Kiedy ostatnio spojrzałaś na siebie w lustro? zapytał mąż. Żona zareagowała zaskakująco.
Piotr kończył poranną kawę i kątem oka przyglądał się Małgorzacie. Włosy spięte gumką, taką jakąś… dziecięcą. Z kreskówkowymi kotkami.
A Elżbieta z mieszkania obok zawsze wyglądała świetnie, świeżo. Z tym szczególnym zapachem drogich perfum, który jeszcze długo unosił się w windzie, gdy już wyszła.
Wiesz co… odłożył telefon czasem myślę, że żyjemy jak, no… sąsiedzi.
Małgorzata zastygła w pół ruchu z ścierką w ręce.
Co masz na myśli?
Nic wielkiego. Tylko zastanawiam się, kiedy ostatni raz patrzyłaś na siebie w lustro.
Spojrzała na niego uważnie. Piotr poczuł, że coś poszło nie tak, jak chciał.
A kiedy ty ostatni raz patrzyłeś na mnie? zapytała cicho.
Zapadła niezręczna cisza.
Małgosiu, nie dramatyzuj. Po prostu uważam, że kobieta powinna zawsze wyglądać świetnie. Przecież to podstawa! Popatrz na Elżbietę, jest w twoim wieku.
Aha, Elżbieta… przeciągnęła Małgorzata. I w jej głosie coś się zmieniło, jakby właśnie coś zrozumiała.
Piotrze powiedziała po chwili wiesz co, wyjadę na jakiś czas do mamy. Przemyślę to, co powiedziałeś.
Dobrze… Możemy chwilę pomieszkać osobno, przemyśleć. Ale pamiętaj, nie wyrzucam cię!
Wiesz… Małgorzata zawiesiła starannie ścierkę na haczyku może rzeczywiście powinnam popatrzeć na siebie w lustro.
I zaczęła pakować walizkę.
Piotr siedział w kuchni i myślał: Cholera, przecież właśnie tego chciałem. Tylko zamiast ulgi, poczuł dziwną pustkę.
Przez trzy dni mieszkał jak na urlopie. Rano kawa na spokojnie, wieczorem robił co chciał. Nikt nie włączał seriali o miłości i zdradzie.
Wolność, rozumiecie? Upragniona męska wolność.
Wieczorem spotkał Elżbietę przed blokiem. Niosła torby z Delikatesów Centrum, na obcasach, w sukience idealnie dopasowanej.
Piotrze! uśmiechnęła się. Co słychać? Dawno nie widziałam Małgosi.
U mamy na wsi, odpoczywa skłamał bez skrupułów.
Aaa… Elżbieta przytaknęła ze zrozumieniem. Wiesz, kobietom czasem potrzebna przerwa od codzienności, rutyny.
Mówiła tak, jakby nie znała codziennych obowiązków. Jakby jej mieszkanie sprzątało się samo, a obiad pojawiał się na zawołanie.
Ela, może kawa kiedyś? Sąsiedzi w końcu…
Czemu nie uśmiechnęła się. Jutro wieczorem?
Całą noc Piotr planował spotkanie. Która koszula? Jeansy czy spodnie? Perfumy nie przesadzić.
Rano zadzwonił telefon.
Piotr? głos obcy. Mówi Teresa, mama Małgosi.
Serce podskoczyło.
Tak, słucham.
Małgosia prosiła, by przekazać: w sobotę odbierze resztę rzeczy, kiedy ciebie nie będzie. Klucze zostawi u sąsiadki.
Ale jak to odbierze rzeczy?
Jak myślisz? w głosie teściowej pojawiła się stanowczość. Moja córka nie będzie całe życie czekać, aż się zdecydujesz, czy jest ci potrzebna.
Pani Tereso, przecież nic takiego nie powiedziałem…
Powiedziałeś wystarczająco dużo. Żegnaj, Piotrze.
Rozłączyła się.
Piotr siedział w kuchni z telefonem i nie mógł zrozumieć co się dzieje. Przecież nie rozwodził się! Chciał tylko przerwy, czasu do namysłu.
A one już wszystko postanowiły!
Wieczorem kawa z Elżbietą była… dziwna. Miała miły uśmiech, ciekawie opowiadała o pracy w banku, śmiała się z jego żartów. Ale gdy spróbował chwycić jej dłoń, delikatnie się odsunęła.
Piotrze, wie pan, nie mogę. Jest pan żonaty.
Ale przecież… teraz żyję osobno…
Teraz. A jutro? spojrzała uważnie.
Odprowadził ją pod blok i wrócił do siebie. W mieszkaniu było cicho i pachniało samotnością.
Sobota. Piotr specjalnie wyszedł z domu nie chciał scen, tłumaczeń, łez. Niech spokojnie zabierze rzeczy.
Ale około trzeciej ciekawość go zżerała. Co zabrała? Wszystko? Tylko najpotrzebniejsze? Jak wyglądała?
O czwartej nie wytrzymał i wrócił.
Przed blokiem stał samochód na lubelskich numerach. Kierował nim nieznany facet, około czterdziestki, grzeczny, dobrze ubrany. Pomagał komuś ładować kartony.
Piotr usiadł na ławce i patrzył.
