Zamieniła babciny pierścionek, który był uważany za brzydki, na nowoczesną biżuterię – a jej mama wywołała rodzinny dramat

Moja mama wręczyła mi pierścionek babci Zofii. Nie był to żaden stylowy antyk wzór naprawdę toporny, ciężki, nie wiadomo nawet czy można to nazwać wzorem. Na dodatek pierścionek był na mnie za duży i szczerze mówiąc, nigdy nie miałem zamiaru go nosić. Pomyślałem więc, że skoro jest już mój, mam prawo zrobić z nim co zechcę. Poszedłem do jubilera w centrum Warszawy i za niewielką dopłatą wymieniłem go na nowoczesny, minimalistyczny sygnet, który od razu wpadł mi w oko.

Zadzwoniłem do mamy, żeby podzielić się radością i opowiedzieć o nowym nabytku, a ona, jak to bywa, urządziła mi awanturę.
Jak mogłeś? wyrzuciła mi. Sprzedałeś rodzinny pierścionek, nie pytając nawet mnie o zdanie! Przecież to nie biżuteria, tylko cała masa wspomnień. To pamiątka rodzinna!

Tłumaczyłem spokojnie, że to przecież mój pierścionek, więc mogę nim dysponować. Na próżno. Nie słuchała mnie, była zbyt wzburzona. Rozmowę skończyliśmy w nieprzyjemnej atmosferze. Kilka dni później próbowała się do mnie dodzwonić, ale byłem zły i nie odebrałem telefonu. Potem dostałem od niej SMS: Okazało się, że pierścionek nie był prezentem, tylko powierzyła mi go na przechowanie, a biżuteria powinna pozostać nietknięta. Nie mogłem z nią nic zrobić. Zastanawiałem się, po co mi w ogóle taki dar. Cała sytuacja zrobiła się dziwna. Albo się coś komuś daje, albo nie. Zresztą babcia Zofia żyje jej relacja z mamą, jak i ze mną, jest niełatwa. Taka pamiątka to żaden skarb.

Natknąłem się wczoraj na podobną historię na jednym z polskich forów internetowych i zacząłem się nad tym wszystkim bardziej zastanawiać. Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby ot tak wyrzucić lub sprzedać pamiątkę rodzinną, nawet jeśli daleko jej do arcydzieła złotnictwa. To przecież część naszych rodzinnych dziejów, symbol dawnych czasów. Choćby nikt nigdy jej nie założył, to jest to przedmiot z przeszłości rzadki, budzący ciekawość. Kolejne pokolenia będą chętnie oglądać, czym ozdabiali się nasi dziadkowie i rodzice, bo moda wraca jak bumerang. Dla syna czy córki taki pierścionek bywa później miłą pamiątką po matce, po babci kiedy już ich zabraknie.

A tu syn wymienił go na coś nowoczesnego. Nawet nie wspominam o tym, jak dziś robi się biżuterię. Przecież zawsze można oddać stare złoto jubilera do przeróbki, stworzyć z niego coś nowego, ale z zachowaniem oryginalnych elementów. Jest wtedy i sentyment, i ozdoba trafia do obiegu. Można podziwiać, przekazywać ją dalej, ale historia zostaje.

Albo najprościej kupić sobie nową biżuterię, a pamiątkę rodziną schować do szkatułki.

Ja przyznam szczerze rozumiem postawę mamy i jej gniew. Nie pomyślała nawet, że syn odbierze pierścionek jako zwykły przedmiot, a nie część rodzinnej tradycji. Nawet zwyczajne prezenty nie wypada oddawać czy sprzedawać, a co dopiero coś takiego pierścionek babci Zofii!

Ale z drugiej strony próbuję zrozumieć syna. Może nie jest typem, który przepada za relikwiami i przedmiotami, do których trzeba się przywiązywać. Woli otaczać się rzeczami praktycznymi, z których korzysta się na co dzień, zamiast je przetrzymywać latami na dnie szuflady. Przecież na Starym Kleparzu w Krakowie można znaleźć mnóstwo rodzinnych pamiątek, których nikt już nie chce trzymać w domu. Może lepiej żyć chwilą, nie gromadząc rzeczy, do których nie czuje się sentymentu? Jeśli nie potrzebuje takiej pamięci, czy naprawdę należy go za to winić? Widać mama nie przekazała mu tej prostej prawdy o wartości rodzinnych przedmiotów.

Rate article
Fajna Tajna
Zamieniła babciny pierścionek, który był uważany za brzydki, na nowoczesną biżuterię – a jej mama wywołała rodzinny dramat