Możecie zamieszkać u nas, po co wam ten kredyt hipoteczny? Dom i tak kiedyś będzie wasz! powiedziała moja teściowa.
Kiedy przypominam sobie tamte czasy, widzę, jak bardzo moja teściowa próbowała nas odciągnąć od decyzji o zaciągnięciu kredytu na mieszkanie. Naciskała, byśmy wprowadzili się do nich argumentując, że mój mąż, jako jedyny syn, i tak odziedziczy ich dom w Krakowie. Ale przecież jego mama miała dopiero czterdzieści pięć lat, a ojciec czterdzieści siedem byli młodzi.
Ja i mój mąż, Paweł, mieliśmy wtedy po dwadzieścia pięć lat, oboje pracowaliśmy, nasze pensje w złotych pozwalały na wynajem skromnego mieszkania w Warszawie. Nie chciałam jednak rujnować relacji z rodziną Pawła przez codzienne niedogodności i drobne konflikty.
Rodzice mojego męża powtarzali, że najlepiej będzie mieszkać razem. Moi rodzice z Łodzi mieli przestronne mieszkanie, trzy sypialnie, ale nie chciałam być tylko gościem w ich domu, tak samo jak nie czułam się komfortowo pod dachem teściów.
To akurat wtedy, gdy zaczęła się kwarantanna, właścicielka naszego wynajmowanego mieszkania wróciła do Polski i pilnie potrzebowała lokalu dla swojej siostrzenicy i jej męża. Nie znaleźliśmy szybko odpowiedniego lokum, więc tymczasowo zamieszkaliśmy u rodziców Pawła. Muszę przyznać, że teściowie przyjęli nas serdecznie. Matka Pawła, Halina, nie była władcza, lecz lubiła mi dogadywać, że pewne rzeczy robię nie tak, jak trzeba. Ale nie traktowała mnie złośliwie.
Już wcześniej myśleliśmy o zaciągnięciu kredytu hipotecznego, lecz właśnie w tamtym okresie uznaliśmy z Pawłem, że nadszedł odpowiedni moment. Postanowiliśmy korzystać z okazji, by zaoszczędzić jak najwięcej. Chciałam się jak najszybciej wyprowadzić, ale wiedziałam, że wynajem mieszkania to długie miesiące oszczędzania na własny kąt.
Nie mieszali się przesadnie w nasze sprawy, jednak w domu panowały ich tradycje i zwyczaje: inne rytuały, inne przepisy wszystko wymagało od nas przystosowania się. Z początku nie wydawało mi się to czymś wielkim, ale cały czas czułam się nieswojo.
Od pierwszego dnia teściowa odsunęła mnie od kuchni. Łagodnie wyjaśniła, że to jej królestwo nikt poza nią nie może w nim panować. Niestety nie przepadałam za jej stylem gotowania: Halina używała mnóstwa przypraw i cebuli, czego nie tolerowałam. Komuś może wydawać się to błahostką dla mnie było codzienną udręką. Gdy spróbowałam sama coś przygotować, poczuła się dotknięta, uznając, że podważam jej pozycję pani domu.
W każdy piątek teściowa urządzała gruntowne porządki. Po pracy sprzątała cały dom a ja marzyłam tylko o położeniu się spać. Halina jednak oczekiwała pomocy, a kiedy pytałam, czemu nie sprząta w sobotę lub niedzielę, odpowiadała, że weekend jest święty, odpoczywać trzeba.
Takich szczegółów było wiele. Trzymałam się nadziei, że to tylko przejściowe, a teściowa nie wyśmiewa mnie i nie robi tego ze złej woli.
Uzgodniliśmy z Pawłem, że nie powiemy rodzicom o oszczędzaniu na wkład do kredytu po prostu płaciliśmy za media, dorzucaliśmy się do zakupów, resztę odkładaliśmy. Pewnego razu przy stole zaczęła się rozmowa o nowym samochodzie, który kupił kuzyn męża. Wtedy ojciec Pawła, Zbigniew, powiedział, że może i my powinniśmy pomyśleć o własnym aucie. Paweł odparł, że dom byłby dla nas ważniejszy.
Ile lat musielibyście odkładać? spytał Zbigniew.
Paweł przyznał, że chodzi o społeczną wpłatę do kredytu hipotecznego.
Przecież możecie mieszkać z nami! Po co się zadłużać? Nasz dom i tak będzie wasz! Halina nie dawała za wygraną.
Próbowaliśmy tłumaczyć, że pragniemy żyć samodzielnie. Lecz oni mówili, że to nierozsądne przecież nie trzeba płacić bankowi, kiedy dom jest gwarantowany w rodzinie. Kiedy zrozumieli, że rozmowa donikąd nie prowadzi, zaczęli przekonywać, że zamiast martwić się o kredyt, powinniśmy pomyśleć o dzieciach.
Czułam, jak codziennie powtarzali swoje argumenty. Na mnie nie miało to wpływu, ale Paweł powoli zaczynał się przekonywać. W końcu powiedział mi:
Po co nam ten kredyt? Mama ma rację. Mieszkamy spokojnie. A dom w końcu i tak będzie nasz.
Za pięćdziesiąt lat ten dom będzie nasz zirytowałam się.
Od tamtej chwili Paweł coraz częściej mówił, że jego rodzice są już starsi, mogą potrzebować opieki, a kredyt hipoteczny to niewola, że trudno będzie go spłacać, jak pójdę na urlop macierzyński.
A ja chciałam już wtedy być w pełni odpowiedzialną gospodynią, a nie czekać aż Halina przekaże mi koronę. Tak to wtedy wyglądało z nadzieją, niecierpliwością i marzeniem, by to nasze kiedyś w końcu nadeszło.