Po dziesięciu minutach wyszła kobieta w błękitnej sukience. Włosy spięte stylową spinką, delikatny makijaż.
Piotr nie wierzył własnym oczom. To była Małgorzata. Jego Małgorzata ale jakby nowa.
Niosła ostatnią torbę. Mężczyzna pomógł jej wsiąść do samochodu, jakby była z porcelany.
Nie wytrzymał. Podszedł.
Małgosiu!
Odwróciła się. Miała spokojną twarz, piękną, bez tej wiecznej zmęczonej miny.
Cześć, Piotrze.
To… naprawdę ty?
Kierowca się lekko spiął, ale Małgorzata dała mu znak, że wszystko w porządku.
Tak odpowiedziała. Po prostu już dawno na mnie nie patrzyłeś.
Zaczekaj, możemy porozmawiać.
O czym? była zdziwiona, bez gniewu. Mówiłeś zawsze, że kobieta musi wyglądać świetnie. Więc wzięłam to sobie do serca.
Ale to nie o to chodziło! Piotrowi serce waliło.
O co chodziło, Piotrze? zapytała spokojnie. Mam być piękna, ale tylko dla ciebie? Ciekawa, ale zamknięta w domu? Kochać siebie, ale nie na tyle, żeby odejść od męża, który mnie nie widzi?
Stał i słuchał, czując, że coś mu się przewraca w środku.
Wiesz… dodała miękko przestałam dbać o siebie, bo poczułam się niewidzialna. W swoim własnym domu, w swoim życiu.
Nie chciałem…
Chciałeś. Żonę-niewidkę, która robi wszystko, ale nie przeszkadza. A jak się znudzi wymienić na coś atrakcyjniejszego.
Facet w samochodzie powiedział jej coś cicho. Kiwnęła głową.
Muszę już iść powiedziała Piotrowi. Władek czeka.
Władek? Piotr nie mógł złapać tchu. Kim on jest?
Kimś, kto mnie widzi. Poznaliśmy się na siłowni. Obok mamy otworzyli fitness klub. Wyobrażasz sobie? W wieku czterdziestu dwóch lat pierwszy raz zaczęłam ćwiczyć…
Nie, Małgosiu. Daj jeszcze jedną szansę, zrozumiałem byłem idiotą.
Powiedz, Piotrze spojrzała na niego kiedy ostatni raz powiedziałeś, że jestem piękna?
Milczał. Nie pamiętał.
A kiedy ostatni raz zapytałeś, jak się czuję?
Zrozumiał. Przegrał. Nie z Władkiem, nie z losem. Ze sobą samym.
Władek włączył silnik.
Nie mam do ciebie żalu powiedziała. Pomogłeś mi zrozumieć coś ważnego: jak sama siebie nie widzę, nikt mnie nie zauważy.
Odjechali.
Piotr stał pod blokiem i patrzył, jak wyjeżdża jego życie. Nie żona życie. Piętnaście lat, które wydawały się rutyną, a były szczęściem. Tyle że nie umiał tego docenić.
Pół roku później spotkał Małgosię w Galerii Lublin. Przypadkowo.
Wybierała ziarna kawy, czytała dokładnie etykiety. Obok stała młoda dziewczyna, około dwudziestu lat.
Weź tę mówiła. Tata twierdzi, że arabica lepsza od robusty.
Małgosiu? podszedł Piotr.
Małgorzata spojrzała. Uśmiechnęła się lekko.
Cześć, Piotrze. Poznaj to Ania, córka Władka. Aniu, to Piotr, mój były mąż.
Ania uprzejmie skinęła głową. Ładna, chyba studentka. Patrzyła na niego z ciekawością, ale bez złośliwości.
Jak tam? spytał Piotr.
Dobrze. A u ciebie?
W porządku
Znów niezręczna cisza. Co powiedzieć kobiecie, która zmieniła się nie do poznania?
Stali przy półkach z kawą, Piotr patrzył na nią. Opalona, w lekkiej bluzce, z nową fryzurą. Szczęśliwa. Tak, właśnie szczęśliwa.
Jak w sprawach sercowych? zapytała.
Nic szczególnego westchnął.
Małgorzata spojrzała uważnie.
Wiesz, Piotrze, szukasz kobiety pięknej jak Elżbieta, ale potulnej jak ja kiedyś. Mądrej, ale nie na tyle, by widziała, jak patrzysz na inne
Ania słuchała tego z szeroko otwartymi oczami.
Takiej kobiety nie ma zakończyła spokojnie.
Małgosiu, idziemy? wtrąciła Ania. Tata czeka w samochodzie.
Jasne. Małgorzata wzięła paczkę kawy. Powodzenia, Piotrze.
Odeszły, Piotr został sam między półkami. I zrozumiał, że Małgorzata ma rację. Naprawdę szukał nierealnej kobiety.
Wieczorem usiadł w kuchni z herbatą. Myślał o Małgosi, o tym jaka się stała. Zrozumiał, że czasem strata jest jedynym sposobem, by odkryć wartość tego, co się miało.
Może szczęście nie polega na poszukiwaniu wygodnej żony. A na tym, by dostrzec kobietę obok siebie.



