No i proszę! zawołał Szymek. Tak powinno być! Ostatnie słowo zawsze należy do mężczyzny!
Od rana u Malinowskich pojawił się dorosły wnuk, na którego weselu niedawno byli. Szymek przyjechał po ziemniaki, bo zawsze pomagał swoim ukochanym dziadkom je sadzić i wykopywać.
No powiedz, Szymku, jak ci się żyje z twoją Jagodą? zapytała szybko babcia, krzątając się przy kuchni kaflowej.
Oj, bywa różnie, babciu mruknął wnuk niechętnie. Różnie
Czekaj, czekaj zaniepokoił się dziadek Jan. Co to znaczy różnie? Kłócicie się już, czy jak?
No na razie się nie kłócimy. Staramy się ustalić, kto w domu rządzi przyznał wnuk.
Jezusiczku babcia sapnęła półgłosem ze śmiechem, stojąc nad garnkiem. Znaleźliście sobie z czym się spierać. Przecież wszystko powinno być jasne.
Jasne, że od zawsze najważniejsza w rodzinie była i jest tylko żona zaśmiał się dziadek.
No, no dobiegło raz jeszcze znad kuchni.
Dziadku, serio? Wnuk spojrzał zdumiony na dziadka. Żartujesz, czy jak?
Ani trochę nie żartuję odparł Jan. Jak nie wierzysz, zapytaj babcię. No Haniu, powiedz, czyje w naszym domu jest zazwyczaj ostatnie słowo?
Skończ już te głupstwa odrzekła serdecznie babcia.
Nie, powiedz naciskał Jan. Kto w naszym domu decyzje podejmuje ty czy ja?
No ja
Jak to? zdumiał się wnuk. Jakoś nigdy tego nie zauważyłem. Zawsze uważałem, że to mężczyzna powinien być głową rodziny.
Daj spokój, Szymku zaśmiał się ponownie dziadek. W porządnej rodzinie wygląda to zupełnie inaczej, niż myślisz. Zaraz ci kilka historii opowiem, to sam zrozumiesz.
Historia
Zaczyna się burknęła niezadowolona babcia. Teraz pewnie o motocyklu opowie.
O jakim motocyklu? zdziwił się Szymek.
O tym, który rdzewieje w szopie ochoczo potwierdził dziadek. Ma już chyba z pół wieku. Wiesz, jak babcia mnie zmusiła, żebym go kupił?
Babcia? Zmusiła?
Ano tak. Sama dała mi pieniądze, swoje odłożone. Ale zacznę od początku.
Kiedyś zarobiłem trochę grosza, akurat by starczyło na motocykl z wózkiem bocznym. Mówię do Hani twojej babci: “Chcę kupić motocykl”. Z przyczepką, żeby ziemniaki z pola przewozić do domu. Dawniej działki z ziemniakami mieliśmy za wsią.
I babcia się uparła. Mówi: “Lepszy by był kolorowy telewizor, drogie wtedy były”. Ziemniaki, mówi, zawsze przywoziłeś rowerem, no to przywoź dalej.
Worek na ramę, i do domu. No to mówię: “Twoje słowo ostatnie”. Kupiliśmy telewizor.
A motocykl? nie zrozumiał wnuk.
Motocykl też w końcu kupiliśmy westchnęła babcia. Ale później. Najpierw dziadek się nadwyrężył z kręgosłupem, i musiałam sama niemal całą ziemniaczaną robotę ogarnąć.
A gdy zimą świnie sprzedaliśmy na mięso, oddałam mu całą kasę i mówię: “Jedź do miasta po ten motocykl z wózkiem”.
A następnej jesieni znowu mieliśmy trochę złotych ciągnął dziadek. Proponuję: za te pieniądze trzeba postawić nową saunę, bo stara, co po rodzicach, dach miała do niczego, ściany też słabe. A babcia znowu swoje że może lepiej meble nowe. Żeby w mieszkaniu jak u ludzi było. No więc znowu: “Twoje słowo ostatnie”. Kupiło się meble.
A na wiosnę cała sauna nam się zawaliła dokończyła historię babcia. Śniegu była masa. Dach nie wytrzymał Od tamtej pory zawsze decyduję, że jak Janek powie, tak już będzie.
No i masz zawołał Szymek. Tak ma być! Ostatnie słowo należy się mężczyźnie.
Ale nie, Szymku, nie zrozumiałeś roześmiał się dziadek. Bo ja zanim cokolwiek zacznę, podchodzę i mówię: “Chcę przewalić piec. Zgadzasz się?”. A potem jak żona powie, tak robię.
Ja po tych przejściach zawsze mówię: “Jak uważasz, tak będzie najlepiej”.
Więc Szymku, powtarzam, ostatecznie ostatnie słowo należy się żonie podsumował starszy pan. Rozumiesz mnie?
Szymek przez chwilę myślał, aż zaczął się śmiać. Po czym spoważniał, a potem znowu rozpromienił mu się wyraz twarzy.
Teraz już rozumiem, dziadku. Wrócę do domu i powiem: “Dobrze, Jagoda, pojedźmy na urlop do Zakopanego, tak jak chcesz. A samochód niech chwilę poczeka z naprawą. Automat zaczyna szwankować, trzeba będzie wymienić.
Jak auto padnie trudno. Będziemy przez całą zimę dojeżdżać do pracy autobusami. Po prostu trzeba będzie wstać godzinę wcześniej, to nic strasznego”. Dobrze myślę, dziadku?
Idealnie, Szymku pokiwał radośnie głową dziadek. Za rok czy dwa, wszystko się ułoży i znajdziecie wspólne rozwiązania.
A żona zawsze powinna w rodzinie mieć głos decydujący. To i mężczyzna ma spokojniejsze życie. Wiem, bo sam przez to przeszedłemSzymek jeszcze przez chwilę ważył w ręku ziemniaki i patrzył na roziskrzoną od śmiechu twarz dziadka, rozbawioną babcię, dom pełen ciepła, w którym każde słowo rozbrzmiewało troską, nawet to ostatnie.
Wiecie co? rzucił nagle z nieoczekiwaną werwą. Może i dobrze, że wróciłem po te ziemniaki. Już wiem, jak u nas będzie: jak Jagoda zdecyduje, to ja od razu się zgodzę, ale będę miał pewność, że wybrała najlepiej dla nas obu.
Babcia aż zatrzymała się w pół kroku, odwróciła do wnuka i szeroko się uśmiechnęła. I właśnie o to chodzi, Szymku. Tak się buduje dom.
Za oknem słońce wspięło się wyżej, podwórze pachniało świeżą trawą i ziemią. Rodzina jeszcze długo siedziała razem w kuchni, parzył się kompot ze śliwek, a babcia gderała pod nosem na przyschnięty bluszcz na płocie. W tej zwyczajnej, cichej codzienności Szymek poczuł, że nosi w sobie ten dom i jego najważniejszą lekcję: że mądre serce i ostatnie słowo to często jedno i to samo.
Kiedy odjeżdżał, machając przez okno starego opla, babcia wypowiedziała swoje ostatnie słowo:
Pamiętaj, chłopcze: szczęście to nie wygrać rację, tylko być razem.
I właśnie z tym uśmiechem wracał do domu, gotów oddać Jagodzie nie tylko urlop, ale i ostatnie słowo bo wiedział już, że właśnie w tym kryje się cała siła rodziny.



