I wreszcie ten dzień nastąpił urodziła się zdrowa dziewczynka, Jagoda. Teraz ich rodzina była pełna.
Zofia już wiedziała: cud narodzin Jagody wydarzył się dzięki temu, że kiedyś nie przeszła obojętnie wobec samotnego chłopca przy ogrodzeniu. Dobre uczynki zawsze są wynagradzane. Szczęście nie zna kalendarza przychodzi do tych, którzy potrafią otworzyć serce na miłość, bez żadnych warunków.



